Reklama:
blocker

Mam wrażenie, że nie umiemy cieszyć się życiem. Budujemy swoje poczucie wartości na zewnętrznych atrybutach, gonimy za iluzjami. Pani w swojej książce dość dobrze to wyjaśnia.

 

Niestety tak przebiega zazwyczaj nasze dorastanie. Zamiast odkrywać to, kim jesteśmy i jakie są nasze prawdziwe potrzeby, wchodzimy w proces porównywania się i aspirowania do wzorca. Rodzice i opiekunowie często sugerują nam, że powinniśmy być lepsi, mówiąc na przykład: „Twoja koleżanka ma wyższe oceny”, „Inni chłopcy się tak nie brudzą jak ty” itp. To nas utwierdza w przekonaniu, że po pierwsze jesteśmy gorsi, a po drugie, aby zyskać akceptację musimy spełniać określone warunki. I na tym skupiamy się w życiu. Potem dochodzi presja szkoły, mediów i w rezultacie oddalamy się od siebie samych, żyjąc iluzją, że to inni ludzie podziwiając nas i akceptując, nadadzą nam wartość.

 

joanna godecka

 

 

Zaniedbujemy podstawowe sprawy, takie jak sen czy porządek wokół siebie. Dlaczego to jest ważne?

 

Często w praktyce gabinetowej spotykam się z sytuacjami, kiedy ludzie eksploatują siebie, zamiast dbać o siebie. Praca, rodzina, sukces materialny, prestiż wydają się najważniejsze. Ważniejsze niż czas na wypoczynek, na sen, na stworzenie sobie dobrych warunków do codziennej egzystencji. Tymczasem bycie wyspanym, zregenerowanym jest podstawą. To od tego zależą: nasza kreatywność, spokój, zdrowie, radość z życia. Jeśli z jakiegoś powodu tak się nie dzieje, trzeba zareagować.

Porządek wokoło, nie mówię o pedanterii i nałogowym pucowaniu wszystkiego, ale o harmonijnym otoczeniu – też jest podstawą prawidłowego funkcjonowania. W bałaganie ludzki mózg dostaje wiele niepotrzebnych bodźców, które zakłócają nasze myśli. W rezultacie jesteśmy rozproszeni, zmęczeni.

 

 

Dużą część życia spędzamy na zamartwianiu się tym, co raczej nigdy nie nadejdzie. Jak się od tego uwolnić?

 

Zamartwianie się to rodzaj stanu lękowego (jak sobie z tym skutecznie radzić to temat książki, nad którą obecnie pracuję). Poddając mu się, podsycamy naszą niepewność i obawy. Nie możemy pozwolić, aby ten stan eskalował. Analizując jakiś problem w nieskończoność, nie doświadczamy uczucia ulgi.

Przede wszystkim należy uświadomić sobie, że zamartwianie się nie jest wyrazem naszego odpowiedzialnego podejścia do życia. Bycie odpowiedzialnym nie oznacza bycia nieustannie zmartwionym, ale odwrotnie – odpowiedzialność jest wyrazem odwagi polegającej na stawianiu czoła temu, co niesie życie. Poza tym trzeba świadomie zrezygnować z rozmyślania „a co jeśli?” i kierować swoją uwagę na rozwiązania. Przydatne mogą się również okazać techniki wizualizacyjne, które pomagają zmienić narrację na pozytywną. Gdy wyobrażamy sobie najlepsze rezultaty i wyjście z trudnej sytuacji obronną ręką, wspieramy dobry obrót spraw.

Gorąco polecam również sesje relaksacyjne (samodzielne lub z praktykiem), gdyż obniżają napięcie. Progresywny trening Jacobsona i autogenny Schultza są bardzo skuteczne nawet przy poważnych stanach lękowych.

 

Pięknie pani napisała - nikt na starość nie żałuje, że nie siedział dłużej w pracy. A jednak w większości przypadków to na pracy ludzie budują swoje życie - czują się potrzebni, ważni. Moja znajoma lekarka powiedziała mi wczoraj, że nie wyobraża sobie życia bez pracy...

 

Jeśli praca jest pasją, a być może znajoma lekarka tak traktuje swoje zajęcie, to jest po prostu droga samorealizacji. I to jest ok. Gorzej, jeśli utożsamiamy się jedynie z prestiżem i tylko w pracy czujemy się ważni, potrzebni, mamy władzę lub imponujący tytuł na wizytówce. Albo uciekamy w pracę od poczucia, że w innych obszarach (osobistym, towarzyskim, rodzinnym) nam się nie wiedzie. W takiej sytuacji prędzej czy później dogoni nas refleksja, że nie uda się zbudować życiowej satysfakcji wyłącznie w taki sposób. Na emeryturze, gdy nie mamy innych aktywności oraz dobrych relacji, nasza samoocena gwałtownie spadnie.

 

 

Kobietom wmawia się, z dobrym zresztą skutkiem, że najważniejszy jest wygląd, dobre ciuchy, odpowiedni makijaż. Rozprawia się pani z tym mitem.

 

Oczywiście, atrakcyjny wygląd jest plusem, ale pod warunkiem, że nasz wizerunek wynika ze świadomości tego, co lubimy, i jest to wybór, a nie efekt presji. Kiedy patrzę na kobiety, które robią weekendowe zakupy i pchają wózek w szpilkach na kilkunastocentymetrowych obcasach jakoś nie chce mi się wierzyć, że robią to dla siebie i że jest im wygodnie. Jeśli męczymy się dla efektu, jest to rezultat niskiej samooceny i potrzeby podobania się nawet za cenę własnego dyskomfortu.

Poza tym kompleksy nie znikają pod drogimi ciuchami, a dopóki nie zaakceptujemy siebie, nieustannie będziemy walczyć o akceptację innych. Stan wewnętrznego spokoju i harmonii, to właśnie uwolnienie się od poczucia, że musimy się podobać, rywalizować i udowadniać swoją wartość.

 

 

Jak więc żyć pełną piersią?

 

Pamiętać, że to my sami tworzymy wzorzec i pokazujemy innym, jak mają nas traktować. Jeśli robimy uniki i oszukujemy siebie, inni też będą to robić.

Warto znaleźć kontakt ze sobą, swoimi emocjami i potrzebami, nie zadowalając się narzuconymi wzorcami. Mieć odwagę być sobą. Starać się żyć według własnych pragnień i uczciwych kompromisów, które czasem są niezbędne. Ale uczciwe kompromisy to wybór, a nie rezygnacja.

 

 

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

zdjęcia Piotr Wachnik

 

 

joanna godecka

 

Joanna Godecka – dyplomowany life coach, terapeutka, konsultantka i komentatorka zagadnień związanych z praktyką obecności, relacjami, poczuciem własnej wartości, samooceną kobiet. Ukończyła IV-stopniowe Seminarium Collina P. Sissona z tytułem Praktyka Integrującej Obecności, a także Nową Szkołę Oddechu z tytułem Diploma Master Practicioner. Pracuje w nurcie TSR (Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach). Jest członkinią International Association of Coaching w Maryland (USA) oraz Polskiego Stowarzyszenia Terapeutów TSR.

Tagi:

kobietaxl,  psychologia,  Joanna Godecka, 

Loading...
Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Zostaw komentarz:


    Brak komentarzy
Powrót
Wyszukiwarka
Najnowsze
Reklama:
Loading...
Newsletter
zapisz