Reklama:
Reklama:

Przeczytałam twoją książkę jednym tchem. Skąd pomysł, żeby sięgnąć po niewyjaśnione historie zaginionych chłopców i to z lat dziewięćdziesiątych?

 

Kiedy wydawnictwo Od Deski do Deski zwróciło się do mnie z propozycją wzięcia udziału w serii Na F/Aktach, przesłało mi kilkanaście propozycji już wstępnie udokumentowanych tematów. Ten wydał mi się o tyle intrygujący, że składał się z samych pytań. Co się stało z zaginionymi chłopcami? Dlaczego i oni, i okoliczności tych zaginięć są tak podobne? A zatem, czy te zniknięcia są powiązane ze sobą, jak podejrzewa wiele osób? Jak zaginięcie dziecka zmienia tych, którzy zostali i czekają? No i lata dziewięćdziesiąte – ostatnie w historii bez tak powszechnego internetu i telefonów komórkowych, niby współcześnie, a jednak był to świat, kiedy informacje krążyły dużo, dużo wolniej.

 

Ile w twojej książce jest fikcji, a na ile to reporterska relacja?

 

 

Od początku wiedziałam, że to nie ma być reportaż, nie w tej serii. Na F/Aktach to fabularyzowane opowieści inspirowane głośnymi sprawami kryminalnymi, i sami autorzy decydują, jak daleko ta inspiracja sięga. Wiernie oddałam okoliczności zaginięć, ale potem skupiłam się nie na poszukiwaniach policyjnych, bo tym świetnie zajmują się autorzy kryminałów, lecz przede wszystkim na losach rodzin, w których nagle powstała ogromna wyrwa z powodu zaginięcia dziecka. Lepiłam postaci rodziców z wielu relacji różnych osób, z którymi rozmawiałam i korespondowałam. Co roku przybywa kilkaset rodzin, które nie mają żadnej pewności, co się stało z ich dzieckiem. To im chciałam oddać głos.

 

Świetnie piszesz o rodzinnych dramatach. O tym, że zaginięcie jest gorsze od śmierci. Nie wiadomo, czy nosić żałobę czy wierzyć, że syn wróci, że żyje, że się odnajdzie… Pokazujesz też odmienne postawy rodzicielskie.

 

Część dróg, którymi chodzą rodzice zaginionych dzieci, jest podobna. Policja, wypytywanie kolegów dziecka, ogłoszenia, kiedyś na słupach i ścianach, dziś w internecie, media, prywatni detektywi, jasnowidze, póki starczy pieniędzy, a nawet gdy ich już nie starcza. Szukanie nadziei, potem szukanie jakiejkolwiek pewności. Różne są natomiast sposoby radzenia sobie z tym, co nawet nie wiadomo, czy jest stratą. I o tym napisałam najwięcej.

 

Współpracowałaś z organizacją Missing – Zaginieni. Pokazujesz, jak bardzo zmieniły się dziś realia poszukiwań nastolatków. Wtedy były inne czasy, inne możliwości. Nie był popularny internet, o Facebooku nie wspominając. Ale też i policja działała niezbyt chętnie.

 

Od 2012 roku policja ma specjalne procedury, czyli zarządzenie nr 124 Komendanta Głównego Policji w sprawie poszukiwania osoby zaginionej. Tam dokładnie określono, co i jak powinna policja zrobić w przypadku zgłoszenia zaginięcia. Ciągle jednak o skuteczności poszukiwań decyduje przede wszystkim człowiek – policjant, na którego się trafi przy zgłoszeniu oraz ci, którzy zajmują się sprawą. Ale tak, nastolatki teraz znajduje się łatwiej, pod warunkiem, że nie pozbędą się telefonu komórkowego. Mamy też niemal wszechobecny monitoring. Internet też jest bardziej skuteczny w publikacji wizerunków osób zaginionych niż plakaty na słupach. Ale w zeszłym roku zaginęło w Polsce prawie siedem tysięcy dzieci w wieku do siedemnastu lat, i mimo tych wszystkich nowoczesnych metod, pięć procent z nich prawdopodobnie nigdy się nie odnajdzie. Tak mówią statystyki. Chociaż więc dysponujemy większymi możliwościami prowadzenia poszukiwań, choć sprawy toczą się dużo szybciej, ciągle zdarzają się sytuacje podobne do opisanych w „Równonocy”.

 

równonoc

 

W książce pojawia się tajemniczy Dominik i jego toksyczna matka. Artystyczna kreacja czy wynik poszukiwań? Powiem szczerze, że ta część książki budziła we mnie dreszcze.

 

 

Pojawia się w książce osoba, która według moich ustaleń miała kontakt przynajmniej z dwoma chłopcami z tej czwórki zaginionych. W śledztwach dotyczących seryjnych zabójstw zawsze szuka się takich zbieżności. Tyle że ciągle nie jesteśmy pewni, czy te zaginięcia naprawdę tworzą serię. Nie jesteśmy też pewni, czy doszło do zabójstw. W tej historii jesteśmy pewni naprawdę niewielu rzeczy i o tym też chciałam napisać. O niepewności. Niepewna, pełna zarówno złych przeczuć, jak i nadziei, że nic się nie stało, jest matka owego Dominika, czwarty głos w tej książce. Postać Dominika jest więc oparta na faktach, jego matka jest kreacją.

 

Książka wpisuje się po części w retorykę „Kleru” Smarzowskiego, choć rzecz jasna, u ciebie to tylko jeden z wątków.

 

Ja bym raczej powiedziała, że i „Kler”, i częściowo „Równonoc” wpisują się w bolesną dyskusję, która obecnie toczy się publicznie. Więcej nie chcę mówić, żeby nie spoilerować.

 

Czy jest szansa, by wrócić do tamtego śledztwa? Istnieją policyjne Archiwa X, wraca się do nierozwiązanych spraw. Jak jest w tym przypadku?

 

Organizacja Missing Zaginieni zwróciła się do ministra sprawiedliwości z prośbą o połączenie tych czterech spraw i skierowanie ich razem do policyjnego Archiwum X, gdzie miałyby szansę na wznowienie śledztwa. Miejmy nadzieję, że tak się stanie.

 

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

zdjęcie Ania Powałowska

Tagi:

kobietaxl,  Anna Fryczkowska,  książka,  Równonoc, 

Loading...

Podobne artykuły:

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót
Reklama:

Reklama:
Wyszukiwarka
Reklama:
Najnowsze
Reklama:
Reklama:
Newsletter
zapisz
Reklama:
Reklama:
Loading...