Partner: Logo KobietaXL.pl

Czym jest dla ciebie bycie artystką?

To integralna część mojego życia, praktycznie od zawsze żyłam sztuką. Twórczość jest trudna i bardzo wymagająca. Są wzloty i upadki, okresy lepsze i gorsze. Czasami robię sobie przerwę i potem jest trudniej wejść z powrotem w rytm tworzenia. Moja sztuka polega na eksperymentowaniu z materią, jest multimedialna. Tworzę scenariusz, zmagam się z różnymi tematami. Mieszam techniki, szukam sposobów na wyrażanie swoich wizji. To, wbrew pozorom, ciężka praca.

 

Jedna z prac Kasi.

 

Dlatego tak trudno jest żyć z artystami? Czasami jesteście nieznośni i odnosi się wrażenie, że czujecie się lepsi od innych...

Nie czuję się ani lepsza, ani gorsza. Tylko większość ludzi nie rozumie, że artystów nie interesuje tak zwana proza życia. Nie znoszę rozmów na takie tematy, nie chcę słuchać o zakupach, o konieczności zrobienia prania. Dla mnie najważniejsze jest to, aby mieć czas na sztukę. Dlatego wszelkie pozostałe obowiązki wykonuję szybko i chce natychmiast o nich zapomnieć. Bo ja potrzebuję czasu na tworzenie, na koncentrację, zaangażowanie. Nie mogę się rozdrabniać, nie chce tego robić. Dlatego uciekam od błahych tematów, od takich codziennych przekomarzanek. Lubie być sama, bo każdy artysta tworzy w samotności. My na tę samotność jesteśmy skazani, potrzebujemy jej dla naszej twórczości. I to może być trudne dla ludzi wokół nas, bo mogą traktować to jako ucieczkę od nich. A to nie o to chodzi. Czas jest dla mnie niesłychanie cenny i nie chcę oddawać go rzeczom czy działaniom, które nie mają związku ze sztuką.

 

Instalacja z kości wielbłąda.

Skoro twoja sztuka jest tak ważna dla ciebie, to równie ważne jest to, jakie wrażenie robi na innych?

Kiedy zaczynasz coś tworzyć, jest jakaś myśl. Analizujesz, wybierasz konkretny materiał, zastanawiasz się, jak się połączy ze wszechświatem. To jest dla mnie najważniejsze. Ale przecież istotne jest, gdy ktoś to zauważy i doceni, choć tworzę dla siebie, nie dla innych. Lubię sprzedawać swoje prace osobom, które naprawdę widzą w nich walor artystyczny, jakiś aspekt, który do nich przemawia. I w tym co mówię nie ma arogancji. Bo przecież to, co robię to lata doświadczeń, obserwacji, w tym co robię jest cały zbiór rożnych wartości, zaangażowania, bo sztuka wymaga pełnego oddania.

 

Kasia na pustyni

 

Mieszkałaś jakiś czas w Afryce, potem w Anglii, gdzie kończyłaś studia. Sądzisz, że życie poza Polską miało wpływ na to, co tworzysz?

Ale najpierw wychowywałam się w Warszawie, rodzice mieli bardzo ciekawe towarzystwo. To między innymi był satyryk Jerzy Dobrowolski, największy przyjaciel ojca i wielu innych znanych ludzi z tego kręgu. To byli ludzie myślący, krytyczni wobec tego, co działo się w Polsce, dowcipni. Myślę, że też mieli wpływ na moje życie, na to, że mam dziś taką, a nie inna wrażliwość. Rodzice potem wyjechali ze mną i z bratem do Tanzanii, mój ojciec był lekarzem pojechał tam do pracy. Miałam wtedy 13 lat. Po dwóch latach wyjechaliśmy do Londynu. Potem rodzice znowu wrócili do Afryki. Ja z ojca byłam bardzo dumna, był ginekologiem. Kiedy nastała epidemia AIDS operował najczęściej sam, bo nie chciał narażać młodszych lekarzy na zakażenie. Imponowała mi jego postawa. Ale inicjatorką wyjazdów była moja matka, bardzo ciekawa osobowość, z wykształcenia dyplomatka. Niestety, w tamtych czasach nikt by jej nie zatrudnił w PRL, bo moja babcia była rodowitą Angielką. A pobyt w każdym z tych krajów musiał mieć przecież na mnie wpływ. Afryka to zupełnie inne realia, inny sposób myślenia patrzenia na świat. Londyn, dla odmiany, nauczył mnie tolerancji. To miasto otwarte na świat, wielokulturowe, zawsze takie było, nawet jak u nas był szary świat PRL. To tam zaczęłam eksperymentować ze sztuką podczas studiów.

 

Zdecydowałaś się jednak przyjechać do Polski.

Tak, została zaproszona do zrobienia scenografii, były to już lata 90-te i to rokowało duże zmiany. A w Anglii konserwatywny rząd Thatcher nie sprzyjał artystom. Zdecydowałam się zostać. W Polsce sama wychowałam swoją córkę.

 

Kasia w domu w Dahabie.

 

Od piętnastu lat masz dom w Dahabie. Egipt też już odcisnął na tobie swoje piętno?

Przywykłam do tego klimatu, obcowania z inną kulturą. Rodzice w Afryce spędzili 25 lat, często ich odwiedzałam. Wybrałam Dahab, bo jest blisko Europy, a ja jednak jestem Europejka z krwi i kości, kocham naszą kulturę, mam taki sposób myślenia i widzenia świata. Kiedy jestem w Polsce, natychmiast wychodzę na wystawy, koncerty, bo mam w sobie głód obcowania ze sztuką. Ja już mam kupione bilety na rożne wydarzenia, wybieram się też na festiwal do Wenecji i do Rzymu. Kocham muzea. Ale Dahab też ma swój niezaprzeczalny urok. Potrzebowałam jednak aż czterech lat, żeby wejść w ten klimat, zacząć tworzyć coś, co ma związek z Egiptem. Ja nie maluję akwarel, realistycznych obrazów, uważam, że w dobie fotografii, jest to kompletnie zbędne. Sama też robię zdjęcia. Moje prace to moje przemyślenia na temat świata, co on oznacza w miejscu, w którym jestem. Znalazłam na pustyni kości wielbłąda i one inspirowały mnie do stworzenia nowego projektu. Stały się dla mnie symbolem przetrwania, ale i przemijania, ale nie ma to związku z żadnym sentymentalizmem. To taka refleksja na temat życia.

Instalacja z kości wielbłąda.

 

Wiem, że teraz dużo czasu poświęcasz swojej pracy.

Tak. Teraz kończę już swój nowy projekt, niedługo moje prace – zdjęcia z instalacjami kości, będzie można zobaczyć w Warszawie. Wystawa zaczyna się 26 kwietnia w Galerii Apteka Sztuki. Zapraszam wszystkich bardzo serdecznie.

 

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

Zdjęcia archiwum prywatne Kasi Januszko

Tagi:

kobietaxl ,  Kasia Januszko ,  Dahab , 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz