Niedawno wrzuciłaś do mediów społecznościowych swoje zdjęcie i napisałaś, że nie jesteś idealna, masz cellulit, rozstępy, boczki, choć jesteś trenerką personalną. Po co to zrobiłaś?

Z kilku powodów. Mam czasami wrażenie, że ludzie oczekują ode mnie, że będę perfekcyjna. Że powinnam mieć kaloryfer na brzuchu, długie włosy, duże, wypukłe usta, bo taki jest dziś kanon piękna. Szczególnie widać to na zdjęciach, które można w łatwy sposób obrobić w odpowiednim programie. A czasami dziewczynę ze zdjęć trudno rozpoznać w realu. Więc nie dajmy się zwariować. I ja chciałam pokazać, że idealna nie jestem. Owszem, jestem szczupła, ale robią mi się tzw. boczki, bo kocham jeść, choć staram się przestrzegać zdrowej diety. Ale jestem tylko człowiekiem i czasami zdarza mi się zgrzeszyć. Mam też cellulit, mam rozstępy, jestem matką, byłam w ciąży i to jest zupełnie normalne.

 

Nawet u trenerki. Ile godzin dziennie ćwiczysz?

Około trzech.

 

I mimo to nie masz kaloryfera?

Nie, dlatego kobiety, które mają pracę, dzieci, zajmują się domem, nie powinny się z tego powodu przejmować, że nie wyglądają jak celebrytki, dla których wygląd jest częścią pracy. Przecież żadna kobieta nie jest w stanie tyle ćwiczyć, prowadząc normalne życie! Oczywiście nie sugeruję, by doprowadzić się do otyłości, bo ta jest przyczyną wielu chorób i estetycznie nie wygląda. Ale namawiam do tego, by zadbać o formę, tak bez spiny. Słuchać swojego ciała i jego potrzeb.

 

Ale każdy, albo prawie każdy chce schudnąć, to jest pierwsza potrzeba…

Ja to wiem doskonale, bo mało kto przychodzi do mnie i mówi – chcę poćwiczyć, bo siedzę za biurkiem, czuję, że mam słabszą wydolność, że sztywnieją mi stawy. Większość osób nastawiona jest na odchudzanie. Oczywiście można i często warto schudnąć, ale ja tłumaczę, że o tym w 70 procentach decyduje dieta, ćwiczenia to tylko 30 procent. Owszem są przydatne, ale jedząc na okrągło pizzę, nie da się schudnąć, nawet dużo ćwicząc. Mówię, że to proces długofalowy, że nie da się w miesiąc zrzucić 30 kilogramów, że trzeba to robić powoli, zmieniając cały tryb życia. Że zamiast jechać winda, warto chodzić po schodach, iść do sklepu na piechotę. Takie małe kroczki, które zmienią nasze życie. Że warto się zdrowo odżywiać, zrezygnować z białego pieczywa czy słodyczy. I że warto też ćwiczyć rzecz jasna, bo to wspomaga odchudzanie, ale ćwiczenia są przede wszystkim świetne dla naszego zdrowia. I redukują znacznie poziom stresu, a my żyjemy w czasach, kiedy stres jest naszym chlebem codziennym, a stres też, niestety, tuczy.

 

Masz takie osoby, świadome tego, że warto ćwiczyć nie tylko po to, żeby schudnąć?

Tak, i mężczyzn i kobiety. Ci mężczyźni robią to dla lepszej kondycji i wydolności, a te kobiety są naprawdę świadome potrzeb swojego ciała. Większość z nich przychodzi na jogę albo na pilates, dla nich ćwiczenia to jest część filozofii ich życia. Podobnie jak dla mnie. Ja dużo medytuje, stosuję mindfullnes, staram się żyć tu i teraz, być uważna, na to co się wokół mnie dzieje. Moim zdaniem to jest ważniejsze od perfekcyjnego wyglądu. Bo to brak akceptacji siebie prowadzi do chęci do upodobnienia się do wyimaginowanego „piękna” czyli tego co widzimy w mediach społecznościowych. Wiele młodych dziewczyn robi z siebie karykaturę. One zamiast się od siebie różnić i być wyjątkowe, zaczynają wyglądać tak samo. A przecież każdy z nas jest inny, wysoki, niski, chudy, gruby i tak naprawdę każdy z nas ma prawo robić ze swoim ciałem to co chce, ważne, żeby czuł się z tym dobrze. Ważne żeby mieć równowagę i nie przeginać w żadna stronę. Samemu czuć co jest dla nas dobre, a nie wzorować się często na sztuczności i nie do końca prawdzie, pokazanej w mediach społecznościowych. Lepiej się nam żyje, jak akceptujemy i kochamy siebie.

 

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

Tagi:

kobietaxl,  odchudzanie,  Paula Kruszyńska, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót