Była nauczycielką rysunku zawodowego, żoną znanego plastyka Andrzeja Jedliczka. Poznali się w Krakowie, bo Kraków był zawsze wymarzonym miastem Anny. Tam pojechała na studia, skończyła historię, w Wyższej Szkole Pedagogicznej. On był studentem ASP, cichym, nieśmiałym, bardzo przystojnym. Ale Annę, która od zawsze kochała sztuka, najbardziej pociągała magia jego uczelni.

- Ślub wzięliśmy trochę po wariacku, nawet ubrań nie mieliśmy odpowiednich – śmieje się. - Mam z tego dnia tylko jedno zdjęcie. A wesele na Wielkanoc było u mnie w domu, na 30 osób, bardzo skromne.

Jedyne ślubne zdjęcie

 

Na wakacjach

 

Potem zaangażowali się w działalność opozycyjną. U nich w domu była w stanie wojennym tajna drukarnia, Anna współorganizowała „Solidarność” nauczycielską.

 

Żyli razem 60 lat, mąż zmarł na raka w 2019 roku.

 

- Zawsze lubiłam malować, rysować, ale nie było na to czasu, tylko od czasu do czasu siadałam do sztalug – mówi pani Anna. - Ja nie tylko pracowałam zawodowo, byłam także w pewnym sensie menadżerką męża, organizowałam całe nasze życie. Bo jak jest z artystami to wiadomo. Ale nie narzekam. Prace męża były cenione, robił piękne rzeczy.

 

Portrety malowane przed laty

 

 

Kiedy pani Anna miała 69 lat, zachorowała na chorobę Parkinsona. Poszła do lekarza, bo miała zawroty głowy, czuła się roztrzęsiona, miała problemy gastryczne.

 

- Lekarz orzekł, że to Parkinson – mówi. - Zażartowałam, że lepiej niż Alzheimer, bo lepiej donieść do ust połowę, niż zapomnieć wypić. Popatrzył na mnie jak na wariatkę. Trochę zbagatelizowałam sobie diagnozę, ale od tamtej pory non stop biorę leki. Choruję już 16 lat.

 

Już wtedy  pani Anna wróciła do rysowania. Zaczęła od szkiców.

 

Zaczęło się od szkiców

Choroba jednak postępowała. Na dodatek doszło do niefortunnego upadku. Złamana kość udowa, krwiaki na mózgu, długa rehabilitacja.

 

Obrazy są terapią

- Wiedziałam, że muszę coś zrobić, żeby odzyskać jakakolwiek sprawność – mówi Anna. - I zaczęłam robić na drutach i malować. To była moja terapia.

Dziś portretu już nie namaluje, bo nie poprowadzi pewnej kreski. Ale kocha malować przyrodę, inspiracje czerpie z internetu.

 

Malowanie jest pasją.

 

Inspiracje czerpane z internetu.

 

- Szukam zdjęć, a potem je maluję – opowiada Anna. - Kocham naturę, pejzaże. Obraz muszę trzymać na kolanach. Czasami kilka razy poprawiam i podtrzymuję jedną rękę drugą. Niestety, drżenie rąk przeszkadza w sprawnym rysunku.

Czasami dostaje zamówienie i uda się sprzedać jakiś obraz. Próbuje je wystawiać na Facebooku, byle zwrócił się koszt materiałów, które nie są tanie, a ona ma 2400 zł emerytury.

 

Pani Anna kocha pejzaże.

 

- Jestem od malowania uzależniona – śmieje się pani Anna. - Kiedy zaczynam, nic mnie nie boli, nie mam żadnych zmartwień, wszystko mija. Potrafię godzinami malować, aż skończę. Mam już 85 lat, choruję na Parkinsona, a malowanie jest dla mnie najlepszym lekarstwem. Najważniejsza w życiu jest pasja.

 

Magdalena Gorostiza

Tagi:

kobietaxl,  Anna Jedliczka,  malarstwo, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót