Partner: Logo KobietaXL.pl

Spodobał mi się żonaty sąsiad po 60-tce, który ma u nas mały punkt usługowy, korzystałam często z jego usług, bo był solidny a przede wszystkim zawsze dla mnie miły. Wiedziałam, że wpadłam mu w oko, bo po znajomości dostawałam fajne rabaty, z czasem płaciłam za usługę tylko symbolicznie. Starałam się być wyjątkowo urocza w jego obecności, wiedziałam, że to zaowocuje czymś dobrym dla mnie.

Z czasem zbliżyliśmy się do siebie na tyle, że zaczął mnie odwiedzać w pracy, bo pracuję w mieście w sklepie. Przynosił drobne upominki i gadaliśmy w nieskończoność. Wiem od dawna, że aby nawiązać dobry romans, trzeba zaistnieć w głowie mężczyzny w jego myślach, emocjach, bo to, co zaczyna się w głowie jest trwalsze, niż tylko samo zbliżenie fizyczne. Dlatego też starałam się rozbudzić w nim uczucia i tęsknotę za mną, a seks zostawić sobie jako wisienkę na torcie. Gdybym od razu się z nim przespała, to pewnie, by uznał to za chwilową przygodę i zaraz zapomniał o mnie, a tak to mogło nas połączyć coś trwalszego, czego tak łatwo ktoś z zewnątrz nie zepsuje, nawet jego rodzina.

Nikt nie wiedział o naszych spotkaniach, już po kilku odwiedzinach owinęłam go sobie wokół palca, po prostu jadł mi z ręki. Zwierzał mi się ze wszystkiego, opowiadał o domu, dzieciach i wnukach, tak jakbym to ja była jego żoną i tak też się czułam. Ale nigdy nie wspomniał słowem o żonie, tak jakby ona nie istniała w jego życiu. Pewnie dzięki mojemu urokowi przestała dla niego istnieć.

Pomyślałam, dlaczego moja sąsiadka ma mieć najlepszego faceta na świecie, a ja nie. Jednak starałam się być niedostępna, żeby miał wrażenie że mnie zdobywa, a nie ja jego. Mówiłam "Słońce, ja tak nie mogę, bo jesteśmy sąsiadami, znam twoją rodzinę no i mógłbyś być moim ojcem". Wtedy on jeszcze bardziej się starał, był bardzo delikatny, nie naciskał. A ja byłam miła jak nigdy w życiu, starałam się go oczarować emanującym ode mnie dobrem, chciałam żeby poznał mnie tylko z tej dobrej strony, byłam powściągliwa w okazywaniu złości, żeby go nie zrazić do siebie. Na prawdę to nie jestem potulną owieczką, potrafię pokazać pazury i w kaszę dmuchać też sobie nie pozwalam.

Udało mi się, był już mój nawet o tym nie wiedząc. Zawładnęłam jego sercem, umysłem i ciałem, nie musiałam o nic prosić wystarczyło, że wspomniałam o czymś mimochodem lub uroniłam łzę, a on jak lew mnie bronił. Realizował moje plany, a znienawidził własną rodzinę, widać to było gołym okiem. Byłam już pewna, że ani dzieci, ani wnuki dla niego nic nie znaczą, był tylko mój. Uzależnił się ode mnie, bo dzwonił i pisał kilkanaście razy dziennie, odwiedzał mnie każdego dnia. Czasem mijaliśmy się jadąc z naprzeciwka samochodem, wtedy ja słałam mu najpiękniejszy uśmiech jaki mogłam, a on mi machał ręką prze szczęśliwy. I o to mi chodziło, miło jest mieć to uczucie, że jest się dla kogoś wszystkim.

Żyłam jak w bajce i myślałam, że tak już będzie na zawsze, osiągnęłam to, co chciałam, a teraz to już tylko będę szczęśliwa i spełniona.

Chociaż jestem mężatką lubię flirtować, w przeszłości zdarzało mi się spotykać z jakimś fajnym facetem, ale żaden nie był mi tak oddany i uległy jak ten, a on nawet sam o tym nie wiedział. Byłam jego muzą i powierniczką, chodził jak w transie, a ja byłam jak magnes, zawsze do mnie ciągnął.

Nagle czar prysł, bo dowiedziały się o nas jego dorosłe dzieci, zaczęły do mnie wydzwaniać, nachodzić mnie w sklepie, obarczać winą za to, że ich ojciec w stanie upojenia alkoholowego znęca się nad całą rodziną. Wiedziałam, że mój ukochany kiedyś był alkoholikiem i miał problem z przemocą, ale teraz nie widywałam go pijanego, a jego firma dobrze prosperowała i niczego rodzinie nie brakowało. Mieli ładny zadbany dom, drogie samochody i co roku jeździli na wczasy, nawet zagraniczne. A ja muszę pracować za najniższą krajową i nigdy nie byłam na wczasach, bo mój mąż nie chce, ciągle robi jakieś remonty i na wczasy już pieniędzy nie wystarcza.

Jeszcze mąż bezczelnie mi mówi „ Kupiłem ci samochód jaki chciałaś, a sam jeżdżę złomem, dom remontuję dla ciebie, na życie i opłaty kasę dostajesz, a ty wszystko co zarobisz, wydajesz na stroje, zabiegi upiększające i kosmetyki i jeszcze ci źle.” Jak on może mi wypominać każdy grosz to jest zwyczajne świństwo. Ludzie tak nie robią, kobieta musi o siebie dbać, bo nikt by oka na niej nie zawiesił. A to że córkę utrzymuje na studiach, to jego obowiązek, nie żadna łaska, przecież na świat się nie prosiła.

Przysięgłam sobie, że ja też kiedyś pojadę na fajne wczasy albo z siostrą albo z jakimś fajnym facetem. Zresztą mój ukochany już mnie traktował jak księżniczkę kupował prezenty i komplementował, jak nikt nigdy w moim życiu, wiedziałam więc, że nie pożałowałby też dla mnie na jakiś zagraniczny wyjazd nad ciepłe wody. Najlepiej jak pojechalibyśmy gdzieś razem, tylko ta jego żona…

Nie miałam zamiaru przerwać tej pięknej przygody, lubię tę adrenalinę i świadomość, że jestem dla kogoś tak ważna, że poświęcił dla mnie swoją rodzinę, żonę , dzieci, wnuki i dorobek całego życia. A jednocześnie mam własnego męża, córkę i miejsce gdzie mogę wracać każdego dnie po cichych spotkaniach z ukochanym.

Niestety, jego dzieci nie pozwoliły mi cieszyć się moim trofeum, na początku mnie prosiły, a potem groziły, że wieś się dowie i będzie skandal. Powiedzieli też o wszystkim mojemu mężowi i zrobił mi ogromną awanturę, chciał iść zabić sąsiada, bo ludzie się z niego śmiali. Musiałam błagać go na kolanach, aby tego nie robił, trzymałam go za nogi, przysięgając że sąsiad był u mnie z rok temu i już nic nas nie łączy.

 

Za to ja napuszczałam ukochanego na nich wszystkich, a on spełniał moje nawet nie wypowiedziane życzenia. Dobrze im robił, bo co im przeszkadzało że ojciec poczuł się młodszy i szczęśliwy ze mną, niż był z ich matką, należy mu się coś od życia nie tylko praca, rodzina i żona od wielu lat ta sama. Chociaż szczerze mówiąc to trochę zazdrościłam tej kobiecie wigoru i figury bo ma 56 lat, a wygląda jak nastolatka, ale to zawsze stara żona, nie to co ja. Zresztą mężczyzna w tym wieku to potrzebuje się dowartościować i mogli mu nie przeszkadzać, jego żona też podobała się mężczyznom, sama byłam świadkiem jak znajomi ją komplementowali, to mogła związać się z jakimś facetem i też by sobie użyła życia.

Ale jego córka wyzwała mnie przy ludziach od dziwek, że przeze mnie ich matka jest ciężko chora, z depresją i innym chorobami, bo ja zgotowałam im piekło na ziemi. A przecież to nieprawda, ja chciałam tylko być doceniana przez kogoś, podziwiana, bo mąż już coraz rzadziej to robił. A ich ojciec ma prawo wybierać kobietę, z którą chce być, im nic do tego, przecież jest dorosły. Po długim czasie ich matka pewnie wyszła ze szpitala i wróciła do zdrowia, bo wyrzuciła mu rzeczy z domu i powiedziała, że pójdzie z torbami, bo on przyczynił się do rozpadu małżeństwa, zagroziła sądem. On mi się do tego nie przyznał, tylko wiem od sąsiadów, którzy przypadkowo byli świadkami tej awantury. Jak mogła go tak potraktować, przecież mieli z nim tak dobrze, zawsze się chwalił jaki jest dobry dla rodziny.

 

A najgorsze to grożenie utratą firmy, bo to jakaś wspólność małżeńska. Byłam pewna, że jakby przyszło u nich do rozwodu, to i tak my bylibyśmy wygrani, bo dom poszedł by na pół, firma jest na mojego ukochanego, to żona nie ma praw. Jakby co, to żądalibyśmy od niej spłaty z połowy domu i można by za to kupić niezłe mieszkanie.

 

Firma ma niezłe dochody, to na pewno nie musiałabym dalej pracować za najniższą krajową, jak do tej pory. Bez tej firmy to mój ukochany byłby nikim, za niedługo przejdzie na emeryturę, a to jakieś nędzne grosze. A z tego co mi wiadomo, to też jest schorowany, więc z czego byśmy żyli, gdyby on stracił wszystko i ja zostałabym wyrzucona przez męża?

 

 

Teraz mój ukochany ani mnie nie odwiedza, ani się nie odzywa do mnie. Pewnie go skutecznie zastraszyli. Przecież jego żona może sobie znaleźć innego faceta jest atrakcyjna, mimo że dużo ode mnie starsza. I wszyscy byliby zadowoleni, nie muszą nam przeszkadzać. Mój mąż już się trochę uspokoił, wybaczył mi wszystko, mogło dalej tak być, jak było, przecież mam prawo do szczęścia, nie muszę przejmować się innymi, bo oni nie przeżyją za mnie życia. Trzeba walczyć o swoje szczęście i ja to robię, a oni na mnie ludzi nastawili i wszyscy wytykają mnie palcami, wyzywają od dziwek itp., a mojego ukochanego nazywają sponsorem. Po prostu jestem zaradna, nie żadna dziwka ani modliszka.

Moja córka wie o wszystkim i wspiera mnie, bo wie że mój ukochany zapewnił by nam lepsze życie niż jej ojciec, ma też znajomości to jest szansa, że załatwiłby jej jakąś godną pracę. Nie musiałaby po studiach trafić do sklepu i pracować jak ja, za najniższą krajową.

Niestety, ja nie mam wykształcenia, to trudno nie mam wyboru, bo zaszłam w ciążę w wieku 18-lat i skończyła się moja edukacja. A co innego ona, z wykształceniem pedagogicznym to z czyjąś pomocą może dostać dobrą posadkę, bo w dzisiejszych czasach bez protekcji nie ma na co liczyć. Jesteśmy chyba z córką przeklęte przez tych podłych sąsiadów. Ale ja się nie poddam, nawet jak ludzie będą na mnie pluli i tak będę walczyć o lepsze życie, bo jestem tego warta.

Powiedzcie sami że mam rację, bo wszędzie się mówi, pisze, żeby nie przejmować się co ludzie powiedzą tylko walczyć o własne szczęście, a wiem że przy nim niczego, by mi nie zabrakło. A tak to muszę mieszkać u teściowej i kłócić się z nią każdego dnia.

 

Katarzyna

 

Czekamy na wasze opinie redkacj@kobietaxl.pl

Tagi:

romans,  zdrada,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót