Partner: Logo KobietaXL.pl

Marek jest wysoki, szczupły, przystojny i świetnie ubrany. Wysyła mi swoje zdjęcia przed rozmową, żebym wiedziała z kim konwersuję. Gdybym spotkała go na ulicy, nigdy bym nie powiedziała, że to człowiek chory na dwubiegunówkę. Właściwa nazwa to choroba afektywna dwubiegunowa, CHAD, dawniej nazywana depresją maniakalną. To choroba, która powoduje skrajne wahania nastroju, w tym emocjonalne wzloty (mania lub hipomania) i upadki (depresja). Ale zanim Marek został właściwie zdiagnozowany musiało się zdarzyć wiele rzeczy.

 

Życie jak z bajki

 

Duże miasto na zachodzie Polski. Tam się Marek urodził i wychował. Pierwsze biznesy robił jeszcze za tak zwanej komuny. Jeździł też do Niemiec na saksy, bo blisko i znał język. Zarabiał tam na wielki biznes, również wtedy, kiedy miał już dzieci i żonę. Te Niemcy jeszcze bokiem mu wyjdą, ale wtedy Marek o tym nie mógł wiedzieć. Zgromadzone pieniądze pozwoliły mu na to, by w pierwszych latach po transformacji otworzyć biznes. Duży, świetnie prosperujący. Miał trzech wspólników, ale to on całym biznesem zarządzał. Mózg przedsięwzięcia.

- Ogromna odpowiedzialność – mówi. - Milionowe kontakty, kilkaset zatrudnionych osób. Ale firma szła dobrze. Zarabialiśmy krocie.

Zbudował piękny dom, jeździł najdroższymi samochodami. Dzieci rosły zdrowo, były drogie wakacje, wyjazdy na narty, nad ciepłe morza do najlepszych hoteli. Życie był piękne.

 

„Brakuje mi kontaktu z ludźmi”

 

Marek leczy się od 2007 roku. Wiele lat przyznawał się tylko do depresji. Nie pracuje. Stracił firmę, stracił potem w dużej części uzyskany z jej sprzedaży majątek. Na szczęście nie cały, jeszcze coś zostało. Ale to przysłowiowe resztki. To też skutki uboczne manii. Kiedy wpadał w ten stan, zaczynał wierzyć w dziwne biznesy. Zaczynał inwestować głupio pieniądze, dawał je tak naprawdę w prezencie zupełnie nieznanym ludziom.

- Bo opowiadali mi głupoty, a ja w nie wierzyłem. I to ja, facet, który rozkręcił taki interes. Kiedy przychodziło do otrzeźwienia, nie rozumiałem, jak mogłem to zrobić, w jaki sposób dawałem się tak podejść? - mówi Marek. - Ale to jeden z aspektów tej choroby. Tyle tylko, że nie mówiłem o fazach manii ze wstydu. Nie wiedziałem, jak mam o tym powiedzieć mojemu lekarzowi.

Przez wiele lat przyznawał się tylko do depresji. Bo tak było łatwiej. Bo jak opowiadać o nagłej potrzebie zrobienia remontu i ściąganiu bóg wie skąd fachowców za grube pieniądze, kompletnie bez sensu? Albo o wywalaniu z ogrodu starych roślin, bo nagle zmieniła mu się cała koncepcja? Albo o nagłej chęci grania na giełdzie, gdzie też utopił znaczną część majątku? Na wizyty umawiał się więc wyłącznie wtedy, gdy czuł znaczny spadek nastroju. Pierwszy raz do psychiatry poszedł, też jego zdaniem, dużo za późno.

- Gotowałem się jak żaba – mówi. - Aż się ugotowałem.

Dziś nie pracuje. Żyje z resztek kapitału, ma jakieś nieruchomości. Najbardziej doskwiera mu brak kontaktów z ludźmi. Może jednak odkryje w sobie jakąś pasję? Tego mu trzeba, powiewu nowości, oderwania od rozmyślań na temat życiowych porażek.

 

„Żona zdradziła mnie ze wspólnikiem”

 

Który to był rok, Marek dokładnie nie pamięta. Ale żonę nakrył w łóżku ze swoim wspólnikiem w swoim domu. W swojej własnej sypialni. Czar bajkowego życia prysł w jednym momencie. Co czuł? Obrzydzenie do obojga. Ale też stracił poczucie własnej wartości. Stwierdził, że skoro osoby, którym ufał, tak się zachowały, to on jest nikim wartym uwagi. Nie ich oceniał, oceniał siebie. Wyszły może jakieś stare kompleksy, może niezałatwione sprawy z dzieciństwa. Zapadł się w sobie, nie podjął wówczas, jak twierdzi, właściwych decyzji.

- Kazałem wspólnikowi wynosić się z firmy, nie zrobił tego. Nie umiałem rozstać się z żoną. Nie potrafiłem jej z domu wyrzucić – opowiada Marek. - Tkwiłem w tym koszmarze, co miało wpływ na poziom mojego stresu. Zaczęły się ze mną robić dziwne rzeczy.

Dotąd funkcjonujący jak szwajcarski zegarek prezes, nagle zaczął zapominać, z kim się umówił. Nie pamiętał nazwisk kontrahentów. Zaczął zawalać rożne sprawy. I to jemu wspólnicy kazali odejść z firmy. Zgodził się bez sprzeciwu. Za sprzedaż udziałów wziął ogromne pieniądze. Ale już wiedział, że coś z nim jest nie tak. Poszedł wtedy do lekarza. Zdiagnozowano mu depresję.

 

„W manii byłem Marlonem Brando”

 

Leki pomogły. Na tyle, że z depresji szybko przeniósł się w stan manii. To wtedy robił karkołomne interesy, remonty, rewolucję w domu. Był panem świata. Szastał pieniędzmi.

- Byłem ciągle „kimś”. Miałem pieniądze, super samochody, pozycję. Bywało, że w ciągu jednego tygodnia chodziłem do łóżka z kilkoma rożnymi kobietami – opowiada Marek. - Czułem się, jak Marlon Brando.

Nie obchodziło go, co myślała żona. Do dziś niewiele go to interesuje. Sam mówi o swoim małżeństwie, że to kolejny biznes. Żyją, jak żyją, bo nie potrafił się z nią po zdradzie rozstać. Zresztą potem na jaw wyszły nowe fakty.

- Zdarzało się, że zatrudniałem kolegów, którzy niczego nie potrafili. Pamiętam jednego z nich. Wspólnicy kazali go zwolnić. Kiedy dostał wypowiedzenie, opowiedział mi o romansie z moją żoną. Zdradzała mnie już kiedy jeździłem zarabiać pieniądze do Niemiec – opowiada Marek. Ale i wtedy nic z tym nie zrobił.

Bilans zysków i strat sprawił, że w końcu, po kilku latach leczenia depresji, wyznał swojemu lekarzowi prawdę. Zdiagnozowano u niego chorobę dwubiegunową, zmieniono leczenie. Dziś można rzec, jego stan jest stabilny. Marek jest stale pod kontrolą.

- Od 10 lat jest wszystko w porządku, co nie oznacza, że jestem szczęśliwy – mówi Marek. - Mam żal do siebie, że się bałem. Bałem rozwodu, podziału majątku. Bałem postawić sprawy na ostrzu noża ze wspólnikiem. Czasami myślę o sobie, że jestem zwyczajnie słaby.

 

Trudna diagnoza

 

Profesor psychiatrii Halina Marmurowska-Michałowska z Centrum Medycznego „Przyjaźni” w Lublinie, mówi, że diagnoza choroby dwubiegunowej wcale nie jest łatwa.

- Pacjenci najczęściej zgłaszają się do lekarza w stanie znacznie obniżonego nastroju, o manii czy hipomanii, czyli lżejszej formie manii, z reguły mówią bardzo niechętnie – wyjaśnia. - Standardowo dostają więc antydepresanty, co bardzo szybko powoduje, że leki wprawdzie doraźnie poprawiają stan psychiczny, ale w dalszym przebiegu mogą prowokować kolejne fazy choroby, zarówno depresji jak i manii czy hipomanii. A hipomania może być dość przyjemnym okresem chorowania.

Poczucie sprawczości, dobry humor, przekonanie o własnej świetności – któż nie chciałby żyć w takim stanie permanentnie? Bardzo często rodzina czy bliscy nie zauważają, że coś złego dzieje się z chorą osobą. Uważają, że wróciła ona do dawnej aktywności, że znowu „jest sobą”, cieszy się życiem.

- I o ile stan hipomanii nie spowoduje znacznych szkód, uważa się go za pożądaną normę – wyjaśnia psychiatra. - Powodem, dla którego pacjent wraca do lekarza, jest kolejny rzut depresji. I to powinno być dla psychiatry sygnałem ostrzegawczym. Jeżeli podawane leki przeciwdepresyjne nie okazują się wystarczająco skuteczne, albo w trakcie ich przyjmowania pojawia się nasilenie depresji, to może być sygnał do weryfikacji diagnozy.

Choroba afektywna dwubiegunowa i depresja nawracająca powinny być leczone inaczej. Fazy chorobowe w chorobie dwubiegunowej mogą mieć zróżnicowane nasilenie, od takich, które wymagają hospitalizacji, do takich, które mogą być skutecznie leczone ambulatoryjnie.

- Odpowiednio leczone zaburzenie dwubiegunowe, przy dobrej współpracy ze strony pacjenta w leczeniu, daje możliwość dobrego funkcjonowania zarówno zawodowego jak i społecznego. I to zaprzecza mitom o strasznym obliczu tej choroby – dodaje profesor.

 

„Wszystko zrobiłem zbyt późno”

 

Marek uważa, że jego życie mógłby potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby nie tkwił na własne życzenie w bagnie.

- Dziś wiem, że kiedy zdarzają się nam złe rzeczy, trzeba natychmiast reagować. Uciekać od nich, stosować drastyczne rozwiązania. Powinienem był rozstać się z żoną, rozpocząć z kimś innym nowe życie. Powinienem był sprawę ze wspólnikiem postawić na ostrzu noża, a nawet odejść sam i otworzyć nowy biznes – mówi Marek. - Jestem przekonany, że życie w ogromnym stresie wywołało u mnie chorobę. Może się mylę, ale takie mam dziś wrażenie. No i nie wolno czekać z wizytą u psychiatry, kiedy czujemy, że coś złego się z nami dzieje.

On sam już czasu nie wróci, nie zmieni biegu wypadków. Ale bywa, że go to męczy. Bywa, że wszystkie porażki wracają w pamięci jak bumerang. Wtedy potrafi wstać w nocy, a śpią z żoną w oddzielnych sypialniach, iść do niej, obudzić ją i wykrzyczeć z siebie wszystkie pretensje.

- Nie jestem z siebie z tego powodu dumny – mówi. - Ale czasami nie umiem inaczej.

 

Magdalena Gorostiza

 

Imię zostało zmienione.

Więcej na temat tej choroby możecie przeczytać tu: https://www.medonet.pl/psyche/zaburzenia-psychiczne,choroba-dwubiegunowa---przyczyny-i-objawy--jak-wyglada-leczenie-chad-,artykul,1629715.html

 

 

Tagi:

choroba,  życie,  Halina Marmurowska - Michałowska, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót