Partner: Logo KobietaXL.pl

- Kto tego sam nie przeżył, nigdy nie zrozumie. Ale facetom takie rzeczy się wybacza. Czy ja mam dostać dożywocie, bo jestem kobietą? Czy może ktoś jednak zechce mojej historii wysłuchać? – pyta Beata. - Ja się zdecydowałam ją opowiedzieć, bo w jednym z pani artykułów przeczytałam takie zdanie: ”Jak ktoś jest bardzo spragniony, to i wodę z kałuży wypije”. I ja właśnie jestem taką osobą. Tak samo jak tamta kobieta.

 

Beata na nowo swój świat musi sklejać. Żyje sama, tęskni za synkiem. Tak, wie, że go zostawiła, że wtedy uciekła. Ale wie też, jak się żyje z despotą. A taki był jej były mąż.

- Wchodziłam do domu i atmosfera była tak gęsta, że w powietrzu siekiera by zawisła – opowiada Beata. - Ja wsłuchiwałam się w tonację jego głosu, to było najważniejsze, jak się do mnie odezwie. Jak półgębkiem, złowrogo, kuliłam się w sobie. Bo wiedziałam, że awantura z byle powodu już wisi w powietrzu.

 

Jak długo da się tak żyć? Ona wytrzymała długich siedem lat. Pracuje w eleganckim, męskim butiku. Tam poznała męża.

- Lubił dobre rzeczy, przychodził, żartował, zaprosił mnie kiedyś na kawę. Tak się zaczęło – opowiada Beata. - A potem nieoczekiwanie zaszłam w ciążę. Nieoczekiwanie, bo antykoncepcja zawiodła.

 

On się na początku wściekł, że chciała go złapać na dziecko. Ale Beata nigdy nie miała takich intencji. To jego matka zdecydowała, że będzie ślub, choć na synową kręciła nosem. Beata nie była odpowiednią partią dla jej wychuchanego synka. Teściowa całej rodzinie opowiadała, że Beata to „życiowy błąd” jej syna, a siostra męża krzywiła się, że brat związał się ze „zwykłą sprzedawczynią”.

 

- Ale zaakceptowały ślub, bo teściowa chciała wnuka, nie pracowała nigdy, już się w domu nudziła, chciała mieć zajęcie – mówi Beata. - Ja zrozumiałam to znacznie później, kiedy zostałam wypędzona wręcz do pracy zaraz po macierzyńskim. Wolałabym być z dzieckiem, ale teściowa z mężem powiedzieli, że trzeba zarabiać pieniądze. Że nikt w domu pasożyta trzymać nie będzie.

 

Matka Beaty tylko rozłożyła ręce i skwitowała, że „jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”. Beata z bólem serca oddała maleńkie dziecko na wychowanie teściowej, wróciła do swojego butiku. Zarabia całkiem przyzwoicie, ma pensję i dobra prowizję.

- Jestem lubiana i ceniona w pracy, szef powiedział, że wrócę, kiedy zechcę. Nawet się ucieszył, że wracam tak szybko, bo wbrew pozorom znalezienie dobrej i odpowiedzialnej sprzedawczyni wcale nie jest proste – opowiada Beata. - Dla mnie jednak rozstanie z dzieckiem było wówczas koszmarne.

Pracowała na zmiany, kiedy miała popołudnia, wracała do domu około 22.

- Galeria jest czynna do godziny 21, wiadomo o tej porze się nie wyjdzie, trzeba kasę zrobić, sklep uporządkować – opowiada Beata. - Kiedy wracałam do domu synek już spał. Teściowa przychodziła z samego rana, choć mówiłam, że nie musi, że ja się dzieckiem do południa zajmę.

Z mężem dobrze się nie układało. Traktował Beatę jak powietrze, miał wymagania, były wieczne pretensje o byle co. Kiedy, jego zdaniem, żona „podpadła”, karał ją cichymi dniami, co dla Beaty było straszne.

- I przykre i upokarzające – mówi. - Snułam się za nim jak cień i pytałam, co się stało, co złego zrobiłam. To milczenie mnie zabijało. Ja żyłam z taką ogromną kulą strachu w brzuchu przez te siedem lat.

Czemu się nie zbuntowała? Czemu nie odeszła? Bo wiedziała, że nie da rady sama z małym. Co by z nim zrobiła, jak była w pracy? Gdzie by się podziała? Mieszkała przecież u męża, do matki iść nie mogła, bo matka jej nie chciała. Tym bardziej z małym dzieckiem.

- Byłam czymś między surogatką a służącą. Robiłam wszystko, co kazała teściowa. A i tak ciągle słuchałam uwag. Mały coraz bardziej był przywiązany do babki, jak podrósł zaczęła go zabierać do siebie, sypiał często u dziadków – mówi Beata. - Wszelkie moje próby zmiany tej sytuacji spełzały na niczym. Mąż tylko mówił – masz darmowa niańkę i jeszcze ci źle?

 

Tak, było jej źle i to bardzo źle. Czuła się niekochana, zbędna, nikomu niepotrzebna. Nawet własnemu dziecku, które jak widziało babkę, wyrywało jej się z rąk i krzyczało „baba, baba”.

- Ktoś powie, że sama sobie jestem winna, ale to nie takie proste – wzdycha Beata. - Teściowa i mąż to wampiry energetyczne. Wysysali ze mnie życie, każdego dnia, a mnie się codziennie coraz mniej chciało żyć. I byłam za słaba, żeby się bronić. Nie dostałam w rodzinnym domu wystarczającego wsparcia. Moja matka tez uważała, że urodzenie mnie to był „błąd”.

Więc kiedy poznała Jarka doznała olśnienia. Że może być inaczej, że jest ktoś kto przytuli, powie komplement, miłe słowo. Pogładzi po włosach, kupi jakiś drobiazg.

- Czy to dziwne, że zakochałam się w nim bez pamięci? Moja psycholog, bo chodzę teraz na terapię, powiedziała, że nie. Że łaknęłam miłości jak kania dżdżu. Że poszłabym za byle kim, kto na mnie nie podnosił głosu, nie stroił fochów – mówi Beata. - I to jest prawda, ja to dziś wiem. Wiem, bo rozumiem, co to znaczy, pić wodę z kałuży.

 

Jarka poznała w sklepie, tak jak swojego męża. Przychodził coraz częściej, dla niej, dla Beaty. Robił zakupy, chwalił ją przed szefem. W końcu zaproponował, żeby poszli razem na długi spacer.

- I tak się zaczęło. On mieszkał sam, kilka lat wcześniej stracił żonę, nie mieli dzieci – opowiada Beata. - Namawiał mnie na rozwód, mówił, że mi pomoże stanąć na nogi, że zajmie się moim synem, bo zawsze marzył o dziecku.

Ona jednak nie umiała podjąć decyzji. Zwyczajnie ze strachu, choć marzyła o tym, by z toksycznego związku móc się jakoś wyrwać. Utrzymywała romans w tajemnicy, wiedziała o nim tylko jej przyjaciółka.

- I to ona musiała powiedzieć mojemu mężowi, bo przecież nikt inny. Tak właśnie często wyglądają kobiece „przyjaźnie” – mówi Beata.

 

Pamięta ten dzień, jakby to było wczoraj. Jak wyszła od Jarka z mieszkania. Pod blokiem stał jej mąż. Wrzucił ją do samochodu, pojechali do domu.

- Tam czekały spakowane torby z moimi rzeczami. Powiedział, że mam wybrać, albo się wynoszę, albo zostaję, ale kończę romans – opowiada Beata. - Wiedziałam, że jak zostanę, to nie da mi żyć. Chciałam zabrać dziecko, ale było u dziadków. Mąż powiedział, że bym zapomniała o synu, bo niepotrzebna mu matka – dziwka. To był impuls. Nie wyobrażałam sobie, że mogę tam zostać choćby chwile dłużej. Zabrałam torby i wyszłam.

Wróciła do Jarka, bo gdzie miała pójść. Wydawało jej się, że będzie zadowolony, że spełni obietnice o wielkiej miłości.

- Po miesiącu powiedział mi, że popełnił błąd. Że nie umie z nikim mieszkać, że bardzo mnie przeprasza, ale musi być jednak sam – opowiada Beata. - Dał mi tydzień na wyprowadzkę. Po raz kolejny zawalił mi się świat. To dla niego zostawiłam męża i syna, a on mówi, że popełnił błąd!

Zadzwoniła do matki, ale dowiedziała się, że jest zwykła „szmatą”, bo jaka matka zostawia swoje dziecko. Nie wiedziała, co zrobić. Opowiedziała o wszystkim szefowi.

- Pomogli mi on i jego żona. Wynajęli mi za grosze kawalerkę córki, która wyjechała za granicę. Warunek był taki, że zabiorę od nich kota córki, który wszystko im niszczył. Więc ja zgodziłam się zająć tym kotem i mieszkałam za opłaty – mówi Beata. - Mieszkam tu zresztą z tym kotem do dziś. I tak naprawdę to dziś dla mnie najbliższa istota. Lekarstwo na moją samotność.

 

Od tamtej pory minęło sporo czasu. Beata próbuje wyegzekwować kontakty z synem przez sąd. Nie jest łatwo, bo ma ograniczoną władzę rodzicielską, rozwód został orzeczony z jej winy. Bo zdradziła męża i zostawiła dziecko.

- Sędzia nie chciała słuchać o tym, jak byłam traktowana, jak teściowa zabrała mi syna – opowiada Beata. - Nikogo nie interesowało, jak się w tym wszystkim czułam. Dostałam etykietę wyrodnej matki i noszę ją do dziś. jestem też dla niektórych "dziwką" albo "szmatą". Szkoda, że w przypadku facetów nikt ich tak nie traktuje. Jakby oni nie zostawiali dzieci i żon.

Chodzi jednak na terapię i próbuje się posklejać. Marzy o tym, by mieć kontakt z dzieckiem. Ale pomimo ustalonych terminów wizyt, teściowa i były mąż nie dają jej do dziecka dostępu. A Beata nie będzie przychodzić do syna z policją. Chce sądowych mediacji.

- Przecież wybacza się nawet największym grzesznikom, może i ja tego doczekam – mówi. - Chce tylko, żeby syn wiedział, że go kocham, że jestem, że zawsze może do mnie przyjść.

Żyje samotnie i nie myśli o związkach. Nie chce być już więcej niczyim błędem.

 

Magdalena Gorostiza

 

Imiona i niektóre szczegóły zostały zmienione

 

Tagi:

romans,  zdrada,  kochanek,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót