Partner: Logo KobietaXL.pl

- Bo byłabym biedna, jak mysz kościelna. Nie mam niczego, tak się urządziłam w życiu – wzdycha Monika ciężko. - Nie przewidziałam konsekwencji swoich wyborów, teraz jest już za późno.

 

Więc codziennie rano serce staje jej w gardle, gdy prosi Tomka o parę złotych na zakupy. On wówczas grzebie chwile w kieszeniach i rzuca ile popadnie. Czasami jest to 20 złotych i Monika protestuje, że to to nie wystarczy. Bo musi na przykład zanieść jego garnitur do pralni. Tomek wówczas uśmiecha się ironicznie, dorzuca parę złotych i mówi, że Monika kosztuje go straszne pieniądze.

 

A przecież nie było tak zawsze. Miała dobrą pracę i stać ją było na wiele. Popełniła jednak duży błąd. Zgodziła się wiele lat temu na samozatrudnienie w firmie.

 

- Człowiek był młody i naiwny. Firma cięła koszty. Zaproponowali samozatrudnionym dużo wyższe stawki. Nie wspomnieli jednak o tym, że będą groszowe emerytury – opowiada Monika.

 

Założyła jednoosobową działalność gospodarczą. Zachłysnęła się dobrymi zarobkami. Przełknęła nawet brak płatnego urlopu. Wydawało jej się, że będzie wiecznie młoda. Mogłaby nawet dłużej pracować, ale firma wysłała ja na emeryturę zaraz po przekroczeniu sześćdziesiątki.

 

- Bo nic mnie nie chroniło, żadne prawa pracownicze, zwyczajnie nie przedłużyli ze mną umowy – wzdycha Monika ciężko.

 

Na rękę ma 2 tysiące złotych emerytury. To przysłowiowe grosze, w porównaniu z tym, co miała wcześniej. Ale ma przecież bogatego partnera.

 

- No właśnie, partnera, a nie męża. I to jest kolejny problem – dodaje Monika. To był drugi z jej wielkich życiowych błędów.

 

Z Tomkiem są od ponad dwudziestu lat razem. Ale cały majątek jest jego. Monika nie ma niczego, choć cały czas łożyła na wspólny dom i do tej pory daje, ile może.

 

- Poznaliśmy się na życiowych zakrętach. On stwierdził, że więcej nigdy się nie ożeni, ja też byłam po toksycznym związku. I znowu zgubił mnie brak patrzenia w przyszłość – wzdycha Monika po raz kolejny.

 

Ze swoim mężem rozstała się, bo miała dosyć przemocy psychicznej. Nie mieli dzieci, jemu przeszkadzało, że Monika zarabia więcej, że udało jej się załapać i robić karierę w znanej, prestiżowej firmie. Mieszkali w jego mieszkaniu po babci, po rozwodzie Monika przeniosła się do swojej matki.

 

- I to był moment, by pomyśleć o własnym lokum. Wziąć kredyt, kupić choćby kawalerkę. Traf jednak chciał, że poznałam Tomka. Zamiast pomyśleć o sobie, weszłam w nowy układ. Wówczas wydawał mi się idealny – opowiada Monika.

 

Tomek był już po rozwodzie. Ma dwoje dorosłych dziś dzieci. Córka Tomka mówiła kiedyś Monice, że to jej matka nie chciała być z nim dłużej, bo ojciec ma podły charakter. Upokarza każdego, kto jest od niego zależny.

 

- Nie chciałam wtedy w to wierzyć. Ale była żona Tomka na rozstaniu skorzystała, bo była właśnie żoną. Zostawił jej mieszkanie, musiał spłacić część jej firmy – mówi Monika. - Płacił alimenty na dzieci. Ona poszła do pracy, bo kiedy z nim była, to nie chciał żeby pracowała. I dziś żyje zupełnie dobrze.

 

W przeciwieństwie do Moniki, która codziennie zagryza zęby. Ale dwadzieścia lat temu tego też nie przewidziała. Że Tomek nagle stanie się inny.

 

- Faktem jest też to, że nigdy wcześniej nie prosiłam go o pieniądze. Pracowałam i miałam swoje – podkreśla Monika.

 

U matki długo nie pomieszkała. Tomek kupił dla nich dom, umówili się, że wydatki na jego utrzymanie będą pokrywać wspólnie.

 

- W urządzeniu domu też miałam finansowy udział. To prawda, że meble, sprzęt AGD, to wszystko kupił Tomek. Ale ja dałam domowi duszę. Kupowałam drogie gadżety do wystroju wnętrza, zamawiałam orientalne dywany, zasłony, na które materiał sprowadzano z Włoch – mówi Monika. - Robiłam to z radością, ale bez braku wyobraźni. Bo dom figuruje wyłącznie na Tomka, ja jestem tu tylko i wyłącznie gościem.

 

I wszystko układało się w miarę dobrze, dopóki Monika miała kasę. Wyliczenie emerytury z ZUS sprawiło, że nogi się pod nią ugięły. Przyzwyczaiła się do innego stylu życia. A tu z tych 2 tysięcy złotych trudno nawet za swoją część rachunków zapłacić. Monika sądziła jednak, że po tylu latach wspólnego życia, nie będzie z tym żadnych problemów. Bo przecież Tomek jest bardzo bogaty.

 

- Jak bardzo się pomyliłam. Sądziłam, że to będzie naturalne, że on przejmie na siebie ciężar utrzymania domu. Owszem, w jakiejś mierze przejął. Ale ja za to wysoką cenę płacę – opowiada Monika.

 

Pozornie jej życie się nie zmieniło, pozornie los się do niej uśmiechnął. Jeździ dobrym samochodem (kupiony na firmę Tomka, bo trzeba robić koszty), wyjeżdżają na drogie wakacje zagranicę ( bo trzeba robić wrażenie na znajomych). Rachunki są popłacone, bo Tomek dba o to, ona musi oddawać mu też na ten cel ponad tysiąc złotych miesięcznie.

 

- Zostają mi grosze, nie ma mowy, żebym za te pieniądze robiła zakupy, kupiła jakiegoś dobrego ciucha, poszła do fryzjera czy kosmetyczki. Więc o każdą rzecz muszę go prosić. On raz daje, raz nie daje. Ale zawsze mnie upokarza przy tym – opowiada Monika.

 

Pojechali ze znajomymi do Berlina. Płacili w knajpach niebotyczne rachunki, bo Tomek nie żałuje sobie na takie rzeczy. Kiedy jednak upatrzyła sobie sweter w sklepie, zapytał ja z ironią, czy stać ja na taki wydatek, bo on nie ma przy sobie karty.

 

- Swetra oczywiście nie kupiłam, choć kosztował ułamek kolacji. Tak jest praktycznie na każdym wyjeździe. On chodzi po męskich butikach, ja tylko oglądam ze smutkiem wystawy – opowiada Monika. - To też jest szalenie upokarzające.

Rano Tomek wychodzi do firmy, ona zostaje w domu, niczym jego służąca. Odkąd przeszła na emeryturę, Tomek zdecydował, że pani do sprzątanie przestanie przychodzić, bo przecież Monika i tak cały dzień w domu. Więc ona pierze, prasuje, sprząta. Zbiera ze stołu rzucone banknoty, kupuje jakieś jedzenie na obiad. Zagryza zęby, udaje miłą, mimo wszystko stara się partnera nie denerwować.

 

- Bo co mam zrobić? Jakie mam perspektywy? Matka umarła, w jej mieszkaniu mieszka dziś młodszy brat z dziećmi i z żoną. Nie mam żadnego własnego kąta. Mam jakieś niewielkie oszczędności, ale szybko by się rozeszły, gdybym musiała żyć sama – mówi Monika.

 

Modli się więc o to, by Tomek nie chciał się z nią rozstać, ani by nic mu się nie stało. Bo przecież w przypadku jego śmierci, Monika straciłaby dach nad głową.

 

- Popełniłam w życiu kilka kardynalnych błędów, podjęłam złe decyzje, bo nie myślałam o przyszłości. Powiem też krótko – związki partnerskie mogą być jednak szalenie ryzykowne, choć wydają się kuszące. Taka jest dziś moja opinia – mówi Monika. - Gdybym była jego żoną, nie musiałabym się o nic martwić. A tak muszę codziennie znosić upokorzenia, bo nie wyobrażam sobie życia w nędzy.

 

Magdalena Gorostiza

 

Imiona i niektóre szczegóły zostały zmienione


Tagi:

związek,  emerytura,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót