Oto jej historia:

 

Jerzy był ojcem mojej przyjaciółki z roku, Anki. Wykładał na uczelni, na innym kierunku, też humanistycznym. Rodzice Anki byli rozwiedzeni, Anka mieszkała na co dzień u matki. Ale z ojcem miała bardzo bliski kontakt, Jerzy mieszkał w małym domku pod miastem, który odziedziczył po babci. Dziś w tym miejscu jest nowa willowa dzielnica, ale wtedy to była prawie wieś. Bo ta historia ma już lat prawie trzydzieści.

Z Anką zaprzyjaźniłam się na trzecim roku, uczyłyśmy się razem, spędzałyśmy sporo czasu. Przed letnią sesją Anka zaproponowała, żebyśmy pojechały uczyć się u jej ojca, na trawie w ogrodzie, w altanie.

- Zadba nas, zrobi dobre jedzonko, możemy nawet tam spać – pamiętam, jak to mówiła. Nie musiała mnie długo namawiać, mieszkałam z rodzicami i dwójką rodzeństwa, w domu był zawsze harmider.

Pamiętam, jak pojechałyśmy tam pierwszy raz, wysiadłyśmy na końcowym przystanku, nagle miasto zamieniło się w wieś. Ptaki śpiewały, szłyśmy kawałek wąską drogą. Dom Jerzego był jak z bajki, obrośnięty winoroślą, urządzony w stylu starego dworku. Wokół spory, trochę dziki ogród. I pamiętam, jak Jerzego zobaczyłam pierwszy raz, jak na mnie wtedy spojrzał. Miał w oczach taki błysk, promiennie się uśmiechnął. Szczupły, wysoki, zadbany facet. I bardzo, ale to bardzo przystojny.

Uczyłyśmy się w ogrodzie, ojciec Anki przynosił nam jakieś przekąski, wieczorem zrobił dla nas elegancką kolację. Otworzył wino, puścił muzykę. Były ciekawe rozmowy, siedzieliśmy prawie do rana. To był cudowny dzień.

Widziałam, jak na mnie patrzy. Miałam 22 lata, byłam młodą, atrakcyjną i dość pewną siebie kobietą. Choć z dzisiejszej perspektywy wiem, że wówczas mało jeszcze wiedziałam o życiu.

Następny dzień też spędziłyśmy na nauce, był weekend, egzamin był w poniedziałek, wróciłam na noc do domu. Pożyczyłam od Jerzego kilka książek, zostawił mi swój telefon, ja mu dałam swój.

Minęła sesja, Anka wyjechała na jakiś obóz wędrowny, ja się nudziłam w mieście. Zadzwoniłam do Jerzego, chciałam oddać książki, zaprosił mnie na kolację. To był piękny wieczór, rozmowa z nim to była czysta przyjemność. Znowu było wino, muzyka i skończyliśmy w łóżku. Ja nie byłam dziewicą, ale tamten poprzedni seks z moimi rówieśnikami był w porównaniu z tym co przeżyłam z Jerzym, jakimś kiepskim żartem. Był doświadczonym i wyśmienitym kochankiem, a ja pojętną uczennicą. Zaczęliśmy się regularnie spotykać. Nie wracałam na noce do domu, rodzice byli przekonani, że śpię u koleżanek, zresztą nigdy nie sprawiałam problemów, byłam jedną z lepszych studentek na roku i w domu miałam zawsze luz.

Dużo z Jerzym rozmawiałam, dziś wiem, że wywarł na moje życie znaczny wpływ. To on pomógł mi zdecydować, co chcę robić w przyszłości, podsuwał wartościowe lektury. Można rzec, powtórka z Pigmaliona, tylko ja nie byłam ubogą kwiaciarką, która ma wejść na salony.

Byłam zakochana po uszy, wakacje się skończyły, ja dalej jeździłam do Jerzego. Czasami z Anką, ale wówczas udawaliśmy, że nic nas nie łączy. Nie wiem, czy ona wiedziała, czy domyślała się czegokolwiek. Nigdy nie dała po sobie poznać, mnie trochę to uwierało, bo nie wiedziałam, jak się mam zachować. Jerzy był wolny, nie niszczyłam niczyjego życia, nasz związek nikomu przecież nie szkodził, ale czułam się trochę niezręcznie.

Na ostatnim roku studiów Jerzy powiedział mi, że powinnam myśleć o ułożeniu sobie życia. Że nasz związek, choć piękny, nie ma żadnej przyszłości, że muszę znaleźć sobie chłopaka, mieć rodzinę, dzieci. Nie chciałam o tym słuchać, ale on coraz częściej o tym mówił i dążył do tego, byśmy spotykali się coraz rzadziej. Byłam wówczas zrozpaczona, dziś mogę mu tylko podziękować za dojrzałość i brak egoizmu. Ale to był naprawdę facet bardzo szczególny.

Zaczęłam znowu bywać na imprezach, poznawałam swoich rówieśników, czasami szłam z nimi do łózka, ale tęskniłam bardzo za Jerzym. Żaden z moich chłopaków nie dorastał mu do pięt. W końcu poznałam Marka, kończył właśnie psychologię. Zaczęliśmy się spotykać, praktycznie przestałam odwiedzać Jerzego. Seks z Markiem nie był takim przeżyciem jak z Jerzym, ale było nam razem bardzo fajnie. Zaplanowaliśmy ślub. Ostatni raz byłam u Jerzego na tydzień przed naszym weselem. Spędziłam z nim ostatnią noc, chciałam się pożegnać. I nie wiem, jak mam to opisać, był żal, ogromna tęsknota, za tym co tracę, miałam świadomość, że nigdy więcej nie spotkam takiego faceta w swoim życiu. Z drugiej strony byłam w Marku zakochana i czekałam na to, co nas spotka we wspólnym życiu.

Anka po skończonych studiach wyjechała do innego miasta, ja z Markiem przeprowadziliśmy się do stolicy. Dziś jest wziętym terapeutą, jest niezwykle inteligentnym facetem. Mamy o czym rozmawiać, dobrze nam się układa pomimo upływu lat. Ale ilekroć widzę dom obrośnięty bluszczem, wracają tamte stare wspomnienia. Jerzy został we mnie na zawsze.

Z Anką odzyskałam kontakt już w dobie Facebooka. Piszemy ze sobą od czasu do czasu. Miesiąc temu napisała mi, że zmarł jej ojciec, spotkałyśmy się na jego pogrzebie po wielu latach. Wspominałyśmy wizyty w jego domu, to jak nas traktował, jak robił dla nas wykwintne kolacje. Do mnie z całą mocą wróciła historia mojego romansu. To był przepiękny czas i nigdy tego nie żałowałam. Wiem, że dużo Jerzemu zawdzięczam.

 

PS Imiona i niektóre szczegóły zostały zmienione.

 

Tagi:

romans,  kochanek,  miłość,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót