- Może jestem egoistą, może wygodny, jak większość facetów? Nie będę nawet się nad tym za bardzo pochylał. Przekonałem się, że nie jestem w stanie żyć pod jednym dachem z obcym dla mnie dzieckiem. Bo im dłużej to trwało, tym były większe konflikty – opowiada Marek.

 

Najmilej wspomina okres, Kiedy byli z Kasią „na dochodząco”, a ona starała się nie obciążać ich związku córką. Bo w fazie pierwszych randek organizowała opiekę dla Olgi, spędzali wspólnie te weekendy, które dziewczynka spędzała ze swoim ojcem.

 

- I to było super. Dogadywaliśmy się świetnie, fajnie nam razem było. Ale widziałem, że Kasia chce, abym poznał Olgę, że jej celem jest włączenie jej córki do naszego związku – wspomina Marek.

 

Pamięta też dobrze to pierwsze spotkanie, bo postanowili wyjechać we trójkę na weekend. Mała była bardzo grzeczna, z jednej strony onieśmielona, z drugiej spragniona towarzystwa Marka. Pięcioletnia dziewczynka, bardzo rezolutna, jednocześnie trochę zagubiona. Marek miał świadomość tego, że dziecko żyje między dwoma domami, wiedział z opowieści Kasi, że tęskni za stałą obecnością ojca. On jednak nie miał pojęcia, jaka miała by być jego rola. Bo Olga ojca przecież jednak miała, a on Marek, nigdy do dzieci specjalnie się nie garnął.

- Ale OK, nie było tragedii. Mała nie sprawiała kłopotów, jedynie w nocy nie było mowy o żadnym seksie. Wzięliśmy wtedy dwa pokoje w hotelu, żeby to pierwsze spotkanie ze mną nie skończyło się szokiem, że mama śpi w jednym łóżku z jakimś obcym facetem – opowiada Marek.

 

Ale po tym wyjeździe zaczął wpadać do Kasi coraz częściej. Ona już nie szukała opiekunek dla Olgi, spotykali się u niej, jedli razem kolację. Olga szła spać do swojego pokoju, oni do Kasi sypialni. Markowi wydawało się wówczas, że taki układ jest całkiem do przyjęcia.

 

- Bo byłem jeszcze kompletnie z boku. Odwiedziny to jednak nie to samo, co wspólne mieszkanie. Byłem z daleka od wszelkich problemów, nie spędzałem tam ranków, popołudni, a jeśli nawet to rzadko, widziałem Olgę krótko, z reguły przed spaniem – mówi Marek.

 

Kiedy więc Kasia zaproponowała, żeby zamieszkali razem, uznał to za całkiem niezły pomysł. Postanowili, że podejmą próbę, on się wprowadzi do niej, ale zostawi swoje mieszkanie. Jeśli wszystko się ułoży, wezmą ślub, sprzedadzą swoje mieszkania, kupią jedno duże. Marek zabrał ubrania i laptopa, zamieszkał u Kasi.

 

- Ona ma trzy pokoje, siła rzeczy zainstalowałem swoje miejsce pracy w salonie. Czasami muszę wieczorem posiedzieć przy komputerze, ogarnąć maile, napisać jakiś projekt. Ale mimo wszystko byłem pełen optymizmu. Kasia jest cudowną kobietą i wierzyłem, że nam się ułoży – opowiada Marek.

 

Jego matka, co prawda, nie kryła niezadowolenia. Raczej przekonywała syna, że związek z kobietą z dzieckiem nie ma zbyt wielkiej przyszłości. Tłumaczyła synowi, że to zadanie trudne, bo trzeba się wykazać i miłością do dziecka i dużą dozą dyplomacji, bo każda matka jest czuła na punkcie swojej latorośli.

 

- Wtedy nie bardzo tego rozumiałem, ale dość szybko do mnie to dotarło. Pod koniec naszego związku miałem wręcz wrażenie, że w naszym domu są dwa obozy – ja i Kasia z Olgą. A to było już bardzo męczące – Marek wraca do wspomnień.

 

Więc wspólne śniadania nie były zawsze rozkoszne. Mała marudziła przed wyjściem do przedszkola, w kuchni zostawał okropny bałagan, co jego, pedanta bardzo wkurzało. Miał jednak w sobie opór, by sprzątać po Oldze, wycierać rozlane mleko i rozgniecione płatki, zbierać okruchy ze stołu. Osobiście uważał, że pięcioletnia dziewczynka sama powinna dbać o porządek podczas jedzenia. Rozmawiał o tym nawet z Kasią, ale ta tylko wzruszyła ramionami i stwierdziła, że to tylko dziecko.

 

W pokoju, w którym pracował, był też telewizor. Mała chętnie oglądała bajki. Trudno było mu się skupić nad robotą, kiedy Olga zasiadała przed telewizorem i żywiołowo reagowała na przygody bohaterów. Zaczął odkładać pracę na czas po kolacji, ale tak naprawdę nie bardzo wiedział, co ma za sobą popołudniami zrobić.

 

- U siebie kładłem się na kanapie, czytałem książki, oglądałam sport albo wiadomości. Tu priorytetem były programy dla Olgi, bo Kasia tłumaczyła, że ma wtedy spokój i czas na to, by gotować czy sprzątać. Wieczorami Olga życzyła sobie czytania na dobranoc. Coraz częściej prosiła o to mnie, a nie matkę, ale mówiąc szczerze dla mnie to było nużące zajęcie – wzdycha Marek ciężko.

 

Obserwował też jak Kasia próbuje włączyć go do innych obowiązków, które wiążą się z dzieckiem. Kilka razy prosiła, by zawiózł małą do przedszkola, czasami zostawał z Olgą w domu, bo chciała wyskoczyć do fryzjera albo załatwić jakąś sprawę.

- I nie było to tak, że chce się mną wyręczyć. Nie traktuję tego w ten sposób. Bardziej odnosiłem wrażenie, że chce nas razem posklejać. Ja jednak miałem w sobie jakiś wewnętrzny opór – mówi Marek.

 

Drażniło go to też, że nie wiedział do końca jak się zachować, kiedy mała była niegrzeczna. Kilka razy zwrócił jej uwagę, ale widział wówczas zawsze minę Kasi. Niby się nie odzywała, ale natychmiast szła z małą do jej pokoju, coś tam ze sobą szeptały, czasami Olga wychodziła z zaczerwienionymi oczami.

 

- Być może to, co opowiadam wygląda jak błahostki. Ale rożne sytuacje się zaczęły nawarstwiać. Kasia się rozchorowała, ja cały tydzień zajmowałem się domem i Olgą. A w gruncie rzeczy nic mnie nie ciągnęło emocjonalnie do tego dziecka. Tymczasem miałem zacząć wchodzić w rolę jej ojca. Potem kilka razy odmówiłem zostania z małą w domu, bo miałem ważną robotę. I widziałem, jak one dwie zaczynają tworzyć wspólny front przeciwko mnie. Uznałem, że to zaczyna się robić kompletnie bez sensu – opowiada Marek.

 

Wspólne mieli tylko te weekendy, kiedy mała jeździła do ojca. W pozostałym czasie był skazany na stała obecność dziecka. Skończyły się wieczorne wypady do kina, do knajpek na piwo. Tak naprawdę życie podporządkowane było Oldze.

 

Odbył z Kasią poważną rozmowę. Powiedział jej, że jednak nie jest w stanie żyć w takim układzie. Ona jest cudowna, Olga to świetne dziecko. Ale on nie umie się w tym wszystkim odnaleźć, nie chce spełniać roli dodatkowego ojca.

 

- Nie umiałem Olgi zaakceptować, nie miałem chęci, by się nią zajmować. Starałem się Kasi to delikatnie wytłumaczyć, że nasz związek skazany jest przez to na porażkę. Wiem, że było jej przykro, że czuła rozczarowanie. Myślę, że jest wiele kobiet w podobnej sytuacji. Szukają miłości, ale razem z dzieckiem. Pewnie są faceci, którzy potrafią to zrobić. Ja niestety, nie umiem. Miałem w sobie jakiś dziwny opór – opowiada Marek.

 

Wrócił do swojego mieszkania i odetchnął z ulgą. Zdarza się, że tęskni za Kasią. Ale ma świadomość, że nie może jej mieć samej, tylko razem z jej córką. Dlatego zdecydowanie woli swoją samotność.

 

Magdalena Gorostiza

 

Imiona i niektóre szczegóły zostały zmienione

 

 

Tagi:

związek,  dziecko,  małżeństwo,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót