Wszystkie trzy suczki maja około siedmiu lat. Tusia trafiła do Marioli Marus z wyboru i z miłości do pekińczyków. Ale kiedy okazało się, że likwidowana jest pseudohodowla i wśród stu maltańczyków jest jedna pekinka, nie było wątpliwości, że trafi do ich domu.

 

Melka i Lejdi

 

 

- Znajoma z fundacji zadzwoniła do mnie, że mają sto psów do oddania – wspomina Mariola. - Nie wahaliśmy się z Henrykiem ani chwili. I tak dołączyła do naszego stadka Melka.

Potem było ogłoszenie na Facebooku. Ktoś szukał domu dla Lejdi. Ktoś znajomy zamieścił komentarz oznaczając Mariolę.

- Pomyślałam o niej jak o dziecku, którego nikt nie chce – wzdycha. - I w ten sposób znowu powiększyła nam się rodzinka.

Lejdi

Ale wówczas o byt psów się nie martwili. Henryk Sadurski pracował na etacie, Mariola jeździła do Włoch do pracy jako opiekunka.

- Niestety, ja zostałem emerytem, Mariola nie może wyjeżdżać z powodu chorego kręgosłupa – rozkłada ręce Henryk. - Nie spodziewaliśmy się też, że trzy psy zachorują i będziemy potrzebować na nie aż takich pieniędzy.

 Tuśka miała babeszjozę, wówczas okazało się, że ma tylko jedną nerkę. Ma chorą wątrobę i trzustkę. Lejdi chowana była jak dziecko, kładziona na poduszkach, przykrywana kołderką. Do dziś jest lękliwa i nieufna. Choruje na nerki. U Meli zdiagnozowano białaczkę, lekarz poradził, żeby ją uśpić. Ale oni się nie poddali, szukali pomocy, leczyli. Udało się wyjść na prostą.

- I tylko raz wtedy zrobiliśmy zbiórkę, nie dawaliśmy rady, leki, kroplówki, szło na to ponad 100 zł dziennie – wspomina Mariola. - Dziękujemy za pomoc, dzięki temu Mela żyje, ale ile było też hejtu. Jak byśmy mieli się na tej zbiórce wzbogacić, jakby to leczenie było jakimś wymysłem.

Nie ukrywają jednak, że jest im trudno. Mariola ma 600 zł zasiłku, Henryk 1600 zł emerytury. Na specjalna karmę i leki dla psów wydają około 1000 zł miesięcznie. Reszta zostaje na opłaty i na jedzenie. Bo jak mówią, najpierw psom lekarstwa kupią, potem pomyślą o sobie. Psy to ich największa miłość, a Henryk nawet bloga zaczął na ten temat pisać.

- Zaczęło się od rozmów z Melką, tak sobie zawsze rozmawialiśmy, a jak zachorowała to zacząłem wrzucać jej zdjęcia i jej opowieści – mówi Henryk. - Teraz więcej z Lejdi gadam, to taki szalony czupurek, zawsze ma coś do powiedzenia. Kochamy te psy bardzo, mamy też świadomość, że skoro je mamy, to musimy im byt zapewnić.

Mariola próbuje sprzedawać robioną przez siebie biżuterię z koralików. Nie chcą prosić nikogo o wsparcie pomni tamtej reakcji na zbiórkę. Ona podkreśla, że psem jest jak z dzieckiem, nigdy nie wiesz, nawet jak urodzisz zdrowe, co się może wydarzyć później.

 

Mariola robi biżuterię

- Ale nie żałuję naszej decyzji, kochamy je nad życie – mówi. - Czasami tylko myślę sobie, czy nie zrobiliśmy im krzywdy, czy zapewnimy im odpowiednie leczenie i odpowiednią karmę? Dlatego u nas w domu jest priorytet – jak psu trzeba nagle coś kupić czy zapłacić za lekarza,  to nasze potrzeby muszą poczekać.

 

Magdalena Gorostiza

Tagi:

pies,  psy,  Mariola Marus,  Henryk Sadurski,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót