S.O. Minister Nauki i Edukacji Przemysław Czarnek zapowiedział wprowadzenie biblistyki do wykazu dziedzin i dyscyplin naukowych. Zwracam się do Ciebie jako autora przełomowych odkryć w zakresie biblistyki, co sądzisz o tej decyzji. 
 
 
 
B.G. Ministerialna klasyfikacja dziedzin i dyscyplin to nie sakralny Dekalog. Zresztą w Biblii mamy dwa warianty Dekalogu: w Księdze Wyjścia i Księdze Powtórzonego Prawa.
 
 
 
Aż dwa? Dlaczego?
 
 
 
Ten drugi z Księgi Pwt jest nowelizacją pierwszego z Księgi Wyjścia. Ostatni autorzy Biblii pozostawili obydwa warianty Dekalogu, aby wykazać, że Dekalog jest otwarty na nowelizację w przyszłości, ale kierunek i zakres tej nowelizacji nie jest dowolny. Stąd chrześcijanie przejmując Dekalog, np. znowelizowali go w normie czwartej: „pamiętaj na szabat, aby go uświęcić”. W miejsce szabatu wprowadzili niedzielę!
 
 
 
Czego jeszcze nie docenił poprzedni minister nauki Jarosław Gowin w „dekalogu nauki polskiej”.
 
 
 
Koledzy sygnalizują mi „zagubienie po drodze reformy nauki” dyscypliny biotechnologii. Z wielką szkodą dla rodzimej nauki i gospodarki. Biotechnologia jest dyscypliną szybko rozwijającą się z ogromnym potencjałem zarówno badawczym, jak i aplikacyjnym w medycynie, rolnictwie, przemyśle chemicznym... Znajduje się w wykazie międzyrządowej organizacji OECD. Brak dyscypliny biotechnologii w polskim „dekalogu nauki” godzi nie tylko w rozwój samej nauki, ale stawia państwo w niekorzystnej sytuacji – np. wobec pandemii Covid-19. Bez biotechnologii nie ma testów diagnozujących tę chorobę, ani szczepionek, ani prac epidemiologicznych, ani wreszcie poszukiwań skutecznych leków. 
 
 
 
Czy nowelizacja „dekalogu nauki” odnośnie do dyscypliny biblistyki to dobra decyzja?
 
 
 
Bardzo dobra i na czasie.
 
 
 
Z początku przyjąłem tę zapowiedź ministra Przemysława Czarnka z mieszanymi odczuciami. Zresztą nie byłem w tym odosobniony, przez media przewinęła się fala dość ironicznych komentarzy.
 
 
 
Czy to oznacza, że nie chciałeś, żeby biblistyka wyemancypowała się spod bezpośredniej kurateli teologii…? 
 
 
 
W pierwszym odruchu nie potrafiłem znaleźć głębszego uzasadnienia dla tej decyzji. Może z wiekiem staję się konserwatystą.
 
 
 
Przecież Ci wiadomo, że jezuici w Rzymie od początku XX w. prowadzą „Biblicum”, jeden z najlepszych Instytutów Biblijnych na świecie. „Biblicum” nadaje dwa kluczowe stopnie naukowe: tzw. duży licencjat i doktorat. Te stopnie są „in re biblica”, co można oddać: z nauk biblijnych (o Biblii). A czy przypadkiem profesorzy „Biblicum” nie wykładali Ci Biblii na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie?
 
 
 
Będąc studentem Gregoriany większość moich wykładów o Biblii słuchałem właśnie na „Biblicum”. Wykładali mi wybitni bibliści, jak np. o. Ignace de la Potterie, specjalista od Ewg. Jana, o. Stanisław Lyonnet od św. Pawła czy charyzmatyczny jezuita polski, o. Alfred Cholewiński o ST. O. Alfred sprowadził do kraju Neokatechumenat. Moim mistrzem był jednak o. Luis Alonso Schoekel, łączący solidność niemiecką z hiszpańską błyskotliwością. Jego wykłady przyciągały tłumy. Chcąc czytać jego książki w oryginale, nauczyłem się języka hiszpańskiego. A poza tym w katolicyzmie nie tylko w Rzymie można uzyskać stopnie in re biblica. W Jerozolimie działa dominikańska Ecole Biblique, szkoła starsza od „Biblicum”.
 
 
 
O. Augustyn Jankowski OSB mówił mi kiedyś, że gdy jezuici posiedli w katolicyzmie monopol w zakresie biblical studies, to utrudniali Ecole Biblique uzyskania praw papieskich na równi z „Biblicum”. Po opracowaniu przez dominikanów tzw. Biblii Jerozolimskiej w latach pięćdziesiątych XX w. – jezuici musieli odpuścić.
 
 
 
W świecie anglosaskim też odróżnia się teologa od biblisty. O pierwszym mówi się: theologian a o drugim: biblical scholar!
 
 
Staszek, widzę, że to Ty mnie przekonujesz do racji istnienia dyscypliny biblistyki, a nie ja Ciebie… Jak Ci również wiadomo jezuici po ukończonym „Biblicum” nie uważają się za teologów sensu stricto. 
 
 
 
Przechadzają się po teologii niczym arystokraci... Wygląda na to, że z biblistyką w kraju wpływamy na szerokie wody nauki światowej. 
 
 
 
I to jest ukoronowanie wieloletnich starań. Już pod koniec lat 60-tych XX w. uruchomiono na KUL eksperyment, by jego szkoła biblijna przy wsparciu uczonych z „Biblicum” nadawała licencjaty in re biblica. Od o. Augustyna Jankowskiego OSB wiem, że przeprowadzał na KUL egzaminy z biblistyki z ramienia „Biblicum”. Eksperyment ten nie trwał długo z powodu „żelaznej kurtyny”.
 
 
 
Wyodrębnienie tej dyscypliny naturalnie doprowadzi do powstania instytutów biblijnych. Czy w kraju mamy odpowiednią ilość naukowców z biblistyki?
 
 
 
Mamy w kraju grubo ponad 100 dyplomowanych naukowców katolickich in re biblica. Do tej puli dochodzi co najmniej 15 doktorów niekatolickich in biblical sciences. Jesteśmy więc światową potęgą. Poza tym jest jeszcze kilka setek naukowców z teologii ze specjalizacją w zakresie biblistyki oraz pracujących na Biblii, czyli biblistów szerszym znaczeniu tego słowa. 
 
 
 
Jak np. Ty. Orientujesz się, gdzie są niekatolickie uczelnie nadające stopnie naukowe in biblical studies? 
 
 
 
Najwięcej jest ich w USA. Potem w UK, RFN czy nawet w Belgii.
 
 
 
Rozumiem, że wyłonienie się z teologii biblistyki poniekąd uwolni tę dyscyplinę od wpływów konfesyjnych. Sobór Watykański II skonstatował, że Biblia powinna być duszą teologii, a nie że teologia powinna być „kaftanem bezpieczeństwa” dla Biblii, czyli poniekąd dla biblistyki.
 
 
 
Uwolni biblistykę przede wszystkim od wpływów fundamentalistycznych. Nie biorę tu pod uwagę innych pułapek, np. ideologicznych.
 
 
 
Czy według Ciebie ateista i agnostyk mogą z powodzeniem studiować Biblię? Helene Eilstein, niewierząca Żydówka, napisała jedną z najlepszych książek pt. „Biblia w ręku ateisty”.
 
 
 
Według mojej opinii, zdeterminowany ateista czy agnostyk może dotrzeć jedynie do „ciała” Nowego Testamentu a nie do jego „duszy”. Gdy mowa o Starym Testamencie, o Biblii jako wyjątkowej bibliotece i „narodowej epopei Żydów”, odpowiedź w odniesieniu do czytelników żydowskich znających język hebrajski nie jest łatwa do sformułowania. Dla nich Biblia Hebrajska nie stanowi bariery językowej i historycznokulturowej.
 
 
 
Dlaczego do wnętrza Nowego Testamentu nie dotrze agnostyk? 
 
 
 
Bo NT jest dziełem stworzonym z wiary, w funkcji formacji i podtrzymania wiary – w ramach integracji społeczności wierzących w całokształcie jej egzystencji. 
 
 
 
O jakiej wierze mówimy?
 
 
 
Dobre pytanie! O wierze… biblijnej. Wiara biblijna otwiera wewnętrzny świat Biblii. Taka wiara jednak nie rodzi się w wyniku najbardziej intensywnego studiowania nawet tekstów świętych. Daleki jestem od tego, by postulować absolutną nadrzędność Biblii. Np. Nowy Testament zrodził się z natchnienia Boga w ekklesii epoki nowotestamentowej. Ekklesia ożywiana duchem nowotestamentowym posiada klucz do wnętrza Biblii. Jednak proponuję ten newralgiczny wątek o ekklesii odłożyć na inną okoliczność.
 
 
 
Jak się ma ta wiara biblijna do wyznania katolickiego, prawosławnego, protestanckiego?
 
 
 
Nie chciałbym się zdawkowo wypowiadać w tej delikatnej materii, jako że statystyczny katolik, prawosławny czy protestant uważa, że to jego wyznanie najlepiej ucieleśnia wiarę biblijną. Powstanie instytutów biblijnych stworzy szansę, by wyznawcy różnych wyznań zasiedli wspólnie do pokornego i profesjonalnego studiowania Biblii. Odkryją wtedy i strukturę biblijnej wiary, albo inaczej: strukturę wiary eklezjalnej epoki nowotestamentowej. To kościół epoki apostolskiej jest inspiracją i normą dla chrześcijaństwa wszystkich epok oraz kryterium do oceny jego aktualnej kondycji.
 
 
 
To nie Biblia podzieliła chrześcijan, ale ambicje i animozje liderów kościelnych. 
 
 
 
Bez wątpienia. A profesjonalne i w duchu dialogu studiowanie Biblii stworzy fundament pod ekumenizm przez duże E.
 
 
 
Ten postulat raczej dotyczy odległej przyszłości. Instytuty biblijne mogą zorganizować od zaraz katoliccy bibliści na KUL, UJPII czy UKSW. Czy zechcą na nich studiować protestanci albo prawosławni?
 
 
 
Z drugiej strony nic nie stoi na przeszkodzie, by instytut biblijny zorganizował Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet Jagielloński, wiodące ośrodki w kraju. A może rękę do tej zbożnej inicjatywy przyłoży również Uniwersytet Wrocławski – kontynuując znakomite tradycje przedwojenne. Z nim związani byli tacy luminarze nauki, jak religioznawca Rudolf Otto, czy bibliści: katolik Rudolf Schnackenburg, ewangelik Rudolf Bultmann czy kalwinista Gerhard Kittel, twórca sławnego słownika do NT.
 
 
 
Takie instytuty zorganizowane na wiodących uniwersytetach powinny być  oparte na kadrze biblistów z różnych wyznań, czyli ekumeniczne z natury.
 
 
 
Jak najbardziej jestem za takim rozwiązaniem.
 
 
 
Rozmawialiśmy o biblistyce, sądzę, że dobrze byłoby w przyszłości porozmawiać o Biblii z perspektywy Twoich badań i ustaleń.
 
 
 
Do wywiadów o Biblii nie trzeba mnie przymuszać.
 
 
 
Prof. zw. dr hab. Bogusław Górka wykłada na Uniwersytecie Gdańskim. Odkrywca instytucji inicjacji w NT oraz twórca metody i dyscypliny hermeneutycznej do studiowania tekstów biblijnych (podejścia inicjacyjnego i hermeneutyki inicjacji). Autor kilkunastu książek z tego obszaru.
 
 
 
Prof. zw. dr hab. Stanisław Obirek (ur. 1956 r.) wykłada w Uniwersytecie Warszawskim w Ośrodku Studiów Amerykańskich. Bada miejsce religii we współczesnej kulturze, interesuje się dialogiem międzyreligijnym, konsekwencjami Holokaustu i możliwościami przezwyciężenia konfliktów religijnych, cywilizacyjnych i kulturowych.
 

Tagi:

biblia,  katolicyzm,  ekumenizm, 

Polecane artykuły:

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót