Zarówno Kodeks Etyki Lekarskiej jak i ustawa o prawach pacjenta jasno precyzują, że chory ma prawo do informacji. Przy błahych schorzeniach nie ma z tym raczej problemu, „schody” zaczynają się, kiedy rokowania są nie najlepsze. Polscy lekarze nie są przygotowani do trudnych rozmów z pacjentami. Wolą złe wieści przekazywać rodzinie. Ta zaś powie choremu, tyle ile sama uważa za stosowne.

 

Ustawa o prawach pacjenta.

 

Czy to jest w porządku, czy tak powinno być? Czy nie jest to uprzedmiotowienie chorego? Moim zdaniem – jest. Dorosły człowiek, świadomy, powinien sam decydować o swoim zdrowiu i życiu i mierzyć się z prawdą, nawet, gdy jest ona bolesna.

 

Ojciec mojej znajomej ma raka, operacja wykazała, że są już przerzuty.

- Nie chce się leczyć – wzdycha znajoma.

- A wie, co mu jest?

- No nie do końca, nie chcieliśmy mu wszystkiego mówić.

 

Ojciec ma 79 lat, jest sprawny na umyśle, samodzielny, zajmuje się sobą sam. W kluczowym momencie życia, bo rokowania są dość kiepskie, lekarz i dzieci postanowili wspólnie odebrać mu prawo do samostanowienia. Dlaczego lekarz? Bo przepis mówi jasno – pacjentowi nie mówi się o jego stanie zdrowia, tylko wtedy, gdy sobie tego jasno zażyczy. Nie wierze, że ojciec znajomej przekazał lekarzom taką prośbę. Można też ograniczyć informacje, gdy lekarz uzna, że będzie to miało niekorzystny wpływ na pacjenta. Ta druga furtka jest jednak nadużywana. Ja rozumiem, że lekarzom łatwiej rozmawiać z rodziną, bo poziom emocji jest zupełnie inny. Kim jednak wówczas, a może czym raczej, staje się chory człowiek? A może to on wolałby nie mówić rodzinie o swoim stanie zdrowia, zanim nie zmierzy się sam ze sobą?

 

 Kodeks Etyki Lekarskiej

 

Zapytałam znajomej, dlaczego odbiera ojcu prawo do decyzji? Wszak ojciec nie chce się dalej leczyć, bo nie wie do końca, co mu jest. Jeszcze czuje się całkiem dobrze, więc może chciałby coś ważnego zrobić? Pojechać w jakieś miejsce, spotkać się i porozmawiać z kimś, dokończyć jakieś niezałatwione ziemskie sprawy. Żyjąc w nieświadomości tego nie zrobi. Kto dał dzieciom prawo do tego, by mu to odebrać?

 

Problem jest niewątpliwie skomplikowany. Jednak należy się zastanowić, czy w imię „współczucia i miłości” mamy przyzwolenie do decydowania za bliskich? Bo to, że podstawowe prawo pacjenta do informacji jest w polskich szpitalach łamane nagminnie, to problem znany od lat.

 

Wiele lat temu, gdy leżałam na patologii ciąży, młody lekarz robił mi USG. Na moje pytanie, co tam widzi, odrzekł, że ordynator mi to wyjaśni. Poczułam się jak rzecz. Powiedziałam mu wówczas, że łamie Kodeks Etyki Lekarskiej i żądam natychmiast informacji. Zaniemówił, dosłownie. Ale powiedział, co wychodzi w badaniu. I pewnie nie zdobyłam jego sympatii.

 Kodeks Etyki Lekarskiej

 

Od tego czasu rubrykę, w której podaje się osobę uprawnioną do poinformowania o moim stanie zdrowia, zawsze zostawiam pustą. To ja, moje zdrowie, moje życie i moje decyzje. Łącznie z tym, czy zechcę wszystko powiedzieć moim bliskim.

 

Magdalena Gorostiza

 

 

Tagi:

zdrowie,  prawo, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót