Reklama:

Kochanie za bardzo to nie miłość, to choroba, z której można i trzeba się wyleczyć.

 

Uzależnienie

W syndromie kochania za bardzo tak naprawdę nie chodzi o miłość. Niestety wielu z nas o tym nie wie. Prawdziwa i dojrzała miłość jest zaprzeczeniem uzależnienia. A nałóg, jak powszechnie wiadomo, jest chorobą wymagającą wsparcia i leczenia.

Uzależnienie to „nabyta, silna potrzeba wykonywania jakiejś czynności (uzależnienie psychiczne) lub zażywania jakiejś substancji (uzależnienie fizyczne)”. Dziś coraz częściej możemy zaobserwować uzależnienie od źle pojętej miłości.  Błędnie pojętej, bo to, od czego się uzależniamy, to nie prawdziwa relacja, a iluzja miłości – w rzeczywistości to toksyczny, chory i destrukcyjny związek, który niesie więcej łez niż radości.

Przełomowym wydarzeniem, które rozpoczęło upowszechnianie wiedzy na temat uzależnienia kobiety od mężczyzny, było opublikowanie w połowie lat osiemdziesiątych przez amerykańską psychoterapeutkę Robin Norwood książki „Kobiety, które kochają za bardzo”. Syndrom „kochania za bardzo” opisuje w następujący sposób:

Okrutny, obojętny lub przewrotny partner staje się (…) narkotykiem – kimś, kto pozwala oddalić się od własnego, niespokojnego wnętrza, kto przynosi chwile ulgi i oszołomienia, kimś, bez kogo coraz częściej nie sposób się obejść. Lecz jednocześnie ten sam człowiek jest źródłem innych męczarni, toteż uzależnienie się szybko przybiera postać nałogu.

Zostać sama ze sobą to straszne! To dużo gorzej niż znosić od kogoś (…) upokorzenia! Bo zostać ze sobą to wydać się na pastwę jątrzącego bólu, na który składa się nie tylko przeszłość, ale i aktualny stan rzeczy.

Pułapki z dzieciństwa

„Jeżeli nasze doświadczenia w dzieciństwie są niezwykle bolesne, pojawia się podświadoma skłonność do stwarzania analogicznych sytuacji w przyszłości. Po to, by się z nimi uporać – pisze Robin Norwood. – Kochamy na przykład jedno z rodziców, ale nie spotyka się to z najmniejszym oddźwiękiem. W dorosłym życiu będziemy prawdopodobnie rozglądać się za kimś podobnym, aby wygrać dawną batalię o czułość i uznanie”.

Dlaczego zatem tworzymy takie związki? Na to pytanie odpowiada znana psychoterapeutka Sylwia Krajewska:

 Wszystko zaczyna się od naszego domu rodzinnego. Od tego, co dostaliśmy w spadku od rodziców, co wynieśliśmy z domu, myślę tu o sprawach emocjonalnych oczywiście. Kiedy przychodzimy na świat i zostajemy przyjęci z miłością, to jesteśmy otwarci na świat i wierzymy w siebie, w swoje możliwości. Jeżeli najbliżsi okazywali nam miłość, to jesteśmy przekonani, że na nią zasługujemy. Jeśli rozmawiali z nami i nas słuchali, wierzymy, że jesteśmy interesujący. Natomiast, jeśli byliśmy lekceważeni, nie kochani bezinteresownie, z dbałością o zaspokajanie potrzeb, z troską o rozwój emocjonalny, gdy nie okazywano nam czułości, to czuliśmy się odrzuceni, zaniedbani emocjonalnie, wynieśliśmy z domu olbrzymi głód miłości i lęku przed samotnością. Nauczyliśmy się, że na miłość musimy sobie zasłużyć. Tak więc, odpowiadając na pytanie, będąc już dorosłą osobą z niezaspokojoną potrzebą miłości, z deficytami, z niskim poczuciem własnej wartości i lękiem przed samotnością, kochamy zaborczą miłością. Tworzymy toksyczny związek z nieprzypadkowo dobranym partnerem.

Należy pamiętać, że jest cienka granica między byciem blisko z drugą osobą a „byciem za blisko”.

Objawy

Syndrom „kochania za bardzo” może przybierać wiele form, jednak najczęstsze z nich to:

  1. Poświęcanie się – poczucie, że trzeba zrobić dla partnera wszystko, by był szczęśliwy.
  2. Poczucie winy – poczucie winy, że jest się niewystarczająco dobrym.
  3. Obsesja i lęk przed odrzuceniem – poczucie współuzależnienia.
  4. Lęk przed samotnością – paniczne poczucie strachu przed byciem porzuconym.
  5. Zatracenie się – utrata poczucia rzeczywistości, życie w miłosnej iluzji.

Wszystkie kobiety kochające za bardzo łączy jedno: odczuwają niezwykle silną potrzebę bycia w związku z mężczyzną, ponieważ panicznie boją się samotności.

Od nowa

„Praca nad uzależnieniem od miłości zaczyna się od uzyskania świadomości swoich przeszłych doświadczeń z rodzicami i partnerami. Każdy ma szansę wyzwolić się i zacząć od nowa. Możliwym jest nauczenie się kochać dojrzale. Jednak wymaga to ciężkiej pracy, nierzadko skorzystania z terapii, grupy wsparcia, gdzie można spotkać osoby z podobnym problemem. Aby kochać prawdziwie, ważne jest pokochanie siebie”.

Zdrowiejąc, kobieta odzyskuje nie tylko szacunek do siebie samej, ale również albo przede wszystkim wiarę w możliwości, których dotychczas nie widziała. Czuje, że ma prawo do szczęścia i zaczyna cieszyć się życiem. Robiąc ten pierwszy, ale jak ważny krok ku wyzdrowieniu i uwolnieniu się od toksycznej zależności, kobieta uczy się miłości takiej, która nie uzależnia, a daje satysfakcję, szacunek i stymuluje do osobistego rozwoju każdego z partnerów.

Aleksandra Dymanus
 
 
Autor: Aleksandra Dymanus  www.psychologia- społeczna.pl

Tagi:

związek,  miłość,  kobieta,  mężczyzna, 

Loading...
Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót
Kongres Gospodarczy Europy Centralnej i Wschodniej 29 - 31 maj
Wyszukiwarka
Najnowsze
Newsletter
zapisz
Reklama:
Loading...