Najbardziej znany „przepis” na miłość idealną w podręcznikach psychologii można znaleźć pod terminem „triada Sternberga”, czy trójczynnikowa koncepcja miłości tegoż autora. Te trzy czynniki to intymność, namiętność i zaangażowanie. Związek, w którym bliscy ludzie mają do siebie zaufanie (intymność), odczuwają pobudzenie fizjologiczne (namiętność) oraz troszczą się o trwałość relacji (zaangażowanie) stanowi miłość kompletną. Tak wyjątkową, że aż… trudną do utrzymania. Przyczyną jest głównie stożkowy charakter namiętności, czyli fakt, że namiętność tak jak szybko się rozpala, tak też szybko gaśnie. Wiele osób powie, że namiętność można stymulować. Tyle że sama namiętność do zachowania związku też nie wystarczy. Intymność z namiętnością tworzą miłość romantyczną, intymność oraz zaangażowanie- miłość braterską, a namiętność połączona z zaangażowaniem- miłość fatalną.

Dynamika miłości

Pierwsza faza związku (zakochanie) to jak początek wejścia na szczyt. Emocje może już sięgają zenitu, ale intymność i zaangażowanie dopiero się rodzą. W drugiej fazie zwykle doświadczamy miłości romantycznej, a gdy oswoimy się już z wzajemną bliskością i przy rozbudzonej namiętności zaangażujemy w związek, wkraczamy w trzecią fazę- miłość idealną. Zaangażowanie rośnie, intymność trwa, a namiętność… spada i wiele związków wkracza w tzw. pustą fazę, co może się zakończyć rozpadem relacji. Skoro namiętność spada najszybciej, warto inwestować w rozwój intymności i zaangażowania. Wspólne pasje, uważne słuchanie, dzielenie się przeżyciami, okazywanie uczuć etc.- metody tyleż proste, co trudne do wdrożenia w życie, szczególnie gdy widać nowe … „obiekty pożądania”. Jak tłumaczy na łamach „Wysokich Obcasów” Bogdan Wojciszke, na związek warto patrzeć nie jak na dwie połówki jabłka, tylko jak na wspólną drogę. Co więcej, to nie jest prosta droga. Ale zaraz -zaprotestujecie- przecież obiecywano, że będzie jak w bajce?!

I żyli długo, i szczęśliwie?

Bajki z happy end’em kończą się zwykle wtedy, gdy jej bohaterowie doświadczają miłości romantycznej. Nikt nie pisze jednak, jak radzili sobie ze spadkiem namiętności, codziennymi problemami, przyzwyczajeniem i pokusami. Mężczyźnimoże i śnią o księżniczkach, ale często nie mają cierpliwości, by szukać swojego kopciuszkaWspółczesnym kobietom często rycerz na koniu nie wystarczy. Oczekują realnej zaradności, a nie roztaczania przed nimi bajkowych wizji. Romantyczny, owszem, ale do tego godny zaufania partner, wrażliwy przyjaciel i wytrawny kochanek. Superman? Też niekoniecznie.

Superman czy everyman?

Chwila zwrotu ku mojemu ulubionemu marketingowi politycznemu, bo koncepcja Sullivana choć dotyczy idealnego kandydata na prezydenta, daje się zaadaptować do naszych oczekiwań w związku. Otóż Sullivan ze współpracownikami przekonuje, że wyborcy porównując kandydatów posługują się intuicją dotyczącą natury człowiek. Decyzję podejmują więc albo w oparciu o model supermana, głosując na tego, który wydaje się ponadprzeciętny, albo w oparciu o model everymana, czyli wybierając tego, kto jest najbardziej typowy. My w związkach zwykle deklarujemy, że chcemy kogoś wyjątkowego. Tyle że np. wyjątkowo inteligentni ludzie nie cieszą się ani zrozumieniem, ani sympatią. Wolimy zatem kogoś podobnego do nas, ewentualnie trochę od nas lepszego. Racjonalizacja wyborów: tak politycznych, jak i miłosnych, to już zupełnie inny temat.

Podobny czy inny?

A co z fascynacją osobami odmiennymi- zapytacie nie bez podstaw. To, co popularnie określamy powiedzeniem: „Przeciwieństwa się przyciągają”, literatura przedmiotu nazywa teorią komplementarności, według której ludzie dobierają się w pary na zasadzie uzupełniania. Teoria podobieństw zakłada zaś, że ludzie wolą takich partnerów, którzy są do siebie podobni. A co z praktyką? W kontekście badań nad samooceną, regułą podobieństwa, czy częstością ekspozycji, można stwierdzić, że trwalsze „przyciąganie” zapewni podobieństwo, ale dla związku bardziej kluczowe jest podobieństwo w sprawach najważniejszych (światopogląd, priorytety życiowe, religia etc.) niż w sprawach drobnych. Co więcej, udany związek mogą zbudować tak osoby do siebie podobne, jak i rożne, bo związek zależy bardziej od tego, czy obie strony podobnie patrzą na relację niż od tego, że mają inne pochodzenie lub zdanie nt. koloru firanek.

Po co miłość?

Miłość trudno znaleźć i jeszcze trudniej utrzymać. Skoro namiętność tak szybko opada, a zaangażowanie wymaga tyle nomen omen zaangażowania, czy opłaca się kochać i zakochiwać? Można wziąć kalkulator i liczyć, można sięgnąć na półkę po cytat z Leśmiana czy Goethego, można w końcu rozprawiać o serotoninie, fenyloetyloaminie czy oksytocynie, a można sięgnąć do badań psychologicznych i kolejny raz przeczytać, że ludzie w szczęśliwych związkach żyją dłużej. Czyli coś z tego bajkowego finiszu jest, choć wg mnie lepiej brzmi: i żyli szczęśliwie, dlatego długo.

 

Więcej o psychologii miłości, teorii Sternberga i badaniach związków:

  • Wojciszke, B. (2009). Psychologia miłości. Gdańsk: GWP.
  • Sternberg, R. J., Weis, K. (2009). The New Psychology of Love. New Haven: Yale University Press.

Jedno z nowszych badań dotyczących konsekwencji życia w (nie)szczęśliwych związkach, opublikowanych w Journal of Marriage and Family można znaleźć na: http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/jomf.12025/abstract

Milena Drzewiecka
 
Autor: Milena Drzewiecka  artykuł z portalu psychologia.społeczna.pl

Tagi:

związek,  partner,  miłość, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót