Reklama:
blocker

 

Udało im się wreszcie dotrzeć do wymarzonego raju, a tu okazuje się, że wcale nie jest tak, jak sobie wyobrażali. Wyzwiska, obraźliwe komentarze. Jak oni się z tym czują?

 

Nie rozumieją tej niechęci. I tak jest im bardzo ciężko. Nie uciekają przecież bez powodu. Mamy uchodźców głównie z Czeczenii i Tadżykistanu,  trochę Tatarów Krymskich, nieliczne grupy z Dagestanu. Ci ludzie zostawiają swój dobytek rodziny, znajomych, całe swoje życie, żeby uciec przed torturami czy nawet śmiercią. Koczują miesiącami z małymi dziećmi na dworcu w Brześciu, bo państwo polskie nie chce ich wpuszczać. I kiedy wreszcie się uda, trafiają do Polski, to wierzą, że znaleźli się w cywilizowanym kraju. Że zaczną nowe, inne, bezpieczne życie. Tymczasem zderzenie z rzeczywistością jest bardzo przykre. Na szczęście część z nich nie zna jeszcze dobrze polskiego i nie rozumieją obelg pod swoi adresem. Ale czują to. I sytuacja pogarsza się z miesiąca na miesiąc.

 

Ta fala hejtu zaczęła się dwa lata temu – odkąd masowo zaczęli napływać do Europy uchodźcy z Syrii. Ale u nas przecież ich nie ma. I co ciekawe, kraje, w których były zamachy terrorystyczne jak Hiszpania czy Francja bez problemu ich przyjmują. My mamy problem nawet z tą garstką, która napływa z tereów byłego ZSRR…

 

I niestety ta niechęć narasta. Myślę, że to wynika z faktu, że jest na nią odgórne przyzwolenie. Wypowiedzi władz na tema uchodźców są przecież jednoznaczne. Dodatkowo jesteśmy krajem, w którym panuje kultura narzekania. Gdzieś potem trzeba wylać te negatywne emocje. Oni są świetnym obiektem – bo są bezbronni. Nawet Czeczenki, które od lat już mieszkają w Polsce i znają świetnie język mówią o tym, że zmieniło się na niekorzyść. Są atakowane nawet przez kobiety. Wyzywane od terrorystek, każe im się zdejmować chusty. Ludzie nie maja pojęcia o ich kulturze, tradycjach, chusta kojarzy im się z jakimś złem. I ta niewiedza też prowadzi do agresji.

 

Bo jest jasny przekaz – skoro tu przyjechali niech się dostosują, a nie żyją według swoich reguł…

 

Ależ oni to robią, są chętni i otwarci na uczenie się naszych zwyczajów. Chcą jednak móc też żyć w zgodzie ze sobą, szczególnie jeśli nie robią nic złego. Kobiety noszą chusty, bo w ich kulturze włosy pełnią rolę atrybutu seksualnego i nie są po to, by je wszystkim pokazywać. Widzi je mąż i dzieci, inni mężczyźni nie mają prawa. Chusty są dobierane do makijażu, do stroju, a nawet nastroju w danym dniu, to cała celebra. Pod nimi staranne fryzury. Można by wiele mówić na ten temat i to jest bardzo ciekawe. Skoda, że tak stereotypowo do tego podchodźmy. Gdybyśmy zamiast niechęci czy w najlepszym razie obojętności, chcieli poznać bliżej tych ludzi, moglibyśmy się wiele nauczyć. Takie kontakty wzbogacają.



wolontariat


Ne żałujesz, że podjęłaś się tej pracy?

 

Nie, w Centrum Wolontariatu jestem od 2012 roku, do programu na rzecz uchodźców trafiłam przypadkiem i wsiąkłam. Ten program - "W drodze - wolontariat na rzecz uchodźców" działa od 2001 roku i jest jednym z najstarszych programów Centrum Wolontariatu.
To trudna praca – jest wiele emocji, miliony łez, każdy człowiek to inna historia. Tragiczna historia. Opowieści o torturach, prześladowaniach, o życiu w wiecznym lęku. Oni otwierają się powoli, zżywamy się, nawiązują się przyjaźnie. Widać gołym okiem, jak potrzebują życzliwości, wsparcia. Jak bardzo chcą zacząć normalne żyć. Bez strachu. Niestety, coraz trudniej im to zapewnić. A im jest strasznie przykro. Jedna z moich podopiecznych, kilkunastoletnia dziewczynka, uwielbiała chodzić do szkoły. Miała mnóstwo koleżanek, czuła się tam świetnie. Wakacje to był dla niej straszny czas, bo siedziała zamknięta w ośrodku. W zeszłym roku, kiedy we wrześniu pojechałam do ośrodka widzę, że jest bardzo smutna. Pytam, co się stało. Wyznała, że rodzice koleżanek zakazali kontaktów z nią. A przecież to tylko dziecko! Kiedyś, gdy organizowaliśmy w szkołach, do których chodzą dzieci uchodźców, zabawy, przychodziło sporo polskich rówieśników, bo to była atrakcja. Teraz przychodzi mało dzieci – rodzice nie pozwalają. Mało tego, już nie tylko uchodźcy są obiektem hejtu, ale też osoby, które im pomagają. Ileż ja się nasłucham gdy dzwonię w poszukiwaniu pracy czy mieszkania! Jestem wyzywana nawet od lewackich k...Dlatego coraz mniej osób pomaga. Jeszcze niedawno mieliśmy 100 wolontariuszy, zostało 15. Co to jest? Garstka.

 

Może trzeba robić spotkania, jakieś akcje informacyjne? Uświadamiać, że nie ma potrzeby bać się uchodźców?

 

Bardzo chcemy to robić tylko nikt nie chce słuchać. Mamy gotowe programy dla szkół, dostosowane do wieku uczniów. Kiedyś witano nas z otwartymi ramionami, bo to było coś innego, jakaś odmiana. Dziś dyrektorzy mówią, że muszą zapytać rodziców. A rodzice nie chcą, aby mówić ich dzieciom o uchodźcach. Trudno w takiej atmosferze prowadzić jakiekolwiek akcje integracyjne. Próbowaliśmy spotkań na uczelniach, na kierunkach typu opieka socjalna czy psychologia. Studenci patrzą w swoje smartfony, nie interesuje ich ten temat, chociaż potencjalnie mogą się z nim w życiu zawodowym spotkać. Nie chcemy też narażać uchodźców na nieprzyjemności podczas ewentualnych spotkań z dorosłymi. Bo ludzie nie maja już żadnych hamulców. A przecież jeśli będziemy ich izolować, to problem wzajemnej niechęci będzie narastał. Oni też są tylko ludźmi – widzą, czują i boją się nawet próbować nawiązywać jakieś kontakty. Bez tego nie ma mowy o pełnej integracji. A szkoda, bo moglibyśmy się dużo od nich nauczyć. Ja uwielbiam nasze kobiece rozmowy, lubię słuchać ich spostrzeżeń na temat naszej kultury. My możemy kwestionować noszenie chusty, a Czeczenki dla odmiany uważają, że to my jesteśmy niewolnicami – absurdalnie dążymy do ideału narzuconego przez mass media. Odchudzamy się, odmładzamy, gonimy za modą. To są naprawdę ciekawe dyskusje. Warto też uczyć się od nich szacunku dla starszych. W ich kulturze rodzice są najważniejsi. Są do śmierci autorytetem, należy się nimi opiekować. Takie kontakty zawsze wzbogacają – dzięki swojej pracy poznaję inne kraje, ich zwyczaje, kuchnię, nie wyjeżdżając z Polski. To nie jest tak, że tylko ja coś daję, dostaję też bardzo dużo w zamian.



 

A twoja rodzina jak podchodzi do twojej pracy?

 

Bardzo mnie wspierają. W Boże Narodzenie pojechałam do jednego z ośrodków z moimi rodzicami, z naszymi wigilijnymi potrawami. Wszyscy przychodzili się przywitać, żeby okazać im szacunek – to jest właśnie ich tradycja i to było bardzo miłe. Moja mama powiedziała, że dopiero teraz rozumie, jak ważna jest dla uchodźców moja praca i jak bardzo mnie popiera. Sama teraz reaguje gdy widzi, że cudzoziemcy są źle traktowani. Dla mnie zrozumienie ze strony rodziny jest bardzo istotne, dodaje siły. A nie jest wcale łatwo – brakuje wolontariuszy, brakuje chętnych do rzeczowej pomocy, brakuje akceptacji dla naszych działań. Mimo to nie zniechęcam się.



To, co otrzymuje w zamian – te drobne gesty przyjaźni, ta razem pita herbata czy wspólne posiłki – to jest bezcenne. Dlatego zapraszam do współpracy – organizujemy kolejną rekrutację wolontariuszy.

 

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

Źródło zdjęć: fb „W drodze – wolontariat na rzecz uchodźców” autor Łukasz Halczak

Trwa nowa rekruracja do programu "W drodze" - szczegóły znajdziecie na Facebooku


O sytuacji uchodźców w Brzesciu - czytaj Moje dzieci z dworca Brześć





 

 

 

 

Tagi:

kobietaxl,  uchodźcy,  wolontariat,  centrum wolontariatu, 

Loading...
Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Zostaw komentarz:


    Brak komentarzy
Powrót
Wyszukiwarka
Najnowsze
Reklama:
Loading...
Newsletter
zapisz