Reklama:

Czy nam się to podoba czy nie, reforma edukacji weszła w życie. Podwójny rocznik ma pecha, podobnie jak pechowy był pierwszy rocznik kiedy powstawały gimnazja. Co prawda w większości miast podobno stworzono wystarczającą ilość miejsc, problemem jest jednak to, że niektóre dzieci nie dostały się do wymarzonej szkoły. Nawet te dzieci z dobrymi stopniami.

 

Moja koleżanka cztery razy zdawała na medycynę, dopięła swego, jest dziś lekarzem. Ponieważ nie było wówczas ani reformy, ani minister Zalewskiej, nie miała na kogo swojej porażki zrzucić. Musiała pogodzić się z faktem, że inni zdali od niej lepiej. Co roku uczyła się od nowa, bo wtedy były egzaminy wstępne. Trzy lata straciła na powtórki i myślę sobie, że nie były to dla niej wcale lata łatwe.

 

Każdego roku mamy rekrutację, do szkół średnich, na wyższe uczelnie. I zawsze część osób musi odejść z kwitkiem, bo ktoś był od nich zwyczajnie lepszy. W tym roku zawiedzionych jest przez reformę znacznie więcej. Ale o tym, że będzie taka sytuacja było wiadomo już 3 lata temu. Nie było protestu rodziców podwójnego rocznika, nie było też wielkiego poparcia dla strajku nauczycieli. Płacz i zgrzytanie zębami zaczęło się dopiero teraz. I nagle też okazało się, jaką to rangę mają polskie licea! Wymarzone, wyśnione stanowią jedyną przepustkę do świetlanej kariery. Ale tylko te konkretne i te wybrane. W mediach już huczy od tego, ile tragedii spotkało na starcie młodych ludzi. Bo im się dostać do wymarzonej szkoły nie udało…

 

Cóż, życie jest takie, że marzenia nie zawsze się spełniają. Rolą rodziców nie jest budowanie często nieuzasadnionych ambicji u dzieci, a przygotowanie ich na spotkanie z realnym światem. Uczenie, że często mimo wielkiego wysiłku, sukces i tak nie przyjdzie, że czasami trzeba polec, poczekać a swoją szansę, albo brać co los daje i wykorzystać to na maksa. Mam jednak wrażenie, że to są zapomniane prawdy. Że żyjemy w świecie, w którym nagroda musi być na już, natychmiast, a niespełnione marzenie nawet dotyczące szkoły, może wpędzić w depresję lub nawet doprowadzić dziecko do samobójstwa. I ten krajobraz po bitwie, ten obraz młodego pokolenia, tak nieodpornego na stres, a zafiksowanego na sukces, obnaża porażkę wychowawczą współczesnych rodziców. Bo dzieciom, szczególnie zaś nastolatkom, należy się prawda o życiu. Że nie jest ono takie, jak na facebooku, gdzie wrzuca się obrobione w fotoszopie selfie i pisze, że jest cudownie, choć łzy skapują na klawiaturę. Że człowiek skazany jest też na porażki, że czasami trzeba przełknąć gorzką pigułkę.

 

Tę prawdę w dość ostrym tonie lubelska kurator oświaty zakomunikowała uczniom. Pewnie zabolało, ale to jedna z ważnych lekcji życia – świat wcale nie jest taki piękny, a zetknięcie z rzeczywistością bywa nad wyraz brutalne. I wcale nie ma gwarancji, że wszyscy dostaliby się do wymarzonych szkół, nawet gdyby nie było tej nieszczęsnej reformy.

 

Nauka z całej tej historii płynie jednak taka, że czas zweryfikować metody wychowawcze. Jeśli bowiem wybór szkoły ma być powodem tak wielkiej frustracji, doprowadzać do skrajnych reakcji, to znak, że nastawianie dzieciaków na sukces przyniosło jedną wielką porażkę.

 

wawrinka

 

Osobiście jestem wielką fanką uprawiania sportu. Sport uczy właśnie pokory, akceptacji przegranej, motywuje do dalszego wysiłku i walki. Jeden z moich ulubionych tenisistów, Stan Wawrinka ma nietypowy tatuaż na przedramieniu. To cytat z przesłaniem irlandzkiego pisarza Samuela Becketta: „Ever tried. Ever failed. No matter. Try again. Fail again. Fail better” - "Próbujesz. Przegrywasz. Trudno. Próbujesz jeszcze raz. Przegrywasz jeszcze raz. Przegrywasz lepiej" . I to jest cała prawda o tym, jakiej postawy warto się trzymać w życiu.

 

Magdalena Gorostiza

 

 

Tagi:

babskim okiem,  edukacja,  szkoła,  reforma, 

Zostaw komentarz:


    Brak komentarzy
Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Najnowsze
Newsletter
zapisz
Reklama:
Loading...