Reklama:
Reklama:

Kilka dni temu pojechałam odwiedzić grób Babci. Zacinał mocny deszcz, było bardzo zimo, na cmentarzu pustki. Zgarnęłam stare lampki, jakieś zostawione przez kogoś sztuczne kwiaty. Moja Babcia zawsze miała dobry smak i owa wiązanka na pewno nie przypadła jej do gustu.

 

Kuzynka, która zadzwoniła tego samego dna wieczorem, zapytała, czy 1 listopada też pojadę. Zaprzeczyłam.

- No ty nie musisz – rzekła.

- A ty musisz? - zapytałam, wszak jest wdową od ponad 20 lat, regularnie chodzi na cmentarz.

- No ja bym miała wyrzuty sumienia.

 

Wszystko jak zwykle jest w naszych głowach. Przyjęło się, że 1 listopada obecność na cmentarzu jest konieczna. Wyciąga się futra owiane zapachem naftaliny, pastuje buty i z chryzantemą w dłoni wychodzi na cmentarz. Kilka lat temu w Lublinie nie dało się przejść. Tłum nie tylko walił alejkami, ludzie skakali po grobach, żeby jakoś się przedrzeć.

 

Powiedziałam sobie wówczas, że to mój ostatni raz. Popychana, stłoczona wśród kroczącego w dwie strony pochodu, zastanawiałam się tylko, jak w ogóle się przecisnąć. Zero zadumy, brak spokojnego kąta na chwilę refleksji. Coraz bardziej wkurzona, czułam, że wyłącznie poddałam się presji, która nakazuje akurat w tym dniu wyjść a cmentarz.

 

Od tej pory na groby chodzę kilka dni wcześniej. Dla mnie liczy się realna pamięć o zmarłych, ich prawdziwe wspomnienie, a nie przymus naznaczony kartką z kalendarza. I nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia w przeciwieństwie do mojej kuzynki.

 

Magdalena Gorostiza

Tagi:

babskim okiem,  dzień zmarłych, 

Loading...

Podobne artykuły:

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót
Reklama:
Wyszukiwarka
Reklama:
Najnowsze
Reklama:
Reklama:
Newsletter
zapisz
Reklama:
Loading...