Reklama:
Reklama:

Ale i z tymi ostatnimi bywa różnie. Znam wiele zwaśnionych przyjaciółek, którym dobrze się układało dopóki w grę nie zaczęła wchodzić działalność polityczna, wspólne miejsce pracy czy wspólny biznes. Znam to też z autopsji, więc wiem, o czym piszę.

Tymczasem gdybyśmy były solidarne, popierały się wzajemnie, to my kobiety miałybyśmy władzę. Bo w cuglach wygrywałybyśmy wszystkie wybory – jest nas zwyczajnie więcej.

Niestety, kobiety choć głośno będą mówić o poparciu, w lokalu wyborczym, sam na sam z kartą do głosowania skreślą w większości przypadków właśnie drugą kobietę, co widać choćby po reprezentacji w sejmie. Z zazdrości, z zawiści, że dlaczego ona ma robić karierę, a niech przegra i wstydu się naje.

Zastanawiałam się często skąd się bierze takie zachowanie i w sukurs przyszła mi młoda pani doktor Anna Wójtewicz, socjolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. W świetnym wywiadzie na temat agresji wśród nastolatek, przeprowadzonym przez Mariusza Sepioło dla Polityki dr Wójtewicz klarownie wyjaśnia:


„Kobiety nie są ze sobą solidarne?


Nie są. Młode, bo wzrastają w warunkach ciągłej rywalizacji, której system edukacji w żaden sposób nie kanalizuje, a dorosłe, bo tak zostały wychowane. Wynika to też z procesów ewolucyjnych.


Jakich?


Jeszcze sto lat temu kobieta, wychodząc za mąż, przechodziła niejako spod władzy ojca pod władzę męża i jego domu. Tam funkcjonowały już jego krewne, matka i inne kobiety, dla których ta nowa była „obcym ciałem”. Kobieta wkraczająca do świata, w którym inne kobiety dawno zaznaczyły swoją rolę, nie mogła liczyć na ich solidarność. Są analizy, przeprowadzane na bazie całych dynastii, pokazujące, jak kobiety w nich nawzajem się niszczyły. Nowe kobiety były konkurentkami do zasobów majątkowych, ale też były przyszłymi matkami dzieci, które potencjalnie mogą konkurować o majątek z potomkami innych kobiet. Te analizy pokazały też, że „niszczenie” odbywa się nie wprost, ale czasem w dużo gorszy sposób niż fizyczny. Sto lat później mamy za sobą proces emancypacji. Kobiety mogą w pełni uczestniczyć w życiu społecznym, być aktywne zawodowo. Ale żyją w kulturze, która do tych zmian nie dorosła…”



Czy kiedyś to się zmieni? Szczerze wątpię. Gdyby kobiety były solidarne, miałyby nie tylko władzę polityczną. Mogłyby wpływać na wiele innych zjawisk społecznych, co sprawiłoby, że żyłoby się nam wszystkim kobietom znacznie łatwiej i przyjemniej. Pozbyłybyśmy się wielu niechcianych ról, nie musiałybyśmy tak strasznie zabiegać o urodę i wygląd, być idealnymi żonami, matkami. Gdyby... Wolimy się jednak wzajemnie niszczyć.

Magdalena Gorostiza

Tagi:

babskim okiem,  kobieta,  solidarność kobieca,  solidarność kobiet, 

Loading...

Podobne artykuły:

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót
Reklama:
Wyszukiwarka
Najnowsze
Reklama:
Newsletter
zapisz
Reklama:
Reklama:
Loading...