Podobne artykuły:

Dlaczego tak cierpimy? Bo nie mamy wymarzonego, idealnego życia, a wszyscy wkoło wciskają nam, że skoro go nie mamy, to jesteśmy beznadziejni. Nie wyglądamy (albo przynajmniej większość z nas) jak celebryci na kolorowych zdjęciach, nie mamy kreacji za kilkanaście tysięcy, nie jeździmy z nianią na Zanzibar. W dodatku mieliśmy toksycznych rodziców, w przeszłości fatalny związek, nie zrobiliśmy kariery, a w szkółce piłkarskiej powiedzieli, że z Jasia czy Krzysia nie wyrośnie przyszły Lewandowski.

Dodatkowo wkoło bombardują nas informacjami, jakie powinno być idealne życie i jak wiele szkód nam wyrządzono lub my wyrządzamy je innym. Jak należy być doskonałym rodzicem (nijak nie umiemy tego wprowadzić w życie, więc krzywdzimy nasze dzieci), jakie traumy wynieśliśmy z domu (matka i ojciec też nie byli idealni), jak tkwimy w toksycznym związku, jak nie potrafimy dogadać się z partnerem, jaka powinna być idealna przyjaciółka ( niestety, takiej nie mamy), jaki jest idealny makijaż, idealna waga, idealna kariera. Jak szkodzimy sobie złą dietą, za małą ilością wypijanej wody, brakiem odpowiednich suplementów. Dowiadujemy się, że kupujemy w nadmiarze, wyrzucamy jedzenie do kosza, niszczymy naszą planetę, a w dodatku nie potrafimy być asertywni. Każdy szczegół urasta do rangi problemu, kupujemy niewłaściwe zabawki dla dzieci (źle wpłynęły na ich rozwój!), nie takie zioła rosną na parapecie, albo wcale ich tam nie ma.

W obliczu bombardowania podobnymi informacjami trzeba naprawdę mieć mocną psychikę, żeby się w końcu nie załamać. W obliczu mediów społecznościowych, gdzie wrzucane są ochłapy mające pozorować idealne życie, załamanie jest prawie niemożliwe. Cudowne matki wrzucają zdjęcia swoich cudownych pociech (czemu ja nie wrzucałam? czemu moje dziecko nie jest takie śliczne, tak kochane, tak rozkoszne?), cudowne pary wrzucają zdjęcia z rocznic (to nic, że on ją zdradzał, że pił na umór, na zdjęciu tego nie widać, są za to piękne kwiaty i butelka szampana), cudowne blogerki wrzucają co raz to nowe kreacje (och, jaka ona jest szczupła, nigdy tak nie będę wyglądać, jaka świetna ta kiecka).

Zwyczajne życie w obliczu tych wszystkich cudowności staje się nieznośne. W zlewie codziennie brudne gary, znowu trzeba zapełnić pralkę, po kwarantannie nie ma mowy, by wejść w ulubione spodnie. Czy w takiej sytuacji można być zadowolonym z życia?

Można. Znany filozof Leszek Kołakowski zdradził kiedyś Jackowi Żakowskiemu swój przepis na dobrostan. Oto jego przykazania, które nasze życie uczynią znośniejsze:

 

Po pierwsze przyjaciele.

 

Chcieć niezbyt wiele.

 

Wyzwolić się z kultu młodości.

 

Cieszyć się pięknem.

 

Nie dbać o sławę.

 

Wyzbyć się pożądliwości.

 

Nie mieć pretensji do świata.

 

Mierzyć siebie swoją własną miarą.

 

Zrozumieć swój świat.

 

Nie pouczać.

 

Iść na kompromisy ze sobą i światem.

 

Godzić się na miernotę życia.

 

Nie szukać szczęścia.

 

Nie wierzyć w sprawiedliwość świata.

 

Z zasady ufać ludziom.

 

Nie skarżyć się na życie.

 

Unikać rygoryzmu i fundamentalizmu.

 

Może właśnie to należy sobie wreszcie przyswoić i tego powinniśmy uczyć dzieci? Żeby nie chcieć zbyt wiele i nie szukać na siłę szczęścia? Że nasze życie idealne nigdy nie będzie, że porażki, bycie przeciętnym, że ta miernota życia pisana jest zdecydowanej większości? Może wówczas byłoby mniej prób samobójczych i mniej chorych na depresję?

 

Magdalena Gorostiza

Tagi:

babskim okiem,  szczęście, 

Polecane artykuły:

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót