Podobne artykuły:

Wiadomo, że życie towarzyskie na Facebooku kwitnie. Wrzucamy różne posty, selfie, widoczki z wakacji, czasami prowokujemy do jakiejś dyskusji. Nieodmiennie zadziwia mnie u części osób przymus wyrażenia swojej opinii. Rzecz jasna, niepochlebnej, choć nikt ich o to nie prosi.


Mam wśród znajomych różnych ludzi i wrzucają przeróżne rzeczy. Mam znajome pisarki, książek części z nich nie przeczytam nigdy. I choć jako uprawniona ku temu wiedzą, bo jestem polonistką i mam za sobą kilka lat pracy w Zakładzie Teorii Literatury, nie uważam, że powinnam im pod postami o ich książkach napisać, że to literatura niskiego lotu. Czy jeśli ktoś wrzuci swoje zdjęcie, należy wyrazić opinie, że ma krzywe nogi, fatalne zęby, albo ubrany jest w tragiczny sposób? Czy babciom wrzucającym czasami bez opamiętania zdjęcia wnucząt, trzeba napisać, że tak naprawdę nie ma się czym chwalić, bo jakieś brzydkie są te dzieci…?

Ja takie posty omijam, bo nie mam w sobie potrzeby bezinteresownego dowalania innym. Poziom frustracji u niektórych jest jednak tak wysoki, że muszą, zwyczajnie muszą skomentować, bo zadławiliby się swoją własną żółcią. I tak w grupach sprzedażowych kobiety piszą innym kobietom, że to co sprzedają, jest okropne, ohydne, że same nigdy by tego na siebie nie włożyły. Co rzecz jasna inne natychmiast zachęca do kupna… Mam znajomą, która bawi się w stylizacje, kupując ubrania wyłącznie w ciuchlandach. Nie prosi innych o opinie, pokazuje tylko, jak jej zdaniem, można się ciekawie ubrać. Rzecz jasna zaraz są komentarze domorosłych stylistek, krytykujących te zestawienia. Ta sama znajoma wrzuca od czasu do czasu modelki plus size. No wtedy zaczyna się prawdziwa jazda. Że promuje otyłość, że grube jest ohydne, niezdrowe. Najchętniej komentują te, które niedawno schudły, co podkreślają niezmiennie (można? - można!), niestety zmiana rozmiaru jakoś i tak nie dała szczęścia. Gdzie więc wylać to rozgoryczenie płynące z płonnych nadziei? Najlepiej pod postem z grubą modelką. Z drugiej zaś strony te same osoby pieją z zachwytu pod byle postem jakiejkolwiek celebrytyki. Są ochy i achy, pełen podziw, choć tamta wrzuca obrobione w fotoszopie selfie. Ale może zauważy? Zalajkuje pochlebny komentarz, a nawet odpowie wrzucając serduszko. Miód wtedy spływa, promyczek cudzej sławy ogrzewa choćby przez jedną chwilę, nic to, że wirtualnie, nic to, że celebrytka (albo ktoś, kto prowadzi Facebooka w jej imieniu) zna tylko techniki zasad piarowskich. 

Facebook jest jak otwarta książka. Jeśli się ją umie czytać, kompleksy, zazdrość, brak poczucia wartości, frustracje i brak własnego życia, to nawet w komentarzach jak na dłoni widać. Te same osoby nie wdają się już z reguły w polemiki na temat światopoglądu, polityki, nie komentują poważnych artykułów. A nawet jeśli im się coś wypsnie, z reguły są to osobiste wycieczki pod adresem autorów postów,  argumenty ad personam, a nie ad rem, co wyklucza poważną dyskusję.

Dlaczego o tym piszę? Bo warto zanim się coś skomentuje, ugryźć się w  swój własny palec, co ma już pobiec po klawiaturze. Zastanowić się, czemu chcę komuś dołożyć i jakie tym wyleczyć swoje bóle. Ta chwila zastanowienia się może być świetną autoterapią. 

Magdalena Gorostiza

 
 

Tagi:

babskim okiem,  facebook, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót