Zafiksowanie na wyglądzie, wykreowane przez przemysł modowy, kosmetyczny, specjalistów od medycyny estetycznej, bije wszelkie rekordy. Nowoczesna technologia pozwala na dowolne kreowanie wizerunku. Filtry wygładzają zmarszczki, można zrobić sobie jędrny biust czy usunąć fałdy z brzucha. Na Facebooku roi się od takich zdjęć. Przodują w tym kobiety, wrzucające swoje upiększone wizerunki i łaknące lajków, jak przysłowiowa kania dżdżu. Co dają te lajki? Psychologowie już dawno znaleźli odpowiedź – podwyższają samoocenę, sprawiają, że kobieta czuje się dostrzeżona, zauważona i piękna. Szczególnie, jak pod postem roi się od komentarzy – cudne zdjęcie, świetnie wyglądasz. Gra pozorów się toczy. Właścicielka zdjęcia wszak wie, że tak naprawdę to wcale nie ona, wiedzą też znajome komentujące, które przecież widzą, jak naprawdę wygląda.

Po co robić to wszystko? Po co wrzucać swój fałszywy obraz? Zapytałam kiedyś szczerze znajomą, która jak robi selfie, to tylko z jakimś filtrem. Wygląda na tych zdjęciach dość dziwacznie, z wyprasowaną twarzą, bez wyrazu, za to pozornie wiele młodsza. Powiedziała, że nie lubi siebie i swojego wizerunku. Że nie podobają jej się jej zmarszczki. Po co więc w ogóle wrzuca swoje zdjęcia? Wszak nie jest to obligatoryjne, można zdjęć nie dawać wcale, albo fotografować kwiatki. Tu już odpowiedzi nie było, bo myślę, że bałaby się tak wielkiej z samą sobą konfrontacji. Pewnie jednak chodzi właśnie o tę kiepską samoocenę i lajki. Ich potrzeba jest tak wielka, że część kobiet nawet podając przepis na pierogi, przy okazji serwuje swoje zdjęcie. Zarzucają Facebooka fotami. Kilka razy dziennie. Budują swój dom na piasku w czasie odpływu, co ma określone konsekwencje.

Ocenianie po wyglądzie stało się kolejnym sposobem na podnoszenie własnej wartości, która tak naprawdę jest w powijakach, albo wcale jej nie ma. Moja znajoma, fascynująca się modą, wrzuca od czasu do czasu zdjęcia influencerek w rozmiarach xl. Duża część komentarzy jest zawsze taka sama, że promuje otyłość, że grube jest wstrętne, że trzeba się odchudzać. Kobiety przywalają innym kobietom z pasją i z zajadłością. Jak tylko one potrafią. Z poczuciem domniemanej wyższości, że one są te chude, albo właśnie udało im się dojść do wymarzonej sylwetki. Jakby to miało dać szczęście. Po ich komentarzach widać jednak, że nie znalazły owego szczęścia, pomimo rozmiaru xs. Są zgorzkniałe, zakompleksione i zwyczajnie wredne. Ludzie zadowoleni z siebie i swojego życia, nie mają potrzeby publicznego dowalania innym tylko z tego powodu, że ktoś ma za grube ich zdaniem nogi czy za krótką sukienkę.

Myślę więc tak sobie, że warto by było, zamiast żyć swoim odbiciem w smartfonie, zacząć się we własnej duszy przeglądać. Posłuchać, co w niej gra tak naprawdę i jakoś się z tym, co tam w środku, próbować uporać. Zdjęcie z fotoszopem nie wyleczy z bólu, nie da wewnętrznego spokoju, nie przyniesie samoakceptacji. Nie pomogą nawet lajki zbierane od obcych. Bo najważniejsze jest polubienie siebie. I ten jeden wewnętrzny lajk naprawdę wystarczy.

Magdalena Gorostiza

Tagi:

babskim okiem,  lajki,  samoocena, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót