Reklama:
Reklama:
Podobne artykuły:

Poruszyłaś temat tabu, do tej pory nikt nie pisał o powodach odejścia z klasztoru. Skąd pomysł na taką książkę?

 

Na początku chciałam napisać reportaż. Byłam na seminarium reporterskim Hanny Krall i wymyśliłam taki temat, bo zastanawiało mnie to, dlaczego nikt o tym nigdy nie pisał. Zaczęłam docierać do moich bohaterek. Najpierw poznałam Joannę i Magdalenę, które razem odeszły z klasztoru. Teraz działają na rzecz praw człowieka. Potem spotykałam kolejne bohaterki. To co mi opowiadały, tak mnie poruszyło, że nie mogłam o tym nie napisać. Wiele historii, spory materiał, wyszła z tego książka. A że temat tabu? Myślę, że nie ma instytucji na świecie, w której nie działyby się też złe rzeczy. Także w Kościele - ale miarą jego wielkości powinien być sposób, w jaki sobie z problemami radzi. Opisałam autentyczne historie byłych zakonnic, ich wspomnienia, często traumatyczne, powody odejścia. Jest nawet fragment autentycznego pamiętnika.   Chciałam pokazać ich punkt widzenia, więc swoje refleksje ograniczyłam do minimum. Prawda może być bolesna, ale trzeba się z nią zmierzyć. Jej ujawnienie powinno być początkiem dyskusji o zmianie i o tym, jak takim sytuacjom zapobiegać.

 

Niemniej jednak z kart książki wyziera ponury obraz zakonnego życia. Zniewolenie, poddanie, ale takie bezmyślne i w wielu przypadkach kompletnie bezużyteczne. Co zresztą stało się przyczyną większości decyzji o odejściu z klasztoru.

 

Moje bohaterki faktycznie tak opisują swoje zgromadzenia.. Posłuszeństwo, bezdyskusyjne i bezrefleksyjne, było tam na pierwszym miejscu. W przełożonych należy widzieć istotę Boską, a więc z ich wolą nie należy dyskutować, tylko wszystko wykonać bez szemrania. Nie było możliwości dialogu, kontakt ze światem zewnętrznym był bardzo ograniczony. Niewielka szansa na zdobycie wykształcenia, bo tylko część sióstr decyzją matki generalnej mogła zrobić maturę czy pójść na studia. Podczas gdy w zakonach męskich kształcenie w seminariach jest podstawą formacji. I kiedy po raz kolejny musiały zrobić coś w imię posłuszeństwa, z czym się wewnętrznie nie zgadzały, zaczynały pojawiać się wątpliwości. Czy naprawdę takiego życia wymaga od nich Chrystus? Czy ich poświęcenie ma sens?

 

 

Mam też wrażenie, że  swoje powołanie wyobrażały sobie zupełnie inaczej, a życie za murami szybko te wyobrażenia zweryfikowało…

 

To prawda i dlatego decyzje o odejściu nie są łatwe. Zdecydowały się pójść za głosem swojego sumienia, a więc teraz, poza murami klasztornymi, muszą na nowo ułożyć sobie relację z Bogiem. Już bez drogowskazów, samotnie. I ostateczny wybór jest dramatycznym wyborem. Bo moje rozmówczynie podkreślały często, że wcale nie straciły powołania. W świeckim życiu też je realizują. Wybrały zawody, które są pracą dla innych: pielęgniarek, nauczycielek, opiekunek osób starszych. Mają wiele serca dla innych i kiedy mogą – pomagają.  

 

I dostajesz sporo maili od innych byłych zakonnic…

 

To fakt. Dziękują za książkę i piszą, że to wszystko prawda. „Mija pięć lat, a ja nadal nie umiem sobie z tym poradzić – napisała jedna. - Do dziś śni mi się klasztor”. I takich maili są dziesiątki. Byłe siostry zaczęły mówić donośnym głosem. Dla tych, które chcą podzielić się swoimi refleksjami, Krytyka Polityczna, wydawca książki, otworzyła swoje łamy.Skontaktowała się ze mną była zakonnica, która chciałby stworzyć stowarzyszenie dla kobiet, które odeszły z klasztoru. Cieszę się, że książka była tak potrzebna. Jestem psycholożką i wiem, że w samotności cierpi się podwójnie. Możliwość podzielenia się swoimi doświadczeniami, rozmowa na ten temat, jest dużą ulgą. Nie zależało mi na sensacji, ale na pokazaniu prawdy. Fakt, jest ona bolesna i dla kobiet, które odeszły i dla opisywanych zgromadzeń. Ale to nie znaczy, żeby na ten temat nie mówić.  Napisało też do mnie kilka obecnych sióstr, które nie czytały książki, ale chcą mi powiedzieć, że wypaczyłam obraz zakonów, bo one są w nich szczęśliwe. I jeśli moje bohaterki nie były, to znaczy, że są niedojrzałe i się tam nie nadawały. To bardzo krzywdzące dla byłych sióstr tak skwitować kilka-kilkanaście lat ich życia. One podjęły trud zmiany swojego życia, odbudowania go na nowo, przekroczenia siebie – w książce opisuję ich dalsze życie. Odwagą było odejść, a nie zostać. Gdyby ich zgromadzenia były inne, być może dziś byłyby szczęśliwymi siostrami.

 

Więc w środowisku katolickim książka nie została dobrze przyjęta? Masz nadzieję, że Kościół wyciągnie z niej jakieś wnioski?

 

W książce wiele pisałam o różnicach między światem mężczyzn w Kościele a światem kobiet, bo w Kościele najważniejsze decyzje podejmują mężczyźni. Kiedy słucham, co mówią polscy biskupi, nie mam specjalnych nadziei, że hierarchowie zaczną być bliżej ludzi i wsłuchiwać się w ich potrzeby. Natomiast mam taką nadzieję, jeśli chodzi o siostry zakonne. Są wśród nich także światłe przełożone, które nie uciekają nawet od trudnych refleksji, tak jak na przykład siostra Olech, urszulanka, sekretarka generalna organizacji zrzeszającej polskie zgromadzenia czynne. Z drugiej strony na różnych portalach katolickich pojawiły się teksty, w których nawołuje się do nieczytania książki. Piszą to osoby, które nawet do niej nie zajrzały i się tym szczycą. Zarzucają mi powierzchowność, ale czy jest coś bardziej powierzchownego niż krytyka książki bez jej czytania? Dostaję też maile z hejtami, co nigdy wcześniej się w takiej ilości nie zdarzało, mimo że przez lata działałam na rzecz praw człowieka, w tym praw kobiet i osób nieheteroseksualnych.  Ale nie boję się. Wiem z doświadczenia, że broniąc swoich przekonań, trzeba czasami stanąć oko w oko z Kościołem Katolickim. Z drugiej strony, w moim środowisku, czyli tym bardziej lewicowym, książka została bardzo dobrze przyjęta. Ludzie piszą, że chcieliby pomóc byłym siostrom. I ja teraz zupełnie inaczej patrzę na zakonnice.

Kiedy spotykam je na ulicy, budzą moje ciepłe uczucia. Zastanawiam się, czy nie mija mnie taka moja bohaterka, która nie ma z kim porozmawiać o tym, czy dokonała słusznego wyboru.

 

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

Fot. Aleksandra Łyźniak

Napisz do autorki książki http://martaabramowicz.pl/

loading...
Reklama:

Podobne artykuły:

Tagi:

kobietaxl,  zakonnice,  Marta Abramowicz,  zakonnice odchodzą po cichu, 

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót