Reklama:

Już tylko tygodnie dzielą go od obrony dyplomu z rehabilitacji w Wyższej Szkole Społeczno - Przyrodniczej im. Wincentego Pola w Lublinie. Jose nie ukrywa zadowolenia – skończy się niewolnicza praca, zacznie się nowe życie. Ma sprecyzowane plany. Wiele lat ciężkiej pracy na pewno nie pójdzie na marne. Kolejny etap drogi pokonany.

 

Zbierałem na bilet do domu

 

Pierwszą pracę podjął w wieku lat 15. W Hiszpanii – skłamał, że jest starszy. Chciał wrócić do ukochanej Wenezueli. Wyjechał z ojczyzny rok wcześniej razem z bratem i matką. Rozwód rodziców przeżył boleśnie, bo od zawsze jest bardzo związany z ojcem. Nie chciał wyjeżdżać.

- Koledzy, rodzina – mówi. - To jest szok dla czternastolatka.

Matka ma hiszpańskie korzenie. Postanowiła w Europie szukać szczęścia. Nie było łatwo. Przez pól roku dojeżdżała z Estepony do Malagi ponad 100 kilometrów do pracy. Codziennie. Potem przenieśli się do Malagi. Było już trochę lepiej.

Ale Jose chciał wrócić do ojca. W restauracji powiedział, że ma 18 lat. Pracował przez rok na czarno. Uzbierał na bilet – wyjechał.

- Ameryka Południowa jest inna. Tam na pierwszym miejscu jest rodzina, dopiero potem pieniądze tłumaczy. - W Europie odwrotnie, nie mogłem do tego przywyknąć, zresztą do dziś nie mogę. A wtedy strasznie tęskniłem za ojcem.

 

Wiem, co to znaczy być głodnym

 

Ojciec po rozwodzie wpadł w depresję. Stracił pracę, nowej nie mógł znaleźć. Matka wysyłała Josemu 50 euro miesięczne. Nie wystarczało nawet na samo jedzenie.

 

- Poznałem głód i biedę – wspomina Jose. - Wiem, jak się wtedy żyje. Postanowiłem, że nigdy mnie to nie spotka, że zrobię wszystko, by nie żyć w nędzy.

 

Jedli z ojcem dwa posiłki dziennie. Coś na śniadanie i ryż na wodzie, który był obiadem i kolacją. Kiedy Jose wracał ze szkoły była gotowa porcja i kilka ziarenek na talerzu ojca.

 

- Ojciec nikł w oczach – opowiada Jose. - Zacząłem coś podejrzewać. Poprosiłem, żeby pokazał mi jak gotować ryż, ile miarek odmierzyć, że chcę umieć to robić.

 

Przez miesiąc sprawdzał ile ryżu w domu ubywa. Okazało się, że ojciec nie jadł, żeby starczyło dla syna…

- Powiedziałem mu, że wiem, żeby tego nie robił – wspomina Jose. - To była straszna chwila.

 

Oszczędzał na czym mógł. W nagrodę raz w miesiącu kupował sobie czekoladowy batonik.

 

Na zarobek do Europy

 

Kiedy zdał maturę, wrócił do Hiszpanii. Matka wysłała pieniądze na bilet. Po dwóch dniach poszedł do pracy, żeby spłacić dług u matki i móc pomagać ojcu. Miał zaledwie 17 lat, a pracował w trzech miejscach, po 18 – 20 godzin dziennie. W barze, w klubie, w restauracji.

 

Poznał dziewczynę z Polski, która przyjechała do Hiszpanii na wakacje – spodobali się sobie. Jose wierzył, że coś z tego będzie.

Dalej tyrał od świtu do nocy. Oszczędzał. Pojechał odwiedzić dziewczynę w Polsce.

- Było jak było – mówi – Skończyło się. Wsiadłem w samolot, poleciałem do Wenezueli. Wróciłem do swojej starej miłości.

 

Mój syn będzie miał dziewięć lat

 

jose

Kiedy wrócił do Hiszpanii, okazało się, że dziewczyna jest w ciąży. Ściągnął ją do siebie, wzięli ślub. Urodził się śliczny chłopiec – Adrian Daniel.

Ale związek nie układał się najlepiej.

- Byliśmy dziećmi – mówi Jose – Ja miałem 20, ona 19 lat. Była daleko od rodziny, wpadła w obsesje, że skoro jej rodzina nie może widywać dziecka to i moja także.

 

Pracował na utrzymanie całej trójki, odkładał każdy zarobiony grosz. Sytuacja w domu była coraz gorsza. W końcu podjęli decyzję o rozstaniu. Żona z synem wróciła do Wenezueli, wzięli rozwód. Jose jeździ do chłopca kiedy tylko może, choć nie jest to wcale łatwe.

 

jose

 

Już w wieku 21 lat kupił swoje własne mieszkanie. Poszedł z gotówką, bo nie chciał płacić bankowych prowizji. Urząd Skarbowy go wezwał, by sprawdzić skąd młody chłopak ma tyle pieniędzy.

- Pracowałem na czarno, w dodatku zacząłem jako niepełnoletni – mówi Jose. - Wymierzyli ma jakąś karę za niepłacenie podatków i dali spokój. A ja byłem z siebie bardzo dumny.

 

Żółte drzwi

 

Kelnerowanie było wyczerpujące. Znalazł pracę w firmie handlującej urządzeniami do gastronomii. Z magazyniera awansował na szefa sprzedawców.

 

- Nie miałem źle, samochód, telefon – mówi. - Ale zarabiałem ciągle tyle, co na początku.

 

Postanowił upomnieć się o swoje. Poprosił córkę właściciela o podwyżkę.

 

- Wiesz co powiedziała? Że tam z tyłu w magazynie są żółte drzwi. Jak mis ie nie podoba to mogę wyjść – mówi Jose. - Gorący sezon zaczynał się od maja. Miałem 2 – tygodniowy okres wypowiedzenia. Zagryzłem żeby, poczekałem. W połowie kwietnia poszedłem i powiedziałem: Guadelupe, pamiętasz żółte drzwi? Wychodzę i nie wracam. Prosili mnie, żebym został, bo nowy punkt otwierali. Powiedziałem, że nie.

 

To był przełom, bo uświadomił sobie, że nie chce być najemnym pracownikiem bez praw i wykształcenia. Że nie chce być niczyim popychadłem. Że musi skończyć wyższe studia.

Był rok 2010. Już w maju znalazł się w Lublinie, bo tu była jego dawna dziewczyna.

 

Trzeba umieć mówić po polsku

 

Nie było łatwo. Zaczął od kursu językowego, bo przecież musiał umieć nie tylko mówić, ale czytać i pisać. Na kursie poznał swoją obecną dziewczynę. Jola przyjechała z Kazachstanu, ma korzenie polskie.

 

jose

Kiedy inni studenci popołudniami się bawili, on udzielał korepetycji z hiszpańskiego. Do nauki siadał późną nocą. Tak było całe studia.

Szybko zdawał wszystkie egzaminy, żeby w lecie zarabiać na życie. Przez cztery miesiące musiał uzbierać na opłaty za studia, za mieszkanie w Polsce.

- Rok nauki to około 4,5 tysiąca złotych – mówi. - Nadal też pomagam ojcu, płacę na syna. Są wydatki.

 

Kiedy inni spędzają upojne wakacje na wybrzeżu hiszpańskim, on znowu pracuje na 3 etatach. Sześć i pół dnia w tygodniu. Idzie do pracy na godzinę 11, kończy w nocnym klubie o 7 rano. Nie ma czasu na plażę, na zabawy. Kilka godzin snu i znowu do kieratu.

 

Dlaczego wybrał studia właśnie w Polsce?

 

- Bo tu była znajoma dziewczyna – mówi. - Poza tym w Hiszpanii nie stać by mnie było na prywatną uczelnię, a za słabe miałem oceny na maturze, żebym mógł studiować bezpłatnie.

 

Ostatnie takie lato

 

Teraz czeka go obrona dyplomu i chce jak najszybciej wyjechać do pracy. To ostatnie takie wakacje z harowaniem od południa do bladego świtu. Jeszcze trochę zarobi i wraca do Polski. Planuje ślub z Jolą, chcą układać sobie życie, mieć dziecko.

 

Jose mieszka obecnie w Warszawie, chce założyć gabinet rehabilitacji, jest trenerem personalnym. Za kilka lat może wyjadą razem do Hiszpanii. Jose ma też hiszpańskie obywatelstwo, choć jak podkreśla, zawsze zostanie Wenezuelczykiem.

 

Czy warto było tak ciężko pracować?

- Warto – odpowiada zdecydowanie. - Inaczej nigdy nie skończyłbym studiów. A nie chcę do końca życia zarabiać 1000 euro miesięcznie.

 

Trzeba mieć w życiu cel

 

Jose uważa, że jeśli jest określony cel, wszystko idzie łatwiej. Nawet jak się upada czy traci wiarę w sukces, to szybciej się człowiek podnosi. On sam dokładnie wie, co pragnie osiągnąć.

- Nie mam wielkich wymagań – mówi. - Chcę móc iść do supermarketu i kupić to, na co mam ochotę. Raz na tydzień wyjść do dobrej restauracji i nie patrzeć na ceny w karcie. Mieć niezły samochód, motor – mam go teraz w Hiszpanii. Raz do roku pojechać na 2 tygodnie na urlop w fajne, ciekawe miejsce.

 

Niby niewiele, ale jak się zaczyna od zera i nie ma żadnego wsparcia znikąd, droga to takiego życia wymaga wielu wyrzeczeń.

 

jose

 

- Oczywiście są rzeczy, których żałuję – mówi. - Że nie miałem młodości, bo tylko praca i praca. Że mieszkam w Maladze 300 metrów od morza, a na plaży byłem kilkadziesiąt razy w życiu. Ale tak się ułożyło i nie ma co nad tym płakać. Z drugiej strony dopiąłem swojego, skończyłem studia w obcym języku. Mam dziewczynę, którą kocham. Jestem samodzielny i wiem, że mogę na siebie liczyć. Może dla kogoś to mało, dla mnie znak, że osiągnąłem sukces.

 

Magdalena Gorostiza

Tagi:

życie,  mężczyzna,  Jose Iriarte, 

Zostaw komentarz:


    Brak komentarzy
Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Najnowsze
Newsletter
zapisz
Reklama:
Loading...