Justyna mieszka teraz z Anką i jej córką, a swoją wnuczką, trzyletnią Marcysią. Anka, jej synowa, choć oficjalnie nią nie jest, ale Justyna ja tak nazywa, jest teraz na studiach. Przez dziecko po maturze musiała sobie naukę odpuścić. Ale dla Justyny to punkt honoru, żeby dziewczyna zdobyła dyplom.

 

- Mój syn, Arek, zainteresował się Anką, jak ta była w liceum. On sam już wtedy kończył studia. Mówiłam mu, że to dziecko, żeby jej w głowie nie zawracał. Ale syn twierdził, że Anka go urzekła – wspomina Justyna.

 

Z urzeczenia wyszła ciąża, w maturalnej klasie Anki. Dziewczyna była zrozpaczona, bo jej rodzice, mocno wierzący katolicy, córki – ladacznicy, jak ja nazwali, praktycznie się wyrzekli. Justyna wiedziała jedno, za to co się robi, bierze się odpowiedzialność.

 

- I tak Arka wychowywałam. Ale on stwierdził, że się nie ożeni. Zrobił dyplom. Dostał intratną propozycję pracy w Austrii, bo skończył rzadki kierunek, zna perfekt niemiecki. Spakował się i wyjechał – wzdycha Justyna. Zostawił matkę, zostawił Ankę, która był w ciąży. Justyna mogła zrobić jedno – wzięła synową do siebie, bo uznała, że nie ma innego wyjścia.

 

- To było dziecko Arka i moje wnuczę. Dziewczyna był w domu przegrana. Nie mogłabym inaczej – opowiada kobieta.

 

Arek czasami do matki dzwoni, ale o dziecko nie pyta. Wysyła co miesiąc pieniądze, bo zarabia dobrze i stać go na alimenty. Justyna podkreśla, że przynajmniej tyle, bo jego ojciec jak odszedł, zapomniał, że ma syna. Ale boli ją, jako kobietę, że Marcysia nie ma praktycznie ojca.

 

- Ja tego nie rozumiem, że można być tak obojętnym. Tym bardziej nie rozumiem, bo to moje dziecko. Wpajałam mu całe życie, że trzeba być uczciwym, ponosić konsekwencje swoich czynów, że zwyczajnie trzeba być dobrym człowiekiem. Nie mogę się z tym pogodzić, że mój syn poszedł w ślady swojego ojca. Mam wrażenie, że stare porzekadło „genów nie oszukasz” jest niestety prawdziwe, że samo wychowanie w gruncie rzeczy niewiele znaczy – mówi Justyna.

 

Anka rok była w domu, ale potem zaczęła studia. Jest na psychologii, idzie jej świetnie. Dzięki pieniądzom od Arka stać ją było na niańkę, bo Justyna przecież pracy nie mogła rzucić. Ale popołudniami zajmuje się wnuczką.

 

Anka ze swoimi rodzicami ma niewielki kontakt, bo dla nich zhańbiła rodzinę swoim nieślubnym dzieckiem. Marcysia jest cudowną dziewczynką, chodzi już do przedszkola. Ale Justyna ma świadomość, że choć Anka ma bezpieczeństwo finansowe i ma gdzie mieszkać, to i dla niej nie jest to sytuacja łatwa. Jest przecież młoda, to naturalne, że chciałaby mieć jakiegoś partnera. Mieszkając z teściową i będąc w jakimś sensie od niej zależną, może to nie być wcale takie proste.

 

- Choć ja jej mówię, że musi jeszcze życie sobie ułożyć. To młodziutka dziewczyna, sama jeszcze jak dziecko. Wiem, że mimo mojej pomocy, jej sytuacja wcale nie jest prosta. Że trudną być szczęśliwą w takiej sytuacji – mówi smutno Justyna. Szczególnie, że dziewczyna była bardzo zakochana w Arku, a on, był czas, że świata poza nią nie widział. Potem jednak nagle mu odeszło, jak za dotknięciem zaczarowanej różdżki.

 

Arek niedawno dzwonił, żeby powiedzieć matce, że poznał pewna kobietę i planują ślub. Do Polski nie ma zamiaru wracać, w Austrii wiedzie mu się świetnie. Justyna jest rozdarta, bo chciałaby by być na weselu syna, wie jednak, że to złamie serce Ance. Nie potrafi też wybaczyć synowi, że nie interesuje go jego własna córka. Nie wie więc, co ma robić, jest wielkiej rozterce. Pomyślała, że do Austrii pojedzie z Marcysią, mała poznałaby w końcu swojego ojca. Ale Arek sprzeciwił się kategorycznie, mówiąc, że nie będzie mu psuła wesela jego nieślubnym dzieckiem. Szczególnie, że o Marcysi nikt w Austrii nie wie.

 

- Więc chyba zostanę w domu, bo dla mnie postawa mojego syna jest zwyczajnie straszna. Nie tak go wychowywałam, jest mi za niego wstyd. Zastawiam się, gdzie popełniłam błąd i czy mogłam coś zrobić? Bo ja nie poznaję swojego dziecka, wyrósł na narcyza i skończonego egoistę i w dodatku oszusta. Bo swój nowy związek chce budować na kłamstwie – mówi Justyna.

 

I jest jej zwyczajnie jest żal. Żal i siebie i Anki i wnuczki. Ale żal jest jej i tego, że nie pozna żony Arka, że pewnie jak będą mieli dzieci, nie pozna też pozostałych wnuków. Bo jakoś nie będzie potrafiła udawać, że Marcysi nie ma na świecie. Nie, nie wyprze się swojej pierworodnej wnuczki.

 

Magdalena Gorostiza

 

Imiona i niektóre szczegóły zostały zmienione

 

 

Tagi:

matka,  dziecko,  syn,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz