Reklama:

- Ta opowieść zaczyna się dawno temu, kiedy Babcia Danuta była jeszcze młodą kobietą – zaczyna Sonia Uwaya Walicka. Babcia urodziła się w 1946 roku. Za mąż wyszła wyswatana przez matkę, wyemigrowała z mężem do Ameryki.

 

A że była piękną kobietą, została tam modelką. Nie czuła się w USA zbyt dobrze, trochę zagubiona, stęskniona za Polska. Zaczęła studiować, projektowała biżuterię. Kiedyś przez przypadek pojechała z koleżanką do rezerwatu. Tam po raz pierwszy spotkała Babcie Twylach z plemienia Seneca z klanu Wilka.

 

k-ochana

 Babcia Twylach

 

- I Babcia kiwnęła do nie palcem i powiedziała – a ty tu jeszcze przyjedź kiedyś dziecko – mówi Sonia. - I Danusia za jakiś czas wróciła.

 

Rozbiła namiocik i spokojnie czekała. 3 dni nic się nie dział, bo u Indian czas ma inne znaczenie. Na trzeci dzień, kiedy już miała wracać, pojawiła się Babcia Twylach. I tak się nauka Danusi zaczęła. O tym, co łączy nas z Ziemią i wszystkim co na Ziemi żyje. Babcia Danusia prowadziła swoje życie, ale stale dojeżdżała na nauki do rezerwatu. Potem babcia Twylach wyjechała na Florydę i kontakt był znacznie rzadszy.

 

Wtedy na drodze Danuty pojawiła się druga wielka nauczycielka, Czcigodna Dhyjani Ywahoo, z plemienia Czirokezów, która uczyła także o buddyzmie.

 

k-ochana

 

- Była tu u nas w K-ochanej – wzdycha Sonia. - Strażniczka kryształów, przywiozła do Polski taniec 4 kierunków i diamentową medytacje. Babcia Danuta Ogaoeno nas tego uczyła. Wiesz jaka była Dhyjani? Nie chcę, żeby to brzmiało jak bluźnierstwo, ale jak chodząca Matka Boska. Samo dobro i miłość, jak byłaś blisko niej czułaś się kochana i bezpieczna.

 

Ale jeszcze czas wrócić do historii Babci Danuty. Z USA wróciła do Polski z postanowieniem, że tu będzie ludzi uczyć. Zamieszkała w Krakowie w malutkim mieszkanku. Była w trakcie rozwodu ze swoim drugim mężem. Szykowała się na zlot starszyzny w Holandii.

 

- To spotkanie podczas którego nauczyciele dzielą się mądrością – tłumaczy Sonia. - No i tak poznała Srebrnego Lisa. Padał deszcz, a on nie miał parasola. Babcia Danusia przygarnęła go pod swój. Wtedy jeszcze nic między nimi nie iskrzyło, szczególnie, że oboje mieli perturbacje w związkach. Poza tym on był od Babci Danuty 23 lata starszy.

 

Ale w końcu Srebrny Lis  zaprosił Babcie Danutę do Ameryki. Oboje byli już wtedy wolni. Pojechała z przyjaciółką, „przyzwoitką”, jak ją nazwała, bo nie chciała sama jechać. Srebrny Lis stał na lotnisku odświętnie ubrany z kartką w ręku z nazwiskiem panieńskim Babci – Kroskowska. Te kartkę Babcia zachowała do śmieci…

 

Pojechali na dom na farmie, na odludziu, konie, drewniany dom, latające kolibry. Babcia Danuta przekroczyła bramę i w płacz. Zakochała się w Srebrnym Lisie!

 

ze Srebrnym Lisem

 

Indianin jedzie tam, gdzie żona jego. Srebrny Lis przyjechał więc do Polski. Babcia Danuta szukała w międzyczasie miejsca na stałe. I znalazła rozpadającą się chałupę w Kornatce. Wiedziała, że tu chce zamieszkać, napluła i zrobiła siku na działce, żeby teren zaznaczyć. Potem Srebrnego Lisa przywiozła.

- Jak zobaczył te ruiny, to chciał uciekać – śmieje się Sonia. - Ale na działce rośnie sekwoja. A sekwoja to święte drzewo Czirokezów. I tak w 2000 roku K-ochaną kupili.

 

Dom się rozbudowywał, żył swoim życiem. Bywała tu starszyzna, przyjeżdżali rożni ludzie. Sonia podkreśla, że K-ochana przyciagała wszystkich wielką miłością.

 

- Oni żyli cudownie, pokazywali na swoim przykładzie, jak dwoje ludzi powinno być razem, jak się szanować. Celebrowali posiłki – opowiada. - Konflikty rozwiązywali od ręki, również z wielką miłością. Srebrny Lis kochał ludzi, był odważny, mówił prawdę prosto z mostu. Ta relacja między nimi była niesamowita. Stworzyli bezpieczne miejsce, ludzie przybywali, żeby się od rożnych traum w K-ochanej uwolnić.

 

srebrny lis

 

Zarówno Srebrny Lis jak i Babcia Danuta organizowali obozy w różnych miejscach w Polsce. Na te obozy przyjeżdżała mama Soni, Ewa Stachowska. Później i ona przeniosła się do Kornatki, gdzie kupiła dom.

 

k-ochana

 Sonia z mamą i Babcią Danutą

 

Srebrny Lis odszedł w 2009 roku.

 

- Widać było, że Babcia Danuta straciła chęć do życia – mówi Sonia. - Ja akurat skończyłam studia w Walii i przyjechałam do K-ochanej, żeby zając się Babcią.

 

Danuta zachorowała na białaczkę, stosowała terapię Gersona. Życie w reżimie bardzo ją męczyło. Nie zawsze też dobrze się czuła.

 

k-ochana

 

- Musiałam nauczyć się mówić NIE – dodaje Sonia. - Asertywność była konieczna, bo babcia nie miała siły na częste wizyty i musiała dbać o to, żeby nie zakłócać swojej energii. W końcu Babcia Danuta odeszła na spotkanie ze Srebrnym Lisem.

 

Sonia ze swoim partnerem Jackiem Litewką postanowili kontynuować dzieło obydwojga. K-ochana ma być miejscem, które łączy ludzi, jest azylem dla zagubionych. No i nie wyobrażają sobie życia gdzie indziej.

 

k-ochana

 K-ochana latem, Sonia z jackiem stale remontuja, rozbudowują. 

 

k-ochana

Sonia świetnie gotuje, wegatariańskie potrawy, ale nie tylko.

 

k-ochana

 

Ale K-ochana nie jest ich własnością.

 

- Babcia Danuta nie mogła mieć dzieci, adoptowała córkę – wyjaśnia Sonia.- Prawnie dom i ziemia należą do niej. Dzierżawimy K-ochana od Agnieszki. Ona musi ją sprzedać, bo mieszka w Szwajcarii i chce też mieszkanie kupić. A nas na ten zakup zwyczajnie nie stać. Agnieszka zgodziła się na spłatę w ratach. Tyle tylko, że bez pomocy innych ludzi nie damy rady uzbierać.

 

Sonia głowiła się więc, jak rozwiązać problem. Los sam podsunął rozwiązanie. W K-ochanej pojawiła się osoba, która poradziła zrobić zbiórkę na zrzutce. Sonia wyprzedaje na aukcjach pamiątki, Jacek ma sprzedać niebawem swój dom. Ale to wszystko mało, bo trzeba aż 600 tysięcy złotych.

 

k-ochana

 Sonia z Jackiem kultywują tradycje K-ochanej

 

- Bardzo chcemy ocalić to miejsce, nie dla nas tylko przecież, ani dla potomków, bo nie planujemy dzieci – wyjaśnia Sonia. - To dom, w którym można się zatrzymać, poczuć siebie świadomie, wyleczyć się ze swojej traumy.

 

Praktycznie co tydzień w K-ochanej odbywają się rożne warsztaty. Sonia prowadzi indywidualne sesje ze zwierzęcymi totemami, kołem prawdy i kołem kolorów. Jej imię Uwaya, oznacza Kwiat, Który Kwitnie Po Pożarze.

 

- Babcia Danuta mi je nadała – mówi Sonia. - kiedy do tego dojrzałam, kiedy przechodzisz przez trudne sytuacje, wszystko się zmienia i ty się zmieniasz, jest czas na nowe imię. Babcia miała imię Ogaoeno. To oznacza Pieśń Śniegu. Babcia bardzo kochała zimę. A ohana to po hawajsku rodzina. I tak mamy kochaną rodzinę.

 

Pierwszą ratę za K-ochaną – 100 tys. zł - trzeba wpłacić w kwietniu 2021 roku. Sonia święcie wierzy, że to się uda.

 

- Wszechświat daje nam wskazówki– mówi. - Nie bójmy się życia, nie traktujmy go jako walki. Ideą tego miejsca jest nieść miłość i spokój. I zobacz, najpierw przyjechała ta osoba, która pomogła załozyć zrzutkę, teraz ty o tym piszesz. To jest miejsce, które ma służyć ludziom i dobrzy ludzie pomogą je wykupić.

 

Magdalena Gorostiza

 

Licytacje znajdziecie na Facebooku

Zapraszamy do wpłat na zrzutce!

Tagi:

pomoc,  K-ochana,  Sonia Walicka,  Kornatka,  Indianie, 

Zostaw komentarz:


    Brak komentarzy


Polecane artykuły:
Reklama:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Najnowsze
Newsletter
zapisz
Reklama:
Loading...