Podobne artykuły:

Nie wiem, czy wiecie, ale są wyszczuplające kostiumy kąpielowe. Ja kupowałam takie że specjalnie wszywaną siatką na brzuchu. Mocno elastyczna i obciskajca. W taki kostium trzeba się dosłownie wbić. Nie ma lekko. Kiedy człowiek jest spocony, jest to zadanie bardzo trudne. Ale całe lata nosiłam takie kostiumy. Wbijałam się w ten pancerz, żeby wyglądać na plaży chudziej. Żeby każdy myślał, że mam tych parę kilogramów mniej. Oglądałam się surowo w lustrze. Nigdy nie było efektu, który zadowoliłby mnie w stu procentach. Ale i tak wyglądałam lepiej, niż normalnie. To nic, że godziny spędzane w tym kostiumie to były prawdziwe katusze. Nigdy nie był suchy do końca. Ne zdążył na mnie wyschnąć, bo brzuch pod dwoma warstwami materiału pocił się niemiłosiernie. W takim kostiumie jest zwyczajnie gorąco, koszmarnie gorąco. Niewygodnie. Ale trzymałam fason. Chciałam być piękniejsza, zgrabniejsza, bardziej atrakcyjna, choć w środku doskonale zdawałam sobie sprawę, że przecież to fikcja. Że ja zwyczajnie tak nie wyglądam. Że mój brzuch pod spodem jest gruby i pełen rozstępów po dwóch ciążach. Że tylko udaję osobę, która jest bardziej szczupła.

Po co to robiłam? Nie wiem. Mój mąż nigdy nie robił mi żadnych uwag. Sam ma swój brzuch całkiem solidnej wielkości. Jemu nigdy nie przeszkadzał mój wygląd. Ale mnie tak. Nie jestem bardzo gruba, ale znacznie odbiegam od ideału lansowanego w mediach. Nie jestem wiotka, nie mam wyrzeźbionego ciała. Mam 45 lat i dwoje dzieci. Mocno tyłam w każdej ciąży. I najgorszy jest ten brzuch. Więc wbijałam się w ten dwuwarstowy kostium, żeby zakryć mój największy kompleks. Żeby udawać, że tak naprawdę jestem zupełnie kim innym. Bo w końcu to tylko o to chodziło. Nie chciałam być sobą. Nie tą prawdziwą.

Na każdej z tych plaż, na których byłam, zazdrościłam kobietom młodym i starym, że nie wstydzą się swoich brzuchów. Nawet tych większych od mojego. Nosiły bikini bez żenady, kiedy siadały, widać było im fałdy, a one nic sobie z tego nie robiły. Pot nie ściekał im po brzuchu, mogły swobodnie oddychać. Akceptowały swoje niedoskonałe ciała.

Podczas pandemii nie jeździliśmy na wakacje. Teraz zdecydowaliśmy się na wyjazd do Turcji. Jeszcze przed wylotem, wyjęłam z szafy swój kostium. Pandemia zrobiła swoje. Nie mogłam się wcisnąć w obciskającą siatkę. Stwierdziłam, że kupię nowy. Że nie chcę już się męczyć. Że chce kostium dwuczęściowy, żeby mi było chłodniej i przewiewnej. Kupiłam piękne bikini, Na białym tle czerwone kwiaty. Jestem w Turcji właśnie. Od kilku dni paraduję w nim po plaży. Nikt na mnie nie zwraca uwagi, nikt nie pokazuje palcem. Są kobiety tęższe ode mnie, które też mają dwuczęściowe kostiumy. Dziewczyn takich jak na reklamach jak na lekarstwo. Oglądam różne ciała. Wszystkie mają jakieś mankamenty. Nie tylko moje. Jestem zachwycona swoją odwagą. Wieloryb wyszedł z szafy - tak o sobie myślę. Brzuch mam opalony, jakby mniej widać rozstępy, a może tak tylko mi się wydaje?

Najważniejsze jest to, że się przełamałam. Że zaakceptowałam swoje wady. Nie wstydzę się już swojego wyglądu, jestem, jaka jestem. I tego wam na wakacje wszystkim życzę! Nasze ciała zasługują na miłość i szacunek.


Marta

Tagi:

kompleksy,  społeczeństwo, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót