Reklama:
Reklama:

bijagos

Wyspa Ruban, królestwo Boba



Po nocy spędzonej w Banjul wyprawa na wyspy Bijagos. Męcząca, jedziemy przez 3 kraje Gambię, Senegal, Gwineę Bissau. Każdy z nich był inną kolonią i wszędzie mówią w innym języku. Po anglojęzycznej Gambii, wjeżdżamy do francuskojęzycznego Senegalu. Nasza pilotka, Dominika, ciekawie opowiada o historii, polityce, obecnej sytuacji każdego kraju. Mijamy biedne wioski, zdjęć nie robimy, bo wszędzie policja.

Kiepsko spałam, ale daję radę. W gambijskim hotelu dostałam pokój na parterze z zepsutym oknem. Nie wiem, czy tu potrafią wejść w nocy i obrobić człowieka, ale tak nas okradziono kiedyś w Hiszpanii...

Nie ma obiadu, a śniadań nie jem. Dożywiam się pozostałymi po samolocie batonami, które zmieniły konsystencję i są w półpłynnej postaci. Wzięłam też rano z hotelu kilka bananów.
Grupa się dopasowuje i trzeba przyznać, że nie ma większych problemów. Powoli zaczynamy ze sobą rozmawiać, jest sporo osób palących, co mi odpowiada.

W końcu docieramy do Bissau, gdzie czeka Bob ze swoją łodzią. To Francuz urodzony w Senegalu, który otworzył na jednej z wysp Bijagos hotel, a w zasadzie Bob Fishing Club, bo przyjeżdżają tu główne wędkarze. Na łódź zabieramy tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Po około 2 godzinach prucia po oceanie lądujemy w raju. W prawdziwym raju.

jaja

Yaya, pomocnik Boba.




Na łodzi czytam książkę Hodgkinsona „Jak być wolnym”. Wpadła mi w ręce na kiermaszu książkowym " przez przypadek". Nie wierzę w takie przypadki. Czytam o tym, o czym dokładnie ostatnio rozmyślam. O pseudokarierach, zatracaniu się w pracy dla pieniędzy i kupowaniu po to, by pozbywać się lęku. O sensie życia, o tym, co się liczy.



bijagos

Widok z naszej łodzi, wyspy coraz bliżej.


Dostaję pokój w bungalowie z tarasem wychodzącym na morze. Po prysznicu siadam z ulubioną herbatą na tarasie. Wyciągam ipada z wodoszczelnego worka. Tylko po to, żeby pisać. W raju nie ma zasięgu ani nie ma wifi...

Grupa zbiera się na tarasie nad morzem na kolacji. Rzecz jasna jemy świeże ryby.

biago

Szykują się ryby...

Przy kolacji rozmawiam z naszym gambijskim przewodnikiem Sehu na temat magii. Sehu nosi na palcu pierścień, który kupił na zlecenie swojego marabuta, czyli czarownika. Rozmowa dotyczy naszych lęków, które są uniwersalne. Lęku przed śmiercią, lęku przed życiem. Ludzie w Afryce żyją we wspólnotach, blisko ze sobą, wspierają się wzajemnie, co nam jest już obce. Żyjemy w izolacji, zamknięci w swoich domach. Znikł zwyczaj odwiedzin bez zapowiedzi, spontanicznych spotkań. Tu nadal żyje się zupełnie inaczej. Nawet w mijanych wioskach widziałam siedzące razem kobiety, odpoczywające po ciężkiej pracy w upalnym dniu.
Właśnie Hodgkinson świetnie pisze o naszym niepokoju,podkręcanym dodatkowo przez rządzących, którzy dzięki temu mają nad nami coraz więcej kontroli. O tym, jak samotni, przestraszeni, wpadamy w spiralę kredytów, hipotek, co czyni nas niewolnikami. Jak bardzo chęć posiadania zupełnie zbędnych rzeczy została w nas sztucznie wytworzona, po to by strach przed ich utratą uczynił z nas wiernych poddanych szefom korporacji.

bjagos

 Wstaje now dzień na Bijagos

Wstałam bardzo wcześnie, ale wreszcie wyspana. Powietrze jest już lepkie, choć jeszcze daje się wytrzymać. Koło mojego tarasu lata wielki nietoperz, który co chwilę wprawia mnie w lekkie przerażenie. Ocean mam dosłownie o parę kroków, choć na razie spowity jest w szarości, słyszę tylko delikatne fale. Powoli staje się coraz bardziej widoczny. Powietrze powoli zaczyna mnie oblepiać, w pokoju mam co prawda klimę, ale wolę zostać na tarasie. Dziś płyniemy na sąsiednią wyspę, po południu czas na relaks na plaży. Robi się coraz piękniej, jest odpływ i plaża jest coraz szersza. A mnie nie ma, przestałam istnieć i nie ma mojego świata. Nie mogę zadzwonić, sprawdzić poczty, wiadomości. Nie wiem, co się dzieje i nikt nie wie, co dzieje się ze mną. Zupełnie jakbym umarła...

 

Magdalena Gorostiza

Tagi:

podróże,  gambia,  Bijagos, 

Loading...

Podobne artykuły:

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót
Reklama: