Reklama:
Reklama:

No więc lecę. Za mną już albo raczej dopiero 3 godziny w samolocie, przede mną kolejnych 6. Koło mnie torba ze słodyczami i kanapkami. Ponieważ nie wolno palić, jem jak najęta. Zjadłam już kilka kanapek i sporo batonów. Normalka. Gdybym rzuciła palenie, w szybkim tempie zrobiłabym karierę na youtube jako najgrubsza kobieta świata.
Postanowiłam pisać dziennik, bo podróż do Gambii traktuję nie tylko jako turystyczną wyprawę, ale również czas na spotkanie ze sobą.
Nie jestem jedynym singlem. Na lotnisku zaczepiła mnie starsza (albo tak mi się tylko wydaje...) ode mnie kobieta, z prośbą o pomoc przy odprawie i znalezieniu gate. Też leci do Gambii, ale na inną trasę. Wygląda na lekko zagubioną ale, przecież zdecydowała się na samotny wyjazd tak bardzo daleko. Tymczasem pewnie nikt nie dałby za nią nawet przysłowiowych pięciu groszy.


Lubię wyjeżdżać, lubię, kiedy anonimowa plamka na mapie zamienia się w miejsce o określonym kolorze i zapachu. Dziś Nairobi kojarzy się z ciepłą afrykańską nocą, a Mexico City to moloch widziany z lotu ptaka, po moim pierwszym tak dalekim locie. Teraz Banjul przestanie być dla mnie anonimowe, a będzie budzić konkretne skojarzenia. Dlatego ze wszystkich rzeczy na świecie najbardziej warto wydawać na podróże. Nie ma nic lepszego niż zwiedzanie świata.


Jakie będzie samotne zwiedzanie? Zobaczę. Na razie od czasu do czasu rozmawiam z młodym facetem, który siedzi w tym samym rzędzie. Mamy szczęście, bo jest między nami puste miejsce, jest gdzie wyciągnąć nogi. Właściwie szczęście miał on, ja dosiadłam się do niego, wiedziona wrodzonym instynktem do szukania wygody w każdej sytuacji.

Przed wyjazdem dzwoniłam do kolegi, którego żona choruje na raka. Powiedział mi, że jest bardzo źle i spodziewa się już najgorszego. Składając walizkę, rozmyślałam o jego żonie, o tym, jak życie pisze różne różnym ludziom scenariusze.

Oto ja zmagająca się z dylematem, ile par majtek zabrać i Ona tam w szpitalu przechodząca już na drugą stronę życia. Samotna w swoim odchodzeniu, bo choć ma się bliskich, człowiek jest zawsze w takich chwilach sam ze sobą i sam musi uporać się ze swoim życiem,

Wiem, co znaczy taka samotność. Kiedy po ciężkiej operacji leżałam złożona bólem w szpitalu, rozumiałam, że tylko ja wiem jak boli i co czuję. Miałam separatkę, a że był okres pomiędzy świętami a Sylwestrem tłumnie odwiedzały mnie koleżanki, czyniąc z mojego szpitalnego pokoju miejsce towarzyskich spotkań. Modliłam się, żeby sobie poszły, męczyły mnie ich rozmowy, ich beztroska.

Czas w szpitalu płynie inaczej, bo życie poza nim dla chorego zamiera. Zwyczajnie znika. Dzień wyznacza rytm wizyt, badań, mierzenia gorączki. Świat za murami szpitala jest Matrixem, jest czymś kompletnie nieistotnym.
Pewnie ten fakt sprawia, że trudno często z chorymi nawiązać kontakt, zdrowi żyją zupełnie gdzie indziej. Te dwa światy niekoniecznie mają wspólne styczne.

Dlaczego lecąc na swoją afrykańską wyprawę właśnie myślę właśnie o tym? Nie wiem, pewnie to kwestia tej rozmowy.
Za niecałe 3 godziny powinnam być na miejscu...

 

Magdalena Gorostiza

Tagi:

podróże,  afryka,  życie,  gambia, 

Loading...

Podobne artykuły:

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót
Reklama:

Reklama:
Wyszukiwarka
Reklama:
Najnowsze
Reklama:
Reklama:
Reklama:
Newsletter
zapisz
Reklama: