Reklama:

Zawiadomienie o niedopełnieniu obowiązków przez prokuratorów w sprawie siatki pedofilskiej

Niniejszy tekst jest zawiadomieniem o przestępstwie złożonym formalnie w dniu 9 stycznia 2016 r. do Prokuratora Generalnego, przesłanego także do Ministra Sprawiedliwości. Zawiadomienie dotyczy niedopełnienia obowiązków przez prokuratorów z Olsztyna w sprawie siatki pedofilskiej. Zawiadomienie sformułowałem w publicystyczny sposób ponieważ warto żeby z tą historią zapoznała się szersza grupa odbiorców. Podane zostały fakty. Treść jest drastyczna. Sygnatury spraw poniżej.

Zobacz co czuje dziecko bite po twarzy

Na początku roku 2012 otrzymałem informację o ucieczce kobiety z sześciorgiem dzieci i pytanie od tej kobiety czy przyjmę taką sprawę. Przyjąłem. Była mowa o znęcaniu się. Spotkałem się z tą kobietą pod Bydgoszczą, rozmawiałem w jakimś barze przy stacji benzynowej. Już po krótkiej rozmowie widać było że kobieta była typową ofiarą znęcania, sprowadzona przez męża do poziomu niewolnictwa, nie wykonująca pracy zawodowej. Podczas wstępnej rozmowy uderzył mnie jej strach przed mężem i dziwne okoliczności dotyczące jego przeszłości jak na przykład fakt, że pracował wcześniej jako opiekun dla noworodka i małych dzieci za granicą, co wydało mi się dziwnym zajęciem dla mężczyzny. Kobieta ukrywała się wówczas z dziećmi u znajomych, których poznała na wspólnych rekolekcjach, w toku była już chyba sprawa o znęcanie się nad nią i dziećmi. Na tych rekolekcjach była też podharcmistrz ZHP, prowadząca zajęcia z dziećmi, nazywana przez dzieci ciocią, to jej, jak się później okazało, dzieci zwierzały się z tego co je spotkało. Tą podharcmistrz nazwijmy dalej ciocią T. Po pobycie u znajomych w Gdańsku i w Bydgoszczy kobieta wraz z dziećmi uciekła do ośrodka dla ofiar przemocy w Olsztynie, tam otrzymała pomoc. W czasie ucieczki wszczęta została przez jej męża, nazwijmy go panem Q, sprawa rodzinna. Na pierwszej sprawie rodzinnej zeznania złożył pan Q. Wiedziałem już,że bił dzieci, w tym też, że bił 4-latkę po twarzy. Na moje pytania o bicie najmłodszej dziewczynki po twarzy odpowiedział, że tak, że zdarzało się, że to przecież normalne. Tym co powiedział wprawił w osłupienie sędziego, ale przede wszystkim swojego adwokata, który już później go nie reprezentował. Złożyłem wniosek o zakaz kontaktów pana Q z dziećmi i poddanie władzy mojej klientki nadzorowi kuratora – ot tak, żeby wszystko było transparentne, żeby była kontrola nad sprawowaniem przez nią opieki nad dziećmi. Sędzia zapytał czy na pewno chcę kontroli kuratora przez co sam ograniczam władzę rodzicielską klientki. Podtrzymałem wniosek, chcieliśmy, żeby wszystko było monitorowane, klientka nie miała nic do ukrycia i nie obawiała się żadnej kontroli z zewnątrz. Sędzia po tym, jak pan Q powiedział, że bicie 4-latki po twarzy jest czymś normalnym zakazał panu Q kontaktów z dziećmi. Była to jedna z niewielu dobrych decyzji olsztyńskiego wymiaru sprawiedliwości w tej sprawie.

Dzieci i matka wykorzystały zakaz i pod nieobecność pana Q wróciły do domu, który zresztą stanowił własność rodziców klientki i w którym oni także mieszkali. W domu klientka znalazła kilka dyktafonów ukrytych w różnych miejscach. Dzieci poczuły się w miarę bezpiecznie.

W sprawie rodzinnej, w tej w której sędzia zakazał kontaktów z dziećmi pan Q wezwał armię świadków, zeznawały także osoby z ośrodka rekolekcyjnego, w którym bywał z żoną. Atakował tych świadków, a najbardziej panią T., czyli tą podharcmistrz która miała najlepszy kontakt z jego dziećmi. Szczególne znaczenie ma incydent, który miał miejsce w ośrodku, o który także pytał pan Q podczas rozpraw. Pan Q miał żal do pani T. o to, że go uderzyła w twarz. Tak chyba było, T. rzeczywiście dała mu w twarz, ale powiedziała przy tym bardzo ważne dla całej sprawy słowa: „zobacz co czuje dziecko bite po twarzy”. Widać było, że ludzie z ośrodka stali się wrogami pana Q, bo to oni uświadomili jego żonie, że to co robi jej mąż nie jest normalne, oni też pomogli jej w ucieczce z domu.

 

Będzie wniosek o areszt

 

Po ucieczce z domu dzieci zaczęły mówić więcej. W ośrodku dla ofiar przemocy otrzymały opiekę i pomoc psychologa. Ktoś zasugerował spisywanie tego, co mówią dzieci oraz to, by same pisały. Na tym etapie była to sprawa o znęcanie, okazało się, że pan Q bił dzieci nie tylko po twarzy, okazało się, że zamykał się z nimi w pokoju i każdego dnia bił za cokolwiek. Wobec matki dzieci stosował przemoc psychiczną, była też fizyczna i seksualna. Dzieci pisały o rytuale codziennego bicia. Pamiętam, że wtedy zwróciłem na to uwagę. Z opisów było to psychopatyczne.

Pamiętam pierwsze przesłuchanie dzieci w niebieskim pokoju w sądzie rejonowym w Olsztynie. Najmłodsze miało chyba wtedy 5 lat, była czwórka dzieci, weszły do sądu za mną. Dzieci były trochę przestraszone ale przesłuchanie było dobrze prowadzone przez dwie kobiety sędzię i psychologa. Dzieci zeznały o tym jak były bite przez pana Q, były też pytania o matkę, dzieci zeznały, że matka ich nie biła i że ich broniła. Istotne jest, że prokuratura wszczęła później postępowanie w sprawie ewentualnego znęcania się matki nad dziećmi ale je umorzyła. Obok tych zeznań był opis mycia dzieci przez pana Q. To już nie było mycie, to były czynności seksualne. Słuchający ze mną obok na słuchawkach w niebieskim pokoju, jak się później okazało asesor prokuratorski, powiedział do mnie: „będzie wniosek o areszt”.

Pamiętam, że po wyjściu z niebieskiego pokoju powiedziałem klientce, że ci ludzie z tego ośrodka pomagając jej w ucieczce przerwali coś koszmarnego i uratowali przed tym najmłodsze dziecko. Złożyłem też wtedy wniosek dowodowy o zabezpieczenie telefonu i komputera pana Q, mój wniosek wpłynął do Prokuratury Rejonowej Olsztyn-Północ w Olsztynie dokładnie w dniu 24 maja 2012 roku. Napisałem we wniosku „wobec treści zeznań małoletnich dzieci należy przypuszczać, że w telefonie lub komputerze pana Q znajduje się istotny materiał dowodowy”. Pokazałem prokuratorom z Olsztyna palcem co należy zrobić, podpowiedziałem coś, co jest oczywiste dla laików. Laik nawet wie, że pedofil posiada gdzieś ukryte treści pedofilskie, bowiem dla niego jest to cenny materiał, a dzieci opisywały zachowania pedofilskie. Prokuratorzy,o ile pamiętam, zmieniali się w czasie przesłuchania, na pewno na każdym przesłuchaniu dzieci byli różni prokuratorzy, kuratora, który formalnie miał reprezentować dzieci nie było w ogóle.

Mieli wypasione komórki, jeden z nich był nieśmiały ale robił to samo

Już wtedy po pierwszych zeznaniach dzieci w niebieskim pokoju, a odbyło się to 10 maja 2012 roku, powinny mieć miejsce czynności prokuratury takie jak zatrzymanie i przeszukanie. Reprezentowałem dziecko pokrzywdzone pedofilią w sprawie prowadzonej w Wielkopolsce. W dwie godziny od zeznań dziewczynki policjanci byli w mieszkaniu osoby, którą wskazała. Sprawca, a był to jakiś dalszy wujek dziewczynki, został skazany za bezwzględną karę pozbawienia wolności. Wielkopolska policja i prokuratura czynności prowadziły szybko, niczego nie trzeba było im podpowiadać, robili wszystko sami. W Olsztynie, pomimo zeznań czwórki dzieci w niebieskim pokoju i najstarszego chłopca poza niebieskim pokojem, takie czynności jak zatrzymanie nie nastąpiły, chociaż słuchający ze mną zeznań dzieci w niebieskim pokoju asesor prokuratorski mówił, że będzie wniosek o areszt. Dzieci były już w terapii u seksuologa z Olsztyna. Terapeutka uzyskała od dzieci tego rodzaju oświadczenia, że sama złożyła wniosek do prokuratury o możliwości popełnienia przeciwko dzieciom przez pana Q czynów seksualnych, chodziło o te czynności związane z myciem. Dzieci mówiły więcej. Pamiętam, że podczas jednej z moich podróży do Olsztyna uzyskałem od klientki informację, że dzieci mówią o czymś jeszcze. Dzieci powiedziały już wprost co im robił, o tym jak przychodził w nocy, najstarsza trójka opisała biwaki, na które je zabierał – każde dziecko z osobna. Te biwaki były czymś w rodzaju jakiejś inicjacji, ale dzieci opisywały to co robił też wcześniej. Kazałem to w jakiś sposób udokumentować. Najstarszy chłopiec i dziewczynka opisali to, kopie pism trafiły do prokuratury z moim drugim wnioskiem o zabezpieczenie telefonu i komputera oraz z wnioskiem o przesłuchanie dzieci na nowe okoliczności. Ten wniosek napisałem 19 lipca 2012 roku, prezentata Prokuratury Rejonowej Olsztyn-Północ w Olsztynie jest z 24 lipca 2012 roku. Wniosłem o uzupełniające przesłuchanie dzieci, napisałem „z informacji przekazywanych przez dzieci matce wynika, że na nośnikach (telefon, komputer) mogą znajdować się materiały pornograficzne z udziałem nieletnich”.

Doszło do przesłuchania najstarszego chłopca w dniu 6 sierpnia 2012 roku. Przed przesłuchaniem do pokoju wszedł technik z kamerą, chłopiec zapytał mnie czy ta kamera musi tam być, powiedziałem, że taka jest teraz procedura. Chłopiec złożył zeznania w których opisał, jak od dziecka w tajemnicy przed matką pan Q przychodził do niego do pokoju, co z nim robił i co robili już później razem. Stwierdził, że sam czasem inicjował te zachowania i że odczuwał przyjemność. Powiedział, że nie bał się kontaktów seksualnych, ale tego, że jak o tym opowie to go pan Q skatuje i pobije. Powiedział o tym, że to samo pan Q robił jego rodzeństwu. We wszystkich zeznaniach chłopca pojawiło się charakterystyczne określenie na zachowania seksualne, często używał zwrotu „akcje”. Tak określił własne zachowania wobec najmłodszego rodzeństwa, zachowania seksualne. Zeznania chłopca potwierdziła siostra, która 21 sierpnia 2012 roku opowiedziała własną historię, bardzo podobną „z ojcem to było tak, że to się rozkręcało”, „bił mnie abym zapamiętała, że mam nikomu nie mówić”. Opisy bardzo szczegółowe, wyczerpujące zeznania spisane na 5 stronach protokołu.

Ten czas był kulminacyjnym dla sprawy. Ale wtedy w moim odczuciu coś się zacięło. Nie wiem co zadziałało, mogę się jedynie domyślać. Prokuratura nie poszukiwała dowodów, w tym zwłaszcza materialnych dla potwierdzenia zeznań dzieci, które w trakcie terapii psychologiczno-seksuologicznej zaczęły mówić więcej. Takim dowodem byłoby nagranie z telefonu lub komputera. W tego rodzaju sprawie, na tym etapie powinny nastąpić różne działania, w szczególności pokrzywdzone dzieci powinny być otoczone ochroną i opieką. Należało podejmować działania szybko i zdecydowanie. Pomimo, że dwa razy pokazałem palcem prokuratorom z Olsztyna co trzeba robić – zabezpieczyć telefon i komputer - nie działo się absolutnie nic. Na moje dwa wnioski o zabezpieczenie telefonu i komputera pana Q. prokurator prowadząca wtedy sprawę odpisała mi, żebym wskazał co chce udowodnić tymi czynnościami. Już wtedy powiedziałem klientce, że dzieje się coś złego, że ma miejsce jakieś dziwne zacięcie. To samo mówiła terapeutka dzieci. Także wtedy powiedziałem klientce, że dowody materialne (nagrania, filmy, zdjęcia) są bardzo ważne, że druga strona będzie robić z niej wariatkę – mówmy bez eufemizmów - i atakować wszystkich, którzy jej pomagają, że z tych ludzi też będą robić nawiedzonych i niezrównoważonych, a o dzieciach powiedzą, że kłamią. Zresztą już na sprawie rodzinnej wszczętej przez pana Q. pomagający mu psycholog powiedział o indukowaniu dzieci. Powiedział to podczas sprawy rodzinnej – tej, na której sąd orzekł zakaz kontaktów z dziećmi. Dowód materialny mogła uzyskać jedynie prokuratura w wyniku niezwłocznego zatrzymania nośników.

Ochronę i opiekę dzieciom zapewniała matka, której wymiar sprawiedliwości nie pomógł w absolutnie niczym, a do której docierało to, w jakim układzie tkwiła. Po jednym z przesłuchań mojej klientki powiedziała mi, że dziwnie się czuje. Powiedziała, że wcześniej miała migreny, bóle stawów a po ucieczce z dziećmi z domu tego nie ma. Później dzieci powiedziały, że miała podawane środki nasenne zwykle w herbatkach, które były podawane każdego wieczoru przez pana Q.

Dwudziestego drugiego sierpnia 2012 roku złożyłem wniosek dowodowy o przesłuchanie kolejnej dwójki dzieci, na nowe okoliczności. Załączyłem ich notatki i wyjaśniłem, że są w trakcie terapii seksuologicznej, podczas której ujawniają nowe fakty. Po tym wniosku do sprawy oficjalnie zgłosił się pełnomocnik (obrońca) pana Q. pomimo, że pan Q. nie był jeszcze stroną w sprawie. Wtedy złożyłem kolejne wnioski dowodowe. Było to pod koniec listopada 2012 roku. Wniosłem o powołanie zespołu biegłych pod przewodnictwem Prof. dr hab. Marii Beisert (Instytut Psychologii Uniwersytetu Adama Mickiewicza Pracownia Seksuologii Społecznej i Klinicznej) w celu wydania kompleksowej opinii w sprawie. Materiał, który już istniał w sprawie dawał podstawę do stwierdzenia, że nie jest to sprawa dla przypadkowego psychologa z listy biegłych sądowych, że powinni tu opiniować najlepsi, dodatkowo seksuologowie znający problematykę kazirodztwa i pedofilii. Wniosłem też ponownie o zabezpieczenie telefonu i komputera pana Q, napisałem w uzasadnieniu między innymi, żeby prokuratura zrobiła to chociażby dla prewencji wobec innych dzieci, podpowiedziałem, że sprawca tego rodzaju przestępstw może nie działać sam, że z materiału wynika że, to co robił z dziećmi nagrywał.

Jeszcze przed złożeniem wniosku, na początku listopada 2012 roku przesłuchane zostały kolejny raz dzieci. Kolejna siostra potwierdziła zeznania rodzeństwa i zeznała o tym, że zmuszał ich do robienia sobie nawzajem różnych czynności i że to nagrywał telefonem. Powiedziała, że „jak ktoś płakał to mówił, że to jest przyjemne, że po co płakać”, „mama jakoś dziwnie twardo spała”. Mówiła, że groził, że jeżeli ktoś powie mamie, to coś się komuś z rodziny stanie np. „ktoś będzie miał wypadek”. Opowiedziała, że pan Q. odbierał ich ze szkoły i jeździli do kolegów taty i „tam oni robili nam krzywdę i my sami nawzajem robiliśmy sobie krzywdę”, „to dom jednorodzinny, wchodziło się po schodkach, po prawej był korytarz, po lewej kuchnia, to się działo w salonie na kanapie”. Ci faceci mówili „twoje dzieci są już wyćwiczone”…, „jeden z nich miał obleśny głos”, „ten drugi był cichy, spokojny ale chętny do robienia nam tej krzywdy”. W oświadczeniach dzieci pojawiał się także mężczyzna bez palca u ręki, dzieci opisywały ich wygląd i wiek.

 

Eskalacja błędów

W czasie tych zeznań sprawa czynów seksualnych była już wyłączona do odrębnego rozpoznania – co było błędem, na który adwokat nie ma żadnego wpływu podobnie jak na inne działania prokuratury. Prokuratura rozdzieliła sprawę pana Q. o znęcanie się nad dziećmi i żoną od sprawy czynów seksualnych przeciwko dzieciom pomimo, że znęcanie się nad dziećmi było wyraźnie ukierunkowane tzn. były bite, żeby nie mówiły. Może chodziło o to, żebyśmy nie mieli już wglądu w akta sprawy, w której nie mogłem już reprezentować dzieci. Dzieci reprezentował kurator wyznaczony przez sąd, który nie składał już wniosków dowodowych. Prokuratury w tym momencie nie interesował los dzieci, nie zabezpieczono nośników, nie powołano seksuologa lub zespołu seksuologów. Zeznania dzieci podzielono w ten sposób, że mówią prawdę co do znęcania, a kłamią co do czynów seksualnych. Opinia jakiegoś autorytetu z zakresu seksuologii nie była potrzebna. W międzyczasie terapeutka dzieci napisała do prokuratury drugą notatkę, była już pewna, że w grę wchodzi także pornografia dziecięca i seksualne wyzyskiwanie dzieci. Dzieci pojechały z matką na spotkanie z psychologiem-seksuologiem na Śląsk. Psycholog po zbadaniu dzieci napisała, że rodzina może być rodziną kazirodczą z psychopatycznym sprawcą. Wielokrotnie składałem wnioski o przesłuchanie tej psycholog w różnych postępowaniach w charakterze świadka, ale nigdy taki dowód nie został przeprowadzony.

W tym czasie pan Q miał czas na działanie. Mógł zrobić wszystko, zniszczyć nagrania, uruchomić kontakty, zaatakować ludzi pomagających dzieciom i żonie. Miał nagrania audio, te w których nagrał swoją rodzinę, miał nagrania z rozmowami ze swoimi znajomymi, nagrywał też ludzi w ośrodku rekolekcyjnym. Próbował dotrzeć do dzieci i początkowo był w kontakcie z najstarszą córką której przekazał kartę do telefonu i wymieniał z nią listowanie korespondencję w umówionym miejscu. Opowiedziała o tym później. Był otoczony grupą ludzi, wśród których był psycholog – wykładowca akademicki, był też informatyk i inne osoby, powiedzmy z tzw. establishmentu. Jeździł po całej Polsce i organizował swoją obronę. Z ludzi, którzy byli w ośrodku rekolekcyjnym zrobił sektę, z żony próbował zrobić wariatkę. Panią T. oskarżył o…molestowanie seksualne swoich dzieci, na zasadzie „łapaj złodzieja”. Klientka bardzo obawiała się znajomości pana Q., zwłaszcza pomocy tego psychologa, który miał rozległe kontakty zawodowe. Ktoś od Pana Q. przyjechał nawet do Lublina. Byli w kancelarii u mojego kolegi adwokata. Po co przyjechali? Żeby zbadać grunt, sprawa chyba tego wymagała, żeby sprawdzić kim jest adwokat dzieci i matki, jaką ma opinię i po prostu czy można do niego dotrzeć. Byli tylko raz, później już nie przyjeżdżali.

Pan Q wygląda niegroźnie ale na rysunkach dzieci jest potworem, diabłem, odrażającą postacią. Nigdy nie widziałem go bardzo zdenerwowanego, nigdy nie zareagował impulsywnie na sali rozpraw. Raz widziałem go przestraszonego ale to był tylko moment. Przez lata kontroli nad tym co się działo nabył pewności siebie, utrzymał w tajemnicy to co robił dzieciom. Prawdopodobnie zbudował wokół siebie jakąś siatkę, która także daje mu bezpieczeństwo i bezkarność. Zupełnie inaczej zachowywał się oskarżony w sprawie którą prowadziłem w Wielkopolsce, tamten był przestraszony. Pan Q jakby z góry wiedział, że nic mu nie grozi. Jak się później okazało, nie tylko zostawił w domu dyktafony ale nagrywał swoją żonę i dzieci dużo wcześniej. Tylko po co? Olsztyńska prokuratura dała panu Q wszelkie możliwości zniszczenia dowodów i czas na przygotowanie wszystkiego. Myślę, że był zaskoczony, że pojawi się osoba, której zaufają dzieci i której się zwierzą. Tą osobą była pani T., czyli ciocia T. W ośrodku rekolekcyjnym był też ksiądz. Ksiądz wyjątkowy, on również zdemaskował pana Q. Pan Q. nigdy nie przypuszczał, że znajdą się ludzie którzy zareagują na krzywdę wyrządzaną dzieciom i że zauważą, że coś jest nie tak. Dzieci przerwały milczenie w momencie izolacji, znalazły powierniczkę – ciocię T.

Czas płynął, prokuratura nie zbierała dowodów. W tym czasie wpłynęła już skarga na przewlekłość prokuratury. Skierowaliśmy pisma do Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremety. Klientka pisała o pomoc do różnych instytucji m. in. do Rzecznika Praw Dziecka. Pojawiły się problemy z najstarszym synem, był agresywny. Ponadto wiadomo było, do czego się przyznał, że wykonywał czynności seksualne wobec rodzeństwa, w tym najmłodszego. Klientka podjęła leczenie psychiatryczne syna, jeden ośrodek odmówił pomocy z uwagi na brak stosownych środków zabezpieczenia na oddziale. Najstarszy syn, co do którego dużo wcześniej w Bydgoszczy zdiagnozowano występowanie jednocześnie kilku zboczeń, został w końcu umieszczony na leczenie w zakładzie psychiatrycznym. Oprócz zeznań napisał ponad 100 stron notatek, w których opisał różnorodne zachowania, w tym „akcje” podejmowane wobec innych dzieci, tzn. innych niż rodzeństwo. Było co najmniej dwoje takich dzieci – ofiar najstarszego syna mojej klientki. W jednej z tych notatek miał pretensje do matki, napisał „dlaczego nigdy się nie obudziłaś”, miał żal do matki, że twardo spała kiedy Q. przychodził do niego w nocy do sypialni. Ujawnił także, że wykonywał czynności wobec zwierząt, potwierdziła to w zeznaniach złożonych w prokuraturze jego terapeutka. Były też czynności podejmowane przez niego razem z panem Q wobec rodzeństwa.

Złożyliśmy do sądu rodzinnego wniosek o skierowanie chłopca na leczenie ale w olsztyńskim wymiarze sprawiedliwości jakiekolwiek nasze wnioski już nie miały szans. W toku była sprawa karna przeciwko panu Q o znęcanie się. Patrzyłem z dezaprobatą jak Pan Q. owija sobie ludzi wokół palca, jakich mechanizmów używa,na które nabierali się ludzie, którzy powinni się na tym znać. Widoczny był brak decyzji. Sąd rodzinny patrzył na sąd karny, sąd karny na prokuraturę i wszystko stało w miejscu. W sprawie karnej pana Q. o znęcanie także złożyłem wnioski o powołanie zespołu seksuologów dla ustalenia motywów z jakich działał oskarżony. Złożyłem też wniosek o specjalistyczne badanie całej rodziny tj. o diagnozę rodziny w kierunku kazirodztwa. Bez decyzji. Oddalone pod koniec procesu. Złożyłem wniosek o zbadanie psychiatryczne oskarżonego, dysponowałem zaświadczeniem sprzed kilku lat, w którym psychiatra przy przypadkowym badaniu stwierdzał zaburzenia osobowości. Oddalone.

W międzyczasie najstarszy syn napisał z zakładu psychiatrycznego list do sądu rodzinnego. Chciał mieć kontakty z ojcem. Tu podjęto działania błyskawicznie. Doszło do oficjalnych kontaktów z ojcem, klientka jest pewna, że te kontakty nastąpiły już wcześniej. Chłopiec pojawił się na rozprawie w sprawie karnej, moje pierwsze zadane mu pytanie dotyczyło zegarka, który miał na ręce – szwajcarskiego Pulsara. Przyznał, że zegarek niedawno kupił mu pan Q. Później dowiedziałem się od klientki, że chłopiec był od dziecka bardzo zafascynowany zegarkami, że zaczął bardzo wcześnie mówić i jego pierwsze słowa dotyczyły zegarków. Podczas zeznań tak wyeksponował ten zegarek, że bez trudu go zauważyłem. Złożył inne zeznania, stwierdził, że „akcje” wymyślił. Opis akcji był jednak tak drastyczny, że samo ich wymyślenie budzi wątpliwości, czy jest możliwe. Nikt się jednak nad tym nie zastanawiał. Na pytanie dotyczące notatki, w której miał pretensje do matki o to, że się nigdy nie obudziła, powiedział, że bodajże to zmyślił albo ktoś mu kazał tak napisać…W międzyczasie dwie osoby-małżeństwo z ośrodka rekolekcyjnego zmieniły zeznania. Dziwnym trafem jedna z tych osób utrzymująca się z dorywczych prac nagle dostała intratną pracę za granicą i wyjechała. Obie te osoby jeszcze jako nieletnie miały przeszłość kryminalną, do ośrodka rekolekcyjnego trafiali też tacy ludzie, z rozmaitymi problemami.

Czy to takie śmieszne czyli szydzenie z pokrzywdzonych

Po tym jak matka dzieci poprosiła o pomoc mass media, dzieci pisały pisma do różnych instytucji. Matka i dzieci stały się więc wrogami olsztyńskich organów ścigania. Na sprawach pojawiali się dziennikarze, a to coś, czego w sądach nie lubi się najbardziej. Prokuratura prowadziła sprawę czynów pedofilskich po swojemu, szukała psychologów do opiniowania zamiast seksuologów. Dziwnym trafem opinię skierowano do miasta, w którym mieszkał ten psycholog pomagający panu Q., występujący jako jego świadek w kilku sprawach. Dziwnym trafem było to to samo środowisko naukowe. Złożyłem wniosek o wyłączenie tych biegłych, na skutek pisma wyłączyli się sami. Opinię przekazano do Gdańska, ale także nie do seksuologów tylko do dwóch psycholożek. Prokuratura zaczęła robić mojej klientce i mi zarzuty, że utrudniamy przeprowadzenie opinii. Klientka pojechała z dziećmi do Gdańska, zadzwoniła do mnie i powiedziała z wyrzutem, że te biegłe kazały dzieciom czekać na deszczu na badanie. Biegłe z Gdańska napisały opinię, w której napisały dokładnie to, co pojawiło się wcześniej, dzieci zostały zaindukowane. Co ciekawe przez dwie kobiety i co ciekawsze te dwie kobiety mają zaburzenia seksualne według tych biegłych. Tyle, że według biegłych psycholożek te zaburzenia dotyczyć miały czynów opisywanych przez najstarszego syna klientki, czyli także czynów wobec zwierząt. Dziwnym trafem dwie kobiety miałyby mieć takie same zaburzenia. Pomyślałem, że zaburzona według tych psycholożek pewnie jest także terapeutka dzieci i psycholog ze Śląska, która napisała, że rodzina może być typem rodziny kazirodczej. Jednej z tych kobiet te biegłe w ogóle nie widziały i nie badały – pani T. Matkę dzieci biegłe nie będące seksuologami zbadały wykonując opinię nt. dzieci. Kilkakrotnie stwierdziły, że jest zaburzona, czyli wersja zgodna z linią pana Q. Na podstawie tej opinii w innej sprawie przeprowadzono badanie psychiatryczne mojej klientki przez biegłych psychiatrów. Psychiatrzy stwierdzili brak zaburzeń, pełną poczytalność, wyrazili wobec klientki zdziwienie skierowaniem jej do nich na badanie psychiatryczne. Przeciwko biegłym z Gdańska wniesiony został w 2015 roku pozew cywilny o naruszenie dóbr osobistych polegające na stwierdzeniu, że ktoś ma fiksacje seksualne bez zbadania tej osoby i niezgodnie z rzeczywistym stanem rzeczy. Sprawa jest w toku.

Po uzyskaniu opinii psycholożek z Gdańska prokuratura pośpiesznie umorzyła postępowanie o czyny pedofilskie. Nie mieliśmy dostępu do tych akt ale rozpoczęła się już sprawa rozwodowa z pozwu mojej klientki. Przeglądając akta w sądzie rozwodowym klientka zobaczyła kopię postanowienia o umorzeniu. Zobaczyła to piątego dnia od wydania postanowienia. Napisałem w dwa dni zażalenie. Wniesione w terminie. Prokuratura uznała jednak, że zostało wniesione przez osobę nieuprawnioną do reprezentowania dzieci. Złożyłem zażalenie do sądu, miałem pełnomocnictwa trójki dzieci. Sąd Rejonowy w Olsztynie utrzymał w mocy postanowienie prokuratury, tym samym wyczerpana została droga krajowa. Złożyłem skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka zarzucając przede wszystkim wadliwą reprezentację dzieci, których w tym postępowaniu nikt praktycznie nie reprezentował, kurator nie kontaktował się z nimi, nie informowano ich o postępowaniu, nikt się z nimi nie liczył. Skarga przeciwko Polsce jest w Trybunale.

W międzyczasie w maju 2014 roku miało miejsce przesłuchanie dzieci w niebieskim pokoju. Doszło do niego na skutek wniosku oskarżonego pana Q. W takim przesłuchaniu obligatoryjnie bierze udział psycholog. Sąd do przesłuchania dzieci wyznaczył biegłego psychologa – mężczyznę. Złożyłem wniosek o powołanie psychologa kobiety, uzasadniałem, że mają być przesłuchiwane trzy dziewczynki, dla których obecność mężczyzny psychologa stanowi dodatkowy stres. Sąd uznał, że mężczyzna psycholog pozwoli na dodatkowe sprawdzenie reakcji dziecka dziewczynki na mężczyznę. Uznano pomimo naszego sprzeciwu, że należy przeprowadzić taki eksperyment…tyle, że kosztem dziecka. Przesłuchanie odbyło się w prowizorycznym niebieskim pokoju bo sąd znajdował się w tymczasowej siedzibie. Zgodnie z przepisami taki pokój powinien być wyposażony w kamerę umieszczoną także w taki sposób, by rejestrowała reakcję dziecka jak zasłania twarz, opuszcza głowę – tego nie było, pomimo, że zwracałem na to uwagę. Ale to detale…Dopuszczony przez sąd psycholog-mężczyzna wyglądał tak, że ja jako dziecko nie powiedziałbym w jego obecności ani jednego słowa. W czasie przesłuchania realizował jeden tylko kierunek – niedowierzania dzieciom. Zeznania dzieci chyba denerwowały przesłuchujących. Podczas zeznań najstarszej nastąpiła nagle cisza i dziewczynka zapytała ”czy to takie śmieszne to o czym ja mówię?”. Powiedziała nam później, że się uśmiechali. Na nagraniu z kamery widać jak wymieniają spojrzenia w reakcji na zeznania dziecka. Przesłuchanie najmłodszej dziewczynki było najbardziej beznadziejne. Sprowadziło się do zadawania przez psychologa pytania czy dziecko ma jakąś tajemnicę z mamą. Dziewczynka machała nogami, kręciła głową i tyle z przesłuchania. Nie nawiązał z nią żadnego kontaktu i pytał o tajemnicę, dziecko nie wiedziało kompletnie o co mu chodzi. Przesłuchanie trzeciej dziewczynki było prowadzone bardzo agresywnie. Po przesłuchaniu psycholog nie zapanował nad sobą i powiedział „jesteście przygotowane”, oczywiście nie ujęto tego w protokole. Pozwolono nam zadać pytanie czy dzieci chcą kontaktów z panem Q. Żadne z dzieci nie chciało, jedna dziewczynka po tego rodzaju pytaniu rozpłakała się.

Pytanie pokrzywdzonej „czy to jest takie śmieszne” oczywiście nie znalazło się w protokole ale jest na nagraniu.

W odniesieniu do sposobu przesłuchania dzieci przez psychologa warto wspomnieć, że z dziećmi rozmawiały także dwie dziennikarki, jedna z TVP2, druga z Polsatu. Warto o tym wspomnieć, bo to, co nie udało się biegłemu psychologowi z listy sądowej z Olsztynie, najpierw dziennikarce TVP2 a później Polsat zajęło kilka sekund. Widoczna była ogromna różnica poziomu i co tu kryć, profesjonalizm dziennikarski. Myślę, że dzieci wyczuły, że ktoś je poważnie traktuje i im wierzy. Z tych rozmów są nagrania, bez ukazania wizerunku dzieci, ze zniekształconym głosem i bez zniekształconego głosu. Telewizja Polsat udostępniła nam nagranie, które przekazaliśmy do sądu jako dowód.

 

Co zrobi prokurator po publicznym ujawnieniu jego błędów?

Co mówi złodziej złapany za rękę podczas kradzieży? To nie jest moja ręka. Co robi prokurator którego błędy zostały publicznie ujawnione? Oskarża. Może to zrobić w Polsce bez jakiejkolwiek nawet odpowiedzialności. Moja klientka widząc co ma miejsce w sprawie poinformowała o tym, jak wspomniałem wyżej, przedstawicieli mass mediów. Ukazał się reportaż w TVP2 pt. „Tatuś tak was kocha”1 oraz artykuły w prasie „Usypiał żonę i szedł do dziecięcej sypialni, czy ojciec molestował szóstkę swoich dzieci?2, „Ojciec pedofil. Usypiał żonę i szedł do dzieci”3. Każda z publikacji w krytyczny sposób pokazywała olsztyńską prokuraturę. A prokuratura wiedziała, że informację o sposobie prowadzenia tej sprawy mediom przekazała matka dzieci. Po ukazaniu się reportażu w TVP2 na temat sprawy wszczęto postępowanie wobec matki dzieci – tak to się w dziwny sposób zbiegło w czasie. Zostało umorzone i podjęte po liście najstarszego syna do pana Q, po zmianie jego zeznań. Szybko poprowadzono czynności i wniesiono akt oskarżenia o znęcanie nad dziećmi – przeciwko matce i…przeciwko Pani T., matce zarzucono że biła dzieci, a pani T. że ją do tego podżegała. Czynności wykonano tak szybko, że nie wyjęto z akt odręcznych notatek „matka stawała w obronie dzieci”, „matka nie biła dzieci”. Te notatki są na wykonanych przez nas fotokopiach akt sprawy.

Oskarżono więc o podżeganie do bicia dzieci kobietę, która wcześniej przyłożyła w twarz panu Q. i powiedziała „zobacz co czuje dziecko bite w twarz”. Oskarżono matkę dzieci, która przed przemocą uciekła z nimi z domu. Zarzucono jej że w ramach przemocy zamknęła najstarszego syna w zakładzie psychiatrycznym. Sprawę sądową poprowadzono w dziwny sposób, wiele już widziałem ale pierwszy raz sędzia mówił do mnie „odbieram panu głos” gdy chciałem złożyć wniosek o odebranie wyjaśnień od klientki. Na jednej z rozpraw, gdy przesłuchiwano biegłe psycholożki z Gdańska i gdy sędzia nie pozwalała zadać im pytań przez moją klientkę wstałem i ustnie złożyłem wniosek o wyłączenie sędzi. Uzasadniłem uniemożliwianiem zadawania pytań oraz składania oświadczeń przez oskarżoną, co oznacza aprioryczne nastawienie sędziego do sprawy. Co do tego wniosku ta sędzia wydała postanowienie tzn. orzekła że pozostawia go bez rozpoznania… Powiedziałem wtedy klientce, że już jest po sprawie, że proces właśnie się skończył. Sędzia która sama orzekła o wniosku o jej wyłączenie wydała później wyrok, co ciekawe pod usprawiedliwioną, bo ze zwolnieniem od lekarza sądowego nieobecność mojej klientki; pani T. była po operacji i napisała o tym do sądu.Żaden z ponad dziesięciu wniosków, jakie złożyła pani T. nie został przez tę sędzię uwzględniony – wszystkie sumarycznie oddalone na koniec procesu. Złożyłem w tej sprawie apelację nie czekając na uzasadnienie, w 6 dni po ogłoszeniu wyroku. Takie apelacje są najciekawsze, wystarczają dwa zarzuty. Wystarcza nawet jeden, bo każda czynność podjęta przez sędziego, co do którego złożono wniosek o wyłączenie, a który nie został rozpoznany jest bezskuteczna, sensu nie ma nawet pisanie uzasadnienia do nieprawomocnego wyroku.

Dlaczego wniesiono oskarżenie przeciwko tym dwóm kobietom? Po pierwsze był to odwet za poinformowanie mass mediów o inercji prokuratury, po drugie był to zabieg socjotechniczny. W ten sposób miał być rozwiązany problem domagania się, by wyjaśniona została sprawa siatki pedofilskiej. Znęcał się ojciec, znęcała się matka, a dzieci wszystko zmyśliły. Takie jest rozumowanie taktyczne kogoś, kto od tej strony prowadzi tą sprawę. Błąd w tym rozumowaniu polega na tym, że oskarżenie matki i kobiety, która pomogła dzieciom powoduje, że ta sprawa jest niestety ale jeszcze ciekawsza, tak zresztą powiedziałem w swojej mowie obrończej. W mowie obrończej, chociaż nie reprezentowałem pani T. powiedziałem, że jej wina polega na tym, że zaufały jej dzieci i opowiedziały jej swoje historie. Wina matki polega na tym, że walczy o dzieci. W 2012 roku sama poddała swoją władzę nadzorowi kuratorów – by była transparentna. Oczywiście raporty kuratorów od 2012 roku stwierdziły wzorowy stosunek do dzieci i odzwierciedliły atmosferę panującą w domu, atmosferę bezpieczeństwa dla dzieci ze strony matki. Sędzia, która pozostawiła wniosek o jej wyłączenie bez rozpoznania nie była zainteresowana przesłuchiwaniem tych kuratorów, skazała obie kobiety na maksymalne kary w zawieszeniu 2 lata na 5. Dodatkowo obie mają zakaz kontaktów ze sobą i obie dozór kuratora – a przecież w 2012 roku moja klientka sama poddała swoją władzę rodzicielską dozorowi kuratora bo nie miała nic do ukrycia… W sprawie pana Q. olsztyński sąd nieprawomocnie wymierzył mu karę łagodniejszą i uniewinnił go od zgwałcenia żony i znęcania się nad żoną. Ja domagałem się dla niego kary 6 lat pozbawienia wolności z uwagi na motyw zboczenia seksualnego, prokurator kary w zawieszeniu. Sąd uznał że motyw nie jest ważny, a moje żądanie wykracza poza granice aktu oskarżenia, co jest nieporozumieniem, bo przy każdym czynie należy ustalić z jakich pobudek działał sprawca. Temat motywacji, czyli dlaczego pan Q. bił dzieci, nie okazał się jednak ważny. Nieprawomocna kara wymierzona mojej klientce, która uciekła z dziećmi z domu przed przemocą jest wyższa od nieprawomocnej kary wymierzonej wobec pana Q.

 

Zagrożenie i pozew pokrzywdzonej o 500 tys. zł

 

Aktualne największe zagrożenie dla mojej klientki i jej dzieci płynie ze strony olsztyńskiego wymiaru sprawiedliwości, który powinien ją chronić. Toczy się sprawa rozwodowa, w której sąd nakazał mojej klientce doprowadzanie dzieci na kontakty z panem Q. Nie miało znaczenia to co one mówią i to co powiedziały w niebieskim pokoju. Uzasadniając postanowienie sędzia Sądu Okręgowego w Olsztynie powiedziała klientce, że jeśli nie doprowadzi dzieci na kontakty, to stwierdzi jej niewydolność wychowawczą i umieści dzieci w rodzinie zastępczej, co wcześniej robiła, a sąd wyższej instancji zatwierdzał…Niestety orzeczenie i uzasadnienie ogłoszono przy wyłączonej rejestracji dźwięku, obecne były klientka i aplikantka adwokacka. Wcześniej dla pana Q. sąd ustanowił kontakty z dziećmi. Pan Q. przychodził pod dom dzieci, a one krzyczały „idź stąd pedofilu”, nigdy do niego nie wyszły. Klientka została ukarana grzywną za brak kontaktów. Nikt nie słuchał, że dzieci nie chcą do niego wyjść.

Siódmego stycznia 2016 roku do Sadu Okręgowego wpłynął pozew najstarszej dziewczyny. Pozew przeciwko trzem prokuratorom z Prokuratury Rejonowej Olsztyn-Północ w Olsztynie, Sądowi Rejonowemu w Olsztynie i Sądowi Okręgowemu w Olsztynie. Podstawą pozwu jest naruszenie godności uczestnika postępowania sądowego. Nikt nie może się śmiać z dziecka, które zeznaje w niebieskim pokoju, nawet jeśli nie wierzy w to co mówi. Nie może mieć miejsca taka sytuacja, kiedy dziecko mówi „czy to jest takie śmieszne to o czym ja mówię?”. Pozew dotyczy też błędów prokuratorskich w prowadzeniu sprawy, niewłaściwej reprezentacji dziecka w postępowaniach, nieliczenia się z jego zdaniem w sprawie kontaktów. Sądy w Olsztynie liczyły się tylko ze zdaniem najstarszego syna mojej klientki po tym jak zmienił zeznania, inne dzieci wielokrotnie pisały do sądów co wzbudzało jedynie poddenerwowanie przedstawicieli władzy sądowniczej. Prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie na pewnym etapie sprawy osobiście złożył wniosek do sądu rodzinnego, w którym sugerował umieszczenie dzieci w rodzinie zastępczej. W wyniku złożenia pozwu będzie mógł wypowiedzieć się werbalnie ale już przed innym sądem, chyba, że pozew przeciwko Sądowi Okręgowemu w Olsztynie rozpozna…Sąd Okręgowy w Olsztynie. Dziewczyna złożyła pozew osobiście, złożyła wniosek o wyznaczenie jej kuratora. Za kilka miesięcy uzyska pełnoletność. Rozmawiałem z nią, pozew został napisany zgodnie z jej wcześniejszymi pismami do prezesa sądu, Rzecznika Praw Obywatelskich, Rzecznika Praw Dziecka. Jest to prawdopodobnie pierwszy tego rodzaju pozew w Polsce. Dziewczyna poprosiła, żebym wskazał siebie jako kandydata na kuratora. W rozmowie telefonicznej powiedziałem jej „ja wam wierzę”. Powiedziała dziękuję.

 

Podsumowanie

 

To pismo jest zawiadomieniem o przestępstwie. Zawiadomienie dotyczy niedopełnienia obowiązków (art. 231 KK) przez funkcjonariuszy publicznych-prokuratorów. Interes, który został naruszony to dobro dzieci. Czyny polegały w szczególności na niezabezpieczeniu komputera i telefonu ojca dzieci pomimo treści ich zeznań i sygnalizacji ze strony adwokata. Zawiadomienie kieruję formalnie do Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta, ale przesyłam do wiadomości z wnioskiem o podjęcie działań przez Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro. Pisma do Prokuratora Generalnego A. Seremeta pisaliśmy ja i moja klientka w 2012 roku, był czas na działanie, którego formalny zwierzchnik Prokuratury w Polsce nie podjął. Dla mnie jest oczywiste, że zawiadomienie nie może być rozpoznawane w Olsztynie i formalnie wnoszę o przekazanie zawiadomienia do innej jednostki. Z doniesień medialnych wiadomo, że Minister Sprawiedliwości zamierza stworzyć jednostkę prokuratury do tego rodzaju postępowań – to jest właśnie taka sprawa.

Wobec złożenia zawiadomienia o przestępstwie i pozwu przeciwko prokuratorom i innych moich działań w sprawie jasne jest, że będę wrogiem olsztyńskich organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Nie ma to większego znaczenia, chyba od jakiegoś czasu tym wrogiem już jestem, bo ośmieliłem się pokazywać palcem co należy robić i zwracałem uwagę na sposób reprezentowania i traktowania pokrzywdzonych dzieci. Mam szczerze dość patrzenia na błędy, które prowadzą do zniszczenia materiału dowodowego, a staje się to typowe dla każdej większej sprawy w której reprezentuję pokrzywdzonych. Zawiadomienie zostało napisane w publicystyczny sposób po to, żeby zwrócić uwagę opinii publicznej na błędy w sprawie. Powinno uzmysłowić też wielu osobom stan w jakim znajdują się polskie organy ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Publiczny charakter zawiadomienia ma także na celu ochronę mojej klientki, jej dzieci, innych osób udzielających wsparcia a także moją. Nikt z nas nie wie co może się wydarzyć, żyjemy w państwie, w którym sędzia straszy matkę dzieci, że jak ich nie doprowadzi na kontakty z ojcem - których nie chcą - to uzna ją za niewydolną wychowawczo i odda dzieci do rodziny zastępczej. Inna sędzia sama rozpoznaje wniosek o jej wyłączenie ze sprawy i wydaje wyrok, a do adwokata zgłaszającego wniosek mówi „odbieram panu głos”. Prokurator wzywa do uzupełnienia jasnego wniosku dowodowego o zabezpieczenie telefonu, czyli czynności, którą powinien wykonać sam tego samego dnia, w którym dziecko składa zeznania. W takich absurdach, które dotyczą losów ludzkich może wydarzyć się wszystko. Moja klientka i jej dzieci mają od dawna świadomość zagrożenia – ze strony organów wymiaru sprawiedliwości, a powinny mieć przez te organy zapewnione poczucie bezpieczeństwa.

Opisane wyżej błędy popełniono w sprawie Prokuratury Rejonowej Olsztyn-Północ w Olsztynie sygn. akt 1 Ds. 161/12, a następnie za sygnaturą 1 Ds. 2429/12, a następnie za sygnaturą 1 Ds. 31/14.

Treść zawiadomienia zostaje przekazana mass mediom, o każdym działaniu podjętym przeciwko klientce i jej dzieciom, a także przeciwko innym osobom udzielającym im pomocy będą informowane mass media.

 

PS. Materiały, w tym fotokopie akt spraw, o których mowa wyżej, nagrania audio video z niebieskiego pokoju zostały skopiowane i są przechowywane w kilku miejscach, gdyby np. zaginęły z akt sprawy…zostaną wtedy udostępnione na wniosek bez konieczności przeszukania; przeszukanie należało przeprowadzić w maju 2012 roku u pana Q…

 

adwokat Grzegorz Gozdór

Czytajcie wywiad z mecenasem Gozdórem na temat tej sprawy - Te dzieci się zwyczajnie boją

 

Powrót
Reklama:

Podobne artykuły:

Zawiadomienie o niedopełnieniu obowiązków przez prokuratorów w sprawie siatki pedofilskiej

Niniejszy tekst jest zawiadomieniem o przestępstwie złożonym formalnie w dniu 9 stycznia 2016 r. do Prokuratora Generalnego, przesłanego także do Ministra Sprawiedliwości. Zawiadomienie dotyczy niedopełnienia obowiązków przez prokuratorów z Olsztyna w sprawie siatki pedofilskiej. Zawiadomienie sformułowałem w publicystyczny sposób ponieważ warto żeby z tą historią zapoznała się szersza grupa odbiorców. Podane zostały fakty. Treść jest drastyczna. Sygnatury spraw poniżej.

Zobacz co czuje dziecko bite po twarzy

Na początku roku 2012 otrzymałem informację o ucieczce kobiety z sześciorgiem dzieci i pytanie od tej kobiety czy przyjmę taką sprawę. Przyjąłem. Była mowa o znęcaniu się. Spotkałem się z tą kobietą pod Bydgoszczą, rozmawiałem w jakimś barze przy stacji benzynowej. Już po krótkiej rozmowie widać było że kobieta była typową ofiarą znęcania, sprowadzona przez męża do poziomu niewolnictwa, nie wykonująca pracy zawodowej. Podczas wstępnej rozmowy uderzył mnie jej strach przed mężem i dziwne okoliczności dotyczące jego przeszłości jak na przykład fakt, że pracował wcześniej jako opiekun dla noworodka i małych dzieci za granicą, co wydało mi się dziwnym zajęciem dla mężczyzny. Kobieta ukrywała się wówczas z dziećmi u znajomych, których poznała na wspólnych rekolekcjach, w toku była już chyba sprawa o znęcanie się nad nią i dziećmi. Na tych rekolekcjach była też podharcmistrz ZHP, prowadząca zajęcia z dziećmi, nazywana przez dzieci ciocią, to jej, jak się później okazało, dzieci zwierzały się z tego co je spotkało. Tą podharcmistrz nazwijmy dalej ciocią T. Po pobycie u znajomych w Gdańsku i w Bydgoszczy kobieta wraz z dziećmi uciekła do ośrodka dla ofiar przemocy w Olsztynie, tam otrzymała pomoc. W czasie ucieczki wszczęta została przez jej męża, nazwijmy go panem Q, sprawa rodzinna. Na pierwszej sprawie rodzinnej zeznania złożył pan Q. Wiedziałem już,że bił dzieci, w tym też, że bił 4-latkę po twarzy. Na moje pytania o bicie najmłodszej dziewczynki po twarzy odpowiedział, że tak, że zdarzało się, że to przecież normalne. Tym co powiedział wprawił w osłupienie sędziego, ale przede wszystkim swojego adwokata, który już później go nie reprezentował. Złożyłem wniosek o zakaz kontaktów pana Q z dziećmi i poddanie władzy mojej klientki nadzorowi kuratora – ot tak, żeby wszystko było transparentne, żeby była kontrola nad sprawowaniem przez nią opieki nad dziećmi. Sędzia zapytał czy na pewno chcę kontroli kuratora przez co sam ograniczam władzę rodzicielską klientki. Podtrzymałem wniosek, chcieliśmy, żeby wszystko było monitorowane, klientka nie miała nic do ukrycia i nie obawiała się żadnej kontroli z zewnątrz. Sędzia po tym, jak pan Q powiedział, że bicie 4-latki po twarzy jest czymś normalnym zakazał panu Q kontaktów z dziećmi. Była to jedna z niewielu dobrych decyzji olsztyńskiego wymiaru sprawiedliwości w tej sprawie.

Dzieci i matka wykorzystały zakaz i pod nieobecność pana Q wróciły do domu, który zresztą stanowił własność rodziców klientki i w którym oni także mieszkali. W domu klientka znalazła kilka dyktafonów ukrytych w różnych miejscach. Dzieci poczuły się w miarę bezpiecznie.

W sprawie rodzinnej, w tej w której sędzia zakazał kontaktów z dziećmi pan Q wezwał armię świadków, zeznawały także osoby z ośrodka rekolekcyjnego, w którym bywał z żoną. Atakował tych świadków, a najbardziej panią T., czyli tą podharcmistrz która miała najlepszy kontakt z jego dziećmi. Szczególne znaczenie ma incydent, który miał miejsce w ośrodku, o który także pytał pan Q podczas rozpraw. Pan Q miał żal do pani T. o to, że go uderzyła w twarz. Tak chyba było, T. rzeczywiście dała mu w twarz, ale powiedziała przy tym bardzo ważne dla całej sprawy słowa: „zobacz co czuje dziecko bite po twarzy”. Widać było, że ludzie z ośrodka stali się wrogami pana Q, bo to oni uświadomili jego żonie, że to co robi jej mąż nie jest normalne, oni też pomogli jej w ucieczce z domu.

 

Będzie wniosek o areszt

 

Po ucieczce z domu dzieci zaczęły mówić więcej. W ośrodku dla ofiar przemocy otrzymały opiekę i pomoc psychologa. Ktoś zasugerował spisywanie tego, co mówią dzieci oraz to, by same pisały. Na tym etapie była to sprawa o znęcanie, okazało się, że pan Q bił dzieci nie tylko po twarzy, okazało się, że zamykał się z nimi w pokoju i każdego dnia bił za cokolwiek. Wobec matki dzieci stosował przemoc psychiczną, była też fizyczna i seksualna. Dzieci pisały o rytuale codziennego bicia. Pamiętam, że wtedy zwróciłem na to uwagę. Z opisów było to psychopatyczne.

Pamiętam pierwsze przesłuchanie dzieci w niebieskim pokoju w sądzie rejonowym w Olsztynie. Najmłodsze miało chyba wtedy 5 lat, była czwórka dzieci, weszły do sądu za mną. Dzieci były trochę przestraszone ale przesłuchanie było dobrze prowadzone przez dwie kobiety sędzię i psychologa. Dzieci zeznały o tym jak były bite przez pana Q, były też pytania o matkę, dzieci zeznały, że matka ich nie biła i że ich broniła. Istotne jest, że prokuratura wszczęła później postępowanie w sprawie ewentualnego znęcania się matki nad dziećmi ale je umorzyła. Obok tych zeznań był opis mycia dzieci przez pana Q. To już nie było mycie, to były czynności seksualne. Słuchający ze mną obok na słuchawkach w niebieskim pokoju, jak się później okazało asesor prokuratorski, powiedział do mnie: „będzie wniosek o areszt”.

Pamiętam, że po wyjściu z niebieskiego pokoju powiedziałem klientce, że ci ludzie z tego ośrodka pomagając jej w ucieczce przerwali coś koszmarnego i uratowali przed tym najmłodsze dziecko. Złożyłem też wtedy wniosek dowodowy o zabezpieczenie telefonu i komputera pana Q, mój wniosek wpłynął do Prokuratury Rejonowej Olsztyn-Północ w Olsztynie dokładnie w dniu 24 maja 2012 roku. Napisałem we wniosku „wobec treści zeznań małoletnich dzieci należy przypuszczać, że w telefonie lub komputerze pana Q znajduje się istotny materiał dowodowy”. Pokazałem prokuratorom z Olsztyna palcem co należy zrobić, podpowiedziałem coś, co jest oczywiste dla laików. Laik nawet wie, że pedofil posiada gdzieś ukryte treści pedofilskie, bowiem dla niego jest to cenny materiał, a dzieci opisywały zachowania pedofilskie. Prokuratorzy,o ile pamiętam, zmieniali się w czasie przesłuchania, na pewno na każdym przesłuchaniu dzieci byli różni prokuratorzy, kuratora, który formalnie miał reprezentować dzieci nie było w ogóle.

Mieli wypasione komórki, jeden z nich był nieśmiały ale robił to samo

Już wtedy po pierwszych zeznaniach dzieci w niebieskim pokoju, a odbyło się to 10 maja 2012 roku, powinny mieć miejsce czynności prokuratury takie jak zatrzymanie i przeszukanie. Reprezentowałem dziecko pokrzywdzone pedofilią w sprawie prowadzonej w Wielkopolsce. W dwie godziny od zeznań dziewczynki policjanci byli w mieszkaniu osoby, którą wskazała. Sprawca, a był to jakiś dalszy wujek dziewczynki, został skazany za bezwzględną karę pozbawienia wolności. Wielkopolska policja i prokuratura czynności prowadziły szybko, niczego nie trzeba było im podpowiadać, robili wszystko sami. W Olsztynie, pomimo zeznań czwórki dzieci w niebieskim pokoju i najstarszego chłopca poza niebieskim pokojem, takie czynności jak zatrzymanie nie nastąpiły, chociaż słuchający ze mną zeznań dzieci w niebieskim pokoju asesor prokuratorski mówił, że będzie wniosek o areszt. Dzieci były już w terapii u seksuologa z Olsztyna. Terapeutka uzyskała od dzieci tego rodzaju oświadczenia, że sama złożyła wniosek do prokuratury o możliwości popełnienia przeciwko dzieciom przez pana Q czynów seksualnych, chodziło o te czynności związane z myciem. Dzieci mówiły więcej. Pamiętam, że podczas jednej z moich podróży do Olsztyna uzyskałem od klientki informację, że dzieci mówią o czymś jeszcze. Dzieci powiedziały już wprost co im robił, o tym jak przychodził w nocy, najstarsza trójka opisała biwaki, na które je zabierał – każde dziecko z osobna. Te biwaki były czymś w rodzaju jakiejś inicjacji, ale dzieci opisywały to co robił też wcześniej. Kazałem to w jakiś sposób udokumentować. Najstarszy chłopiec i dziewczynka opisali to, kopie pism trafiły do prokuratury z moim drugim wnioskiem o zabezpieczenie telefonu i komputera oraz z wnioskiem o przesłuchanie dzieci na nowe okoliczności. Ten wniosek napisałem 19 lipca 2012 roku, prezentata Prokuratury Rejonowej Olsztyn-Północ w Olsztynie jest z 24 lipca 2012 roku. Wniosłem o uzupełniające przesłuchanie dzieci, napisałem „z informacji przekazywanych przez dzieci matce wynika, że na nośnikach (telefon, komputer) mogą znajdować się materiały pornograficzne z udziałem nieletnich”.

Doszło do przesłuchania najstarszego chłopca w dniu 6 sierpnia 2012 roku. Przed przesłuchaniem do pokoju wszedł technik z kamerą, chłopiec zapytał mnie czy ta kamera musi tam być, powiedziałem, że taka jest teraz procedura. Chłopiec złożył zeznania w których opisał, jak od dziecka w tajemnicy przed matką pan Q przychodził do niego do pokoju, co z nim robił i co robili już później razem. Stwierdził, że sam czasem inicjował te zachowania i że odczuwał przyjemność. Powiedział, że nie bał się kontaktów seksualnych, ale tego, że jak o tym opowie to go pan Q skatuje i pobije. Powiedział o tym, że to samo pan Q robił jego rodzeństwu. We wszystkich zeznaniach chłopca pojawiło się charakterystyczne określenie na zachowania seksualne, często używał zwrotu „akcje”. Tak określił własne zachowania wobec najmłodszego rodzeństwa, zachowania seksualne. Zeznania chłopca potwierdziła siostra, która 21 sierpnia 2012 roku opowiedziała własną historię, bardzo podobną „z ojcem to było tak, że to się rozkręcało”, „bił mnie abym zapamiętała, że mam nikomu nie mówić”. Opisy bardzo szczegółowe, wyczerpujące zeznania spisane na 5 stronach protokołu.

Ten czas był kulminacyjnym dla sprawy. Ale wtedy w moim odczuciu coś się zacięło. Nie wiem co zadziałało, mogę się jedynie domyślać. Prokuratura nie poszukiwała dowodów, w tym zwłaszcza materialnych dla potwierdzenia zeznań dzieci, które w trakcie terapii psychologiczno-seksuologicznej zaczęły mówić więcej. Takim dowodem byłoby nagranie z telefonu lub komputera. W tego rodzaju sprawie, na tym etapie powinny nastąpić różne działania, w szczególności pokrzywdzone dzieci powinny być otoczone ochroną i opieką. Należało podejmować działania szybko i zdecydowanie. Pomimo, że dwa razy pokazałem palcem prokuratorom z Olsztyna co trzeba robić – zabezpieczyć telefon i komputer - nie działo się absolutnie nic. Na moje dwa wnioski o zabezpieczenie telefonu i komputera pana Q. prokurator prowadząca wtedy sprawę odpisała mi, żebym wskazał co chce udowodnić tymi czynnościami. Już wtedy powiedziałem klientce, że dzieje się coś złego, że ma miejsce jakieś dziwne zacięcie. To samo mówiła terapeutka dzieci. Także wtedy powiedziałem klientce, że dowody materialne (nagrania, filmy, zdjęcia) są bardzo ważne, że druga strona będzie robić z niej wariatkę – mówmy bez eufemizmów - i atakować wszystkich, którzy jej pomagają, że z tych ludzi też będą robić nawiedzonych i niezrównoważonych, a o dzieciach powiedzą, że kłamią. Zresztą już na sprawie rodzinnej wszczętej przez pana Q. pomagający mu psycholog powiedział o indukowaniu dzieci. Powiedział to podczas sprawy rodzinnej – tej, na której sąd orzekł zakaz kontaktów z dziećmi. Dowód materialny mogła uzyskać jedynie prokuratura w wyniku niezwłocznego zatrzymania nośników.

Ochronę i opiekę dzieciom zapewniała matka, której wymiar sprawiedliwości nie pomógł w absolutnie niczym, a do której docierało to, w jakim układzie tkwiła. Po jednym z przesłuchań mojej klientki powiedziała mi, że dziwnie się czuje. Powiedziała, że wcześniej miała migreny, bóle stawów a po ucieczce z dziećmi z domu tego nie ma. Później dzieci powiedziały, że miała podawane środki nasenne zwykle w herbatkach, które były podawane każdego wieczoru przez pana Q.

Dwudziestego drugiego sierpnia 2012 roku złożyłem wniosek dowodowy o przesłuchanie kolejnej dwójki dzieci, na nowe okoliczności. Załączyłem ich notatki i wyjaśniłem, że są w trakcie terapii seksuologicznej, podczas której ujawniają nowe fakty. Po tym wniosku do sprawy oficjalnie zgłosił się pełnomocnik (obrońca) pana Q. pomimo, że pan Q. nie był jeszcze stroną w sprawie. Wtedy złożyłem kolejne wnioski dowodowe. Było to pod koniec listopada 2012 roku. Wniosłem o powołanie zespołu biegłych pod przewodnictwem Prof. dr hab. Marii Beisert (Instytut Psychologii Uniwersytetu Adama Mickiewicza Pracownia Seksuologii Społecznej i Klinicznej) w celu wydania kompleksowej opinii w sprawie. Materiał, który już istniał w sprawie dawał podstawę do stwierdzenia, że nie jest to sprawa dla przypadkowego psychologa z listy biegłych sądowych, że powinni tu opiniować najlepsi, dodatkowo seksuologowie znający problematykę kazirodztwa i pedofilii. Wniosłem też ponownie o zabezpieczenie telefonu i komputera pana Q, napisałem w uzasadnieniu między innymi, żeby prokuratura zrobiła to chociażby dla prewencji wobec innych dzieci, podpowiedziałem, że sprawca tego rodzaju przestępstw może nie działać sam, że z materiału wynika że, to co robił z dziećmi nagrywał.

Jeszcze przed złożeniem wniosku, na początku listopada 2012 roku przesłuchane zostały kolejny raz dzieci. Kolejna siostra potwierdziła zeznania rodzeństwa i zeznała o tym, że zmuszał ich do robienia sobie nawzajem różnych czynności i że to nagrywał telefonem. Powiedziała, że „jak ktoś płakał to mówił, że to jest przyjemne, że po co płakać”, „mama jakoś dziwnie twardo spała”. Mówiła, że groził, że jeżeli ktoś powie mamie, to coś się komuś z rodziny stanie np. „ktoś będzie miał wypadek”. Opowiedziała, że pan Q. odbierał ich ze szkoły i jeździli do kolegów taty i „tam oni robili nam krzywdę i my sami nawzajem robiliśmy sobie krzywdę”, „to dom jednorodzinny, wchodziło się po schodkach, po prawej był korytarz, po lewej kuchnia, to się działo w salonie na kanapie”. Ci faceci mówili „twoje dzieci są już wyćwiczone”…, „jeden z nich miał obleśny głos”, „ten drugi był cichy, spokojny ale chętny do robienia nam tej krzywdy”. W oświadczeniach dzieci pojawiał się także mężczyzna bez palca u ręki, dzieci opisywały ich wygląd i wiek.

 

Eskalacja błędów

W czasie tych zeznań sprawa czynów seksualnych była już wyłączona do odrębnego rozpoznania – co było błędem, na który adwokat nie ma żadnego wpływu podobnie jak na inne działania prokuratury. Prokuratura rozdzieliła sprawę pana Q. o znęcanie się nad dziećmi i żoną od sprawy czynów seksualnych przeciwko dzieciom pomimo, że znęcanie się nad dziećmi było wyraźnie ukierunkowane tzn. były bite, żeby nie mówiły. Może chodziło o to, żebyśmy nie mieli już wglądu w akta sprawy, w której nie mogłem już reprezentować dzieci. Dzieci reprezentował kurator wyznaczony przez sąd, który nie składał już wniosków dowodowych. Prokuratury w tym momencie nie interesował los dzieci, nie zabezpieczono nośników, nie powołano seksuologa lub zespołu seksuologów. Zeznania dzieci podzielono w ten sposób, że mówią prawdę co do znęcania, a kłamią co do czynów seksualnych. Opinia jakiegoś autorytetu z zakresu seksuologii nie była potrzebna. W międzyczasie terapeutka dzieci napisała do prokuratury drugą notatkę, była już pewna, że w grę wchodzi także pornografia dziecięca i seksualne wyzyskiwanie dzieci. Dzieci pojechały z matką na spotkanie z psychologiem-seksuologiem na Śląsk. Psycholog po zbadaniu dzieci napisała, że rodzina może być rodziną kazirodczą z psychopatycznym sprawcą. Wielokrotnie składałem wnioski o przesłuchanie tej psycholog w różnych postępowaniach w charakterze świadka, ale nigdy taki dowód nie został przeprowadzony.

W tym czasie pan Q miał czas na działanie. Mógł zrobić wszystko, zniszczyć nagrania, uruchomić kontakty, zaatakować ludzi pomagających dzieciom i żonie. Miał nagrania audio, te w których nagrał swoją rodzinę, miał nagrania z rozmowami ze swoimi znajomymi, nagrywał też ludzi w ośrodku rekolekcyjnym. Próbował dotrzeć do dzieci i początkowo był w kontakcie z najstarszą córką której przekazał kartę do telefonu i wymieniał z nią listowanie korespondencję w umówionym miejscu. Opowiedziała o tym później. Był otoczony grupą ludzi, wśród których był psycholog – wykładowca akademicki, był też informatyk i inne osoby, powiedzmy z tzw. establishmentu. Jeździł po całej Polsce i organizował swoją obronę. Z ludzi, którzy byli w ośrodku rekolekcyjnym zrobił sektę, z żony próbował zrobić wariatkę. Panią T. oskarżył o…molestowanie seksualne swoich dzieci, na zasadzie „łapaj złodzieja”. Klientka bardzo obawiała się znajomości pana Q., zwłaszcza pomocy tego psychologa, który miał rozległe kontakty zawodowe. Ktoś od Pana Q. przyjechał nawet do Lublina. Byli w kancelarii u mojego kolegi adwokata. Po co przyjechali? Żeby zbadać grunt, sprawa chyba tego wymagała, żeby sprawdzić kim jest adwokat dzieci i matki, jaką ma opinię i po prostu czy można do niego dotrzeć. Byli tylko raz, później już nie przyjeżdżali.

Pan Q wygląda niegroźnie ale na rysunkach dzieci jest potworem, diabłem, odrażającą postacią. Nigdy nie widziałem go bardzo zdenerwowanego, nigdy nie zareagował impulsywnie na sali rozpraw. Raz widziałem go przestraszonego ale to był tylko moment. Przez lata kontroli nad tym co się działo nabył pewności siebie, utrzymał w tajemnicy to co robił dzieciom. Prawdopodobnie zbudował wokół siebie jakąś siatkę, która także daje mu bezpieczeństwo i bezkarność. Zupełnie inaczej zachowywał się oskarżony w sprawie którą prowadziłem w Wielkopolsce, tamten był przestraszony. Pan Q jakby z góry wiedział, że nic mu nie grozi. Jak się później okazało, nie tylko zostawił w domu dyktafony ale nagrywał swoją żonę i dzieci dużo wcześniej. Tylko po co? Olsztyńska prokuratura dała panu Q wszelkie możliwości zniszczenia dowodów i czas na przygotowanie wszystkiego. Myślę, że był zaskoczony, że pojawi się osoba, której zaufają dzieci i której się zwierzą. Tą osobą była pani T., czyli ciocia T. W ośrodku rekolekcyjnym był też ksiądz. Ksiądz wyjątkowy, on również zdemaskował pana Q. Pan Q. nigdy nie przypuszczał, że znajdą się ludzie którzy zareagują na krzywdę wyrządzaną dzieciom i że zauważą, że coś jest nie tak. Dzieci przerwały milczenie w momencie izolacji, znalazły powierniczkę – ciocię T.

Czas płynął, prokuratura nie zbierała dowodów. W tym czasie wpłynęła już skarga na przewlekłość prokuratury. Skierowaliśmy pisma do Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremety. Klientka pisała o pomoc do różnych instytucji m. in. do Rzecznika Praw Dziecka. Pojawiły się problemy z najstarszym synem, był agresywny. Ponadto wiadomo było, do czego się przyznał, że wykonywał czynności seksualne wobec rodzeństwa, w tym najmłodszego. Klientka podjęła leczenie psychiatryczne syna, jeden ośrodek odmówił pomocy z uwagi na brak stosownych środków zabezpieczenia na oddziale. Najstarszy syn, co do którego dużo wcześniej w Bydgoszczy zdiagnozowano występowanie jednocześnie kilku zboczeń, został w końcu umieszczony na leczenie w zakładzie psychiatrycznym. Oprócz zeznań napisał ponad 100 stron notatek, w których opisał różnorodne zachowania, w tym „akcje” podejmowane wobec innych dzieci, tzn. innych niż rodzeństwo. Było co najmniej dwoje takich dzieci – ofiar najstarszego syna mojej klientki. W jednej z tych notatek miał pretensje do matki, napisał „dlaczego nigdy się nie obudziłaś”, miał żal do matki, że twardo spała kiedy Q. przychodził do niego w nocy do sypialni. Ujawnił także, że wykonywał czynności wobec zwierząt, potwierdziła to w zeznaniach złożonych w prokuraturze jego terapeutka. Były też czynności podejmowane przez niego razem z panem Q wobec rodzeństwa.

Złożyliśmy do sądu rodzinnego wniosek o skierowanie chłopca na leczenie ale w olsztyńskim wymiarze sprawiedliwości jakiekolwiek nasze wnioski już nie miały szans. W toku była sprawa karna przeciwko panu Q o znęcanie się. Patrzyłem z dezaprobatą jak Pan Q. owija sobie ludzi wokół palca, jakich mechanizmów używa,na które nabierali się ludzie, którzy powinni się na tym znać. Widoczny był brak decyzji. Sąd rodzinny patrzył na sąd karny, sąd karny na prokuraturę i wszystko stało w miejscu. W sprawie karnej pana Q. o znęcanie także złożyłem wnioski o powołanie zespołu seksuologów dla ustalenia motywów z jakich działał oskarżony. Złożyłem też wniosek o specjalistyczne badanie całej rodziny tj. o diagnozę rodziny w kierunku kazirodztwa. Bez decyzji. Oddalone pod koniec procesu. Złożyłem wniosek o zbadanie psychiatryczne oskarżonego, dysponowałem zaświadczeniem sprzed kilku lat, w którym psychiatra przy przypadkowym badaniu stwierdzał zaburzenia osobowości. Oddalone.

W międzyczasie najstarszy syn napisał z zakładu psychiatrycznego list do sądu rodzinnego. Chciał mieć kontakty z ojcem. Tu podjęto działania błyskawicznie. Doszło do oficjalnych kontaktów z ojcem, klientka jest pewna, że te kontakty nastąpiły już wcześniej. Chłopiec pojawił się na rozprawie w sprawie karnej, moje pierwsze zadane mu pytanie dotyczyło zegarka, który miał na ręce – szwajcarskiego Pulsara. Przyznał, że zegarek niedawno kupił mu pan Q. Później dowiedziałem się od klientki, że chłopiec był od dziecka bardzo zafascynowany zegarkami, że zaczął bardzo wcześnie mówić i jego pierwsze słowa dotyczyły zegarków. Podczas zeznań tak wyeksponował ten zegarek, że bez trudu go zauważyłem. Złożył inne zeznania, stwierdził, że „akcje” wymyślił. Opis akcji był jednak tak drastyczny, że samo ich wymyślenie budzi wątpliwości, czy jest możliwe. Nikt się jednak nad tym nie zastanawiał. Na pytanie dotyczące notatki, w której miał pretensje do matki o to, że się nigdy nie obudziła, powiedział, że bodajże to zmyślił albo ktoś mu kazał tak napisać…W międzyczasie dwie osoby-małżeństwo z ośrodka rekolekcyjnego zmieniły zeznania. Dziwnym trafem jedna z tych osób utrzymująca się z dorywczych prac nagle dostała intratną pracę za granicą i wyjechała. Obie te osoby jeszcze jako nieletnie miały przeszłość kryminalną, do ośrodka rekolekcyjnego trafiali też tacy ludzie, z rozmaitymi problemami.

Czy to takie śmieszne czyli szydzenie z pokrzywdzonych

Po tym jak matka dzieci poprosiła o pomoc mass media, dzieci pisały pisma do różnych instytucji. Matka i dzieci stały się więc wrogami olsztyńskich organów ścigania. Na sprawach pojawiali się dziennikarze, a to coś, czego w sądach nie lubi się najbardziej. Prokuratura prowadziła sprawę czynów pedofilskich po swojemu, szukała psychologów do opiniowania zamiast seksuologów. Dziwnym trafem opinię skierowano do miasta, w którym mieszkał ten psycholog pomagający panu Q., występujący jako jego świadek w kilku sprawach. Dziwnym trafem było to to samo środowisko naukowe. Złożyłem wniosek o wyłączenie tych biegłych, na skutek pisma wyłączyli się sami. Opinię przekazano do Gdańska, ale także nie do seksuologów tylko do dwóch psycholożek. Prokuratura zaczęła robić mojej klientce i mi zarzuty, że utrudniamy przeprowadzenie opinii. Klientka pojechała z dziećmi do Gdańska, zadzwoniła do mnie i powiedziała z wyrzutem, że te biegłe kazały dzieciom czekać na deszczu na badanie. Biegłe z Gdańska napisały opinię, w której napisały dokładnie to, co pojawiło się wcześniej, dzieci zostały zaindukowane. Co ciekawe przez dwie kobiety i co ciekawsze te dwie kobiety mają zaburzenia seksualne według tych biegłych. Tyle, że według biegłych psycholożek te zaburzenia dotyczyć miały czynów opisywanych przez najstarszego syna klientki, czyli także czynów wobec zwierząt. Dziwnym trafem dwie kobiety miałyby mieć takie same zaburzenia. Pomyślałem, że zaburzona według tych psycholożek pewnie jest także terapeutka dzieci i psycholog ze Śląska, która napisała, że rodzina może być typem rodziny kazirodczej. Jednej z tych kobiet te biegłe w ogóle nie widziały i nie badały – pani T. Matkę dzieci biegłe nie będące seksuologami zbadały wykonując opinię nt. dzieci. Kilkakrotnie stwierdziły, że jest zaburzona, czyli wersja zgodna z linią pana Q. Na podstawie tej opinii w innej sprawie przeprowadzono badanie psychiatryczne mojej klientki przez biegłych psychiatrów. Psychiatrzy stwierdzili brak zaburzeń, pełną poczytalność, wyrazili wobec klientki zdziwienie skierowaniem jej do nich na badanie psychiatryczne. Przeciwko biegłym z Gdańska wniesiony został w 2015 roku pozew cywilny o naruszenie dóbr osobistych polegające na stwierdzeniu, że ktoś ma fiksacje seksualne bez zbadania tej osoby i niezgodnie z rzeczywistym stanem rzeczy. Sprawa jest w toku.

Po uzyskaniu opinii psycholożek z Gdańska prokuratura pośpiesznie umorzyła postępowanie o czyny pedofilskie. Nie mieliśmy dostępu do tych akt ale rozpoczęła się już sprawa rozwodowa z pozwu mojej klientki. Przeglądając akta w sądzie rozwodowym klientka zobaczyła kopię postanowienia o umorzeniu. Zobaczyła to piątego dnia od wydania postanowienia. Napisałem w dwa dni zażalenie. Wniesione w terminie. Prokuratura uznała jednak, że zostało wniesione przez osobę nieuprawnioną do reprezentowania dzieci. Złożyłem zażalenie do sądu, miałem pełnomocnictwa trójki dzieci. Sąd Rejonowy w Olsztynie utrzymał w mocy postanowienie prokuratury, tym samym wyczerpana została droga krajowa. Złożyłem skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka zarzucając przede wszystkim wadliwą reprezentację dzieci, których w tym postępowaniu nikt praktycznie nie reprezentował, kurator nie kontaktował się z nimi, nie informowano ich o postępowaniu, nikt się z nimi nie liczył. Skarga przeciwko Polsce jest w Trybunale.

W międzyczasie w maju 2014 roku miało miejsce przesłuchanie dzieci w niebieskim pokoju. Doszło do niego na skutek wniosku oskarżonego pana Q. W takim przesłuchaniu obligatoryjnie bierze udział psycholog. Sąd do przesłuchania dzieci wyznaczył biegłego psychologa – mężczyznę. Złożyłem wniosek o powołanie psychologa kobiety, uzasadniałem, że mają być przesłuchiwane trzy dziewczynki, dla których obecność mężczyzny psychologa stanowi dodatkowy stres. Sąd uznał, że mężczyzna psycholog pozwoli na dodatkowe sprawdzenie reakcji dziecka dziewczynki na mężczyznę. Uznano pomimo naszego sprzeciwu, że należy przeprowadzić taki eksperyment…tyle, że kosztem dziecka. Przesłuchanie odbyło się w prowizorycznym niebieskim pokoju bo sąd znajdował się w tymczasowej siedzibie. Zgodnie z przepisami taki pokój powinien być wyposażony w kamerę umieszczoną także w taki sposób, by rejestrowała reakcję dziecka jak zasłania twarz, opuszcza głowę – tego nie było, pomimo, że zwracałem na to uwagę. Ale to detale…Dopuszczony przez sąd psycholog-mężczyzna wyglądał tak, że ja jako dziecko nie powiedziałbym w jego obecności ani jednego słowa. W czasie przesłuchania realizował jeden tylko kierunek – niedowierzania dzieciom. Zeznania dzieci chyba denerwowały przesłuchujących. Podczas zeznań najstarszej nastąpiła nagle cisza i dziewczynka zapytała ”czy to takie śmieszne to o czym ja mówię?”. Powiedziała nam później, że się uśmiechali. Na nagraniu z kamery widać jak wymieniają spojrzenia w reakcji na zeznania dziecka. Przesłuchanie najmłodszej dziewczynki było najbardziej beznadziejne. Sprowadziło się do zadawania przez psychologa pytania czy dziecko ma jakąś tajemnicę z mamą. Dziewczynka machała nogami, kręciła głową i tyle z przesłuchania. Nie nawiązał z nią żadnego kontaktu i pytał o tajemnicę, dziecko nie wiedziało kompletnie o co mu chodzi. Przesłuchanie trzeciej dziewczynki było prowadzone bardzo agresywnie. Po przesłuchaniu psycholog nie zapanował nad sobą i powiedział „jesteście przygotowane”, oczywiście nie ujęto tego w protokole. Pozwolono nam zadać pytanie czy dzieci chcą kontaktów z panem Q. Żadne z dzieci nie chciało, jedna dziewczynka po tego rodzaju pytaniu rozpłakała się.

Pytanie pokrzywdzonej „czy to jest takie śmieszne” oczywiście nie znalazło się w protokole ale jest na nagraniu.

W odniesieniu do sposobu przesłuchania dzieci przez psychologa warto wspomnieć, że z dziećmi rozmawiały także dwie dziennikarki, jedna z TVP2, druga z Polsatu. Warto o tym wspomnieć, bo to, co nie udało się biegłemu psychologowi z listy sądowej z Olsztynie, najpierw dziennikarce TVP2 a później Polsat zajęło kilka sekund. Widoczna była ogromna różnica poziomu i co tu kryć, profesjonalizm dziennikarski. Myślę, że dzieci wyczuły, że ktoś je poważnie traktuje i im wierzy. Z tych rozmów są nagrania, bez ukazania wizerunku dzieci, ze zniekształconym głosem i bez zniekształconego głosu. Telewizja Polsat udostępniła nam nagranie, które przekazaliśmy do sądu jako dowód.

 

Co zrobi prokurator po publicznym ujawnieniu jego błędów?

Co mówi złodziej złapany za rękę podczas kradzieży? To nie jest moja ręka. Co robi prokurator którego błędy zostały publicznie ujawnione? Oskarża. Może to zrobić w Polsce bez jakiejkolwiek nawet odpowiedzialności. Moja klientka widząc co ma miejsce w sprawie poinformowała o tym, jak wspomniałem wyżej, przedstawicieli mass mediów. Ukazał się reportaż w TVP2 pt. „Tatuś tak was kocha”1 oraz artykuły w prasie „Usypiał żonę i szedł do dziecięcej sypialni, czy ojciec molestował szóstkę swoich dzieci?2, „Ojciec pedofil. Usypiał żonę i szedł do dzieci”3. Każda z publikacji w krytyczny sposób pokazywała olsztyńską prokuraturę. A prokuratura wiedziała, że informację o sposobie prowadzenia tej sprawy mediom przekazała matka dzieci. Po ukazaniu się reportażu w TVP2 na temat sprawy wszczęto postępowanie wobec matki dzieci – tak to się w dziwny sposób zbiegło w czasie. Zostało umorzone i podjęte po liście najstarszego syna do pana Q, po zmianie jego zeznań. Szybko poprowadzono czynności i wniesiono akt oskarżenia o znęcanie nad dziećmi – przeciwko matce i…przeciwko Pani T., matce zarzucono że biła dzieci, a pani T. że ją do tego podżegała. Czynności wykonano tak szybko, że nie wyjęto z akt odręcznych notatek „matka stawała w obronie dzieci”, „matka nie biła dzieci”. Te notatki są na wykonanych przez nas fotokopiach akt sprawy.

Oskarżono więc o podżeganie do bicia dzieci kobietę, która wcześniej przyłożyła w twarz panu Q. i powiedziała „zobacz co czuje dziecko bite w twarz”. Oskarżono matkę dzieci, która przed przemocą uciekła z nimi z domu. Zarzucono jej że w ramach przemocy zamknęła najstarszego syna w zakładzie psychiatrycznym. Sprawę sądową poprowadzono w dziwny sposób, wiele już widziałem ale pierwszy raz sędzia mówił do mnie „odbieram panu głos” gdy chciałem złożyć wniosek o odebranie wyjaśnień od klientki. Na jednej z rozpraw, gdy przesłuchiwano biegłe psycholożki z Gdańska i gdy sędzia nie pozwalała zadać im pytań przez moją klientkę wstałem i ustnie złożyłem wniosek o wyłączenie sędzi. Uzasadniłem uniemożliwianiem zadawania pytań oraz składania oświadczeń przez oskarżoną, co oznacza aprioryczne nastawienie sędziego do sprawy. Co do tego wniosku ta sędzia wydała postanowienie tzn. orzekła że pozostawia go bez rozpoznania… Powiedziałem wtedy klientce, że już jest po sprawie, że proces właśnie się skończył. Sędzia która sama orzekła o wniosku o jej wyłączenie wydała później wyrok, co ciekawe pod usprawiedliwioną, bo ze zwolnieniem od lekarza sądowego nieobecność mojej klientki; pani T. była po operacji i napisała o tym do sądu.Żaden z ponad dziesięciu wniosków, jakie złożyła pani T. nie został przez tę sędzię uwzględniony – wszystkie sumarycznie oddalone na koniec procesu. Złożyłem w tej sprawie apelację nie czekając na uzasadnienie, w 6 dni po ogłoszeniu wyroku. Takie apelacje są najciekawsze, wystarczają dwa zarzuty. Wystarcza nawet jeden, bo każda czynność podjęta przez sędziego, co do którego złożono wniosek o wyłączenie, a który nie został rozpoznany jest bezskuteczna, sensu nie ma nawet pisanie uzasadnienia do nieprawomocnego wyroku.

Dlaczego wniesiono oskarżenie przeciwko tym dwóm kobietom? Po pierwsze był to odwet za poinformowanie mass mediów o inercji prokuratury, po drugie był to zabieg socjotechniczny. W ten sposób miał być rozwiązany problem domagania się, by wyjaśniona została sprawa siatki pedofilskiej. Znęcał się ojciec, znęcała się matka, a dzieci wszystko zmyśliły. Takie jest rozumowanie taktyczne kogoś, kto od tej strony prowadzi tą sprawę. Błąd w tym rozumowaniu polega na tym, że oskarżenie matki i kobiety, która pomogła dzieciom powoduje, że ta sprawa jest niestety ale jeszcze ciekawsza, tak zresztą powiedziałem w swojej mowie obrończej. W mowie obrończej, chociaż nie reprezentowałem pani T. powiedziałem, że jej wina polega na tym, że zaufały jej dzieci i opowiedziały jej swoje historie. Wina matki polega na tym, że walczy o dzieci. W 2012 roku sama poddała swoją władzę nadzorowi kuratorów – by była transparentna. Oczywiście raporty kuratorów od 2012 roku stwierdziły wzorowy stosunek do dzieci i odzwierciedliły atmosferę panującą w domu, atmosferę bezpieczeństwa dla dzieci ze strony matki. Sędzia, która pozostawiła wniosek o jej wyłączenie bez rozpoznania nie była zainteresowana przesłuchiwaniem tych kuratorów, skazała obie kobiety na maksymalne kary w zawieszeniu 2 lata na 5. Dodatkowo obie mają zakaz kontaktów ze sobą i obie dozór kuratora – a przecież w 2012 roku moja klientka sama poddała swoją władzę rodzicielską dozorowi kuratora bo nie miała nic do ukrycia… W sprawie pana Q. olsztyński sąd nieprawomocnie wymierzył mu karę łagodniejszą i uniewinnił go od zgwałcenia żony i znęcania się nad żoną. Ja domagałem się dla niego kary 6 lat pozbawienia wolności z uwagi na motyw zboczenia seksualnego, prokurator kary w zawieszeniu. Sąd uznał że motyw nie jest ważny, a moje żądanie wykracza poza granice aktu oskarżenia, co jest nieporozumieniem, bo przy każdym czynie należy ustalić z jakich pobudek działał sprawca. Temat motywacji, czyli dlaczego pan Q. bił dzieci, nie okazał się jednak ważny. Nieprawomocna kara wymierzona mojej klientce, która uciekła z dziećmi z domu przed przemocą jest wyższa od nieprawomocnej kary wymierzonej wobec pana Q.

 

Zagrożenie i pozew pokrzywdzonej o 500 tys. zł

 

Aktualne największe zagrożenie dla mojej klientki i jej dzieci płynie ze strony olsztyńskiego wymiaru sprawiedliwości, który powinien ją chronić. Toczy się sprawa rozwodowa, w której sąd nakazał mojej klientce doprowadzanie dzieci na kontakty z panem Q. Nie miało znaczenia to co one mówią i to co powiedziały w niebieskim pokoju. Uzasadniając postanowienie sędzia Sądu Okręgowego w Olsztynie powiedziała klientce, że jeśli nie doprowadzi dzieci na kontakty, to stwierdzi jej niewydolność wychowawczą i umieści dzieci w rodzinie zastępczej, co wcześniej robiła, a sąd wyższej instancji zatwierdzał…Niestety orzeczenie i uzasadnienie ogłoszono przy wyłączonej rejestracji dźwięku, obecne były klientka i aplikantka adwokacka. Wcześniej dla pana Q. sąd ustanowił kontakty z dziećmi. Pan Q. przychodził pod dom dzieci, a one krzyczały „idź stąd pedofilu”, nigdy do niego nie wyszły. Klientka została ukarana grzywną za brak kontaktów. Nikt nie słuchał, że dzieci nie chcą do niego wyjść.

Siódmego stycznia 2016 roku do Sadu Okręgowego wpłynął pozew najstarszej dziewczyny. Pozew przeciwko trzem prokuratorom z Prokuratury Rejonowej Olsztyn-Północ w Olsztynie, Sądowi Rejonowemu w Olsztynie i Sądowi Okręgowemu w Olsztynie. Podstawą pozwu jest naruszenie godności uczestnika postępowania sądowego. Nikt nie może się śmiać z dziecka, które zeznaje w niebieskim pokoju, nawet jeśli nie wierzy w to co mówi. Nie może mieć miejsca taka sytuacja, kiedy dziecko mówi „czy to jest takie śmieszne to o czym ja mówię?”. Pozew dotyczy też błędów prokuratorskich w prowadzeniu sprawy, niewłaściwej reprezentacji dziecka w postępowaniach, nieliczenia się z jego zdaniem w sprawie kontaktów. Sądy w Olsztynie liczyły się tylko ze zdaniem najstarszego syna mojej klientki po tym jak zmienił zeznania, inne dzieci wielokrotnie pisały do sądów co wzbudzało jedynie poddenerwowanie przedstawicieli władzy sądowniczej. Prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie na pewnym etapie sprawy osobiście złożył wniosek do sądu rodzinnego, w którym sugerował umieszczenie dzieci w rodzinie zastępczej. W wyniku złożenia pozwu będzie mógł wypowiedzieć się werbalnie ale już przed innym sądem, chyba, że pozew przeciwko Sądowi Okręgowemu w Olsztynie rozpozna…Sąd Okręgowy w Olsztynie. Dziewczyna złożyła pozew osobiście, złożyła wniosek o wyznaczenie jej kuratora. Za kilka miesięcy uzyska pełnoletność. Rozmawiałem z nią, pozew został napisany zgodnie z jej wcześniejszymi pismami do prezesa sądu, Rzecznika Praw Obywatelskich, Rzecznika Praw Dziecka. Jest to prawdopodobnie pierwszy tego rodzaju pozew w Polsce. Dziewczyna poprosiła, żebym wskazał siebie jako kandydata na kuratora. W rozmowie telefonicznej powiedziałem jej „ja wam wierzę”. Powiedziała dziękuję.

 

Podsumowanie

 

To pismo jest zawiadomieniem o przestępstwie. Zawiadomienie dotyczy niedopełnienia obowiązków (art. 231 KK) przez funkcjonariuszy publicznych-prokuratorów. Interes, który został naruszony to dobro dzieci. Czyny polegały w szczególności na niezabezpieczeniu komputera i telefonu ojca dzieci pomimo treści ich zeznań i sygnalizacji ze strony adwokata. Zawiadomienie kieruję formalnie do Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta, ale przesyłam do wiadomości z wnioskiem o podjęcie działań przez Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro. Pisma do Prokuratora Generalnego A. Seremeta pisaliśmy ja i moja klientka w 2012 roku, był czas na działanie, którego formalny zwierzchnik Prokuratury w Polsce nie podjął. Dla mnie jest oczywiste, że zawiadomienie nie może być rozpoznawane w Olsztynie i formalnie wnoszę o przekazanie zawiadomienia do innej jednostki. Z doniesień medialnych wiadomo, że Minister Sprawiedliwości zamierza stworzyć jednostkę prokuratury do tego rodzaju postępowań – to jest właśnie taka sprawa.

Wobec złożenia zawiadomienia o przestępstwie i pozwu przeciwko prokuratorom i innych moich działań w sprawie jasne jest, że będę wrogiem olsztyńskich organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Nie ma to większego znaczenia, chyba od jakiegoś czasu tym wrogiem już jestem, bo ośmieliłem się pokazywać palcem co należy robić i zwracałem uwagę na sposób reprezentowania i traktowania pokrzywdzonych dzieci. Mam szczerze dość patrzenia na błędy, które prowadzą do zniszczenia materiału dowodowego, a staje się to typowe dla każdej większej sprawy w której reprezentuję pokrzywdzonych. Zawiadomienie zostało napisane w publicystyczny sposób po to, żeby zwrócić uwagę opinii publicznej na błędy w sprawie. Powinno uzmysłowić też wielu osobom stan w jakim znajdują się polskie organy ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Publiczny charakter zawiadomienia ma także na celu ochronę mojej klientki, jej dzieci, innych osób udzielających wsparcia a także moją. Nikt z nas nie wie co może się wydarzyć, żyjemy w państwie, w którym sędzia straszy matkę dzieci, że jak ich nie doprowadzi na kontakty z ojcem - których nie chcą - to uzna ją za niewydolną wychowawczo i odda dzieci do rodziny zastępczej. Inna sędzia sama rozpoznaje wniosek o jej wyłączenie ze sprawy i wydaje wyrok, a do adwokata zgłaszającego wniosek mówi „odbieram panu głos”. Prokurator wzywa do uzupełnienia jasnego wniosku dowodowego o zabezpieczenie telefonu, czyli czynności, którą powinien wykonać sam tego samego dnia, w którym dziecko składa zeznania. W takich absurdach, które dotyczą losów ludzkich może wydarzyć się wszystko. Moja klientka i jej dzieci mają od dawna świadomość zagrożenia – ze strony organów wymiaru sprawiedliwości, a powinny mieć przez te organy zapewnione poczucie bezpieczeństwa.

Opisane wyżej błędy popełniono w sprawie Prokuratury Rejonowej Olsztyn-Północ w Olsztynie sygn. akt 1 Ds. 161/12, a następnie za sygnaturą 1 Ds. 2429/12, a następnie za sygnaturą 1 Ds. 31/14.

Treść zawiadomienia zostaje przekazana mass mediom, o każdym działaniu podjętym przeciwko klientce i jej dzieciom, a także przeciwko innym osobom udzielającym im pomocy będą informowane mass media.

 

PS. Materiały, w tym fotokopie akt spraw, o których mowa wyżej, nagrania audio video z niebieskiego pokoju zostały skopiowane i są przechowywane w kilku miejscach, gdyby np. zaginęły z akt sprawy…zostaną wtedy udostępnione na wniosek bez konieczności przeszukania; przeszukanie należało przeprowadzić w maju 2012 roku u pana Q…

 

adwokat Grzegorz Gozdór

Czytajcie wywiad z mecenasem Gozdórem na temat tej sprawy - Te dzieci się zwyczajnie boją

 

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

pedofilia,  pedofil,  molestowanie,  Grzegorz Gozdór,  życie, 

Zostaw komentarz:

  • Komentarz od: ~Leon.   zgłoś nadużycie  

    Pani seksuolog po terapii dzieci stwierdziła co ? A kim jest ta Pani ? http://www.rodk.pl/?page_id=24490

  • Komentarz od: ~9JIZLX xescnifwqfov, [url=http://wkpsetoaaoyn.com/]wkpsetoaaoyn[/url], [link=http://klrtolhwbstq.com/]klrtolhwbstq[/link], http://goveuilmywkp.com/   zgłoś nadużycie  

    9JIZLX xescnifwqfov, [url=http://wkpsetoaaoyn.com/]wkpsetoaaoyn[/url], [link=http://klrtolhwbstq.com/]klrtolhwbstq[/link], http://goveuilmywkp.com/

  • Komentarz od: ~Antonina Markowski   zgłoś nadużycie  

    W trakcie czytania tegoż artykułu - doniesienia - im dalej wgłębiałam się w jego treść, tym bardziej \\\"włos jeżył mi się na głowie\\\" i ogarniała mnie złość. Brak mi słów na określenie losu tejże rodziny - matki i sześciorga dzieci, a także brak mi słów na postępowanie prokuratury i sędziów w olsztyńskiej palestrze. To nie mieści się w głowie, żeby tak lekceważono tam los tych dzieci. Nie dość, że przeżyły One horror ze strony \\\"tatusia\\\", to w dalszym ciągu wydarzeń przeżyły i dalej przeżywają horror ze strony palestry olsztyńskiej, która zgotowała tym dzieciom straszny los pokrzywdzonego. Czy zastanawiała się taka sędzina, czy ktoś z osób zajmujących się tą sprawą, jaką traumę przeżywają te dzieci ??? Przecież takich prokuratorów, sędziów powinno sie pozbawiać prawa wykonywania zawodu, odebrać dyplom prawniczy, odesłać do pracy w kamieniołomach !!! Czy oni potrafią spać spokojnie ???? Czy mają swoje rodziny, dzieci i czy chcieliby, żeby im dzieciom stało się podobnie ???? A, \\\"tatusia\\\" - powinno się za jaja powiesić w centralnym puncie miasta na publiczny widok i za karę, a przynajmniej wypalić piętno pedofila na czole, by każdy wiedział z kim ma do czynienia. W tej całej sprawie - jedynie ksiądz, udzielający pomocy tej rodzinie - został ukarany, gdyż został pozbawiony pełnionej funkcji. Czy słusznie ?????? Księże - biskupie ????? Za to, że czynił dobro ???? Dziękuję Panu, Grzegorzu Gozdór za to, że nieugięcie staje Pan w obronie pokrzywdzonych Dzieci i Ich Matki. Dziękuję za odwagę, otwarte serce i umysł i życzę, by i Pan i ta pokrzywdzona Rodzina wygraliście tę sprawę, z całego serca tego życzę. Jedno wiem, że nikt nie wynagrodzi tym dzieciom krzywd, jakie wyrządził Im ten \\\"tatuś\\\", nikt nie przywróci Im zniszczonego i zdeptanego dzieciństwa i krzywd tych nie da się wykreślić z Ich psychiki, że to zbrukanie będzie Im niestety towarzyszyło do końca Ich dni. (Wiem to, gdyż mamy w rodzinie taki przypadek). Życzę Im jednak, by przywrócono tym dzieciom Ich GODNOŚĆ, poczucie bezpieczeństwa, radość życia i WIARĘ w SPRAWIEDLIWOŚĆ !!! Panu, P. Mecenasie zaś życzę - też tej wiary, sił, zdrowia i tego, by dalej był Pan CZŁOWIEKIEM, nie tylko prawnikiem. Spotykając takich ludzi, jak Pan można uwierzyć, że świat \\\"nie zszedł jeszcze tak całkiem na psy\\\". CHYLĘ PRZED PANEM CZOŁO i tym okazuję Panu szacunek !!!

Powrót