Reklama

Od pomocy uchodźcom dystansuje się już polski Kościół. Pomimo apeli papieża Franciszka, Episkopat uważa, że pomoc to przede wszystkim sprawa rządu. Niektórzy przedstawiciele Kościoła w dość brutalny sposób dają wyraz swojej nieskrywanej niechęci. Kiedy słucham w Polskim Radio księdza profesora Waldemara Cisło, który mówi o tym by nie grać na emocjach pokazując zdjęcie utopionego dziecka, „którego nieroztropny ojciec wsiadł na łódkę na dziurawą łódkę, aby poprawić sobie życie”, myślę sobie, że chyba to nie jest po chrześcijańsku.

Hejty w internecie na temat tego zdjęcia to jeszcze inna sprawa. Nienawiść, która rozlała się wobec uciekających do Europy ludzi zaczyna budzić grozę.

 

Żeby była jasność. Nie jestem Matką Teresą i nie mam zamiaru pod swój własny dach przyjmować uciekających ludzi. Nie wymagam też tego od innych, choć wiem, że i w Polsce są tacy, którzy złożyli takie deklaracje. Ale nie możemy pozostać obojętni wobec fali uchodźców, którzy uciekają przed śmiercią i chcą poprawić swój los. Czego już robić nam nie wolno na pewno, to ziać w stosunku do nich nienawiścią. Nazywać bydłem, śmieciami, dziczą, proponować, by na nowo otworzyć bramy obozów koncentracyjny. Nie wolno też wokół imigrantów uprawiać kampanii politycznej, przerzucając całą odpowiedzialność na barki Ewy Kopacz. To nie jest sprawa rządu PO. To problem, który trzeba rozwiązać wspólnie.

 

W latach 80- tych rozlała się po świecie fala polskiej emigracji. Tak wiem, zaraz powiecie, że białych ludzi i chrześcijan. Jeździłam w tamtym czasie do Hiszpanii. Polaków bano się jak ognia, mówiono, że złodzieje, pijacy, nieroby. Na Puerta del Sol w Madrycie co wieczór zbierali się nasi rodacy. Pojechałam tam zrobić o nich reportaż. Myślicie, że rozmowa z nimi napawała mnie dumą, że byli to emigranci prześladowani z powodów politycznych? Nie, w większości wyjechali dla zarobku, pili z butelek tanie wino i zostawiali po sobie śmietnik. W owych czasach wstyd było mi mówić, kiedy ktoś pytał o moja narodowość, że jestem Polką. Tak, było mi zwyczajnie wstyd.

A jednak Hiszpanie nas u siebie przyjęli, wielu Polaków z tamtejszej emigracji mieszka tam do dziś. Codziennie do brzegów Wysp Kanaryjskich dobijają łodzie z emigrantami z Afryki. Nikomu nie przychodzi tam do głowy, by odesłać ich z powrotem na Czarny Ląd, by ich topić czy zamknąć w obozach koncentracyjnych. I choć są oczywistym problemem, pomaga im się, bo na tym polega ludzka solidarność.

 

Inny jest też sposób mówienia o imigrantach. Kilka dni temu La Vanguardia opublikowała na ten temat duży artykuł. Przypomina w nim, dlaczego ludzie uciekają, że są wśród nich również tacy, którzy dzięki ucieczce, zrobili wiele dla innych:

Lista znanych zesłańców jest ogromna. To min, Albert Einstein, twórca kultowych dżinsów Levi Strauss, ojciec socjaldemokracji, Willy Brandt, który uniknął pewnej śmierci z rąk nazistów, czy filmowiec Luis Buñuel, prześladowany przez dyktaturę Franco. Ale również bardzo współczesne postacie takie jak sekretarzy stanu USA Henry Kissinger i Madeleine Albright, której rodzice , aby uniknąć komory gazowej, reżyser Ang Lee (Życie Pi, Tajemnica Brokeback Mountain), Atig Ramini (2008 Nagroda Goncourt), który uciekł z rządzonego przez talibów Afganistanu i piosenkarka Gloria Estefan, imigrantka z Kuby. Inni spakowali torby ze względów ekonomicznych, jak rodzina burmistrz Paryża, Anne Hidalgo, lub tajwańskiego naukowca Davida Ho.”

 

To zaledwie fragment artykułu i długiej listy tych, którzy ocaleli dzięki temu, że jakiś kraj ich przyjął.

Nie zakładajmy więc z góry, że przybysze są „niewykształconą dziczą”, bandą terrorystów i nierobów. Nawet fakt posiadania przez nich komórek staje się obiektem kpin. Nie zakładajmy, że wszyscy są żebrakami, ciemnym ludem. A może jednak mają nam coś do zaoferowania? Być może dzięki temu, że do nas trafią, nauczą nas czegoś nowego, innego spojrzenia na świat, nie zamykania się w ksenofobicznym kraju.

Przykre jest też to, że na tle Europy Zachodniej to my ze swoim hejtem jawimy się jako „dzicz”. Oczywiście, wszędzie są głosy sprzeciwu, ale ani nie tak masowe, ani nie tak drastyczne.

Kiedy czytam komentarze w polskim internecie, zaczynam rozumieć, dlaczego powstały obozy koncentracyjne. Bo czuję, jak rozlewa się ta rzeka nienawiści wobec ludzi, którzy mieli nieszczęście żyć w kraju targanym wojną. I szczerze mówiąc bardziej mnie ta nienawiść przeraża niż wizja przyjazdu do Polski grupy imigrantów. Co zaś ciekawe, najwięcej zrozumienia dla prześladowanych ludzi mają w tej chwili Niemcy. I choćby z tego powodu powinno być nam podwójnie wstyd.

 

Magdalena Gorostiza

 

Powrót
Reklama:
Podobne artykuły:

Od pomocy uchodźcom dystansuje się już polski Kościół. Pomimo apeli papieża Franciszka, Episkopat uważa, że pomoc to przede wszystkim sprawa rządu. Niektórzy przedstawiciele Kościoła w dość brutalny sposób dają wyraz swojej nieskrywanej niechęci. Kiedy słucham w Polskim Radio księdza profesora Waldemara Cisło, który mówi o tym by nie grać na emocjach pokazując zdjęcie utopionego dziecka, „którego nieroztropny ojciec wsiadł na łódkę na dziurawą łódkę, aby poprawić sobie życie”, myślę sobie, że chyba to nie jest po chrześcijańsku.

Hejty w internecie na temat tego zdjęcia to jeszcze inna sprawa. Nienawiść, która rozlała się wobec uciekających do Europy ludzi zaczyna budzić grozę.

 

Żeby była jasność. Nie jestem Matką Teresą i nie mam zamiaru pod swój własny dach przyjmować uciekających ludzi. Nie wymagam też tego od innych, choć wiem, że i w Polsce są tacy, którzy złożyli takie deklaracje. Ale nie możemy pozostać obojętni wobec fali uchodźców, którzy uciekają przed śmiercią i chcą poprawić swój los. Czego już robić nam nie wolno na pewno, to ziać w stosunku do nich nienawiścią. Nazywać bydłem, śmieciami, dziczą, proponować, by na nowo otworzyć bramy obozów koncentracyjny. Nie wolno też wokół imigrantów uprawiać kampanii politycznej, przerzucając całą odpowiedzialność na barki Ewy Kopacz. To nie jest sprawa rządu PO. To problem, który trzeba rozwiązać wspólnie.

 

W latach 80- tych rozlała się po świecie fala polskiej emigracji. Tak wiem, zaraz powiecie, że białych ludzi i chrześcijan. Jeździłam w tamtym czasie do Hiszpanii. Polaków bano się jak ognia, mówiono, że złodzieje, pijacy, nieroby. Na Puerta del Sol w Madrycie co wieczór zbierali się nasi rodacy. Pojechałam tam zrobić o nich reportaż. Myślicie, że rozmowa z nimi napawała mnie dumą, że byli to emigranci prześladowani z powodów politycznych? Nie, w większości wyjechali dla zarobku, pili z butelek tanie wino i zostawiali po sobie śmietnik. W owych czasach wstyd było mi mówić, kiedy ktoś pytał o moja narodowość, że jestem Polką. Tak, było mi zwyczajnie wstyd.

A jednak Hiszpanie nas u siebie przyjęli, wielu Polaków z tamtejszej emigracji mieszka tam do dziś. Codziennie do brzegów Wysp Kanaryjskich dobijają łodzie z emigrantami z Afryki. Nikomu nie przychodzi tam do głowy, by odesłać ich z powrotem na Czarny Ląd, by ich topić czy zamknąć w obozach koncentracyjnych. I choć są oczywistym problemem, pomaga im się, bo na tym polega ludzka solidarność.

 

Inny jest też sposób mówienia o imigrantach. Kilka dni temu La Vanguardia opublikowała na ten temat duży artykuł. Przypomina w nim, dlaczego ludzie uciekają, że są wśród nich również tacy, którzy dzięki ucieczce, zrobili wiele dla innych:

Lista znanych zesłańców jest ogromna. To min, Albert Einstein, twórca kultowych dżinsów Levi Strauss, ojciec socjaldemokracji, Willy Brandt, który uniknął pewnej śmierci z rąk nazistów, czy filmowiec Luis Buñuel, prześladowany przez dyktaturę Franco. Ale również bardzo współczesne postacie takie jak sekretarzy stanu USA Henry Kissinger i Madeleine Albright, której rodzice , aby uniknąć komory gazowej, reżyser Ang Lee (Życie Pi, Tajemnica Brokeback Mountain), Atig Ramini (2008 Nagroda Goncourt), który uciekł z rządzonego przez talibów Afganistanu i piosenkarka Gloria Estefan, imigrantka z Kuby. Inni spakowali torby ze względów ekonomicznych, jak rodzina burmistrz Paryża, Anne Hidalgo, lub tajwańskiego naukowca Davida Ho.”

 

To zaledwie fragment artykułu i długiej listy tych, którzy ocaleli dzięki temu, że jakiś kraj ich przyjął.

Nie zakładajmy więc z góry, że przybysze są „niewykształconą dziczą”, bandą terrorystów i nierobów. Nawet fakt posiadania przez nich komórek staje się obiektem kpin. Nie zakładajmy, że wszyscy są żebrakami, ciemnym ludem. A może jednak mają nam coś do zaoferowania? Być może dzięki temu, że do nas trafią, nauczą nas czegoś nowego, innego spojrzenia na świat, nie zamykania się w ksenofobicznym kraju.

Przykre jest też to, że na tle Europy Zachodniej to my ze swoim hejtem jawimy się jako „dzicz”. Oczywiście, wszędzie są głosy sprzeciwu, ale ani nie tak masowe, ani nie tak drastyczne.

Kiedy czytam komentarze w polskim internecie, zaczynam rozumieć, dlaczego powstały obozy koncentracyjne. Bo czuję, jak rozlewa się ta rzeka nienawiści wobec ludzi, którzy mieli nieszczęście żyć w kraju targanym wojną. I szczerze mówiąc bardziej mnie ta nienawiść przeraża niż wizja przyjazdu do Polski grupy imigrantów. Co zaś ciekawe, najwięcej zrozumienia dla prześladowanych ludzi mają w tej chwili Niemcy. I choćby z tego powodu powinno być nam podwójnie wstyd.

 

Magdalena Gorostiza

 

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

życie,  imigranci,  uchodźcy,  platforma obywatelska,  hejt,  internet,  obóz koncentracyjny, 

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót