Reklama

O starych ludziach, szczególnie tych zasłużonych, przypominamy sobie w okragłe rocznice. 1 sierpnia mile widziane było wśród polityków robienie sobie zdjęcia z jeszcze żyjącym Powstańcem Warszawskim. Kiedy jednak pojawia się następna kartka w kalendarzu, starzy ludzie odchodzą do lamusa. Mają problem z uzyskaniem godnych świadczeń od ZUS, problem z opieką codzienną, problem z usyskaniem świdczeń zdrowotnych.

Zaledwie kilka dni przed obchodami rocznicy Powstania, Ewa Wanat opisała na Facebooku sytuację swojej ciotki:

"Z opieką nad ludźmi starszymi jest w Polsce źle, bardzo źle. O czym wie każdy, kto ma starszych rodziców - wszędzie ściana, niemoc, brak informacji, chaos i często całkowity brak empatii. Właśnie styka się z tym mój kuzyn, który opiekuje się mamą, siostrą mojej mamy. Ciotka miała najprawdopodobniej udar - najprawdopodobniej, bo w szpitalu przy ul. Szwajcarskiej w Poznaniu (omijajcie to miejsce!), gdzie wreszcie trafiła na SOR po kilku próbach wezwania pogotowia, źle ją zdiagnozowano. O 23.00 kuzynowi powiedziano, żeby poszedł do domu, lekarz do niego zadzwoni. O 1.00 w nocy kuzyn odbiera telefon - sanitariusze przywieźli ciocię na noszach, nie mogą wnieść jej do mieszkania bo nie ma kluczy. Ciocia ma 87 lat, mieszka sama, po udarze przestała chodzić, nie mogła ruszać rękami, ledwo mówiła a oni ją przywieźli o pierwszej w nocy do domu! Kilka tygodni temu media donosiły o pewnym weteranie, który długo czekał na rentę i nie doczekał jej bo zmarł. Ciotka walczyła w powstaniu warszawskim jako łączniczka w batalionie Zośka, jakiś czas temu dostała stopień kapitana, w Muzeum Powstania Warszawskiego jest jej pamiętnik, przyjechali nawet jacyś młodzi ludzie, nagrali z nią rozmowę. Potem już nigdy nie zadzwonili zapytać jak się czuje i czy jej czego nie trzeba. Zresztą nikt z piewców i apologetów powstania nigdy mojej ciotki nie zapytał, czy jej czego nie potrzeba. W latach 80-tych działała w Solidarności, w stanie wojennym w piwnicy razem z mężem drukowali Obserwatora Wielkopolskiego, była aresztowana. A teraz wyrzucają ją w pół sparaliżowaną ze szpitala o pierwszej w nocy... I do żadnego innego nie chcą przyjąć. W tym wieku? Po co? Tymczasem ciotka ma niezłomną wolę walki, zaczęła ruszać rękami, siadać, normalnie mówić, teraz przydałaby się rehabilitacja - a niech żyje i 100 lat - ale kto będzie chciał ją przyjąć na jakiś oddział rehabilitacyjny? I do czego jej się przyda ten patent potwierdzający jej zasługi?"

Dwa lata temu pogotowie zabrało do lubelskiego szpitala moją ponad 80-letnią matkę, notabene emerytowaną lekarkę. Dojechałam za jakiś czas na izbę przyjęć. Burczące pielegniarki, jeden dyżurny, całkowicie pozbawiony empatii lekarz. Kolejny, który ją konsultował, kazał podpisać oświadczenie, że "z własnej woli opuszcza szpital", choć nikt jej propozycji pozostania w szpitalu nie składał. Napisał tak, by chronić własne cztery litery, gdyby po wypisaniu ze szpitala coś się mamie stało.  Mama podpisała nie czytając, a ufając koledze po fachu, będąc w szoku i obolała.

Stary człowiek przestał się liczyć. Liczą się wyłącznie ci, którzy jeszcze mogą pomóc albo zaszkodzić. Bo stary człowiek nawet nie pójdzie na skargę...

Magdalena Gorostiza

 

Zapraszam do lektury Nie traktujmy nieludzko najsłabszych ludzi

Powrót
Reklama:

O starych ludziach, szczególnie tych zasłużonych, przypominamy sobie w okragłe rocznice. 1 sierpnia mile widziane było wśród polityków robienie sobie zdjęcia z jeszcze żyjącym Powstańcem Warszawskim. Kiedy jednak pojawia się następna kartka w kalendarzu, starzy ludzie odchodzą do lamusa. Mają problem z uzyskaniem godnych świadczeń od ZUS, problem z opieką codzienną, problem z usyskaniem świdczeń zdrowotnych.

Zaledwie kilka dni przed obchodami rocznicy Powstania, Ewa Wanat opisała na Facebooku sytuację swojej ciotki:

"Z opieką nad ludźmi starszymi jest w Polsce źle, bardzo źle. O czym wie każdy, kto ma starszych rodziców - wszędzie ściana, niemoc, brak informacji, chaos i często całkowity brak empatii. Właśnie styka się z tym mój kuzyn, który opiekuje się mamą, siostrą mojej mamy. Ciotka miała najprawdopodobniej udar - najprawdopodobniej, bo w szpitalu przy ul. Szwajcarskiej w Poznaniu (omijajcie to miejsce!), gdzie wreszcie trafiła na SOR po kilku próbach wezwania pogotowia, źle ją zdiagnozowano. O 23.00 kuzynowi powiedziano, żeby poszedł do domu, lekarz do niego zadzwoni. O 1.00 w nocy kuzyn odbiera telefon - sanitariusze przywieźli ciocię na noszach, nie mogą wnieść jej do mieszkania bo nie ma kluczy. Ciocia ma 87 lat, mieszka sama, po udarze przestała chodzić, nie mogła ruszać rękami, ledwo mówiła a oni ją przywieźli o pierwszej w nocy do domu! Kilka tygodni temu media donosiły o pewnym weteranie, który długo czekał na rentę i nie doczekał jej bo zmarł. Ciotka walczyła w powstaniu warszawskim jako łączniczka w batalionie Zośka, jakiś czas temu dostała stopień kapitana, w Muzeum Powstania Warszawskiego jest jej pamiętnik, przyjechali nawet jacyś młodzi ludzie, nagrali z nią rozmowę. Potem już nigdy nie zadzwonili zapytać jak się czuje i czy jej czego nie trzeba. Zresztą nikt z piewców i apologetów powstania nigdy mojej ciotki nie zapytał, czy jej czego nie potrzeba. W latach 80-tych działała w Solidarności, w stanie wojennym w piwnicy razem z mężem drukowali Obserwatora Wielkopolskiego, była aresztowana. A teraz wyrzucają ją w pół sparaliżowaną ze szpitala o pierwszej w nocy... I do żadnego innego nie chcą przyjąć. W tym wieku? Po co? Tymczasem ciotka ma niezłomną wolę walki, zaczęła ruszać rękami, siadać, normalnie mówić, teraz przydałaby się rehabilitacja - a niech żyje i 100 lat - ale kto będzie chciał ją przyjąć na jakiś oddział rehabilitacyjny? I do czego jej się przyda ten patent potwierdzający jej zasługi?"

Dwa lata temu pogotowie zabrało do lubelskiego szpitala moją ponad 80-letnią matkę, notabene emerytowaną lekarkę. Dojechałam za jakiś czas na izbę przyjęć. Burczące pielegniarki, jeden dyżurny, całkowicie pozbawiony empatii lekarz. Kolejny, który ją konsultował, kazał podpisać oświadczenie, że "z własnej woli opuszcza szpital", choć nikt jej propozycji pozostania w szpitalu nie składał. Napisał tak, by chronić własne cztery litery, gdyby po wypisaniu ze szpitala coś się mamie stało.  Mama podpisała nie czytając, a ufając koledze po fachu, będąc w szoku i obolała.

Stary człowiek przestał się liczyć. Liczą się wyłącznie ci, którzy jeszcze mogą pomóc albo zaszkodzić. Bo stary człowiek nawet nie pójdzie na skargę...

Magdalena Gorostiza

 

Zapraszam do lektury Nie traktujmy nieludzko najsłabszych ludzi

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

starość,  życie,  zdrowie, 

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót