Reklama

Do ich hotelu trafiłam zupełnie przypadkiem, zrządzeniem losu był wolny pokój, bo ktoś zrezygnował z rezerwacji. Widocznie tak miało być, mieliśmy się spotkać. Po dwóch dniach spędzonych w Bodegas de Arnes mam w Aragonii przyjaciół. Opowiedzieli mi swoją historię.

 

Angel Morales Del Valle

 

 

Rocznik 1965. Pochodzi z Aragonii, z małego Monzon. Już w wieku 17 lat został fryzjerem, chodził po domach i za darmo strzygł i czesał znajomych. W wieku 19 lat postanowił szukać szczęścia na Majorce. Pojechał do Palmy. Z czasem znalazł wspólnika i otworzył swój zakład. Wiodło mu się zupełnie nieźle. Ale wiódł samotne życie. Do czasu, gdy na jego drodze stanął Reiner.

 

Reiner Huber

 

 

Rocznik 1963. Jest Niemcem, urodził się i wychował w małym miasteczku pod Monachium. Już w wieku 18 lat wiedział, że jest gejem. Miał partnera. Pracował wiele lat dla Neckermanna, głównie w Jugosławii. Kiedy wybuchła wojna w Kosowie, został przeniesiony na Majorkę. Nie polubił jednak tego miejsca.

 

Spotkanie

 

 

Z Angelem poznali się w dyskotece dla gejów w Palmie.

- U mnie to była miłość od pierwszego wejrzenia – mówi Angel. - Zakochałem się z miejsca. Zrozumiałem wówczas, że jestem homoseksualistą. Przed spotkaniem z Reinerem nie byłem z nikim, ani z kobietą, ani z mężczyzną. 24 letnia dziewica.

 

Reiner nie od początku odwzajemniał uczucie. Bardziej doświadczony i bardziej ostrożny powoli przekonywał się do Angela. Ale w końcu i on pokochał Angela.

- Na początku kryłem się przed rodziną – mówi Angel. - Inne były czasy, inne do homoseksualizmu podejście. Mam trzech braci, wszyscy heteroseksualni. Jak przyjeżdżali do mnie na Majorkę to za moją narzeczoną „robiła” siostra Reinera, Petra.

Reinerowi było łatwiej, bo jego rodzina wiedziała. Ale, jak podkreśla, znajomym, sąsiadom nie można było mówić.

- Matka nie chciała wstydu, rodzice mieszkali w małym mieście – wyjaśnia. - Ale akceptowali to, że jestem gejem.

 

W końcu i Angel się odważył i wyznał prawdę matce. Dostał jej błogosławieństwo. Tym łatwiej było podjąć decyzje o opuszczeniu wyspy.

 10 lat mieszkali na Majorce. Ale obaj mieli jej dosyć. Angel wspólnika, Reiner turystów. Postanowili rzucić wszystko i rozpocząć nowe życie.

 

Wszystko trzeba sprzedać

 

Mieli jedno marzenie – otworzyć własny hotel z dobrą restauracją.

- Łatwo powiedzieć, zrobić trudniej – mówi Angel. - Milionerami nie byliśmy. Nawet pozbywając się wszystkiego, co mieliśmy – mieszkania, zakładu itd. nadal nie mogliśmy sobie pozwolić na wielką inwestycję. Ale wierzyliśmy, że musi się udać.

Półtora roku szukali odpowiedniego miejsca. Zjechali Hiszpanię od Barcelony do Granady. Nie znaleźli niczego. Dokładnie spisali, jakie warunki musi spełniać wybrana nieruchomość. Jeśli coś było niezgodne z planem, natychmiast odrzucali.

 

- I wtedy pomyślałem, że może trzeba wrócić w moje rodzinne strony, czyli do Aragonii – wspomina Angel. - Wiedziałem, że są tu opuszczone hacjendy, całe wioski, serce bolało, jak się na to patrzyło. Oglądaliśmy więc w moich rodzinnych stronach różne nieruchomości. Stale bez efektu.

 

W końcu Reiner pojechał do Graus.

- Już sama nazwa miasta mi się spodobała, bo tak brzmi z niemiecka – śmieje się. - Poszedłem do biura nieruchomości. I dostałem ofertę między innymi na ten dom. Zadzwoniłem do Angela i mówię, że chyba to jest to.

 

Kiedy Angel zobaczył po raz pierwszy stary zrujnowany budynek, poczuł się, jakby znał go wcześniej.

- Trudno to opisać – mówi. - Poczułem się jak u siebie, ten dom ma swoją duszę. I choć był w kompletnej rozsypce, kupiliśmy go.

 

Bodegas de Arnes

 

 

Bodegas to po hiszpańsku piwnice. Kiedyś były własnością bogatej rodziny z Graus. W lecie tłoczono tu wino, zostały stare pomieszczenia. Podczas wojny domowej był tu sztab Republikanów. Dom ma za sobą swoją długą historię.

Ale łatwo nie było. Bank obiecał kredyt, potem się wycofał. Pierwotne plany trzeba było zmieniać. Zaczęli od restauracji. Dopiero potem zrobili 4 gościnne pokoje. Pracują jak szaleni. Angel zajmuje się kuchnią, Reiner podaje do stołu, sprząta pokoje. Hotelik jest wypieszczony, jedzenie wyśmienite.

- Musiałem się nauczyć gotować – mówi Angel. - Wyobrażasz sobie, fryzjer nagle kucharzem! Uczyłem się wszystkiego od podstaw.

Trzeba oddać, że ma prawdziwy talent. Dania, które serwuje są niepowtarzalne.

Podobnie jak wystrój pokoi, które sami projektowali. Bodegas de Arnes ma swoisty klimat, coś, co przyciąga i sprawia, że trudno się z tym miejscem rozstać.

 

Przydało się też doświadczenie w turystyce, które miał Reiner. Mówi biegle w pięciu językach, rozpoznaje rodzaj turysty na odległość. Dziś w hotelu rzadko jest wolny pokój, szczególnie, że okolica obfituje w atrakcje. Obaj każdemu przyjezdnemu opowiadają ciekawostki, doradzają gdzie pojechać, co zobaczyć. Najstarszą hiszpańskaą katedrę z XI wieku, romański most, Pano, gdzie zamieszkał ekscentryczny Szwajcar, sanktuarium Torreciudad, dzieło Opus Dei czy klasztor buddystów.

 

Geje na prowincji

 

Pytam, czy nie bali się życia na hiszpańskiej prowincji? Owszem, tak, mieli trochę obaw. Ale kiedy wynajęli mieszkanie w sąsiednim miasteczku i ludzie zobaczyli jak żyją, jak ciężko pracują, stali się najlepszą parą w mieście.

- Nie kryjemy się ze swoim homoseksualizmem ale też nie afiszujemy – mówi Angel. - Ja sam jestem katolikiem, mocno wierzącym. Uważam, że najważniejsze jest być dobrym człowiekiem.

- Nie lubimy ekstremów – dodaje Reiner. - Gejów poprzebieranych na paradach, choć rozumiemy, że czasami trzeba na coś zwrócić uwagę innym. Nikomu nie robimy krzywdy, żyjemy swoim życiem. Ludzie do nas przywykli, mamy wielu przyjaciół.

 

Swój hotel ogłaszają jako „gey fiendly”, ale i tak większość gości to osoby heteroseksualne.

- Wszystkich traktujemy tak samo – podkreśla Angel. - Mile widziani są wszyscy dobrzy ludzie, bez względu na kolor skóry, wyznanie czy orientację seksualną.

Mają marzenia na przyszłość. Rozbudować hotel o dodatkowe pokoje, bo chcieliby więcej gości. I planują wziąć ślub.

- Tylko dla formalności – podkreśla Angel. - Obaj włożyliśmy pracę i pieniądze w ten biznes, chcemy, aby w razie jakiegoś nieszczęścia nie było wątpliwość co do dziedziczenia. Jesteśmy ze sobą szczęśliwi, papier do tego nie jest potrzebny. Jak się ma wspólny cel, walczy o swoje marzenia, wtedy życie jest piękne. A marzenia są po to, żeby je spełniać!

 

Magdalena Gorostiza

 

O tym, jak zaakceptować homoseksualne dziecko, czytajcie wywiad z matką Angela

Mój syn jest homoseksualistą

 

 

 

 

Powrót
Reklama:

Do ich hotelu trafiłam zupełnie przypadkiem, zrządzeniem losu był wolny pokój, bo ktoś zrezygnował z rezerwacji. Widocznie tak miało być, mieliśmy się spotkać. Po dwóch dniach spędzonych w Bodegas de Arnes mam w Aragonii przyjaciół. Opowiedzieli mi swoją historię.

 

Angel Morales Del Valle

 

 

Rocznik 1965. Pochodzi z Aragonii, z małego Monzon. Już w wieku 17 lat został fryzjerem, chodził po domach i za darmo strzygł i czesał znajomych. W wieku 19 lat postanowił szukać szczęścia na Majorce. Pojechał do Palmy. Z czasem znalazł wspólnika i otworzył swój zakład. Wiodło mu się zupełnie nieźle. Ale wiódł samotne życie. Do czasu, gdy na jego drodze stanął Reiner.

 

Reiner Huber

 

 

Rocznik 1963. Jest Niemcem, urodził się i wychował w małym miasteczku pod Monachium. Już w wieku 18 lat wiedział, że jest gejem. Miał partnera. Pracował wiele lat dla Neckermanna, głównie w Jugosławii. Kiedy wybuchła wojna w Kosowie, został przeniesiony na Majorkę. Nie polubił jednak tego miejsca.

 

Spotkanie

 

 

Z Angelem poznali się w dyskotece dla gejów w Palmie.

- U mnie to była miłość od pierwszego wejrzenia – mówi Angel. - Zakochałem się z miejsca. Zrozumiałem wówczas, że jestem homoseksualistą. Przed spotkaniem z Reinerem nie byłem z nikim, ani z kobietą, ani z mężczyzną. 24 letnia dziewica.

 

Reiner nie od początku odwzajemniał uczucie. Bardziej doświadczony i bardziej ostrożny powoli przekonywał się do Angela. Ale w końcu i on pokochał Angela.

- Na początku kryłem się przed rodziną – mówi Angel. - Inne były czasy, inne do homoseksualizmu podejście. Mam trzech braci, wszyscy heteroseksualni. Jak przyjeżdżali do mnie na Majorkę to za moją narzeczoną „robiła” siostra Reinera, Petra.

Reinerowi było łatwiej, bo jego rodzina wiedziała. Ale, jak podkreśla, znajomym, sąsiadom nie można było mówić.

- Matka nie chciała wstydu, rodzice mieszkali w małym mieście – wyjaśnia. - Ale akceptowali to, że jestem gejem.

 

W końcu i Angel się odważył i wyznał prawdę matce. Dostał jej błogosławieństwo. Tym łatwiej było podjąć decyzje o opuszczeniu wyspy.

 10 lat mieszkali na Majorce. Ale obaj mieli jej dosyć. Angel wspólnika, Reiner turystów. Postanowili rzucić wszystko i rozpocząć nowe życie.

 

Wszystko trzeba sprzedać

 

Mieli jedno marzenie – otworzyć własny hotel z dobrą restauracją.

- Łatwo powiedzieć, zrobić trudniej – mówi Angel. - Milionerami nie byliśmy. Nawet pozbywając się wszystkiego, co mieliśmy – mieszkania, zakładu itd. nadal nie mogliśmy sobie pozwolić na wielką inwestycję. Ale wierzyliśmy, że musi się udać.

Półtora roku szukali odpowiedniego miejsca. Zjechali Hiszpanię od Barcelony do Granady. Nie znaleźli niczego. Dokładnie spisali, jakie warunki musi spełniać wybrana nieruchomość. Jeśli coś było niezgodne z planem, natychmiast odrzucali.

 

- I wtedy pomyślałem, że może trzeba wrócić w moje rodzinne strony, czyli do Aragonii – wspomina Angel. - Wiedziałem, że są tu opuszczone hacjendy, całe wioski, serce bolało, jak się na to patrzyło. Oglądaliśmy więc w moich rodzinnych stronach różne nieruchomości. Stale bez efektu.

 

W końcu Reiner pojechał do Graus.

- Już sama nazwa miasta mi się spodobała, bo tak brzmi z niemiecka – śmieje się. - Poszedłem do biura nieruchomości. I dostałem ofertę między innymi na ten dom. Zadzwoniłem do Angela i mówię, że chyba to jest to.

 

Kiedy Angel zobaczył po raz pierwszy stary zrujnowany budynek, poczuł się, jakby znał go wcześniej.

- Trudno to opisać – mówi. - Poczułem się jak u siebie, ten dom ma swoją duszę. I choć był w kompletnej rozsypce, kupiliśmy go.

 

Bodegas de Arnes

 

 

Bodegas to po hiszpańsku piwnice. Kiedyś były własnością bogatej rodziny z Graus. W lecie tłoczono tu wino, zostały stare pomieszczenia. Podczas wojny domowej był tu sztab Republikanów. Dom ma za sobą swoją długą historię.

Ale łatwo nie było. Bank obiecał kredyt, potem się wycofał. Pierwotne plany trzeba było zmieniać. Zaczęli od restauracji. Dopiero potem zrobili 4 gościnne pokoje. Pracują jak szaleni. Angel zajmuje się kuchnią, Reiner podaje do stołu, sprząta pokoje. Hotelik jest wypieszczony, jedzenie wyśmienite.

- Musiałem się nauczyć gotować – mówi Angel. - Wyobrażasz sobie, fryzjer nagle kucharzem! Uczyłem się wszystkiego od podstaw.

Trzeba oddać, że ma prawdziwy talent. Dania, które serwuje są niepowtarzalne.

Podobnie jak wystrój pokoi, które sami projektowali. Bodegas de Arnes ma swoisty klimat, coś, co przyciąga i sprawia, że trudno się z tym miejscem rozstać.

 

Przydało się też doświadczenie w turystyce, które miał Reiner. Mówi biegle w pięciu językach, rozpoznaje rodzaj turysty na odległość. Dziś w hotelu rzadko jest wolny pokój, szczególnie, że okolica obfituje w atrakcje. Obaj każdemu przyjezdnemu opowiadają ciekawostki, doradzają gdzie pojechać, co zobaczyć. Najstarszą hiszpańskaą katedrę z XI wieku, romański most, Pano, gdzie zamieszkał ekscentryczny Szwajcar, sanktuarium Torreciudad, dzieło Opus Dei czy klasztor buddystów.

 

Geje na prowincji

 

Pytam, czy nie bali się życia na hiszpańskiej prowincji? Owszem, tak, mieli trochę obaw. Ale kiedy wynajęli mieszkanie w sąsiednim miasteczku i ludzie zobaczyli jak żyją, jak ciężko pracują, stali się najlepszą parą w mieście.

- Nie kryjemy się ze swoim homoseksualizmem ale też nie afiszujemy – mówi Angel. - Ja sam jestem katolikiem, mocno wierzącym. Uważam, że najważniejsze jest być dobrym człowiekiem.

- Nie lubimy ekstremów – dodaje Reiner. - Gejów poprzebieranych na paradach, choć rozumiemy, że czasami trzeba na coś zwrócić uwagę innym. Nikomu nie robimy krzywdy, żyjemy swoim życiem. Ludzie do nas przywykli, mamy wielu przyjaciół.

 

Swój hotel ogłaszają jako „gey fiendly”, ale i tak większość gości to osoby heteroseksualne.

- Wszystkich traktujemy tak samo – podkreśla Angel. - Mile widziani są wszyscy dobrzy ludzie, bez względu na kolor skóry, wyznanie czy orientację seksualną.

Mają marzenia na przyszłość. Rozbudować hotel o dodatkowe pokoje, bo chcieliby więcej gości. I planują wziąć ślub.

- Tylko dla formalności – podkreśla Angel. - Obaj włożyliśmy pracę i pieniądze w ten biznes, chcemy, aby w razie jakiegoś nieszczęścia nie było wątpliwość co do dziedziczenia. Jesteśmy ze sobą szczęśliwi, papier do tego nie jest potrzebny. Jak się ma wspólny cel, walczy o swoje marzenia, wtedy życie jest piękne. A marzenia są po to, żeby je spełniać!

 

Magdalena Gorostiza

 

O tym, jak zaakceptować homoseksualne dziecko, czytajcie wywiad z matką Angela

Mój syn jest homoseksualistą

 

 

 

 

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

homoseksualizm,  lesbijka,  Bodegas de Arnes,  hotel, 

Zostaw komentarz:

  • Komentarz od: ~ondas de choque torrejon ardoz   zgłoś nadużycie  

    ¿Puedes explicarnos màs sobre esto?, ha sido fantastico encontrar mas informacion sobre este tema. Saludos ondas de choque torrejon ardoz http://www.centromedicae.es/index.php/fisioterapeuta-torrejon-de-ardoz/ondas-de-choque.html

Powrót