Reklama

Louise Steinman jest w podróży. W drodze do pojednania pomiędzy Żydami a Polakami. Nie łatwej, wyboistej, naznaczonej uprzedzeniami. Z jednej i z drugiej strony.

Zanim pierwszy raz przyjechała do Polski, historia jej rodziny ze strony matki była białą plamą.

- To była dla niej zbyt duża trauma, aby mogła mówić na ten temat – mówiła Louise na spotkaniu w lubelskim ośrodku Teatr NN. - Kiedy wspominałam, że chcę do Polski pojechać wujek mówił: ta podróż ci potrzebna, jak dziura w głowie...

Więc nie przyjeżdżała. Zajęła się wojenną historią życia swojego ojca. Też mało o niej wcześniej wiedziała. W domu była japońska flaga, którą dostał od japońskiego żołnierza na Filipinach. Bo ojciec walczył w amerykańskiej armii. Louise czytała listy ojca z wojennych czasów Ale trzeba było opuścić Kalifornię i wyruszyć w drogę, żeby poznać rodzinną historię. Pojechała do Japonii. Tak powstała pierwsza książka Souvenir, czyli Podarunek. Potem nastąpiła druga podróż. Bardziej bolesna, trudniejsza.

 

Stypendium dla pisarki

 

Do wyjazdu do Polski namówił ja Tom Singer, rabin uprawiający Zen. Koordynował wówczas doroczne Marsze Żyjących, które odbywają się na terenie hitlerowskiego obozu zagłady w Oświęcimiu. Przekonywał Louise, że Polska nie jest taka zła, ani ludzie też nie są źli. A przynajmniej nie wszyscy. I że powinna pojechać, bo jest stypendium dla pisarki. Louise pojechała pierwszy raz w 2000 roku. W Oświęcimiu spotkała byłego więźnia politycznego. Powiedział jej, że Żydzi przyjęli wobec zagłady postawę rezygnacji.

- To był inny rodzaj narracji – wspomina Louise. - Przywiozłam do domu inne opinie o Polsce i Polakach. Poznałam nowych ludzi, nowe idee.

Potem pojechała do Radomska, miasta skąd pochodzi jej rodzina. Zaczęła odkrywać swoją własna historię. Spotkała ludzi, którzy pomagali Żydom. Spotkała ludzi, którzy jej pomogli odbywać tę trudna podróż.

 

Sen o synagodze

 

W Radomsku przed wojna światy się przenikały. Ten polski z tym żydowskim. Louise jak urzeczona słuchała o chrześcijańskim malarzu, który na suficie synagogi malował freski. I o żydowskim czeladniku, który kładł dach na kościele katolickim. Nie da się opowiedzieć historii tego miasta, bez wspomnienia o tym, że byli tu Żydzi. Kiedyś śniła jej się radomska synagoga. Że wchodzi do niej, że jest w środku.

- Znajomy dziennikarz pokazał mi bramę do synagogi, bo tylko ona ocalała – mówi Louise. - To było niesamowite wrażenie. Bardzo poruszający moment. Bo oto okazało się, że istnieje namacalny dowód na to, że to wszystko kiedyś tu jednak naprawdę było.

Można było dotknąć kawałka historii. Odnalazła grób zapomnianej ciotki, dom w którym ciotka mieszkała przed wojną. Trzy razy przyjeżdżała do Radomska, szła pod drzwi i nie zapukała. Bała się, że ktoś pomyśli, że chce teraz dom odzyskać.

- Za czwartym razem poszłam ze znajomym – wspomina. - Okazało się, że mieszka tam starsza kobieta. W domu nastawione radio Maryja. Dowiedziałam się, że Żydzi spiskowali z Niemcami przeciwko Polakom.

 

W krzywym zwierciadle

 

Taki jest tytuł książki z podróży ku pojednaniu. The Croocked mirror. Nie ma jeszcze polskiego tłumaczenia. Ale Louise wyjaśnia, że każda część książki jest obietnicą, jest symbolem polsko – żydowskiego pojednania. Kiedy pytam, na jakim etapie drogi jesteśmy, Louise mówi, że każdy na swoim. Ludzie w Ameryce mało wiedzą o Polsce, albo mają skrzywione spojrzenie. Nie chcą jechać, sprawdzać. Bo boją się ryzyka, że będą musieli zmienić swoje poglądy. Że będą nielojalni wobec „własnego plemienia”, a to bardzo trudno zrobić.

- Ale ja mam nadzieję, że moja podróż zmieni nastawienie – podkreśla Louise. - Że książka wytycza drogę naprzód.

Louise cytuje słowa księdza Tischnera, który mówił o tym, że kiedy człowiek jest widziany w krzywym zwierciadle, to jego twarz jest zniekształcona, wysuwa się błędne wnioski. Tak też wygląda historia oglądana z daleka, dlatego trzeba przyjechać, samemu jej dotknąć.

- Nie ma sensu dyskutować, kto bardziej cierpiał – podkreśla. - To do niczego nie doprowadzi. Moja podróż zajęła mi wiele lat. Ale są tacy, którzy jeszcze nie wyruszyli w drogę. Mam nadzieję, że moja książka ich do tego zachęci, że pójdzie w świat i zarezonuje. Że będzie pozytywna odpowiedź.

 

Nie bać się tego, co już nie istnieje

 

 

Louise jeden z rozdziałów poświęciła Teatrowi NN. Temu, co robią tu ludzie, żeby ocalić od zapomnienia historię związaną nieodłącznie z Lublinem.

- Są łącznikami pomiędzy widzialnym a niewidzialnym, tym co było, a co już nie istnieje – podkreśla Louise. - I to jest fantastyczne.

Bo po co się bać, czegoś co już nie istnieje? A przecież jednak było, żyło swoim życiem. A mimo to ludzie o tym nie wiedzą. A szkoda, bo warto być świadomym tego, co nawet na zawsze już znikło.

Dlatego podróżowała też do miejsc, w których dba się o pamięć, nie daje się historii tak zwyczajnie umrzeć. Z wielkim wzruszeniem odwiedziła niedawno Muzeum Pollin, bo pamięta rozmowy o tym projekcie, kiedy jeszcze był tylko ideą. Dziś stał się faktem.

- Ważne jest żebyśmy patrzyli na historię razem – mówi – Wtedy może uda nam się w pewnym punkcie spotkać.

 

Jestem trójwymiarowa

 

Podróże do Polski zmieniły Louise. Już nie będzie nigdy taka jak wcześniej. Punktem zwrotnym była choćby rozmowa z polskim księdzem w Birkenau, który prosił o wybaczenie. Nie za bierność, bo może być ona usprawiedliwiona, ale za obojętność. Louise poczuła, jak spadł z niej wtedy ogromny ciężar. Ale najważniejsze jest to, że wreszcie historia jej rodziny ze strony matki ożyła.

Wcześniej było to dla mnie coś, co nie istnieje – mówi Louise. - Ta podróż sprawiła, że stałam się trójwymiarowa.

 

Magdalena Gorostiza

Zdjecie facebook

Louise Steinman jest pisarką, dyrektorką programu kulturalnego i kuratorką cyklu debat ALOUD w słynnej Bibliotece Publicznej w Los Angeles. Prowadziła tam spotkania z takimi autorami jak Adam Michnik, Toni Morrison, Adam Zagajewski czy Slavoj Žižek. Louise współkieruje interdyscyplinarnym Los Angeles Institute for the Humanities na University of Southern California

 Czytaj także Sojusznicy, holokaust i Nocne Wilki

 

Powrót
Reklama:

Louise Steinman jest w podróży. W drodze do pojednania pomiędzy Żydami a Polakami. Nie łatwej, wyboistej, naznaczonej uprzedzeniami. Z jednej i z drugiej strony.

Zanim pierwszy raz przyjechała do Polski, historia jej rodziny ze strony matki była białą plamą.

- To była dla niej zbyt duża trauma, aby mogła mówić na ten temat – mówiła Louise na spotkaniu w lubelskim ośrodku Teatr NN. - Kiedy wspominałam, że chcę do Polski pojechać wujek mówił: ta podróż ci potrzebna, jak dziura w głowie...

Więc nie przyjeżdżała. Zajęła się wojenną historią życia swojego ojca. Też mało o niej wcześniej wiedziała. W domu była japońska flaga, którą dostał od japońskiego żołnierza na Filipinach. Bo ojciec walczył w amerykańskiej armii. Louise czytała listy ojca z wojennych czasów Ale trzeba było opuścić Kalifornię i wyruszyć w drogę, żeby poznać rodzinną historię. Pojechała do Japonii. Tak powstała pierwsza książka Souvenir, czyli Podarunek. Potem nastąpiła druga podróż. Bardziej bolesna, trudniejsza.

 

Stypendium dla pisarki

 

Do wyjazdu do Polski namówił ja Tom Singer, rabin uprawiający Zen. Koordynował wówczas doroczne Marsze Żyjących, które odbywają się na terenie hitlerowskiego obozu zagłady w Oświęcimiu. Przekonywał Louise, że Polska nie jest taka zła, ani ludzie też nie są źli. A przynajmniej nie wszyscy. I że powinna pojechać, bo jest stypendium dla pisarki. Louise pojechała pierwszy raz w 2000 roku. W Oświęcimiu spotkała byłego więźnia politycznego. Powiedział jej, że Żydzi przyjęli wobec zagłady postawę rezygnacji.

- To był inny rodzaj narracji – wspomina Louise. - Przywiozłam do domu inne opinie o Polsce i Polakach. Poznałam nowych ludzi, nowe idee.

Potem pojechała do Radomska, miasta skąd pochodzi jej rodzina. Zaczęła odkrywać swoją własna historię. Spotkała ludzi, którzy pomagali Żydom. Spotkała ludzi, którzy jej pomogli odbywać tę trudna podróż.

 

Sen o synagodze

 

W Radomsku przed wojna światy się przenikały. Ten polski z tym żydowskim. Louise jak urzeczona słuchała o chrześcijańskim malarzu, który na suficie synagogi malował freski. I o żydowskim czeladniku, który kładł dach na kościele katolickim. Nie da się opowiedzieć historii tego miasta, bez wspomnienia o tym, że byli tu Żydzi. Kiedyś śniła jej się radomska synagoga. Że wchodzi do niej, że jest w środku.

- Znajomy dziennikarz pokazał mi bramę do synagogi, bo tylko ona ocalała – mówi Louise. - To było niesamowite wrażenie. Bardzo poruszający moment. Bo oto okazało się, że istnieje namacalny dowód na to, że to wszystko kiedyś tu jednak naprawdę było.

Można było dotknąć kawałka historii. Odnalazła grób zapomnianej ciotki, dom w którym ciotka mieszkała przed wojną. Trzy razy przyjeżdżała do Radomska, szła pod drzwi i nie zapukała. Bała się, że ktoś pomyśli, że chce teraz dom odzyskać.

- Za czwartym razem poszłam ze znajomym – wspomina. - Okazało się, że mieszka tam starsza kobieta. W domu nastawione radio Maryja. Dowiedziałam się, że Żydzi spiskowali z Niemcami przeciwko Polakom.

 

W krzywym zwierciadle

 

Taki jest tytuł książki z podróży ku pojednaniu. The Croocked mirror. Nie ma jeszcze polskiego tłumaczenia. Ale Louise wyjaśnia, że każda część książki jest obietnicą, jest symbolem polsko – żydowskiego pojednania. Kiedy pytam, na jakim etapie drogi jesteśmy, Louise mówi, że każdy na swoim. Ludzie w Ameryce mało wiedzą o Polsce, albo mają skrzywione spojrzenie. Nie chcą jechać, sprawdzać. Bo boją się ryzyka, że będą musieli zmienić swoje poglądy. Że będą nielojalni wobec „własnego plemienia”, a to bardzo trudno zrobić.

- Ale ja mam nadzieję, że moja podróż zmieni nastawienie – podkreśla Louise. - Że książka wytycza drogę naprzód.

Louise cytuje słowa księdza Tischnera, który mówił o tym, że kiedy człowiek jest widziany w krzywym zwierciadle, to jego twarz jest zniekształcona, wysuwa się błędne wnioski. Tak też wygląda historia oglądana z daleka, dlatego trzeba przyjechać, samemu jej dotknąć.

- Nie ma sensu dyskutować, kto bardziej cierpiał – podkreśla. - To do niczego nie doprowadzi. Moja podróż zajęła mi wiele lat. Ale są tacy, którzy jeszcze nie wyruszyli w drogę. Mam nadzieję, że moja książka ich do tego zachęci, że pójdzie w świat i zarezonuje. Że będzie pozytywna odpowiedź.

 

Nie bać się tego, co już nie istnieje

 

 

Louise jeden z rozdziałów poświęciła Teatrowi NN. Temu, co robią tu ludzie, żeby ocalić od zapomnienia historię związaną nieodłącznie z Lublinem.

- Są łącznikami pomiędzy widzialnym a niewidzialnym, tym co było, a co już nie istnieje – podkreśla Louise. - I to jest fantastyczne.

Bo po co się bać, czegoś co już nie istnieje? A przecież jednak było, żyło swoim życiem. A mimo to ludzie o tym nie wiedzą. A szkoda, bo warto być świadomym tego, co nawet na zawsze już znikło.

Dlatego podróżowała też do miejsc, w których dba się o pamięć, nie daje się historii tak zwyczajnie umrzeć. Z wielkim wzruszeniem odwiedziła niedawno Muzeum Pollin, bo pamięta rozmowy o tym projekcie, kiedy jeszcze był tylko ideą. Dziś stał się faktem.

- Ważne jest żebyśmy patrzyli na historię razem – mówi – Wtedy może uda nam się w pewnym punkcie spotkać.

 

Jestem trójwymiarowa

 

Podróże do Polski zmieniły Louise. Już nie będzie nigdy taka jak wcześniej. Punktem zwrotnym była choćby rozmowa z polskim księdzem w Birkenau, który prosił o wybaczenie. Nie za bierność, bo może być ona usprawiedliwiona, ale za obojętność. Louise poczuła, jak spadł z niej wtedy ogromny ciężar. Ale najważniejsze jest to, że wreszcie historia jej rodziny ze strony matki ożyła.

Wcześniej było to dla mnie coś, co nie istnieje – mówi Louise. - Ta podróż sprawiła, że stałam się trójwymiarowa.

 

Magdalena Gorostiza

Zdjecie facebook

Louise Steinman jest pisarką, dyrektorką programu kulturalnego i kuratorką cyklu debat ALOUD w słynnej Bibliotece Publicznej w Los Angeles. Prowadziła tam spotkania z takimi autorami jak Adam Michnik, Toni Morrison, Adam Zagajewski czy Slavoj Žižek. Louise współkieruje interdyscyplinarnym Los Angeles Institute for the Humanities na University of Southern California

 Czytaj także Sojusznicy, holokaust i Nocne Wilki

 

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

Lublin,  Louise Steinman,  Żydzi,  wojna,  pojednanie polsko- żydowskie,  teatr NN,  radomsko, 

Zostaw komentarz:

  • Komentarz od: ~oOu0dG hiflswhuuifj, [url=http://jasnxwkcejdj.com/]jasnxwkcejdj[/url], [link=http://cwlgxoekjzvf.com/]cwlgxoekjzvf[/link], http://lyciavhvqhpb.com/   zgłoś nadużycie  

    oOu0dG hiflswhuuifj, [url=http://jasnxwkcejdj.com/]jasnxwkcejdj[/url], [link=http://cwlgxoekjzvf.com/]cwlgxoekjzvf[/link], http://lyciavhvqhpb.com/

Powrót