Reklama

Wzięli ślub bardzo wcześnie - Monika miała zaledwie 22 lat, Maciej 25. Znali się od dawna, spotykali od 3 lat. Znajomi mówili, że są idealną parą. Mieli już synka - Monika zaszła w ciążę w wieku 18 lat, zamieszkali razem w pięknym domu z ogródkiem wybudowanym dzięki pomocy rodziców. Nic nie wskazywało na to, że kilka lat po pięknym ślubie i hucznym weselu ich małżeństwo rozpadnie się jak domek z kart - dosłownie, bo poszło o gry...

 

Nigdy w życiu nie przypuszczałabym, że będę zmuszona zostawić mojego męża, mężczyznę w którym byłam szaleńczo zakochana, ojca moich dwóch synków. Ja dalej nie potrafię uwierzyć w to wszystko - znaliśmy się bardzo długo, mieszkaliśmy razem już na długo przed ślubem i nic nie wskazywało na to, że Maciek jest uzależniony od gier komputerowych. Przecież jak przebywasz z kimś praktycznie 24 godziny na dobę, to takich rzeczy nie da się przeoczyć. Winię za to siebie i będę się winić już chyba do końca życia. Jak mogłam tego nie zuważyć? Oczywiście, że grał w gry, ale wszyscy grają. Wracał z pracy, jadł obiad, albo kolację i szedł na górę żeby się "odstresować". Miałam mu zbronić? Ja w tym czasie zmywałam, zajmowałam się dziećmi. Potem spędzaliśmy czas razem, odwiedzali nas znajomi, czasami wychodziliśmy kiedy jeszcze mama pomagała mi z dzieciakami. Przysięgam! Niczego nie zauważyłam i gdybym mogła cofnąć czas to wyrzuciłabym ten przeklęty komputer na śmietnik, razem z innymi grami. Teraz jestem spokojniejsza, ale gdybyś zobaczyła mnie wtedy kiedy przejrzałam na oczy i zobaczyłam co się dzieje to byś mnie nie poznała. Chodziłam, płakałam, błagałam go żeby zaczął zajmować się dziećmi, że toniemy w długach. Patrzył na mnie jak na wariatkę, nic nie mówił, zresztą nawet jego wzrok był nieobecny... Tak jakby nie wiedział co się dzieje, jakby żył w innym świecie.

 

Zaczęło się dosyć niewinnie. Monika miała wrażenie, że z konta bankowego giną jej pieniądze, ale wtedy pomyślała, że często płaci kartą kredytową i nie zawsze kontroluje swoje wydatki. Maciek coraz częściej wyjeżdżał służbowo - przynajmniej tak wmawiał Monice. Ufała mu, ale jego wyjazdy służbowe trwały coraz dłużej. Pieniędzy w domu nie przybywało, ona pracowała dorywczo, opiekowała się również nowo narodzonym dzieckiem. Po raz pierwszy zdziwiła się kiedy Maciej nie dostał wypłaty. To był czerwiec. 

 

Pamiętam doskonale, że wydawało mi się, że mam na koncie coraz mniej pieniędzy, ale skąd mogłam wiedzieć, że mój mąż mnie okrada. Znaliśmy swoje loginy, hasła, numery PIN, prowadziliśmy wspólny budżet domowy. Na początku nie brałam tego pod uwagę, bo często używałam karty kredytowej i nigdy nie zabierałam rachunków, nie sprawdzałam, nie zapisywałam. Nie orientowałam się w przelewach przez internet, nie opłacałam rachunków - wszystko robił Maciek. I nagle wszystko wybuchło - dosłownie wszystko w jednym momencie. Okazało się, że nasz telefon domowy jest wyłączony, że mamy nieopłacone mieszkanie, a na moim koncie nie ma już żadnych pieniędzy! To nie koniec - nasz starszy syn miał jechać na kolonie, pieniądze które dostał od dziadków były odłożone i schowane - jak się domyślasz tych pieniędzy również już nie było.

Jak się dowiedziałam? Zadzwoniłam do działu obsługi klienta żeby zapytać co się dzieje z naszym telefonem domowym. Byłam w szoku i było mi tak głupio... Poczekałam na Maćka aż wróci z pracy i zrobiłam mu nieziemską awanturę. Wtedy powiedział mi, że to nie wszystko... Nagle oprzytomniałam, a on przestał się ukrywać - tak jakby uznał, że skoro już wiem to powiem "ok, nie martw się zapłacimy za wszystko". Spytałam się go gdzie są pieniądze z jego wypłaty, powiedział że nie dostał w tym miesiącu, nie uwierzyłam... Okazało się, że wszystkie pieniądze poszły na opłacenie jakiejś internetowej gry, w której kupuje się wirtualne przedmioty za całkiem realne pieniądze. Jak można być takim idiotą? 

Od tamtej pory wszystko zaczęło się sypać między nami. Przestaliśmy sypiać w jednym łóżku, on kiedy nie pracował spędzał całe dnie i noce na górze. Schodził wyłącznie po jedzenie do lodówki. Na początku kłóciliśmy się po kilka razy dziennie, ja starałam się odciągnąć go na siłę od komputera, ale to tylko wszystko pogarszało. Nie pomagał mój płacz, krzyki, w końcu przestaliśmy ze sobą rozmawiać. 

 

Na pomoc wkroczyli rodzice - zarówno jego jak i jej. Rozmawiali, zaczęli przyjeżdżać do Lublina, robić zakupy, uregulowali zadłużenie, zaproponowali wizytę u psychologa, ale Maciej stanowczo odmówił. Monika zaczęła go straszyć, że zabierze dzieci i odejdzie, ale tu dostała dobrą pracę, miała przyjaciół - tu był jej dom, a właściwie jego i nie mogła mu kazać się wyprowadzić... 

 

Musiałam podjąć decyzję o rozwodzie i w głębi duszy wtedy właśnie liczyłam, że może to go zmieni. Niestety tak się nie stało. Podzieliliśmy dom "na pół". Zmieniłam PIN, hasła, loginy. Żyjemy jak obcy ludzie w jednym domu i już chyba nic tego nie zmieni. Ja cały czas mam do siebie pretensje - jak tylko się dowiedziałam o jego uzależnieniu od gier to też myślałam, że to przeze mnie, że może stracił mną zainteresowanie, bo utyłam po ciąży, trochę się zaniedbałam... Teraz już przywykłam do tego, chociaż uważam że powinien zacząć się leczyć - mamy dwojkę dzieci i jeśli nie dla mnie, to powinien wziąć się w garść dla swoich synów.  Jak widać na załączonym  obrazku na razie tego nie zamierza..

 KKR

Czytaj koniecznie Jak żyć z osobą uzależnioną od gier komputerowych?

Powrót
Reklama:

Wzięli ślub bardzo wcześnie - Monika miała zaledwie 22 lat, Maciej 25. Znali się od dawna, spotykali od 3 lat. Znajomi mówili, że są idealną parą. Mieli już synka - Monika zaszła w ciążę w wieku 18 lat, zamieszkali razem w pięknym domu z ogródkiem wybudowanym dzięki pomocy rodziców. Nic nie wskazywało na to, że kilka lat po pięknym ślubie i hucznym weselu ich małżeństwo rozpadnie się jak domek z kart - dosłownie, bo poszło o gry...

 

Nigdy w życiu nie przypuszczałabym, że będę zmuszona zostawić mojego męża, mężczyznę w którym byłam szaleńczo zakochana, ojca moich dwóch synków. Ja dalej nie potrafię uwierzyć w to wszystko - znaliśmy się bardzo długo, mieszkaliśmy razem już na długo przed ślubem i nic nie wskazywało na to, że Maciek jest uzależniony od gier komputerowych. Przecież jak przebywasz z kimś praktycznie 24 godziny na dobę, to takich rzeczy nie da się przeoczyć. Winię za to siebie i będę się winić już chyba do końca życia. Jak mogłam tego nie zuważyć? Oczywiście, że grał w gry, ale wszyscy grają. Wracał z pracy, jadł obiad, albo kolację i szedł na górę żeby się "odstresować". Miałam mu zbronić? Ja w tym czasie zmywałam, zajmowałam się dziećmi. Potem spędzaliśmy czas razem, odwiedzali nas znajomi, czasami wychodziliśmy kiedy jeszcze mama pomagała mi z dzieciakami. Przysięgam! Niczego nie zauważyłam i gdybym mogła cofnąć czas to wyrzuciłabym ten przeklęty komputer na śmietnik, razem z innymi grami. Teraz jestem spokojniejsza, ale gdybyś zobaczyła mnie wtedy kiedy przejrzałam na oczy i zobaczyłam co się dzieje to byś mnie nie poznała. Chodziłam, płakałam, błagałam go żeby zaczął zajmować się dziećmi, że toniemy w długach. Patrzył na mnie jak na wariatkę, nic nie mówił, zresztą nawet jego wzrok był nieobecny... Tak jakby nie wiedział co się dzieje, jakby żył w innym świecie.

 

Zaczęło się dosyć niewinnie. Monika miała wrażenie, że z konta bankowego giną jej pieniądze, ale wtedy pomyślała, że często płaci kartą kredytową i nie zawsze kontroluje swoje wydatki. Maciek coraz częściej wyjeżdżał służbowo - przynajmniej tak wmawiał Monice. Ufała mu, ale jego wyjazdy służbowe trwały coraz dłużej. Pieniędzy w domu nie przybywało, ona pracowała dorywczo, opiekowała się również nowo narodzonym dzieckiem. Po raz pierwszy zdziwiła się kiedy Maciej nie dostał wypłaty. To był czerwiec. 

 

Pamiętam doskonale, że wydawało mi się, że mam na koncie coraz mniej pieniędzy, ale skąd mogłam wiedzieć, że mój mąż mnie okrada. Znaliśmy swoje loginy, hasła, numery PIN, prowadziliśmy wspólny budżet domowy. Na początku nie brałam tego pod uwagę, bo często używałam karty kredytowej i nigdy nie zabierałam rachunków, nie sprawdzałam, nie zapisywałam. Nie orientowałam się w przelewach przez internet, nie opłacałam rachunków - wszystko robił Maciek. I nagle wszystko wybuchło - dosłownie wszystko w jednym momencie. Okazało się, że nasz telefon domowy jest wyłączony, że mamy nieopłacone mieszkanie, a na moim koncie nie ma już żadnych pieniędzy! To nie koniec - nasz starszy syn miał jechać na kolonie, pieniądze które dostał od dziadków były odłożone i schowane - jak się domyślasz tych pieniędzy również już nie było.

Jak się dowiedziałam? Zadzwoniłam do działu obsługi klienta żeby zapytać co się dzieje z naszym telefonem domowym. Byłam w szoku i było mi tak głupio... Poczekałam na Maćka aż wróci z pracy i zrobiłam mu nieziemską awanturę. Wtedy powiedział mi, że to nie wszystko... Nagle oprzytomniałam, a on przestał się ukrywać - tak jakby uznał, że skoro już wiem to powiem "ok, nie martw się zapłacimy za wszystko". Spytałam się go gdzie są pieniądze z jego wypłaty, powiedział że nie dostał w tym miesiącu, nie uwierzyłam... Okazało się, że wszystkie pieniądze poszły na opłacenie jakiejś internetowej gry, w której kupuje się wirtualne przedmioty za całkiem realne pieniądze. Jak można być takim idiotą? 

Od tamtej pory wszystko zaczęło się sypać między nami. Przestaliśmy sypiać w jednym łóżku, on kiedy nie pracował spędzał całe dnie i noce na górze. Schodził wyłącznie po jedzenie do lodówki. Na początku kłóciliśmy się po kilka razy dziennie, ja starałam się odciągnąć go na siłę od komputera, ale to tylko wszystko pogarszało. Nie pomagał mój płacz, krzyki, w końcu przestaliśmy ze sobą rozmawiać. 

 

Na pomoc wkroczyli rodzice - zarówno jego jak i jej. Rozmawiali, zaczęli przyjeżdżać do Lublina, robić zakupy, uregulowali zadłużenie, zaproponowali wizytę u psychologa, ale Maciej stanowczo odmówił. Monika zaczęła go straszyć, że zabierze dzieci i odejdzie, ale tu dostała dobrą pracę, miała przyjaciół - tu był jej dom, a właściwie jego i nie mogła mu kazać się wyprowadzić... 

 

Musiałam podjąć decyzję o rozwodzie i w głębi duszy wtedy właśnie liczyłam, że może to go zmieni. Niestety tak się nie stało. Podzieliliśmy dom "na pół". Zmieniłam PIN, hasła, loginy. Żyjemy jak obcy ludzie w jednym domu i już chyba nic tego nie zmieni. Ja cały czas mam do siebie pretensje - jak tylko się dowiedziałam o jego uzależnieniu od gier to też myślałam, że to przeze mnie, że może stracił mną zainteresowanie, bo utyłam po ciąży, trochę się zaniedbałam... Teraz już przywykłam do tego, chociaż uważam że powinien zacząć się leczyć - mamy dwojkę dzieci i jeśli nie dla mnie, to powinien wziąć się w garść dla swoich synów.  Jak widać na załączonym  obrazku na razie tego nie zamierza..

 KKR

Czytaj koniecznie Jak żyć z osobą uzależnioną od gier komputerowych?

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

uzależnienie,  małżeństwo,  rodzina,  rozwód,  gry komputerowe,  uzależnienie od gier, 

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót