Reklama

Grzegorz Staniszewski urodził się w Otwocku. Od 13 lat mieszka w Danii. Właśnie ukończył Copenhagen Business School na kierunku Business and Development, ale jego największą pasją jest genealogia. Swoją drogą o Grzegorzu i jego hobby dowiedziałam się od znajomej, którą również odszukał w swoim drzewie genealogicznym...

Genealogię zaszczepiła w nim babcia. Iskra, którą od niej otrzymał nie wygasła do dnia dzisiejszego.

Już w dzieciństwie babcia opowiadała mi różne wojenne historie - jak ją pogryzł owczarek niemiecki, bo go esesman nasłał, albo o prababci z Chin, ale wtedy byłem zbyt mały żeby zająć się tym na poważnie. Wszystko jednak powróciło kiedy dorosłem. Zacząłem się interesować tym dokładnie mniej więcej 12 lat temu i od tamtego czasu jestem uzależniony. Miałem trochę spóźniony zapłon, ale historie babci były we mnie przez ten cały czas i zapewne kiełkowały. To była moja ostatnia babcia - zmarła jak miałem 12 lat. Pozostali dziadkowie odeszli jeszcze wcześniej. 

 

Kiedy dorosłem wszystko zaczęło się tym razem od "przesłuchań". Czyli rozmów z mamą, a później z bliższą i dalszą rodziną. Odwiedzałem, dopytywałem się, skanowałem zdjęcia, zbierałem i spisywałem historie. Musiałem przekroczyć próg roku 1900 żeby móc pójść do archiwum i szukać dalej, bo archiwa posiadają dokumenty metrykalne z okresu sprzed 100 lat i starszych.

 

Babcia Grzegorza.

 

Rodzina chętnie opowiadała, ale jak przyznaje sam Grzegorz większość z nich nie wiedziała zbyt wiele na temat przodków - przede wszystkim ze względu na powojenne losy części rodziny. Musiał drążyć, dopytywać, wyciągać informacje i powoli zmierzać po nitce do kłębka. Nie było to łatwe, a relacje rodzinne czasami różniły się wersjami. 

Jedna ciocia coś powiedziała, druga coś dopowiedziała i tak mniej więcej tworzył się obraz całości. Najgorsze, że czasami ciotki miały różne wersje. Niektóre znacznie się różniły, ale w większości przypadków chodziło o szczegóły np. czy wujek Tadek umarł na płuca czy to było coś z żołądkiem. Niektórzy już od progu łapali się za głowy i mówili, że nic nie wiedzą, ale zawsze udało mi się coś z nich wycisnąć. Po pewnym czasie z tych relacji miałem taką układankę, którą znałem lepiej niż większość osób, z którymi rozmawiałem i to też mi dużo dawało, bo krewni czuli, że wiem o kim mówię i że jestem tym naprawdę zainteresowany. 

Oni są w końcu częścią składową mojej osoby i każdy z nich w jakiś sposób się do mojego istnienia przyczynił. Mnie takie rzeczy niezmiernie fascynują.

 

Hipolit Czernobajew. Krewny Grzegorza z Chełma. Fotograf.

 

Ale to był dopiero początek. Grzegorz spędzał czas w archiwach, podróżował do parafii, do dalekich krewnych odnalezionych przez Internet. Potrafił niespodziewanie zapukać do drzwi i oznajmić osobie w nich stojącej, że są krewnymi. Jak sam stwierdził - genealogia zaczęła żyć własnym życiem. Zaczęła rosnąć i rozwijać się. Pewnego razu będąc na wymianie w Tokio postanowił  pojechać do Chin, aby odwiedzić wioskę, w której żyła jego prababcia. 

Pewnego razu odwiedziłem stryja, którego chciałem wypytać o rodzinę. Okazało się, że zachował stare fotografie i listy od mojej prababci Tatiany. Na szczęście się zachowały, bo chciał je już wyrzucić, nie były mu potrzebne więc je z radością przygarnąłem. Moja prababcia była Rosjanką urodzoną w Chinach. Sporo w nich opisała, ale część listów nie przetrwała więc były tam pewne luki. Niemniej jednak wyraźnie napisała, że urodziła się w Chinach na stacji gdzie pracował jej ojciec, który był inżynierem kolejnictwa.

Historie zapisane w listach były niesamowite! One mnie zafascynowały! Przypominały historie z hollywoodzkich filmów. Dowiedziałem się np. o tym, że mieli służbę w domu z Rosji i z Chin, że była również niania pochodząca z Japonii. Te listy są dla mnie jak skarby, szczególnie, że prababcia sama uczyła się polskiego. 

 

Krewna Grzegorza. 

 

Będąc na wymianie w Japonii miałem 2 miesiące wiosennych wakacji więc postanowiłem, że muszę pojechać w te miejsca, w których żyła moja rodzina, bo były tak blisko. Znalazłem wioskę prababci, ale byłem w niej niestety tylko jakieś 10 minut. Było tam bardzo trudno dojechać, a znajomi Chińczycy, z którymi byłem chcieli wrócić tego samego dnia do hotelu. Może jeszcze kiedyś tam wrócę, ale przydałaby się znajomość języka. 

 

Wioska w Chinach gdzie urodziła się prababcia Grzegorza.

 

Jeśli chodzi o "pukanie do drzwi" (śmiech) - tak miałem z jedną kuzynką. Wiedziałem mniej więcej gdzie mieszka, ale gdy tam poszedłem kobieta, która otworzyła mi drzwi powiedziała, że się wyprowadzili i podała mi nowy adres. Poszedłem tam, zapukałem i mówię: "Dzień dobry, czy może ciocia Teresa?". Była w szoku, ale oczywiście takim pozytywnym, bo to dość bliska rodzina, ale kontakt między naszymi gałęziami zupełnie się urwał, a teraz dzięki Internetowi po 30 latach udało się go znowu odnowić i wciąż podtrzymywać. 

 

Dzięki listom prababci Tatiany Grzegorz był w stanie odnaleźć krewnych żyjąch w Moskwie. Jego pasja pozwoliła mu nie tylko zajrzeć w głąb historii swojej rodziny, ale również w głąb siebie. 

Za część moich pasji być może zawsze była odpowiedzialna rodzina, bo okazuje się, że pradziadek kochał fotografię, a prapradziadkowie aktorstwo, które zawsze mnie pociągało - byłem nawet w szkole aktorskiej, a tu nagle się dowiedziałem, że prapradziadkowie grali na scenie i byli zapraszani na występy przez profesjonalistów.

Przez 12 lat trochę się tego nazbierało, w drzewie mam 7 tysięcy osób więc jakiś początek już jest. Są wśród nich japońscy szpiedzy, kapelan wojska polskiego, więźniowei na Uralu, zubożała szlachta. Istnieją nawet legendy o baronie, który uciekł do Francji podczas rewolucji, ale niestety do tej pory bez pokrycia. Bardzo dużo ksiąg metrykalnych z mojej parafii już nie istnieje. Były niszczone przez Rosjan, Szwedów, pożary itd. Najstarszy przodek, którego znalazłem będzie z okolic 1650 roku - wiem jak miał na imię, z kim wziął ślub i kiedy. Jednym z najcudowniejszych znalezisk jest dla mnie grób mojego praprapradziadka - prawie 135-letni. 

Teraz próbuję wykorzystywać Facebook i Naszą Klasę do poszukiwań. Łączę również badania genealogiczne z pomocą ze strony genetyki i badań DNA. Istnieją nazwiska, które są dla mnie mniej i bardziej ciekawe, bo jeśli wiemy, że takich np. Kowalskich jest 130 tysięcy w Polsce to szukałbym igły w stogu siana. Ale trafiam również na nazwiska nietypowe np. szukam Trusów w całej Polsce. Jest też jedna linia gdzie kuzynka wyszła za obywatela Turcji 100 lat temu w Chełmie i wciąż bezowocnie szukam po nich krewnych.

 

Grzegorz Staniszewski. 

 

Znajomi Grzegorza mówią, że "podróżuje genealogicznie". I to się zgadza. Zresztą miłość do podróżowania również odziedziczył po przodkach, a w szczególności po pradziadku, który wyemigrował do Brazylii "za chlebem", ale nigdy już nie wrócił. 

To był bardzo ciekawy człowiek. W Brazylii miał swój zakład fotograficzny. Był masonem - mam datę kiedy wstąpił do loży i był również bigamistą. Moja prababka przeżyła pradziadka o 20 lat, a wątpię żeby w tamtych czasach brali rozwód. On wyjechał do Brazylii, a tam miał drugą żonę i czwartego syna. Wszyscy jego synowie zmarli przed nim samym - najstarszy z nich miał 32 lata i był nim mój dziadek (taka mała dygresyjka). 

 

Cmentarz w Brazylii gdzie pochowano padziadka Grzegorza. 

 

Misja. Nadzieja i ciekawość. 

Dlaczego to robię? Jest w tym trochę misji a la gałczyńskie "ocalić od zapomnienia", a troche nadziei, że po mnie też coś  zostanie. W genealogii ma się poczucie, że zawsze jest coś do odkrycia. Zawsze kochałem zbierać. Mama mówi, że jestem chomikiem, ale genealogia to jest też właśnie takie szukanie, zbieranie, odkrywanie, czasami mozna sie poczuc jak Sherlock Holmes. To taka fascynująca podróż, której jestem częścią. 

Prawda jest taka, że wszyscy nosimy w sobie takie historie i one tylko czekają na to żeby je odkryć - niektóre sa mroczne, niektóre śmieszne, ale one wszystkie nadają ludzim taką duszę, że stają się czymś więcej niż tylko wpisem w księdze czy starym zdjęciem.

Ja to po prostu kocham i tyle.

 

Katarzyna Krupka

Foto: właśność prywatna Grzegorz Staniszewski

 

 

 

 

Powrót
Reklama:
Podobne artykuły:

Grzegorz Staniszewski urodził się w Otwocku. Od 13 lat mieszka w Danii. Właśnie ukończył Copenhagen Business School na kierunku Business and Development, ale jego największą pasją jest genealogia. Swoją drogą o Grzegorzu i jego hobby dowiedziałam się od znajomej, którą również odszukał w swoim drzewie genealogicznym...

Genealogię zaszczepiła w nim babcia. Iskra, którą od niej otrzymał nie wygasła do dnia dzisiejszego.

Już w dzieciństwie babcia opowiadała mi różne wojenne historie - jak ją pogryzł owczarek niemiecki, bo go esesman nasłał, albo o prababci z Chin, ale wtedy byłem zbyt mały żeby zająć się tym na poważnie. Wszystko jednak powróciło kiedy dorosłem. Zacząłem się interesować tym dokładnie mniej więcej 12 lat temu i od tamtego czasu jestem uzależniony. Miałem trochę spóźniony zapłon, ale historie babci były we mnie przez ten cały czas i zapewne kiełkowały. To była moja ostatnia babcia - zmarła jak miałem 12 lat. Pozostali dziadkowie odeszli jeszcze wcześniej. 

 

Kiedy dorosłem wszystko zaczęło się tym razem od "przesłuchań". Czyli rozmów z mamą, a później z bliższą i dalszą rodziną. Odwiedzałem, dopytywałem się, skanowałem zdjęcia, zbierałem i spisywałem historie. Musiałem przekroczyć próg roku 1900 żeby móc pójść do archiwum i szukać dalej, bo archiwa posiadają dokumenty metrykalne z okresu sprzed 100 lat i starszych.

 

Babcia Grzegorza.

 

Rodzina chętnie opowiadała, ale jak przyznaje sam Grzegorz większość z nich nie wiedziała zbyt wiele na temat przodków - przede wszystkim ze względu na powojenne losy części rodziny. Musiał drążyć, dopytywać, wyciągać informacje i powoli zmierzać po nitce do kłębka. Nie było to łatwe, a relacje rodzinne czasami różniły się wersjami. 

Jedna ciocia coś powiedziała, druga coś dopowiedziała i tak mniej więcej tworzył się obraz całości. Najgorsze, że czasami ciotki miały różne wersje. Niektóre znacznie się różniły, ale w większości przypadków chodziło o szczegóły np. czy wujek Tadek umarł na płuca czy to było coś z żołądkiem. Niektórzy już od progu łapali się za głowy i mówili, że nic nie wiedzą, ale zawsze udało mi się coś z nich wycisnąć. Po pewnym czasie z tych relacji miałem taką układankę, którą znałem lepiej niż większość osób, z którymi rozmawiałem i to też mi dużo dawało, bo krewni czuli, że wiem o kim mówię i że jestem tym naprawdę zainteresowany. 

Oni są w końcu częścią składową mojej osoby i każdy z nich w jakiś sposób się do mojego istnienia przyczynił. Mnie takie rzeczy niezmiernie fascynują.

 

Hipolit Czernobajew. Krewny Grzegorza z Chełma. Fotograf.

 

Ale to był dopiero początek. Grzegorz spędzał czas w archiwach, podróżował do parafii, do dalekich krewnych odnalezionych przez Internet. Potrafił niespodziewanie zapukać do drzwi i oznajmić osobie w nich stojącej, że są krewnymi. Jak sam stwierdził - genealogia zaczęła żyć własnym życiem. Zaczęła rosnąć i rozwijać się. Pewnego razu będąc na wymianie w Tokio postanowił  pojechać do Chin, aby odwiedzić wioskę, w której żyła jego prababcia. 

Pewnego razu odwiedziłem stryja, którego chciałem wypytać o rodzinę. Okazało się, że zachował stare fotografie i listy od mojej prababci Tatiany. Na szczęście się zachowały, bo chciał je już wyrzucić, nie były mu potrzebne więc je z radością przygarnąłem. Moja prababcia była Rosjanką urodzoną w Chinach. Sporo w nich opisała, ale część listów nie przetrwała więc były tam pewne luki. Niemniej jednak wyraźnie napisała, że urodziła się w Chinach na stacji gdzie pracował jej ojciec, który był inżynierem kolejnictwa.

Historie zapisane w listach były niesamowite! One mnie zafascynowały! Przypominały historie z hollywoodzkich filmów. Dowiedziałem się np. o tym, że mieli służbę w domu z Rosji i z Chin, że była również niania pochodząca z Japonii. Te listy są dla mnie jak skarby, szczególnie, że prababcia sama uczyła się polskiego. 

 

Krewna Grzegorza. 

 

Będąc na wymianie w Japonii miałem 2 miesiące wiosennych wakacji więc postanowiłem, że muszę pojechać w te miejsca, w których żyła moja rodzina, bo były tak blisko. Znalazłem wioskę prababci, ale byłem w niej niestety tylko jakieś 10 minut. Było tam bardzo trudno dojechać, a znajomi Chińczycy, z którymi byłem chcieli wrócić tego samego dnia do hotelu. Może jeszcze kiedyś tam wrócę, ale przydałaby się znajomość języka. 

 

Wioska w Chinach gdzie urodziła się prababcia Grzegorza.

 

Jeśli chodzi o "pukanie do drzwi" (śmiech) - tak miałem z jedną kuzynką. Wiedziałem mniej więcej gdzie mieszka, ale gdy tam poszedłem kobieta, która otworzyła mi drzwi powiedziała, że się wyprowadzili i podała mi nowy adres. Poszedłem tam, zapukałem i mówię: "Dzień dobry, czy może ciocia Teresa?". Była w szoku, ale oczywiście takim pozytywnym, bo to dość bliska rodzina, ale kontakt między naszymi gałęziami zupełnie się urwał, a teraz dzięki Internetowi po 30 latach udało się go znowu odnowić i wciąż podtrzymywać. 

 

Dzięki listom prababci Tatiany Grzegorz był w stanie odnaleźć krewnych żyjąch w Moskwie. Jego pasja pozwoliła mu nie tylko zajrzeć w głąb historii swojej rodziny, ale również w głąb siebie. 

Za część moich pasji być może zawsze była odpowiedzialna rodzina, bo okazuje się, że pradziadek kochał fotografię, a prapradziadkowie aktorstwo, które zawsze mnie pociągało - byłem nawet w szkole aktorskiej, a tu nagle się dowiedziałem, że prapradziadkowie grali na scenie i byli zapraszani na występy przez profesjonalistów.

Przez 12 lat trochę się tego nazbierało, w drzewie mam 7 tysięcy osób więc jakiś początek już jest. Są wśród nich japońscy szpiedzy, kapelan wojska polskiego, więźniowei na Uralu, zubożała szlachta. Istnieją nawet legendy o baronie, który uciekł do Francji podczas rewolucji, ale niestety do tej pory bez pokrycia. Bardzo dużo ksiąg metrykalnych z mojej parafii już nie istnieje. Były niszczone przez Rosjan, Szwedów, pożary itd. Najstarszy przodek, którego znalazłem będzie z okolic 1650 roku - wiem jak miał na imię, z kim wziął ślub i kiedy. Jednym z najcudowniejszych znalezisk jest dla mnie grób mojego praprapradziadka - prawie 135-letni. 

Teraz próbuję wykorzystywać Facebook i Naszą Klasę do poszukiwań. Łączę również badania genealogiczne z pomocą ze strony genetyki i badań DNA. Istnieją nazwiska, które są dla mnie mniej i bardziej ciekawe, bo jeśli wiemy, że takich np. Kowalskich jest 130 tysięcy w Polsce to szukałbym igły w stogu siana. Ale trafiam również na nazwiska nietypowe np. szukam Trusów w całej Polsce. Jest też jedna linia gdzie kuzynka wyszła za obywatela Turcji 100 lat temu w Chełmie i wciąż bezowocnie szukam po nich krewnych.

 

Grzegorz Staniszewski. 

 

Znajomi Grzegorza mówią, że "podróżuje genealogicznie". I to się zgadza. Zresztą miłość do podróżowania również odziedziczył po przodkach, a w szczególności po pradziadku, który wyemigrował do Brazylii "za chlebem", ale nigdy już nie wrócił. 

To był bardzo ciekawy człowiek. W Brazylii miał swój zakład fotograficzny. Był masonem - mam datę kiedy wstąpił do loży i był również bigamistą. Moja prababka przeżyła pradziadka o 20 lat, a wątpię żeby w tamtych czasach brali rozwód. On wyjechał do Brazylii, a tam miał drugą żonę i czwartego syna. Wszyscy jego synowie zmarli przed nim samym - najstarszy z nich miał 32 lata i był nim mój dziadek (taka mała dygresyjka). 

 

Cmentarz w Brazylii gdzie pochowano padziadka Grzegorza. 

 

Misja. Nadzieja i ciekawość. 

Dlaczego to robię? Jest w tym trochę misji a la gałczyńskie "ocalić od zapomnienia", a troche nadziei, że po mnie też coś  zostanie. W genealogii ma się poczucie, że zawsze jest coś do odkrycia. Zawsze kochałem zbierać. Mama mówi, że jestem chomikiem, ale genealogia to jest też właśnie takie szukanie, zbieranie, odkrywanie, czasami mozna sie poczuc jak Sherlock Holmes. To taka fascynująca podróż, której jestem częścią. 

Prawda jest taka, że wszyscy nosimy w sobie takie historie i one tylko czekają na to żeby je odkryć - niektóre sa mroczne, niektóre śmieszne, ale one wszystkie nadają ludzim taką duszę, że stają się czymś więcej niż tylko wpisem w księdze czy starym zdjęciem.

Ja to po prostu kocham i tyle.

 

Katarzyna Krupka

Foto: właśność prywatna Grzegorz Staniszewski

 

 

 

 

loading...

Zostaw komentarz:

  • Komentarz od: ~pRJT8t ufgusoztgmrn, [url=http://coriyhzsfshm.com/]coriyhzsfshm[/url], [link=http://rptygmjyxpyr.com/]rptygmjyxpyr[/link], http://jmwrkjejqpwi.com/   zgłoś nadużycie  

    pRJT8t ufgusoztgmrn, [url=http://coriyhzsfshm.com/]coriyhzsfshm[/url], [link=http://rptygmjyxpyr.com/]rptygmjyxpyr[/link], http://jmwrkjejqpwi.com/

Powrót