Reklama

 Nigdy o nic nikogo nie prosiliśmy – mówi Anna Szamik, babcia Jasia. - Jakoś człowiek dawał sobie radę. Nigdy w życiu nie przyszło mi do głowy, że trzeba będzie do obcych rękę wyciągać.

 

 

Jaś z babcią.

 

Obie kobiety, gdy o tym mówią mają łzy w oczach. Ewelinie, która cały czas podczas naszej rozmowy trzyma się dzielnie, łamie się głos dopiero wtedy gdy mówimy o zbieraniu pieniędzy.

 

- Proszę mi wierzyć, łatwiej jest dawać, niż brać – wyjaśnia. - To naprawdę nie jest prosta sprawa. Ale muszę uratować Jasia.

 

Dziwny błysk w oku

 

Pierwsza ten dziwny błysk w oku chlopca zobaczyła babcia.

 

- Córka była w pracy – relacjonuje. - Karmiłam go tu w kuchni, właśnie przy tej lampie.

 

Pokazała oczko Ewelinie. Natychmiast zdecydowały, że trzeba do okulisty. Był zły okres, bo niedługo listopadowy weekend, na NFZ marzenie ściętej głowy. Pojechały prywatnie.

 

- Taka młoda lekarka, bardzo miła od ręki wysłała nas do kliniki okulistycznej – mówi babcia. - I po jej minie było widać, że coś nie tak, choć nie chciała nic więcej powiedzieć.

 

Diagnoza zapadła już za kilka dni i Jasio natychmiast trafił do Centrum Zdrowia Dziecka. Nowotwór złośliwy – siatkówczak, rocznie zaledwie 20 takich przypadków w całej Polsce. Nieleczony – pewna śmierć, leczenie polskimi standardami – duże prawdopodobieństwo straty oka, przerzutów do drugiego, do mózgu, ślepota.

 

- Grom z jasnego nieba, wali się świat, rodzisz piękne zdrowe dziecko, 10 punktów w skali Apgart – mówi Ewelina. - Za kilkanaście miesięcy musisz walczyć, by żyło. Szok.

 

Życie wywraca się do góry nogami. Wizyty u lekarzy, chemioterapia, wyjazdy do CZD. Nie ma dawnych planów, nie pamiętasz, co jeszcze miesiąc temu chciałaś robić. Najpierw oczywiście są łzy. Dużo łez i wielka rozpacz.

 

- Nie da się tego opisać – mówi Krzysztof Karwowski, ojciec Jasia.

 

Łzy poszły do kąta

 

Ale łzy trzeba obetrzeć i szukać ratunku. Ewelina ślęczy w internecie. Już wie, że są metody, które pomogły innym dzieciom. Ale leczone były zagranicą.

 

- Kubuś z Rzeszowa, Adaś z Lublina – wylicza Ewelina. - Ten sam nowotwór, wyleczony, widzą. Byli u Dawida Abramsona w nowym Jorku. On stosuje chemioterapię bezpośrednio do guza, podawaną przez żyłę w nodze. Rodzaj chemii dobierany jest indywidualnie, potrzeba trzy może cztery serie.

 

Ale jest jedno ale... Pieniądze. Olbrzymie. Pierwsza wizyta z dokładnym badaniem 300 tysięcy złotych, każda chemioterapia 140 tysięcy. Nawet gdyby wszystko sprzedali i tak by nie wystarczyło. Bo co mają? Mały murowany domek w Krępcu pod Świdnikiem...

 

- Zaczęliśmy zbierać pieniądze, wszędzie gdzie się dało. Zrobiliśmy stronę w internecie, na Facebooku – mówi Ewelina. - Są zbiórki w kościołach, w szkołach, ludzie pomagają, robią różne akcje. Naprawdę nie spodziewałam się takiego odzewu. To dodaje skrzydeł. Zebraliśmy od połowy listopada już ponad 300 tysięcy złotych!

 

I zbierają dalej, bo żeby z Jasiem ruszyć za ocean musi być na koncie około 500 tysięcy.

 

 

- Inaczej nie ma po co jechać – mówią Anna Szamik – Trzeba wpłacić 300 tysięcy na wizytę i od razu na chemioterapię te 140 tysięcy. Bo oni chemię podają natychmiast.

 

Więc nawet wczoraj Ewelina zwijała się jak w ukropie. Zbiórki, puszki, spotkania. Wieczorem w samochód i z Jaśkiem do CZD. Na kolejną chemioterapię, choć podawanie tej ogólnej chemii w sumie niewiele daje. Ale nie ma pewności, że Jasiek do Stanów pojedzie. Więc trzeba trwać choćby przy tej chemii...

 

Pół miliona do szczęścia

 

500 tysięcy złotych to kwota ogromna. Ale gdyby milion osób wpłaciło tylko po 50 groszy, to przecież żadna z nich nawet by tego nie poczuła... Tylko jak ich do tego przekonać? Niejeden chory Jasiek na świecie, są też inni potrzebujący.

 

- Sama świadomość, że gdzieś jest leczenie dla twojego dziecka, ale ty nie masz na to pieniędzy, jest straszne – mówi Ewelina. - Nie życzę tego żadnej matce. Wiesz, że twój synek może umrzeć, w najlepszym razie oślepnie, patrzysz na niego i jesteś bezradna. Dlatego podjęłam tę walkę. Ale wiem, że mogę wyłącznie prosić, nie mogę niczego wymagać.

 

Więc prosi, gdzie się da. Dziękuje za wszystko. Bo juz sam fakt, że moglaby zapewnić synowi najlepsze leczenie na świecie dałby spokój i odrobinę szczęścia.

 

- Każdy grosz jest dla nas na wagę złota – dodaje babcia Jasia. - I jesteśmy wdzięczni za wszystko, nie tylko za pieniądze, za dobre słowo, za wsparcie. To podtrzymuje na duchu, daje siły by to wszystko jakoś znieść.

 

Bo ludzie są dobrzy

 

Ewelina wierzy, że uzbiera na leczenie, choć nie może być przecież pewna do końca. Co do jednego się przekonała.

 

- Nie wierzcie w to, co mówią o ludziach, co pokazują w mediach, że świat jest zły, że wszyscy kłamią, oszukują – mówi. - Ludzie są dobrzy, maja wielkie serca.

 

Nie wątpi, że właśnie dzięki tym dobrym ludziom jakoś zniesie to wszystko. Bo musi. Dla Jaśka.

 

- Człowiek nie wie, ile może unieść. Straciłam szybko męża, miał zaledwie 48 lat – dodaje babcia. - Miałam nadzieje, że to koniec nieszczęść. Teraz nadeszło następne. I też trzeba za bary się z nim brać. I wierzyć, że wszystko się dobrze skończy.

 

Magdalena Gorostiza

Z ostatniej chwili Wielki koncert dla małego Jasia

Zdjecia archiwum prywatne Eweliny Karwowskiej

Czytaj także Bezradność

Licytujmy dla Jasia! Nie damy Jasiowi amputowac oka!

Jak babcia Adasia z siatkówczakiem walczyła

Jak pomóc?

 

Szybkie wpłaty dla Jasia znajdziecie na jego stronie: http://oczkojasia.pl/pl/

Jaś jest także podopiecznym fundacji “LUDZIE SERCA”.
PAYPAL W ZAKŁADCE "WESPRZYJ"
http://www.ludzie-serca.pl/wesprzyj-nas
Wpłaty można kierować na konto fundacji:
Alior Bank
81249000050000453026399793
IBAN: PL81249000050000453026399793
BIC/SWIFT: ALBPPLPW
KONIECZNIE Z DOPISKIEM:
Jasio Karwowski - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Pomóc Jasiowi można również dokonując wpłaty na konto:
Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”
Bank BZ WBK
31 1090 2835 0000 0001 2173 1374
Tytułem:
“195 pomoc w leczeniu Jasia Karwowskiego”

Aby przekazać 1% podatku dla Jasia:
należy w formularzu PIT wpisać KRS 0000382243
oraz w rubryce ’Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%’ wpisać “195 pomoc dla Jasia Karwowskiego”

Możecie też brać udział w aukcjach na Allegro: Aukcje dla Jasia Karwowskiego

 

 

Powrót
Reklama:
Podobne artykuły:

 Nigdy o nic nikogo nie prosiliśmy – mówi Anna Szamik, babcia Jasia. - Jakoś człowiek dawał sobie radę. Nigdy w życiu nie przyszło mi do głowy, że trzeba będzie do obcych rękę wyciągać.

 

 

Jaś z babcią.

 

Obie kobiety, gdy o tym mówią mają łzy w oczach. Ewelinie, która cały czas podczas naszej rozmowy trzyma się dzielnie, łamie się głos dopiero wtedy gdy mówimy o zbieraniu pieniędzy.

 

- Proszę mi wierzyć, łatwiej jest dawać, niż brać – wyjaśnia. - To naprawdę nie jest prosta sprawa. Ale muszę uratować Jasia.

 

Dziwny błysk w oku

 

Pierwsza ten dziwny błysk w oku chlopca zobaczyła babcia.

 

- Córka była w pracy – relacjonuje. - Karmiłam go tu w kuchni, właśnie przy tej lampie.

 

Pokazała oczko Ewelinie. Natychmiast zdecydowały, że trzeba do okulisty. Był zły okres, bo niedługo listopadowy weekend, na NFZ marzenie ściętej głowy. Pojechały prywatnie.

 

- Taka młoda lekarka, bardzo miła od ręki wysłała nas do kliniki okulistycznej – mówi babcia. - I po jej minie było widać, że coś nie tak, choć nie chciała nic więcej powiedzieć.

 

Diagnoza zapadła już za kilka dni i Jasio natychmiast trafił do Centrum Zdrowia Dziecka. Nowotwór złośliwy – siatkówczak, rocznie zaledwie 20 takich przypadków w całej Polsce. Nieleczony – pewna śmierć, leczenie polskimi standardami – duże prawdopodobieństwo straty oka, przerzutów do drugiego, do mózgu, ślepota.

 

- Grom z jasnego nieba, wali się świat, rodzisz piękne zdrowe dziecko, 10 punktów w skali Apgart – mówi Ewelina. - Za kilkanaście miesięcy musisz walczyć, by żyło. Szok.

 

Życie wywraca się do góry nogami. Wizyty u lekarzy, chemioterapia, wyjazdy do CZD. Nie ma dawnych planów, nie pamiętasz, co jeszcze miesiąc temu chciałaś robić. Najpierw oczywiście są łzy. Dużo łez i wielka rozpacz.

 

- Nie da się tego opisać – mówi Krzysztof Karwowski, ojciec Jasia.

 

Łzy poszły do kąta

 

Ale łzy trzeba obetrzeć i szukać ratunku. Ewelina ślęczy w internecie. Już wie, że są metody, które pomogły innym dzieciom. Ale leczone były zagranicą.

 

- Kubuś z Rzeszowa, Adaś z Lublina – wylicza Ewelina. - Ten sam nowotwór, wyleczony, widzą. Byli u Dawida Abramsona w nowym Jorku. On stosuje chemioterapię bezpośrednio do guza, podawaną przez żyłę w nodze. Rodzaj chemii dobierany jest indywidualnie, potrzeba trzy może cztery serie.

 

Ale jest jedno ale... Pieniądze. Olbrzymie. Pierwsza wizyta z dokładnym badaniem 300 tysięcy złotych, każda chemioterapia 140 tysięcy. Nawet gdyby wszystko sprzedali i tak by nie wystarczyło. Bo co mają? Mały murowany domek w Krępcu pod Świdnikiem...

 

- Zaczęliśmy zbierać pieniądze, wszędzie gdzie się dało. Zrobiliśmy stronę w internecie, na Facebooku – mówi Ewelina. - Są zbiórki w kościołach, w szkołach, ludzie pomagają, robią różne akcje. Naprawdę nie spodziewałam się takiego odzewu. To dodaje skrzydeł. Zebraliśmy od połowy listopada już ponad 300 tysięcy złotych!

 

I zbierają dalej, bo żeby z Jasiem ruszyć za ocean musi być na koncie około 500 tysięcy.

 

 

- Inaczej nie ma po co jechać – mówią Anna Szamik – Trzeba wpłacić 300 tysięcy na wizytę i od razu na chemioterapię te 140 tysięcy. Bo oni chemię podają natychmiast.

 

Więc nawet wczoraj Ewelina zwijała się jak w ukropie. Zbiórki, puszki, spotkania. Wieczorem w samochód i z Jaśkiem do CZD. Na kolejną chemioterapię, choć podawanie tej ogólnej chemii w sumie niewiele daje. Ale nie ma pewności, że Jasiek do Stanów pojedzie. Więc trzeba trwać choćby przy tej chemii...

 

Pół miliona do szczęścia

 

500 tysięcy złotych to kwota ogromna. Ale gdyby milion osób wpłaciło tylko po 50 groszy, to przecież żadna z nich nawet by tego nie poczuła... Tylko jak ich do tego przekonać? Niejeden chory Jasiek na świecie, są też inni potrzebujący.

 

- Sama świadomość, że gdzieś jest leczenie dla twojego dziecka, ale ty nie masz na to pieniędzy, jest straszne – mówi Ewelina. - Nie życzę tego żadnej matce. Wiesz, że twój synek może umrzeć, w najlepszym razie oślepnie, patrzysz na niego i jesteś bezradna. Dlatego podjęłam tę walkę. Ale wiem, że mogę wyłącznie prosić, nie mogę niczego wymagać.

 

Więc prosi, gdzie się da. Dziękuje za wszystko. Bo juz sam fakt, że moglaby zapewnić synowi najlepsze leczenie na świecie dałby spokój i odrobinę szczęścia.

 

- Każdy grosz jest dla nas na wagę złota – dodaje babcia Jasia. - I jesteśmy wdzięczni za wszystko, nie tylko za pieniądze, za dobre słowo, za wsparcie. To podtrzymuje na duchu, daje siły by to wszystko jakoś znieść.

 

Bo ludzie są dobrzy

 

Ewelina wierzy, że uzbiera na leczenie, choć nie może być przecież pewna do końca. Co do jednego się przekonała.

 

- Nie wierzcie w to, co mówią o ludziach, co pokazują w mediach, że świat jest zły, że wszyscy kłamią, oszukują – mówi. - Ludzie są dobrzy, maja wielkie serca.

 

Nie wątpi, że właśnie dzięki tym dobrym ludziom jakoś zniesie to wszystko. Bo musi. Dla Jaśka.

 

- Człowiek nie wie, ile może unieść. Straciłam szybko męża, miał zaledwie 48 lat – dodaje babcia. - Miałam nadzieje, że to koniec nieszczęść. Teraz nadeszło następne. I też trzeba za bary się z nim brać. I wierzyć, że wszystko się dobrze skończy.

 

Magdalena Gorostiza

Z ostatniej chwili Wielki koncert dla małego Jasia

Zdjecia archiwum prywatne Eweliny Karwowskiej

Czytaj także Bezradność

Licytujmy dla Jasia! Nie damy Jasiowi amputowac oka!

Jak babcia Adasia z siatkówczakiem walczyła

Jak pomóc?

 

Szybkie wpłaty dla Jasia znajdziecie na jego stronie: http://oczkojasia.pl/pl/

Jaś jest także podopiecznym fundacji “LUDZIE SERCA”.
PAYPAL W ZAKŁADCE "WESPRZYJ"
http://www.ludzie-serca.pl/wesprzyj-nas
Wpłaty można kierować na konto fundacji:
Alior Bank
81249000050000453026399793
IBAN: PL81249000050000453026399793
BIC/SWIFT: ALBPPLPW
KONIECZNIE Z DOPISKIEM:
Jasio Karwowski - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Pomóc Jasiowi można również dokonując wpłaty na konto:
Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”
Bank BZ WBK
31 1090 2835 0000 0001 2173 1374
Tytułem:
“195 pomoc w leczeniu Jasia Karwowskiego”

Aby przekazać 1% podatku dla Jasia:
należy w formularzu PIT wpisać KRS 0000382243
oraz w rubryce ’Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%’ wpisać “195 pomoc dla Jasia Karwowskiego”

Możecie też brać udział w aukcjach na Allegro: Aukcje dla Jasia Karwowskiego

 

 

loading...

Zostaw komentarz:

  • Komentarz od: ~psicologo torrejon ardoz   zgłoś nadużycie  

    Es un goce encontrar a alguien que realmente sabe lo que están hablando en blogoesfera . Queda claro, que sabes cómo llevar articulo a la luz y que sea didáctico. Más gente tiene que leer esto. psicologo torrejon ardoz

  • Komentarz od: ~TElvPg vgrwmhzddsdz, [url=http://akfhopwffzcp.com/]akfhopwffzcp[/url], [link=http://ssdmwilcscvk.com/]ssdmwilcscvk[/link], http://dmnubrhwmocg.com/   zgłoś nadużycie  

    TElvPg vgrwmhzddsdz, [url=http://akfhopwffzcp.com/]akfhopwffzcp[/url], [link=http://ssdmwilcscvk.com/]ssdmwilcscvk[/link], http://dmnubrhwmocg.com/

  • Komentarz od: ~Olga   zgłoś nadużycie  

    Pani Katarzyno! Ma Pani dzieci? Pewnie nie.Gdyby Pani miała tak by Pani nie napisała, każda kochająca matka drży o zdrowie swojego dziecka.Ja byłam z moim w szpitalu 4 dni na zapalenie krtani-dusił się i ktoś powie, niby nic, ale serce się kraja jak się patrzy na swoje dziecko i wie się, że rożnie może być.Ja przeżyłam wielki stres i psychicznie byłam wykończona, współczuję mamie Jasia bo wiem co to znaczy chore dziecko.Udostępniam strone Jasia na facebooku, dołożylam sie do zbiórki, chociaż nie wiele mogę dać, ale każde pieniążki w tym przypadku są ważne i nie wyobrażam sytuacji gdyby mama Jasia nic nie zrobiła tak jak Pani pisze i czekała co się stanie gdyby nie leczyć, czy się wchłonie czy może się skończy śmiercią dziecka.Jak Pani tak może napisać, to jest straszne......

Rozwiń wszystkie komentarze
  • Komentarz od: ~katarzyna   zgłoszono nadużycie  

    Zastanawiam się ile było przypadków śmierci tego nowotworu gdy byl nie leczony. Lekarzom chodzi o zastraszanie bo przerażeni rodzice zrobią dla dziecka wszystko. Czesto takie guzy wchlaniaja sie same a chemia tylko zakloca naturalne mechanizmy obronne organizmu. Z reszta wiecej ludzi umiera na \"nowotwór\" po wycienczeniu przez chcemie... po co im az taka kasa za jeden maly blysk ale to wlasnie mechanixm big farmy... Współczuję serdecznie. wpłacam \"50gr\" i życzę dużo zdrowia i sił.

Powrót