Reklama

Gorzej jest tylko podobno w Rumunii, Litwie i na Bałkanach. Ale Macedonia wprowadziła powszechną internetową rejestrację w czasie rzeczywistym(e-booking), co przesunęło ją aż o 11 miejsc do przodu. Do lekarzy rejestruje się tam, tak samo szybko i skutecznie, jak pobiera swoje pieniądze z bankomatu. To nie jest jakiś tam eWUŚ, który przed okienkami rejestracyjnymi doprowadzał polskich pacjentów do szału, a lekarzy do palpitacji ze wstydu. 

Maleńki, choć najzamożniejszy w Europie Luksemburg możemy po cichu tylko podziwiać i naśladować. Wg raportu, najlepiej jest w Holandii i Szwajcarii. Trzecią lokatę zapewniły Norwegii bardzo wysokie nakłady na zdrowie. Czwarta z kolei Finlandia swój awans zawdzięcza znacznemu skróceniu oczekiwania na planowe zabiegi, które były tradycyjnie zmorą tego dobrze poukładanego systemu opieki zdrowotnej. Ale Czechy i Estonia, które wcale nie wydają na zdrowie rekordowych sum, mogą cieszyć się pozycją mocnych europejskich średniaków.

EHCI to ranking opracowywany na podstawie ogólnodostępnych danych statystycznych, ankiet wypełnianych przez pacjentów oraz niezależnych badań. Jest to oficjalne narzędzie Komisji Europejskiej, która ma zamiar prowadzić systematyczne oceny służby zdrowia w krajach członkowskich. Ocenia się m.in.: przestrzeganie praw pacjenta, czas oczekiwania na świadczenia medyczne, śmiertelność niemowląt, przeżywalność w przypadku chorób nowotworowych, zakres świadczeń gwarantowanych, działania profilaktyczne i dostępność do nowych leków - przekonuje dr Vytenas Andriukaitis, nowy europejski komisarz ds. zdrowia, rodem z Litwy.

Szybka ścieżka to polityczna ściema

Polska otrzymała wprost miażdżące oceny przede wszystkim z dostępności do leczenia. Co więcej, ocen tych nie poprawi w przyszłym roku nawet 9-tygodniowy pakiet onkologiczny, bowiem europejski standard wdrożenia terapii nowotworowej nie może przekroczyć 21 dni, kolejki na planowane operacje 90 dni, a na tomografię tylko siedem! Z terminami dla pacjentów jesteśmy w przysłowiowej czarnej dziurze.

W pierwszych dwóch tygodniach stycznia lekarze wydali, wg informacji Ministerstwa Zdrowia ponad 15 tysięcy zielonych kart. To pokazuje skalę problemu i potrzeb, ale nie możliwości. „To mi przypomina demonstracje pierwszomajowe w PRL, kiedy wszystkie słuszne hasła były wyniesione, a my klepaliśmy siermiężną biedę” – komentuje prof. Cezary Szczylik, wybitny onkolog z Wojskowego Instytutu Medycznego w rozmowie z „Medexpressem”. Może za wcześnie, by podsumowywać pakiet onkologiczny, ale wydaje się, że dużą część diagnostyki, przerzuca się na duże ośrodki. Nie podpowiedziano lekarzom rodzinnym, w jaki sposób należy takich pacjentów prowadzić. Zdaniem prof. Szczylika powinno się przeprowadzić program pilotażowy przynajmniej w dwóch NFZ: „biednym” i „bogatym”. A lekarzom pierwszego kontaktu przygotować listę placówek preferencyjnych, w których odbywałyby się badania. Lekarz wiedziałby, kto ma podpisany kontrakt, w jakich godzinach pracuje, jakie są telefony kontaktowe, dzięki czemu, w sposób płynny, kierowałby na określone badania. Lekarz POZ nie może kierować na wszystkie badania. Natomiast wysyłając do jakiegoś specjalisty, bo tak przewiduje pakiet, trafia na mur niemożności czasowej specjalistów, którzy już dziś są oblężeni – wylicza wady profesor. Lekarzom pierwszego kontaktu nie zaproponowano miejsc, w którym wykonuje się biopsję. Nie uzgodniono, jaka liczba patologów jest do dyspozycji w danym regionie. Nie uzgodniono warunków kontraktowania z tymi patologami. Na Lubelszczyźnie pracuje tylko 47 radioterapeutów onkologicznych, z czego 30 to specjaliści.

Szybka ścieżka leczenia chorych na raka na prowincji stoi pod znakiem zapytania. Powód? Brak specjalistów, którzy mogliby zasiąść w konsyliach lekarskich. Fundusz ma rozwiązanie – proponuje przewozić pacjentów do dużych ośrodków medycznych. – Jeśli szpital nie jest w stanie zwołać konsylium, powinien na własny koszt dostarczyć pacjenta do specjalistów w ośrodku onkologicznym i przywieźć go z powrotem, jeśli jest taka potrzeba – podkreśla Krzysztof Tuczapski, wiceprezes NFZ. Szpitale jednak zwracają uwagę, że zastosowanie nowego rozwiązania może się wiązać z trudnościami przy dokonywaniu rozliczeń przez placówki medyczne. NFZ za zorganizowanie konsylium płaci 5 pkt rozliczeniowych (czyli 260 zł). – Nie wiadomo jednak, jak tę kwotę rozliczyć i któremu świadczeniodawcy powinna ona zostać wypłacona– zastanawiają się dyrektorzy szpitali powiatowych. NFZ nie ma wątpliwości. – Zapłacimy temu świadczeniodawcy, u którego konsylium będzie się odbywało – wyjaśnia Krzysztof Tuczapski. Dodaje, że nie ma natomiast możliwości ustalania planu leczenia dla chorych tylko na podstawie dokumentacji medycznej.

 

To wymaga gruntownego remontu

Jedynki, czyli „szkolne pały” dostaliśmy w raporcie EHCI m.in. za wysoką śmiertelności po udarach, niską przeżywalność nowotworów, gronkowcowych zakażeń MRSA opornych na metycylinę, zbyt mało operacji zaćmy i transplantacji nerek na milion mieszkańców, fatalną geriatryczną opiekę długoterminową oraz niewiele dializ wykonywanych poza kliniką. Prewencja nadciśnienia i palenia papierosów, szczepienia HPV (rak szyjki macicy) oraz śmiertelność na drogach uzupełniają nasze niedostateczne oceny. Właściwie to się nie ma z czego cieszyć! Dobrze oceniono szczepienie niemowląt. Ale młode matki już dawno do tego przywykły.

„Od wielu lat dziwi nas brak skupienia polskiej polityki na opiece zdrowotnej i ewidentna bezradność w kwestii poprawy fatalnych warunków – mówi dr dr Arne Björnberg, kierownik paneuropejskich badań EHCI.

– Trudno tłumaczyć słabe wyniki Polski kryzysem ekonomicznym, gdyż polska gospodarka jest w dobrej kondycji. Nie brakuje też przykładów do naśladowania wśród sąsiadów, żeby wymienić tylko Estonię, Łotwę i Czechy. Polska musi wziąć się w garść i zająć takimi kwestiami jak niebezpiecznie długi okres oczekiwania na leczenie raka, zakażenia wewnątrzszpitalne, przywrócenie sprawiedliwości w służbie zdrowia, likwidacja anachronicznego zakazu aborcji i odbudowanie profilaktyki w leczeniu uzależnienia od tytoniu i alkoholu – to tylko niektóre z luk wymagających wypełnienia. Polska pozostaje coraz bardziej w tyle, zaś jej problemy wydają się z czasem pogłębiać, ostrzega. Różnice pomiędzy bogatą a biedną Europą rysują się coraz wyraźniej. Jakkolwiek zadziwia fakt, że Polska, pomimo silnego wzrostu gospodarczego w porównaniu z resztą Europy, nie potrafi zdobyć się na wystarczająco wysoki poziom opieki zdrowotnej – zastanawia się Björnberg.

 

A jak to robią najlepsi?

Holenderscy liderzy rankingu zawdzięczają swoją pozycję świadomym swoich praw pacjentom. Dystans pomiędzy pacjentami a pracownikami służby zdrowia systematycznie się tam skraca. Ustawodawstwo związane z prawami pacjenta, zaangażowanie w politykę dotyczącą opieki zdrowotnej, stało się w Europie czymś oczywistym. Z roku na rok systemy opieki zdrowotnej, często nieco opornie, otwierają się na pacjentów, biorą pod uwagę ich zdanie, uwagi i pomysły, co owocuje samouświadomieniem pacjenta. Nie chodzi tu tylko o opiekę zdrowotną, ale również inne pola nowoczesnego społeczeństwa. Dzięki temu pacjent może o wiele prościej niż kiedyś nawigować pomiędzy rożnymi ofertami opieki zdrowotnej.

 

Portalom internetowym, zapraszającym pacjentów do porównywania jakości usług medycznych już nie towarzyszy tam święte oburzenie medycznej konserwy, obrażonych luminarzy medycyny, niedowartościowanych związkowców. Wreszcie tych posiadaczy lekarskich dyplomów, których postęp w medycynie uwiera i rozleniwia, zamiast mobilizować.

 

Nie tylko kasa, ale szacunek się liczy

 

Po okresie względnej stabilizacji kadr lekarskich znów wzrasta popyt na ich pracę i życie za granicą. Falę lekarskiej emigracji, po akcesji do Unii Europejskiej, zatrzymała w latach 2006-2007 roztropna decyzja władz o wzroście wynagrodzeń lekarzy. Dziś gotowość do wyjazdów znów powraca. Lubelska Izba Lekarska w 2014 roku wydała 78 zaświadczeń lekarzom o potwierdzenie uznania kwalifikacji zawodowych umożliwiających podjęcie pracy w krajach Unii Europejskiej. To jest o ponad 15 zaświadczeń więcej niż przed rokiem. W 2011 roku tylko 41 osób, uważała, że im będzie tam lepiej. Nie tylko wyższe zarobki, ale przede wszystkim krótszy czas pracy i ogromne możliwości rozwoju zawodowego kuszą polskich lekarzy. Także warunki pracy, gorsze w kraju niż za granicą, biurokracja, wymogi sprawozdawcze NFZ powodują, że lekarze tracą apetyt na oddanie się urokom wymarzonego zawodu.

 

W naszym uroczym kraju, ułatwienia i uproszczenia dostępu do opieki zdrowotnej są niestety wciąż postrzegane jako przyzwolenie na niemoralną konsumpcję w nadmiarze czegoś, co powinno pozostać ściśle ograniczone. To jest oklepane motto polskiej polityki, wypisane sympatycznym atramentem na partyjnych sztandarach od lewa do prawa. Przewrotna filozofia uszczelniania polskiego systemu ochrony zdrowia ląduje właśnie na europejskim śmietniku. Ale przyszłość wydaje się oczywista i okrutna dla opornych: pacjenci i konsumenci będą oczekiwać lepszego przepływu informacji, poszerzania wiedzy. Aby podejmować świadome decyzje i system rzeczywiście udoskonalać. Najlepsi według EHCI to właśnie ci Europejczycy, którzy kwestionują „stare, dobre” metody, nie boja się ich wywracać do góry nogami. Po prostu rozumieją, że zbiorowa mądrość nowoczesnego społeczeństwa, jest niezwykle cenna, nie stanowi zagrożenia dla profesjonalistów ani nie jest uciążliwa.

 

Marek Stankiewicz, redaktor naczelny miesięcznika LIL MEDICUS

Czytaj także Dlaczego lekarze nie lubią pacjentów

 

Powrót
Reklama:

Gorzej jest tylko podobno w Rumunii, Litwie i na Bałkanach. Ale Macedonia wprowadziła powszechną internetową rejestrację w czasie rzeczywistym(e-booking), co przesunęło ją aż o 11 miejsc do przodu. Do lekarzy rejestruje się tam, tak samo szybko i skutecznie, jak pobiera swoje pieniądze z bankomatu. To nie jest jakiś tam eWUŚ, który przed okienkami rejestracyjnymi doprowadzał polskich pacjentów do szału, a lekarzy do palpitacji ze wstydu. 

Maleńki, choć najzamożniejszy w Europie Luksemburg możemy po cichu tylko podziwiać i naśladować. Wg raportu, najlepiej jest w Holandii i Szwajcarii. Trzecią lokatę zapewniły Norwegii bardzo wysokie nakłady na zdrowie. Czwarta z kolei Finlandia swój awans zawdzięcza znacznemu skróceniu oczekiwania na planowe zabiegi, które były tradycyjnie zmorą tego dobrze poukładanego systemu opieki zdrowotnej. Ale Czechy i Estonia, które wcale nie wydają na zdrowie rekordowych sum, mogą cieszyć się pozycją mocnych europejskich średniaków.

EHCI to ranking opracowywany na podstawie ogólnodostępnych danych statystycznych, ankiet wypełnianych przez pacjentów oraz niezależnych badań. Jest to oficjalne narzędzie Komisji Europejskiej, która ma zamiar prowadzić systematyczne oceny służby zdrowia w krajach członkowskich. Ocenia się m.in.: przestrzeganie praw pacjenta, czas oczekiwania na świadczenia medyczne, śmiertelność niemowląt, przeżywalność w przypadku chorób nowotworowych, zakres świadczeń gwarantowanych, działania profilaktyczne i dostępność do nowych leków - przekonuje dr Vytenas Andriukaitis, nowy europejski komisarz ds. zdrowia, rodem z Litwy.

Szybka ścieżka to polityczna ściema

Polska otrzymała wprost miażdżące oceny przede wszystkim z dostępności do leczenia. Co więcej, ocen tych nie poprawi w przyszłym roku nawet 9-tygodniowy pakiet onkologiczny, bowiem europejski standard wdrożenia terapii nowotworowej nie może przekroczyć 21 dni, kolejki na planowane operacje 90 dni, a na tomografię tylko siedem! Z terminami dla pacjentów jesteśmy w przysłowiowej czarnej dziurze.

W pierwszych dwóch tygodniach stycznia lekarze wydali, wg informacji Ministerstwa Zdrowia ponad 15 tysięcy zielonych kart. To pokazuje skalę problemu i potrzeb, ale nie możliwości. „To mi przypomina demonstracje pierwszomajowe w PRL, kiedy wszystkie słuszne hasła były wyniesione, a my klepaliśmy siermiężną biedę” – komentuje prof. Cezary Szczylik, wybitny onkolog z Wojskowego Instytutu Medycznego w rozmowie z „Medexpressem”. Może za wcześnie, by podsumowywać pakiet onkologiczny, ale wydaje się, że dużą część diagnostyki, przerzuca się na duże ośrodki. Nie podpowiedziano lekarzom rodzinnym, w jaki sposób należy takich pacjentów prowadzić. Zdaniem prof. Szczylika powinno się przeprowadzić program pilotażowy przynajmniej w dwóch NFZ: „biednym” i „bogatym”. A lekarzom pierwszego kontaktu przygotować listę placówek preferencyjnych, w których odbywałyby się badania. Lekarz wiedziałby, kto ma podpisany kontrakt, w jakich godzinach pracuje, jakie są telefony kontaktowe, dzięki czemu, w sposób płynny, kierowałby na określone badania. Lekarz POZ nie może kierować na wszystkie badania. Natomiast wysyłając do jakiegoś specjalisty, bo tak przewiduje pakiet, trafia na mur niemożności czasowej specjalistów, którzy już dziś są oblężeni – wylicza wady profesor. Lekarzom pierwszego kontaktu nie zaproponowano miejsc, w którym wykonuje się biopsję. Nie uzgodniono, jaka liczba patologów jest do dyspozycji w danym regionie. Nie uzgodniono warunków kontraktowania z tymi patologami. Na Lubelszczyźnie pracuje tylko 47 radioterapeutów onkologicznych, z czego 30 to specjaliści.

Szybka ścieżka leczenia chorych na raka na prowincji stoi pod znakiem zapytania. Powód? Brak specjalistów, którzy mogliby zasiąść w konsyliach lekarskich. Fundusz ma rozwiązanie – proponuje przewozić pacjentów do dużych ośrodków medycznych. – Jeśli szpital nie jest w stanie zwołać konsylium, powinien na własny koszt dostarczyć pacjenta do specjalistów w ośrodku onkologicznym i przywieźć go z powrotem, jeśli jest taka potrzeba – podkreśla Krzysztof Tuczapski, wiceprezes NFZ. Szpitale jednak zwracają uwagę, że zastosowanie nowego rozwiązania może się wiązać z trudnościami przy dokonywaniu rozliczeń przez placówki medyczne. NFZ za zorganizowanie konsylium płaci 5 pkt rozliczeniowych (czyli 260 zł). – Nie wiadomo jednak, jak tę kwotę rozliczyć i któremu świadczeniodawcy powinna ona zostać wypłacona– zastanawiają się dyrektorzy szpitali powiatowych. NFZ nie ma wątpliwości. – Zapłacimy temu świadczeniodawcy, u którego konsylium będzie się odbywało – wyjaśnia Krzysztof Tuczapski. Dodaje, że nie ma natomiast możliwości ustalania planu leczenia dla chorych tylko na podstawie dokumentacji medycznej.

 

To wymaga gruntownego remontu

Jedynki, czyli „szkolne pały” dostaliśmy w raporcie EHCI m.in. za wysoką śmiertelności po udarach, niską przeżywalność nowotworów, gronkowcowych zakażeń MRSA opornych na metycylinę, zbyt mało operacji zaćmy i transplantacji nerek na milion mieszkańców, fatalną geriatryczną opiekę długoterminową oraz niewiele dializ wykonywanych poza kliniką. Prewencja nadciśnienia i palenia papierosów, szczepienia HPV (rak szyjki macicy) oraz śmiertelność na drogach uzupełniają nasze niedostateczne oceny. Właściwie to się nie ma z czego cieszyć! Dobrze oceniono szczepienie niemowląt. Ale młode matki już dawno do tego przywykły.

„Od wielu lat dziwi nas brak skupienia polskiej polityki na opiece zdrowotnej i ewidentna bezradność w kwestii poprawy fatalnych warunków – mówi dr dr Arne Björnberg, kierownik paneuropejskich badań EHCI.

– Trudno tłumaczyć słabe wyniki Polski kryzysem ekonomicznym, gdyż polska gospodarka jest w dobrej kondycji. Nie brakuje też przykładów do naśladowania wśród sąsiadów, żeby wymienić tylko Estonię, Łotwę i Czechy. Polska musi wziąć się w garść i zająć takimi kwestiami jak niebezpiecznie długi okres oczekiwania na leczenie raka, zakażenia wewnątrzszpitalne, przywrócenie sprawiedliwości w służbie zdrowia, likwidacja anachronicznego zakazu aborcji i odbudowanie profilaktyki w leczeniu uzależnienia od tytoniu i alkoholu – to tylko niektóre z luk wymagających wypełnienia. Polska pozostaje coraz bardziej w tyle, zaś jej problemy wydają się z czasem pogłębiać, ostrzega. Różnice pomiędzy bogatą a biedną Europą rysują się coraz wyraźniej. Jakkolwiek zadziwia fakt, że Polska, pomimo silnego wzrostu gospodarczego w porównaniu z resztą Europy, nie potrafi zdobyć się na wystarczająco wysoki poziom opieki zdrowotnej – zastanawia się Björnberg.

 

A jak to robią najlepsi?

Holenderscy liderzy rankingu zawdzięczają swoją pozycję świadomym swoich praw pacjentom. Dystans pomiędzy pacjentami a pracownikami służby zdrowia systematycznie się tam skraca. Ustawodawstwo związane z prawami pacjenta, zaangażowanie w politykę dotyczącą opieki zdrowotnej, stało się w Europie czymś oczywistym. Z roku na rok systemy opieki zdrowotnej, często nieco opornie, otwierają się na pacjentów, biorą pod uwagę ich zdanie, uwagi i pomysły, co owocuje samouświadomieniem pacjenta. Nie chodzi tu tylko o opiekę zdrowotną, ale również inne pola nowoczesnego społeczeństwa. Dzięki temu pacjent może o wiele prościej niż kiedyś nawigować pomiędzy rożnymi ofertami opieki zdrowotnej.

 

Portalom internetowym, zapraszającym pacjentów do porównywania jakości usług medycznych już nie towarzyszy tam święte oburzenie medycznej konserwy, obrażonych luminarzy medycyny, niedowartościowanych związkowców. Wreszcie tych posiadaczy lekarskich dyplomów, których postęp w medycynie uwiera i rozleniwia, zamiast mobilizować.

 

Nie tylko kasa, ale szacunek się liczy

 

Po okresie względnej stabilizacji kadr lekarskich znów wzrasta popyt na ich pracę i życie za granicą. Falę lekarskiej emigracji, po akcesji do Unii Europejskiej, zatrzymała w latach 2006-2007 roztropna decyzja władz o wzroście wynagrodzeń lekarzy. Dziś gotowość do wyjazdów znów powraca. Lubelska Izba Lekarska w 2014 roku wydała 78 zaświadczeń lekarzom o potwierdzenie uznania kwalifikacji zawodowych umożliwiających podjęcie pracy w krajach Unii Europejskiej. To jest o ponad 15 zaświadczeń więcej niż przed rokiem. W 2011 roku tylko 41 osób, uważała, że im będzie tam lepiej. Nie tylko wyższe zarobki, ale przede wszystkim krótszy czas pracy i ogromne możliwości rozwoju zawodowego kuszą polskich lekarzy. Także warunki pracy, gorsze w kraju niż za granicą, biurokracja, wymogi sprawozdawcze NFZ powodują, że lekarze tracą apetyt na oddanie się urokom wymarzonego zawodu.

 

W naszym uroczym kraju, ułatwienia i uproszczenia dostępu do opieki zdrowotnej są niestety wciąż postrzegane jako przyzwolenie na niemoralną konsumpcję w nadmiarze czegoś, co powinno pozostać ściśle ograniczone. To jest oklepane motto polskiej polityki, wypisane sympatycznym atramentem na partyjnych sztandarach od lewa do prawa. Przewrotna filozofia uszczelniania polskiego systemu ochrony zdrowia ląduje właśnie na europejskim śmietniku. Ale przyszłość wydaje się oczywista i okrutna dla opornych: pacjenci i konsumenci będą oczekiwać lepszego przepływu informacji, poszerzania wiedzy. Aby podejmować świadome decyzje i system rzeczywiście udoskonalać. Najlepsi według EHCI to właśnie ci Europejczycy, którzy kwestionują „stare, dobre” metody, nie boja się ich wywracać do góry nogami. Po prostu rozumieją, że zbiorowa mądrość nowoczesnego społeczeństwa, jest niezwykle cenna, nie stanowi zagrożenia dla profesjonalistów ani nie jest uciążliwa.

 

Marek Stankiewicz, redaktor naczelny miesięcznika LIL MEDICUS

Czytaj także Dlaczego lekarze nie lubią pacjentów

 

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

lekarz,  lekarze,  pacjent,  służba zdrowia, 

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót