Reklama

Uwielbiam te zgryźliwe komentarze ludzi, którzy negują zjawiska, w które ktoś inny wierzy. Magia, astrologia, tarot, fazy księżyca, talizmany, amulety – u wielu wywołują pobłażliwy uśmiech i stukanie się palcem w głowę. Dlaczego? Czy śmiejemy się z tych, którzy wierzą w Boga, wyznają jakąkolwiek religię? Czy śmiejemy się z tych, którzy w samochodzie trzymają wizerunek św. Krzysztofa, by ich chronił? Nie? A dlaczego?

Ja przestałam się śmiać i to dawno. Bo spotkałam ludzi, którzy przeżyli różne rzeczy, kompletnie niewytłumaczalne i sama kilka razy też je przeżyłam. Opowiem o jednym:

Byłam zaraz po ślubie, pracowałam na uczelni. Znajoma mojego męża znała człowieka w Warszawie, który był jasnowidzem i zajmował się astrologią. Nie był chętny do spotkań, nie zarabiał na swojej wiedzy. Wyprosiłam jednak, by zrobił mój horoskop. Podałam tylko datę urodzenia.

Spotkałam się z nim w kawiarni. Starszy już wówczas pan przyszedł z kilkoma kartkami papieru zapisanymi drobnym maczkiem. No i się zaczęło...

Pamiętam to do dziś. Bladłam, czerwieniałam, zatykało mnie, byłam w szoku. Dokładnie zreferował moje dotychczasowe życie. A nie mógł o mnie niczego wiedzieć. Ja byłam z Lublina, on z Warszawy, ja siksa, on stateczny człowiek. No i nie było internetu, żeby cokolwiek wygooglował.

Potem przeszedł do mojego charakteru, i zaczął mówić, co będę w przyszłości robić. Zapowiedział, że porzucę uczelnię, bo nie jest to praca dla mnie. Nie wierzyłam, byłam na etapie chęci zostania naukowcem i uważałam, że uniwersytet to szczyt moich marzeń.

Dwa lata później z uniwersytetu odeszłam. Spełniło się też wiele innych rzeczy, o których mówił. Do dziś rozmowę z nim pamiętam.

Do dziś mam też kartkę, którą mi zostawił. Nie podałam godziny, w której sie urodziłam.  On to sam zrobił. Potem moja mama to potwierdziła...

Znajoma jasnowidza opowiadała o innej historii. To był ich dobry kolega, często się spotykali. Kiedyś jadąc na spotkanie z nim zepsuł się im samochód. Mąż znajomej – inżynier, który sam naprawiał wóz – wtedy z mechanikami był problem, nie mógł ustalić usterki. Jasnowidz zastrzegł, że nie jest „techniczny”, ale wyjaśni w czym problem. Narysował zepsutą część na kartce i okazało się, że miał rację.

Gdybym sama nie spotkała tego człowieka, może bym nie uwierzyła. Ale to spotkanie dało mi też swoistą nauczkę – nie chcesz, to nie wierz, ale nie oceniaj. Nawet tego, co tobie wydaje się śmieszne. Niedorzeczne czy niemożliwe.

Pod postem o białej magii są ironiczne wpisy – odlot, pierdu, pierdu, kobieta myśląca...

Myślenie nie polega na zawężaniu swoich horyzontów do tego, co da się dotknąć ręką. Możecie nie wierzyć, macie do tego prawo. Ale na świecie są rzeczy, o których nie śniło się filozofom, jak napisał Szekspir. I ja akurat w to wierzę.

 

Magdalena Gorostiza

Powrót
Reklama:

Uwielbiam te zgryźliwe komentarze ludzi, którzy negują zjawiska, w które ktoś inny wierzy. Magia, astrologia, tarot, fazy księżyca, talizmany, amulety – u wielu wywołują pobłażliwy uśmiech i stukanie się palcem w głowę. Dlaczego? Czy śmiejemy się z tych, którzy wierzą w Boga, wyznają jakąkolwiek religię? Czy śmiejemy się z tych, którzy w samochodzie trzymają wizerunek św. Krzysztofa, by ich chronił? Nie? A dlaczego?

Ja przestałam się śmiać i to dawno. Bo spotkałam ludzi, którzy przeżyli różne rzeczy, kompletnie niewytłumaczalne i sama kilka razy też je przeżyłam. Opowiem o jednym:

Byłam zaraz po ślubie, pracowałam na uczelni. Znajoma mojego męża znała człowieka w Warszawie, który był jasnowidzem i zajmował się astrologią. Nie był chętny do spotkań, nie zarabiał na swojej wiedzy. Wyprosiłam jednak, by zrobił mój horoskop. Podałam tylko datę urodzenia.

Spotkałam się z nim w kawiarni. Starszy już wówczas pan przyszedł z kilkoma kartkami papieru zapisanymi drobnym maczkiem. No i się zaczęło...

Pamiętam to do dziś. Bladłam, czerwieniałam, zatykało mnie, byłam w szoku. Dokładnie zreferował moje dotychczasowe życie. A nie mógł o mnie niczego wiedzieć. Ja byłam z Lublina, on z Warszawy, ja siksa, on stateczny człowiek. No i nie było internetu, żeby cokolwiek wygooglował.

Potem przeszedł do mojego charakteru, i zaczął mówić, co będę w przyszłości robić. Zapowiedział, że porzucę uczelnię, bo nie jest to praca dla mnie. Nie wierzyłam, byłam na etapie chęci zostania naukowcem i uważałam, że uniwersytet to szczyt moich marzeń.

Dwa lata później z uniwersytetu odeszłam. Spełniło się też wiele innych rzeczy, o których mówił. Do dziś rozmowę z nim pamiętam.

Do dziś mam też kartkę, którą mi zostawił. Nie podałam godziny, w której sie urodziłam.  On to sam zrobił. Potem moja mama to potwierdziła...

Znajoma jasnowidza opowiadała o innej historii. To był ich dobry kolega, często się spotykali. Kiedyś jadąc na spotkanie z nim zepsuł się im samochód. Mąż znajomej – inżynier, który sam naprawiał wóz – wtedy z mechanikami był problem, nie mógł ustalić usterki. Jasnowidz zastrzegł, że nie jest „techniczny”, ale wyjaśni w czym problem. Narysował zepsutą część na kartce i okazało się, że miał rację.

Gdybym sama nie spotkała tego człowieka, może bym nie uwierzyła. Ale to spotkanie dało mi też swoistą nauczkę – nie chcesz, to nie wierz, ale nie oceniaj. Nawet tego, co tobie wydaje się śmieszne. Niedorzeczne czy niemożliwe.

Pod postem o białej magii są ironiczne wpisy – odlot, pierdu, pierdu, kobieta myśląca...

Myślenie nie polega na zawężaniu swoich horyzontów do tego, co da się dotknąć ręką. Możecie nie wierzyć, macie do tego prawo. Ale na świecie są rzeczy, o których nie śniło się filozofom, jak napisał Szekspir. I ja akurat w to wierzę.

 

Magdalena Gorostiza

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

biała magia,  jasnowidz,  przyszłośc, 

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót