Reklama

Kiedy słyszymy słowo „modelka” w naszych głowach od razu pojawia się obraz kobiety wysokiej, szczupłej – wręcz chudej, o chłopięcej sylwetce. Światowej sławy projektanci i ich domy mody od lat współpracują z kobietami noszącymi rozmiar zero. A największe kobiece czasopisma lansują ten typ urody na okładkach i w rozkładówkach. Czy zatem, tylko szczupłe kobiety mogą być uważane za piękne i to na nich powinnyśmy się wzorować?

Nic bardziej mylnego. Jak wiadomo nasz świat nieustannie się zmienia, a wraz z nim to co aktualnie jest na topie. Oczywiście modelki w rozmiarze zero nie muszą się martwić – mają pewną pozycję w świecie mody i pewnie jeszcze przez długie lata to się nie zmieni. Ale ostatnio co raz częściej do głosu dochodzą kobiety nieco większych rozmiarów, określane w modelingu, jako modelki plus size. Są odważne, seksowne, przebojowe i chcą pokazać światu, że duże jest równie piękne!

Mają swoich zwolenników, jak i tych, którzy zdecydowanie są przeciwni takim zmianom w świecie mody i otwarcie je krytykują, nie przebierając przy tym w słowach. Choć nie mają łatwo – nie poddają się, dzięki czemu odnotowują co raz to więcej sukcesów.

Do czołówki modelek plus size należy Tara Lynn, nosząca rozmiar 46 – dwukrotnie pojawiła się na okładce francuskiego wydania magazynu ELLE, co więcej na swoim koncie ma okładkę włoskiego VOGUE! Można ją było również oglądać w reklamach kostiumów kąpielowych sieci H&M. Pokazuje, że można robić karierę modelki nie chodząc po wybiegach Chanel. Uważa, że świat daje dużo możliwości i nie trzeba ograniczać się tylko do reklamowania ubrań – są jeszcze kosmetyki, perfumy – to wszystko jest częścią wielkiego modowego imperium, które dziś mamy.

 

 

W ślad za modelkami poszły również blogerki modowe, które śmielej i chętniej pokazują swoje kształty nie wstydząc się ich. Najsłynniejszą z nich jest Tess Munster – 165 cm wzrostu, rozmiar 52! Przed rokiem podpisała kontrakt z agencją modelek Milk, tym samym zostając pierwszą modelką noszącą ten rozmiar. Nie załamują ją słowa krytyki i aby to udowodnić zorganizowała akcję #effyourbeautystandards – mającą łączyć i pokazywać ludzi, którzy kochają swoje ciała bez względu na ich rozmiar czy kształt.

Kobiety takie jak Tara czy Tess, to wulkany pozytywnej energii. Pokazują kobietom na całym świecie, że nie muszą być szczupłe, żeby być piękne. Możemy śmiało się od nich uczyć akceptacji samych siebie – nieważne czy jesteśmy niskie czy wysokie, chude czy plus size, bo w końcu wszystkie jesteśmy kobiece i piękne na swój własny sposób.

PAULINA GORZKOWSKA

Korzystałam z:

http://vumag.pl/newsy/tara-lynn-i-cala-prawda-o-modelkach-plus-size/yx6re

ZapiszZapisz
Powrót
Reklama:

Kiedy słyszymy słowo „modelka” w naszych głowach od razu pojawia się obraz kobiety wysokiej, szczupłej – wręcz chudej, o chłopięcej sylwetce. Światowej sławy projektanci i ich domy mody od lat współpracują z kobietami noszącymi rozmiar zero. A największe kobiece czasopisma lansują ten typ urody na okładkach i w rozkładówkach. Czy zatem, tylko szczupłe kobiety mogą być uważane za piękne i to na nich powinnyśmy się wzorować?

Nic bardziej mylnego. Jak wiadomo nasz świat nieustannie się zmienia, a wraz z nim to co aktualnie jest na topie. Oczywiście modelki w rozmiarze zero nie muszą się martwić – mają pewną pozycję w świecie mody i pewnie jeszcze przez długie lata to się nie zmieni. Ale ostatnio co raz częściej do głosu dochodzą kobiety nieco większych rozmiarów, określane w modelingu, jako modelki plus size. Są odważne, seksowne, przebojowe i chcą pokazać światu, że duże jest równie piękne!

Mają swoich zwolenników, jak i tych, którzy zdecydowanie są przeciwni takim zmianom w świecie mody i otwarcie je krytykują, nie przebierając przy tym w słowach. Choć nie mają łatwo – nie poddają się, dzięki czemu odnotowują co raz to więcej sukcesów.

Do czołówki modelek plus size należy Tara Lynn, nosząca rozmiar 46 – dwukrotnie pojawiła się na okładce francuskiego wydania magazynu ELLE, co więcej na swoim koncie ma okładkę włoskiego VOGUE! Można ją było również oglądać w reklamach kostiumów kąpielowych sieci H&M. Pokazuje, że można robić karierę modelki nie chodząc po wybiegach Chanel. Uważa, że świat daje dużo możliwości i nie trzeba ograniczać się tylko do reklamowania ubrań – są jeszcze kosmetyki, perfumy – to wszystko jest częścią wielkiego modowego imperium, które dziś mamy.

 

 

W ślad za modelkami poszły również blogerki modowe, które śmielej i chętniej pokazują swoje kształty nie wstydząc się ich. Najsłynniejszą z nich jest Tess Munster – 165 cm wzrostu, rozmiar 52! Przed rokiem podpisała kontrakt z agencją modelek Milk, tym samym zostając pierwszą modelką noszącą ten rozmiar. Nie załamują ją słowa krytyki i aby to udowodnić zorganizowała akcję #effyourbeautystandards – mającą łączyć i pokazywać ludzi, którzy kochają swoje ciała bez względu na ich rozmiar czy kształt.

Kobiety takie jak Tara czy Tess, to wulkany pozytywnej energii. Pokazują kobietom na całym świecie, że nie muszą być szczupłe, żeby być piękne. Możemy śmiało się od nich uczyć akceptacji samych siebie – nieważne czy jesteśmy niskie czy wysokie, chude czy plus size, bo w końcu wszystkie jesteśmy kobiece i piękne na swój własny sposób.

PAULINA GORZKOWSKA

Korzystałam z:

http://vumag.pl/newsy/tara-lynn-i-cala-prawda-o-modelkach-plus-size/yx6re

ZapiszZapisz
loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

moda xl,  kobieta xl,  Tara Lynn,  modelka,  modelka plus size, 

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót