Reklama

Co jest najważniejsze w bieganiu?

 

Dobre buty i głowa. Buty muszą być odpowiednie, szczególnie przy długich dystansach. Muszą amortyzować wstrząsy, żeby nie doszło do kontuzji. A biega się, poza nogami, głównie głową – to walka z samym sobą. Czy dotrwam, czy dam radę? Biegam stosunkowo niedawno, ale pokochałem ten sport. Myślę, że wręcz się uzależniłem. Bo bieganie, jak i inne sporty, powoduje wydzielanie się endorfin. To bardzo przyjemne uczucie i trudno potem bez niego się obyć.

 

Ale dlaczego bieganie? To takie trochę nudne...

 

Zależy dla kogo. Uprawiałem kiedyś sporty zespołowe, grałem w koszykówkę, prawie zawodniczo. Trenowałem też karate. Biegać zacząłem zaledwie trzy lata temu. Mój sąsiad, lekarz, Jacek Bacmaga, który jest wytrawnym maratończykiem, udziela mi rad, bo nie trenuję w żadnej grupie. Najbardziej pomógł mi ultramaratończyk Bartek Mejsner. Teraz biegam trzy razy w tygodniu i jeśli jestem chory, nie mogę biegać, to bardzo mi tego brakuje. Kiedy biegnę mam wrażenie, że mój umysł się oczyszcza. Praca adwokata jest dość stresująca. Treningi dają mi właśnie możliwość rozładowania tego stresu, są odskocznią od problemów. Poza tym uczą samodyscypliny. Kiedy zacząłem biegać schudłem 10 kilogramów, bez żadnych wyrzeczeń. I tak jestem zbyt ciężki jak na maratończyka, ale nie traktuje tego wyczynowo, nie będę przechodził na żadne diety. Ale i tak widzę efekty – dbam o zdrowie i wchodzę na piętra bez zadyszki.

 

I kolejny maraton przed panem. Już trzeci, a drugi w Lublinie. Mówi pan, że prawdziwy bieg zaczyna się po 30 kilometrze. Dlaczego?

 

Bo wtedy nadchodzi kryzys, zaczyna się opadać z sił, zaczynają łapać skurcze. Maraton Lubelski jest jednym z najtrudniejszych z powodu ukształtowania terenu. W Lublinie są przewyższenia, zaznaczone zresztą dokładnie na trasie maratonu. Kryzys nadejdzie mniej więcej w alei Jana Pawła II. Tam zaczną się prawdziwe „schody”. Przebiegłem w ramach przygotowań około 1000 kilometrów, w ostatnim miesiącu 250. Ale mam świadomość, że wcale nie będzie łatwo. No i oczywiście nie liczę na zwycięstwo. Jestem zbyt mało doświadczonym biegaczem.

 

 

I nie jest przykro tak dobiegać na szarym końcu do mety?

 

Nie jest, bo nie o to w tym chodzi. Chodzi o to, by dobiec, by zdołać to zrobić, by wygrać ze sobą i swoją słabością. Są 70 – letni maratończycy, którzy mnie wyprzedzają na trasie i wcale mnie to nie dziwi ani nie wstydzi. Bywa, że kobiety wyprzedzają mężczyzn. Ale akurat w amatorskim bieganiu nie chodzi wyłącznie o zdobycie trofeum. Będę miał satysfakcję, jak dam radę, szczególnie, że jak mówiłem – to bardzo trudny maraton. Boje się trochę tego startu i tego przeklętego 30 kilometra. Ale z drugiej strony, taki dzień to święto dla maratończyków. Podoba mi się w tym sporcie, że tu nie ma szpanu, nie ma pseudokibiców. Jest zawsze fajnie i rodzinnie.

 

 

Namawia pan innych do biegania?

 

Jasne. Ale nie od razu maratonów. Trzeba zacząć od drobnych przebieżek, nawet marszobiegów. Bieganie ma tę zaletę, że każdy może je uprawiać i nie wymaga specjalnych nakładów finansowych. I można zacząć biegać w każdym wieku, zależy to tylko od stanu zdrowia.

 

Rozmawiała: Magdalena Gorostiza

Zdjęcia archiwum prywatne Grzegorz Gozdóra, http://www.maraton.lublin.eu/maraton-lubelski/trasa

Wszystkie informacje o III Lublekim Maratonie znajdziecie TU

A tu znajdziesz rady dla poczatkujących Zacznij biegać!

 

Powrót
Reklama:
Podobne artykuły:

Co jest najważniejsze w bieganiu?

 

Dobre buty i głowa. Buty muszą być odpowiednie, szczególnie przy długich dystansach. Muszą amortyzować wstrząsy, żeby nie doszło do kontuzji. A biega się, poza nogami, głównie głową – to walka z samym sobą. Czy dotrwam, czy dam radę? Biegam stosunkowo niedawno, ale pokochałem ten sport. Myślę, że wręcz się uzależniłem. Bo bieganie, jak i inne sporty, powoduje wydzielanie się endorfin. To bardzo przyjemne uczucie i trudno potem bez niego się obyć.

 

Ale dlaczego bieganie? To takie trochę nudne...

 

Zależy dla kogo. Uprawiałem kiedyś sporty zespołowe, grałem w koszykówkę, prawie zawodniczo. Trenowałem też karate. Biegać zacząłem zaledwie trzy lata temu. Mój sąsiad, lekarz, Jacek Bacmaga, który jest wytrawnym maratończykiem, udziela mi rad, bo nie trenuję w żadnej grupie. Najbardziej pomógł mi ultramaratończyk Bartek Mejsner. Teraz biegam trzy razy w tygodniu i jeśli jestem chory, nie mogę biegać, to bardzo mi tego brakuje. Kiedy biegnę mam wrażenie, że mój umysł się oczyszcza. Praca adwokata jest dość stresująca. Treningi dają mi właśnie możliwość rozładowania tego stresu, są odskocznią od problemów. Poza tym uczą samodyscypliny. Kiedy zacząłem biegać schudłem 10 kilogramów, bez żadnych wyrzeczeń. I tak jestem zbyt ciężki jak na maratończyka, ale nie traktuje tego wyczynowo, nie będę przechodził na żadne diety. Ale i tak widzę efekty – dbam o zdrowie i wchodzę na piętra bez zadyszki.

 

I kolejny maraton przed panem. Już trzeci, a drugi w Lublinie. Mówi pan, że prawdziwy bieg zaczyna się po 30 kilometrze. Dlaczego?

 

Bo wtedy nadchodzi kryzys, zaczyna się opadać z sił, zaczynają łapać skurcze. Maraton Lubelski jest jednym z najtrudniejszych z powodu ukształtowania terenu. W Lublinie są przewyższenia, zaznaczone zresztą dokładnie na trasie maratonu. Kryzys nadejdzie mniej więcej w alei Jana Pawła II. Tam zaczną się prawdziwe „schody”. Przebiegłem w ramach przygotowań około 1000 kilometrów, w ostatnim miesiącu 250. Ale mam świadomość, że wcale nie będzie łatwo. No i oczywiście nie liczę na zwycięstwo. Jestem zbyt mało doświadczonym biegaczem.

 

 

I nie jest przykro tak dobiegać na szarym końcu do mety?

 

Nie jest, bo nie o to w tym chodzi. Chodzi o to, by dobiec, by zdołać to zrobić, by wygrać ze sobą i swoją słabością. Są 70 – letni maratończycy, którzy mnie wyprzedzają na trasie i wcale mnie to nie dziwi ani nie wstydzi. Bywa, że kobiety wyprzedzają mężczyzn. Ale akurat w amatorskim bieganiu nie chodzi wyłącznie o zdobycie trofeum. Będę miał satysfakcję, jak dam radę, szczególnie, że jak mówiłem – to bardzo trudny maraton. Boje się trochę tego startu i tego przeklętego 30 kilometra. Ale z drugiej strony, taki dzień to święto dla maratończyków. Podoba mi się w tym sporcie, że tu nie ma szpanu, nie ma pseudokibiców. Jest zawsze fajnie i rodzinnie.

 

 

Namawia pan innych do biegania?

 

Jasne. Ale nie od razu maratonów. Trzeba zacząć od drobnych przebieżek, nawet marszobiegów. Bieganie ma tę zaletę, że każdy może je uprawiać i nie wymaga specjalnych nakładów finansowych. I można zacząć biegać w każdym wieku, zależy to tylko od stanu zdrowia.

 

Rozmawiała: Magdalena Gorostiza

Zdjęcia archiwum prywatne Grzegorz Gozdóra, http://www.maraton.lublin.eu/maraton-lubelski/trasa

Wszystkie informacje o III Lublekim Maratonie znajdziecie TU

A tu znajdziesz rady dla poczatkujących Zacznij biegać!

 

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

ćwiczenia,  bieganie,  maraton,  III Lubelski Maraton,  Grzegorz Gozdór, 

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót