Reklama

Jak się okazuje mowa nienawiści wobec migrantów wcale nie jest nam obca. Choć oficjalnie deklarujemy sprzeciw wobec takiego traktowania innych, w internecie, w rozmowach prywatnych nie szczędzimy pod ich adresem złośliwości. Dość głośno mówiło się o tym dwa lata temu, kiedy Figurski z Wojewódzkim uczynili w audycji radiowej sprzątaczki z Ukrainy obiektem niewybrednych, wręcz chamskich żartów.

- Tłumaczyli się, że to miał być żart z tych, którzy tak żartują – mówiła Agnieszka Graff, pisarka, feministka. - Ale to nie było śmieszne. Generalnie ironia w rozmowach o migrantach nie powinna mieć miejsca. Bo może być jednak zrozumiana zupełnie opacznie.

 

Nie tylko Polska

 

Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę” wraz ze Stowarzyszeniem Homo Faber z Lublina przez

ostatnie 2 lata realizowało program „Remapping Europe – a remix project”, w którym badane

były narzędzia i koncepcje remiksu mediów jako sposobu na dekonstrukcję dominujących

wizerunków migrantów w społeczeństwach europejskich. Organizatorzy współpracowali z

młodymi twórcami wizualnymi w Warszawie i w Lublinie. W tym drugim mieście, szukając odpowiedzi na pytanie, z czym kojarzy się Ukraina i Ukraińcy.

Organizatorem projektu jest międzynarodowa sieć Doc Next Network, zainicjowana przez Europejską Fundację Kultury. Jego lokalne odsłony organizowane są w Polsce, Turcji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Wczoraj w Lublinie można było obejrzeć kilka krótkich filmów, posłuchać i wziąć udział w dyskusji.

- I jak się okazuje, nie tylko my mamy do migrantów pogardliwy stosunek, choć oczywiście głównie o zmianie naszego nastawienia do „obcych” powinniśmy myśleć.

Obcość to kluczowe słowo naszego projektu – mówił Felipe Gonzales Gil z kolektywu Zemos98. - Dajemy migrantom do zrozumienia, że nie ma dla nich u nas miejsca. A przecież wszyscy jesteśmy ludźmi, czujemy tak samo, chociaż bywa, że mówimy rożnymi językami.

 

- Pracowałam w Londynie, w USA – mówiła Graff. - Właśnie w charakterze niańki. Wiem doskonale, jak czuje się człowiek w podobnej sytuacji. I my, pomoce najemne z całego świata doskonale wiedziałyśmy, co mówią na nasz temat nasi pracodawcy.

 

Nie umiemy mówić o obcych

 

Zdaniem Michała Bilewicza z UW, Polacy nie umieją mówić o migrantach. Choć deklarujemy tolerancję, tak naprawdę daleko nam do podobnych zachowań w praktyce.

Mamy nawet problemy z tym, by powiedzieć Żyd czy Czarny – wynika z jego badań. - Ale za to z lubością śmiejemy się z niesmacznych żartów na temat mniejszości.

 

Nie unikamy też języka pogardy i nienawiści na forach internetowych, czy w rozmowach prywatnych. Jeden z filmików pokazywał wyłącznie opinie na temat sprzątających Ukrainek i styl, w jakim były wypowiadane.

- Przoduje w tym warszawska klasa średnia – dodał Bilewicz. - Już w Siemiatyczach czy na Podlasiu nie ma takiego języka.

- Cena za emancypację klasy średniej – dodała Graff – Czasami poszyta kompleksami tych kobiet, które dziś zatrudniają Ukrainki, a kiedyś zaczynały same kariery jako sprzątaczki na emigracji.

 

Łatwiej stygmatyzować kobiety

 

Agnieszka Graff podkreślała również to, że łatwiej stygmatyzować kobiety.

- Są tu same, czasami z dziećmi, czasami musiały zostawić te dzieci, żeby przyjechać do pracy – tłumaczyła. - One nie są kontrolowane przez mężczyzn. Poza tym skoro zostawiły własne dzieci, to muszą być złe matki.

 

A przecież to właśnie tym pogardzanym przez siebie kobietom, Polki zostawiają nierzadko cały dobytek, oddają klucze do mieszkania i powierzają pod opiekę własne dzieci! Paradoks? Nie do końca.

 

- Państwo polskie wycofało się ze sfery opieki, w praca opiekuńcza została zdeprecjonowana – podkreślała Graff. - Wytworzono w ludziach pogardę do tego typu zajęć. To dlatego powierza się te zajęcia właśnie migrantom, uważanym za gorszy rodzaj człowieka. Ten stosunek do opieki nie wyjdzie nam na dobre, kiedyś obudzimy się, ale może będzie to za lat dwadzieścia.

 

Na razie jednak funkcjonujemy z spirali stereotypów, z których wyjść jest niełatwo.

- Państwo odpuściło sobie ten problem – podkreślał Bilewicz. - W zasadzie został w całości przerzucony na barki organizacji pozarządowych.

 

Messi, czyli kto?

 

Anna Dąbrowska z Homo Faber zwracała uwagę na fakt, że trzeba włożyć sporo wysiłku w to, by tubylcy poznawali migrantów, bo tylko wzajemna interakcja pozwoli na integrację w społeczeństwie. Niż demograficzny sprawia, że niebawem, wzorem innych państw i my sięgniemy po siłę roboczą do krajów od nas biedniejszych. I wszyscy paneliści podkreślali, że migranci nie tylko biorą, ale przecież przede wszystkim dają. Swoją prace, inwencję, nierzadko serce. W zamian otrzymują zbyt często żenująco niskie płace , pogardliwe traktowanie, często są wykorzystywani i wynagradzani dużo poniżej stawek dla tubylców.

- Trzeba też zadać kluczowe pytanie, kto to jest migrant? – skonkludował Gil. - Bo Ronaldo czy Messi nie są migrantami. To są „zagraniczni zawodnicy”.

 

Magdalena Gorostiza

 

Powrót
Reklama:
Podobne artykuły:

Jak się okazuje mowa nienawiści wobec migrantów wcale nie jest nam obca. Choć oficjalnie deklarujemy sprzeciw wobec takiego traktowania innych, w internecie, w rozmowach prywatnych nie szczędzimy pod ich adresem złośliwości. Dość głośno mówiło się o tym dwa lata temu, kiedy Figurski z Wojewódzkim uczynili w audycji radiowej sprzątaczki z Ukrainy obiektem niewybrednych, wręcz chamskich żartów.

- Tłumaczyli się, że to miał być żart z tych, którzy tak żartują – mówiła Agnieszka Graff, pisarka, feministka. - Ale to nie było śmieszne. Generalnie ironia w rozmowach o migrantach nie powinna mieć miejsca. Bo może być jednak zrozumiana zupełnie opacznie.

 

Nie tylko Polska

 

Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę” wraz ze Stowarzyszeniem Homo Faber z Lublina przez

ostatnie 2 lata realizowało program „Remapping Europe – a remix project”, w którym badane

były narzędzia i koncepcje remiksu mediów jako sposobu na dekonstrukcję dominujących

wizerunków migrantów w społeczeństwach europejskich. Organizatorzy współpracowali z

młodymi twórcami wizualnymi w Warszawie i w Lublinie. W tym drugim mieście, szukając odpowiedzi na pytanie, z czym kojarzy się Ukraina i Ukraińcy.

Organizatorem projektu jest międzynarodowa sieć Doc Next Network, zainicjowana przez Europejską Fundację Kultury. Jego lokalne odsłony organizowane są w Polsce, Turcji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Wczoraj w Lublinie można było obejrzeć kilka krótkich filmów, posłuchać i wziąć udział w dyskusji.

- I jak się okazuje, nie tylko my mamy do migrantów pogardliwy stosunek, choć oczywiście głównie o zmianie naszego nastawienia do „obcych” powinniśmy myśleć.

Obcość to kluczowe słowo naszego projektu – mówił Felipe Gonzales Gil z kolektywu Zemos98. - Dajemy migrantom do zrozumienia, że nie ma dla nich u nas miejsca. A przecież wszyscy jesteśmy ludźmi, czujemy tak samo, chociaż bywa, że mówimy rożnymi językami.

 

- Pracowałam w Londynie, w USA – mówiła Graff. - Właśnie w charakterze niańki. Wiem doskonale, jak czuje się człowiek w podobnej sytuacji. I my, pomoce najemne z całego świata doskonale wiedziałyśmy, co mówią na nasz temat nasi pracodawcy.

 

Nie umiemy mówić o obcych

 

Zdaniem Michała Bilewicza z UW, Polacy nie umieją mówić o migrantach. Choć deklarujemy tolerancję, tak naprawdę daleko nam do podobnych zachowań w praktyce.

Mamy nawet problemy z tym, by powiedzieć Żyd czy Czarny – wynika z jego badań. - Ale za to z lubością śmiejemy się z niesmacznych żartów na temat mniejszości.

 

Nie unikamy też języka pogardy i nienawiści na forach internetowych, czy w rozmowach prywatnych. Jeden z filmików pokazywał wyłącznie opinie na temat sprzątających Ukrainek i styl, w jakim były wypowiadane.

- Przoduje w tym warszawska klasa średnia – dodał Bilewicz. - Już w Siemiatyczach czy na Podlasiu nie ma takiego języka.

- Cena za emancypację klasy średniej – dodała Graff – Czasami poszyta kompleksami tych kobiet, które dziś zatrudniają Ukrainki, a kiedyś zaczynały same kariery jako sprzątaczki na emigracji.

 

Łatwiej stygmatyzować kobiety

 

Agnieszka Graff podkreślała również to, że łatwiej stygmatyzować kobiety.

- Są tu same, czasami z dziećmi, czasami musiały zostawić te dzieci, żeby przyjechać do pracy – tłumaczyła. - One nie są kontrolowane przez mężczyzn. Poza tym skoro zostawiły własne dzieci, to muszą być złe matki.

 

A przecież to właśnie tym pogardzanym przez siebie kobietom, Polki zostawiają nierzadko cały dobytek, oddają klucze do mieszkania i powierzają pod opiekę własne dzieci! Paradoks? Nie do końca.

 

- Państwo polskie wycofało się ze sfery opieki, w praca opiekuńcza została zdeprecjonowana – podkreślała Graff. - Wytworzono w ludziach pogardę do tego typu zajęć. To dlatego powierza się te zajęcia właśnie migrantom, uważanym za gorszy rodzaj człowieka. Ten stosunek do opieki nie wyjdzie nam na dobre, kiedyś obudzimy się, ale może będzie to za lat dwadzieścia.

 

Na razie jednak funkcjonujemy z spirali stereotypów, z których wyjść jest niełatwo.

- Państwo odpuściło sobie ten problem – podkreślał Bilewicz. - W zasadzie został w całości przerzucony na barki organizacji pozarządowych.

 

Messi, czyli kto?

 

Anna Dąbrowska z Homo Faber zwracała uwagę na fakt, że trzeba włożyć sporo wysiłku w to, by tubylcy poznawali migrantów, bo tylko wzajemna interakcja pozwoli na integrację w społeczeństwie. Niż demograficzny sprawia, że niebawem, wzorem innych państw i my sięgniemy po siłę roboczą do krajów od nas biedniejszych. I wszyscy paneliści podkreślali, że migranci nie tylko biorą, ale przecież przede wszystkim dają. Swoją prace, inwencję, nierzadko serce. W zamian otrzymują zbyt często żenująco niskie płace , pogardliwe traktowanie, często są wykorzystywani i wynagradzani dużo poniżej stawek dla tubylców.

- Trzeba też zadać kluczowe pytanie, kto to jest migrant? – skonkludował Gil. - Bo Ronaldo czy Messi nie są migrantami. To są „zagraniczni zawodnicy”.

 

Magdalena Gorostiza

 

loading...

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót