Reklama:
Reklama:

Odnoszę nieodparte wrażenie, że po macoszemu traktuje się tych, którzy z chorymi przebywają na co dzień. Nie oferuje pomocy i wsparcia. Mówi, że przecież są zdrowi, więc o co im tak właściwie chodzi.

 

Nikt nie wspiera, bo może nie chce, a może nie wie jak. Nikt nie powiedział, jak mają żyć. Do teraz. Odkąd w związku pojawiła się „ta trzecia” i nie jest to nikt, z kim można by podyskutować, by się wyprowadził. Nikt nie powiedział, że miłość zawiśnie na włosku, a depresja dotknie też jego, ją lub ich. Nie kojarzę i nie przypominam sobie żadnej kampanii społecznej, książki, ulotki, reklamy czy piosenki na temat bliskich i tego, jak mają żyć po diagnozie. Co robić? Cholera jasna, co teraz?

Jedna z Czytelniczek, która chce pozostać anonimowa, napisała w skrócie, jak to jest żyć z chłopakiem cierpiącym na depresję. Pozwoliła mi umieścić swoją historię we wpisie, z nadzieją, że może komuś pomoże, może kogoś to wesprze, pocieszy i da przekonanie, że w tym wszystkim nie jest sam. Jeśli chcecie podzielić się swoimi historiami, pamiętajcie, że mój mail jest dla Was zawsze otwarty.

Historia A.:

Mam nadzieję, że moja historia pomoże komuś choć troszkę.

Mojego chłopaka poznałam około 1,5 roku temu. Wesoły, sympatyczny, opiekuńczy. Taki właśnie zawsze był. Dlaczego „był”? Bo depresja zmieniła go w zupełnie innego człowieka. Wszystko zaczęło się psuć około pół roku temu. Tak przynajmniej teraz mi się wydaje. Teraz wielu może myśleć: no jak bliska osoba mogła tego nie zauważyć? Mogła, bo go kochała i wydawało mi się, że to przejściowe zmiany nastroju.

Jednak było coraz gorzej. Z aktywnego, pogodnego, faceta dbającego o zdrowie i wygląd zmienił się w obcego mi mężczyznę. To on zawsze podnosił mnie na duchu, pomagał, bo sama miałam problemy z akceptacją siebie, potrafił sprawić, że uśmiechałam się cały czas. Wspaniały, cudowny, kochany człowiek. Piękna historia.

No właśnie, ale to już przeszłość. Ostatnie miesiące stały się dla mnie koszmarem. Miał zmienne nastroje. Pewnego dnia nie wytrzymał i powiedział, że dłużej nie potrafi ukrywać tego, że jest chory, płakaliśmy razem. Na szczęście zdecydował się na terapię, ale na efekty, jak dobrze wiemy, trzeba poczekać.

Hmm, a co ze mną? No właśnie. Jego depresja odbiła się też na moim życiu i to bardzo mocno. Ciągłe kontrolowanie tego, co mam do niego mówić i jak postępować, stawało się coraz bardziej męczące, a jego odtrącanie – bardzo bolesne. Jeszcze bardziej męczący stał się strach o niego. Każdego dnia myślę o tym, jak mu pomóc, czy da sobie radę, czy nic sobie nie zrobi. I co stało się z moim życiem? Tak naprawdę go nie mam, żyję teraz jego chorobą.

Czuję bezsilność, że nie mogę mu pomóc, nie potrafię patrzeć, jak on cierpi i płacze. Z osoby radosnej i pełnej życia, mającej przyjaciół stałam się wystraszona, zagubiona, płaczę, gdy on nie widzi. Przecież musi mieć we mnie oparcie

W chwili obecnej nie mam znajomych, bo sama przestałam wychodzić z domu. Tak jak i on, nie mam na to ochoty i siły, a gdy już wychodzę, zakładam maskę i udaję, jaka to jestem szczęśliwa. Jak gdyby nigdy nic. To bardzo męczące.

Dlaczego piszę to wszystko? Ponieważ są osoby w takiej sytuacji jak ja, które tak samo żyją z osobą chorą na depresję. Wszędzie szukałam informacji na temat tej choroby, czytałam blogi, fora i znalazłam same informacje na temat depresji, jak postępować, co mówić do osoby chorej, a czego nie itp. Nie znalazłam informacji o tym, jak pomóc nam, czyli osobom, które są blisko z chorymi.

Nikt nie zdaje sobie sprawy, jak my cierpimy, co czujemy, jak ciężko żyje się w ciągłym strachu o osobę, którą kochamy, i co to znaczy bezsilność i frustracja. Teraz czuję, że spadam razem z nim, że tak jak on tracę chęć do życia.

Brakuje mi go, brakuje słów „kocham Cię”, nie ma już bliskości, nie czuję tego bezpieczeństwa, leżę obok niego i widzę inną osobę. Sama stałam się inną osoba, nie mam już planów na przyszłość, bo teraz nie wiem, co będzie jutro, nie mam marzeń, po prostu funkcjonuję, robię, co mam zrobić, i tyle.

Piszę to wszystko, bo ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, co się dzieje z naszym życiem, że go praktycznie już nie mamy. Teraz ktoś może mnie zapytać, czemu go nie zostawię. To proste: bo kocham go i to mnie trzyma jeszcze i pcha do dalszej walki. I apeluję do osób, które są w takiej samej sytuacji jak ja: nie bójcie się prosić o pomoc. Wy też macie do tego prawo, sami sobie z tym nie poradzicie. Ja już wiem, jaka to jest olbrzymia odpowiedzialność za drugiego człowieka, jakie to jest ciężkie, bolesne i jak potrafi zniszczyć również nasze życie.

Na depresję nie cierpi tylko mój chłopak. Cierpimy oboje.

Niemal dokładnie dwa lata temu napisałam tekst na temat tego, co bliscy chorych (tak ogólnie, nie tylko cierpiących z powodu depresji) mogą zrobić DLA SIEBIE. Bo gdy zadbają o siebie, znajdą siły na to, by pomagać innym: Gdy Twój bliski choruje psychicznie.

A dzisiaj, jeszcze na szybko, w kilku punktach chcę Wam powiedzieć, o czym musicie pamiętać, kochając lub chcąc wejść w związek z osobą borykającą się z jakimś zaburzeniem. Jakimkolwiek tak naprawdę.

Do zapamiętania:

  1. Bez względu na to, co się dzieje, Twój ukochany/ukochana jest kimś dużo dużo więcej niż swoim zaburzeniem. Ono nie określa tego, jakim jest człowiekiem.
  2. Zaufaj mu i zrób wszystko, by on mógł zaufać Tobie.
  3. Bądźcie ze sobą szczerzy. Nie naciskaj na jakieś eksperymentalne leczenie czy sposoby radzenia sobie z chorobą, jeśli Twój bliski go nie chce.
  4. Różnego rodzaju ataki, jak np. napady paniki czy silne doły, mogą się wydarzyć wszędzie i w każdej sytuacji. To bardzo ważne, byś był wyrozumiały i dawał dużo wsparcia.
  5. Chory nie szuka kogoś, kto go naprawi czy magicznie uleczy. Wie, z czym się boryka, wie, że Tobie też jest trudno. Chce dać i otrzymać miłość i oddanie. Tak samo jak Ty.

 

Monika Kotlarek
 
 
Autor: Monika Kotlarek  www.psychologia-społeczna.pl

Tagi:

depresja,  choroba,  życie,  psychologia, 

Loading...

Podobne artykuły:

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót