Reklama:
Reklama:

W  rodzinach przerażonych koniecznością spotkania przy wigilijnym stole, który nierzadko ugina się pod ciężarem napięć i antagonizmów, jak mantrę powtarza się zwrot “jakie Święta, taki cały rok”. Jest to typowy przykład myślenia magicznego, stanowiącego normę u dzieci, jednak nie u osób dorosłych. Bo czy sztucznymi uśmiechami, tłumieniem gniewu i wypolerowaną zastawą stołową można “zaczarować” Święta, odegnać wzajemną niechęć, sprawić, że nagle wszyscy członkowie rodziny przemówią ludzkim głosem? Przyjmując za pewnik to, że większość czytelników słusznie odpowiedziała na powyższe pytanie przecząco, należy przejść dalej. Nie można przecież tylko hejtować, trzeba by ukuć jakąś sentencję, bo przecież natura nie znosi próżni: jaki cały rok, takie Święta.

Idea przygotowań do wszelakich świąt obecna jest w każdej religii i każdej kulturze. Raz na jakiś czas przecież trzeba posprzątać chaty (lub wille), zagnieść chleb (albo kupić makowiec) czy rytualnie się oczyścić (może oczyścić cerę u kosmetyczki). O ile przygotowania “materii” do świętowania mogą perfekcyjnym paniom i panom domu zająć tylko kilka lub kilkanaście godzin, to nie da się tak szybko przygotować do Świąt emocjonalnie. Dywan, który nie był prany przez rok, da się wyczyścić w pół godziny, jednak zaniedbań w relacjach nie sposób jest usunąć tak szybko. Nie istnieje żaden błyskawicznie działający odplamiacz emocjonalny. Opłatek, choinka czy rzewna nuta Christmas songs nie posiadają mocy, jaką chcemy im nierzadko przypisać. Może dzięki tym uczuciowym dopalaczom na chwilę staniemy się bardziej serdeczni, może nawet kogoś uściskamy, jednak rodzina nie stanie się dzięki tym zabiegom prawdziwie szczęśliwa i zgrana. System rodzinny działa jak należy przez okrągły rok, albo przez cały czas jest dysfunkcyjny. Nawet najbardziej “magiczne” spotkanie w grudniowy dzień nie będzie w stanie sprawić, że znikną czerwone linie na naszych genogramach. Do Bożego Narodzenia przygotowujemy się przez całe życie - jeśli rozmawiamy ze sobą, mówimy sobie o problemach, nie stosujemy sztuczek mających na celu zapobieganie prawdziwego poznania się – nie będziemy odczuwali tak wielkiej presji przygotowania “idealnych” Świąt, bo idealną opcją będzie odpoczynek w gronie osób, które mają dla siebie ciepłe uczucia w każdy dzień roku. Jeśli jednak na co dzień na siebie warczymy, nie dbamy o higienę relacji – czas oczekiwania zamieni się w czas przeczekiwania, a świętowanie – w stresujące udawanie.

Wielu ludzi nie przepada za Świętami bynajmniej nie dlatego, że stresuje ich lepienie pierogów. Chodzi raczej o to, że podczas Świąt nie ma się za czym schować, nie można uciec w pracę - jesteśmy poniekąd na siebie skazani, a wtedy  jak na dłoni widać, że poza wspólnym zajmowaniem powierzchni mieszkaniowej po prostu nic nas ze sobą nie łączy. Taka konfrontacja faktów z naszymi wyobrażeniami bywa nader bolesna, a przecież ludzie i inne zwierzęta wykazują tendencję do unikania nieprzyjemnych bodźców. Znieczulamy się zatem świąteczną kawą, promocjami czy wpatrywaniem się w blask chińskich lampek. Piętrzymy rytuały mające zapobiec szczerej rozmowie i rozczarowaniom - od nawoływania do nieporuszania w Święta ważkich tematów po wspólne oglądanie miernych artystycznie “tradycyjnie świątecznych” komedii.

Teraz dopiero będzie o prezentach. Dlaczego na końcu? Bo nawet dzieci wiedzą, że na prezenty trzeba cierpliwie czekać. Autorka pragnie przypomnieć czytelnikom słodkie, dziecinne lata. Wręczanie sobie upominków to nie owoc przegniłego konsumpcjonizmu, lecz piękna idea, mająca również uzasadnienie w tradycji chrześcijańskiej – Trzech Mędrców obdarowało przecież Dzieciątko  prezentami, i to nie byle jakimi! Przeciętna polska latorośl jednak bardziej potrzebuje uwagi i zainteresowania ze strony rodziców, niż zestawu zabawek z postaciami z nowego filmu Disney'a. Może zatem warto porzucić bieganie po galeriach handlowych w poszukiwaniu Idealnego prezentu – idealnym prezentem, zwłaszcza dla dziecka, będzie wspólnie spędzony czas. Wręczanie dziecku jego wymarzonej lalki czy gry jest jak najbardziej na miejscu, o ile nie było poprzedzone przeganianiem go z kuchni, by w “spokoju” przygotować świąteczny posiłek lub nie stanowi próby wynagrodzenia mu braku uwagi przez cały rok.

No i w końcu on. Mikołaj. Nie istnieje oczywiście żadne “oficjalne stanowisko” psychologów w tej sprawie. Wydaje się jednak, że poszukując – koniecznie wspólnie! - świątecznych upominków, można  bardzo się do siebie zbliżyć, pokazać, że zależy nam na drugim człowieku, że troszczymy się o niego, a dążąc do sprawienia mu radości, bierzemy pod uwagę jego zdanie. Prezent wspólnie wybrany, “wychodzony” z całą rodziną zdecydowanie bardziej zasługuje na miano suweniru “od serca”, niż ten “trafiony”, wręczony przez opłaconego mężczyznę w tandetnym, czerwonym płaszczu.

Teoria już za nami, czas na część empiryczną. Nie wiesz, co kupić na Święta członkowi rodziny? Znakomicie! Już wiesz, że tak naprawdę go nie znasz. Spędzasz długie godziny w kuchni, próbując “przyćmić” kogoś swoimi możliwościami kulinarnymi? Rewelacyjnie! To znak, że w rodzinną sielankę wkradła się niezdrowa rywalizacja. A może Twoje dziecko nie czeka na rodzinne spotkanie, lecz najbardziej wyczekuje drogich prezentów? Cudownie! Jest to nader czytelny sygnał, że coś się dzieje, że rodzinna machina nie działa. A kiedy widać, że nie działa – można próbować to zmienić. Bez używania „magii Świąt”, a raczej jak mugole - ciężką pracą.

Angelika Szelągowska artykuł z portalu www.psychologia-społeczna.pl

Tagi:

święta,  rodzina,  wigilia,  spotkanie, 

Reklama:
Loading...

Podobne artykuły:

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót
Reklama:
Wyszukiwarka
Reklama:
Najnowsze
Reklama:
Reklama:
Newsletter
zapisz
Reklama:
Reklama:
Loading...