Reklama

Wnioski z badań psychologów nad poczuciem szczęścia są bardzo spójne: szczęśliwi ludzie lepiej radzą sobie w życiu. Poczucie szczęścia sprzyja między innymi wydajniejszej pracy, lepszemu zdrowiu, nawiązywaniu lepszych relacji z ludźmi czy większej szansie na otrzymanie podwyżki. Nic więc dziwnego, że chcemy być szczęśliwi i życzymy tego najbliższym przy każdej możliwej okazji. Problem w tym, że najczęściej wyobrażamy sobie osiągnięcie szczęścia dopiero wówczas, gdy otrzymamy podwyżkę i kupimy sobie wymarzony samochód (lepszy niż ma sąsiad Kowalski). Z badań psychologów płynie wniosek, że osoby zarabiające średnią krajową są tak samo szczęśliwe co osoby, które średnią krajową zarabiają w jeden dzień.

W 1987 roku redaktorzy gazety Chicago Tribune przeprowadzili ankietę wśród zarabiających poniżej 30 tysięcy dolarów rocznie. Jak się okazało pensja rzędu 50 tysięcy spełniłaby ich marzenia. Natomiast ci, którzy zarabiali 100 tysięcy rocznie, do pełnej satysfakcji potrzebowali już 250 tysięcy. Psychologowie Edward Diener, Jeff Horwitz i Robert Emmons w 1985 roku przebadali 49 spośród 100 najbogatszych ludzi Ameryki według miesięcznika Forbes. Średnio ich poczucie szczęścia było tylko nieznacznie wyższe od osób o przeciętnych zarobkach. Jeden z tych niewyobrażalnie bogatych ludzi deklarował, że „nie pamięta kiedy w ogóle był szczęśliwy”.

Czy Warren Buffett (trzeci na liście najbogatszych osób na ziemi według miesięcznika Forbes), może zazdrościć Billowi Gatesowi pozycji numer dwa? Prawdopodobnie tak. Nagrody materialne nie przynoszą pokładanych w nich nadziei. Jeśli Kowalski z całej siły pragnie osiągnięcia miesięcznych zarobków na poziomie 5000 złotych, po ich uzyskaniu szybko zorientuje się, że potrzebuje kolejnej podwyżki. To co wczoraj było marzeniem, dziś jest tylko zadowalające, a za chwilę stanie się niewystarczające. Psychologowie nazywają to poczuciem „względnej deprywacji”. Ponieważ zasoby są rozdane nierówno, ludzie oceniają swój majątek nie na podstawie tego czego potrzebują, żeby żyć komfortowo, ale w porównaniu do tych osób, które aktualnie mają go więcej. Co oznacza, że obiektywnie bogaci ludzie potrafią czuć się gorzej od tych jeszcze bogatszych.

W jednym z sondaży Instytutu Gallupa z 1990 roku, obiektywnie zamożni ludzie jako cel na kolejne lata stawiali sobie zdanie: „zostać bogatym”. W ankiecie przeprowadzonej na reprezentatywnej puli dorosłych Amerykanów, na pytanie: „Co wydatnie polepszyłoby jakość twojego życia?” badani najczęściej odpowiadali „więcej pieniędzy”. Ankietowani zgadzają się z treścią przysłowia: “pieniądze szczęścia nie dają”, ale za chwilę skłonni są zgodzić się również ze stwierdzeniem: „niewielka ilość pieniędzy sprawiłaby, że poczułbym się trochę szczęśliwszy”.

Promowana współcześnie w mediach definicja szczęścia to stan, w którym zaspokoiliśmy wszystkie zachcianki, potrzeby i najskrytsze marzenia. Co robi szczęśliwy człowiek według specjalistów od reklamy? W przypływie szczęścia generuje kolejne potrzeby i zachcianki. Gdyby specjaliści od marketingu dokumentowali prawdziwą naturę człowieka wybitnych szczęśliwców powinniśmy spotkać w alejkach supermarketu, np podczas zakupu telewizorów wielkości drzwi. Oglądając dowolny blok reklamowy można dojść do wniosku, że prawdziwe szczęście osiągnie się wyłącznie wówczas gdy kupimy wyjątkowy samochód, właściwy proszek lub specjalny fason spodni. Jednak jak dowodzi profesor Barry Schwarz w bestsellerze „Paradoks wyboru” podczas zakupów bardzo rzadko doświadczamy pozytywnych emocji – przeciwnie raczej towarzyszy nam męka podjęcia sensownego wyboru spośród wachlarza dostępnych możliwości: „Ten model TV ma możliwość zatrzymania programu, zaś ten daje możliwość policzenia pieprzyków na policzku prezenterki, jak to porównywać?”. Zanim zdążysz zapytać się ponownie „Czy ja na pewno potrzebuję nowego telewizora?” otrzymasz kolejne wzmocnienie – „więcej produktów Supermarki uczyni Cię szczęśliwym!”. Propaganda konsumpcjonizmu stoi w sprzeczności z ustaleniami psychologów.

Ludzie, którzy deklarują, że ważnym celem w ich życiu są pieniądze, są mniej zadowoleni z życia i rzadziej doświadczają przyjemnych emocji a częściej przygnębienia i lęku. Pomimo, że zarobki Amerykanów od lat 60-tych się podwoiły, procent deklarujących wysokie poczucie szczęścia pozostał ten sam, 30%– doktor Tim Kasser z Knox College (autor książki „Wysoka cena materializmu”). –

W takim razie, co jeśli nie pieniądze może przynieść trwały przyrost odczuwanego zadowolenia? Okazuje się, że najszczęśliwsi ludzie mają wielu dobrych przyjaciół. Diener wraz z Seligmanem porównali 10 procent najbardziej szczęśliwych studentów do tych przeciętnie i najmniej szczęśliwych. Jak się okazało „szczęśliwcy” mają lepiej rozwinięte umiejętności społeczne, posiadają silniejsze związki romantyczne i przyjacielskie niż studenci mniej zadowoleni ze swojego życia. Z badań profesora Jamesa Pennebakera z Uniwersytetu Stanowego w Teksasie wynika, że posiadanie zaufanej osoby, której możemy się zwierzyć w każdym momencie jest silnym predyktorem zdrowia fizycznego i psychicznego. W jednym z eksperymentów studenci proszeni byli o przypomnienie sobie ważnego wydarzenia emocjonalnego, o którym jeszcze nigdy nikomu nie powiedzieli. Z pośród 373 uczestników, 43 procent przypominało sobie takie zdarzenie, zaś 57 procent nie posiadało takiego sekretu. Zgodnie z przewidywaniami naukowców badani, którzy zachowali swoje emocje tylko dla siebie zgłaszali dużo więcej problemów zdrowotnych w porównaniu z osobami, które nie powstrzymały się przed dzieleniem się swoimi emocjami z innymi.

Podsumowując grubszy portfel i więcej zgromadzonych przedmiotów nie zwiększy na długo naszego szczęścia. W pogoni za szczęściem biegamy po automatycznej bieżni, która zmusza nas do przebierania nogami, mimo że cały czas znajdujemy się w tym samym miejscu. Największą szansę na przesunięcie bieżni choć o krok w kierunku większego szczęścia ma poczucie wspólnoty – liczba życzliwych nam przyjaciół z którymi lubimy spędzać czas to zasoby, którymi bardziej opłaca się zarządzać niż stanem konta.

Więcej informacji:
Diener, E., Horwitz, J., & Emmons, R. (1985). Happiness of the Very Wealthy, Social Indicators Research, 16, 263-274.

Pennebaker, J.W. & Seagal, J. (1999). Forming a story: The health benefits of narrative. Journal of Clinical Psychology, 55, 1243-1254.

Schwartz B. (2004). The paradox of choice. Why more is less. New York: Harper. Collins.

 

Michał Parzuchowski  http://badania.net/przyjazn-wazniejsza-od-pieniedzy/

Zapisz
Powrót
Reklama:

Wnioski z badań psychologów nad poczuciem szczęścia są bardzo spójne: szczęśliwi ludzie lepiej radzą sobie w życiu. Poczucie szczęścia sprzyja między innymi wydajniejszej pracy, lepszemu zdrowiu, nawiązywaniu lepszych relacji z ludźmi czy większej szansie na otrzymanie podwyżki. Nic więc dziwnego, że chcemy być szczęśliwi i życzymy tego najbliższym przy każdej możliwej okazji. Problem w tym, że najczęściej wyobrażamy sobie osiągnięcie szczęścia dopiero wówczas, gdy otrzymamy podwyżkę i kupimy sobie wymarzony samochód (lepszy niż ma sąsiad Kowalski). Z badań psychologów płynie wniosek, że osoby zarabiające średnią krajową są tak samo szczęśliwe co osoby, które średnią krajową zarabiają w jeden dzień.

W 1987 roku redaktorzy gazety Chicago Tribune przeprowadzili ankietę wśród zarabiających poniżej 30 tysięcy dolarów rocznie. Jak się okazało pensja rzędu 50 tysięcy spełniłaby ich marzenia. Natomiast ci, którzy zarabiali 100 tysięcy rocznie, do pełnej satysfakcji potrzebowali już 250 tysięcy. Psychologowie Edward Diener, Jeff Horwitz i Robert Emmons w 1985 roku przebadali 49 spośród 100 najbogatszych ludzi Ameryki według miesięcznika Forbes. Średnio ich poczucie szczęścia było tylko nieznacznie wyższe od osób o przeciętnych zarobkach. Jeden z tych niewyobrażalnie bogatych ludzi deklarował, że „nie pamięta kiedy w ogóle był szczęśliwy”.

Czy Warren Buffett (trzeci na liście najbogatszych osób na ziemi według miesięcznika Forbes), może zazdrościć Billowi Gatesowi pozycji numer dwa? Prawdopodobnie tak. Nagrody materialne nie przynoszą pokładanych w nich nadziei. Jeśli Kowalski z całej siły pragnie osiągnięcia miesięcznych zarobków na poziomie 5000 złotych, po ich uzyskaniu szybko zorientuje się, że potrzebuje kolejnej podwyżki. To co wczoraj było marzeniem, dziś jest tylko zadowalające, a za chwilę stanie się niewystarczające. Psychologowie nazywają to poczuciem „względnej deprywacji”. Ponieważ zasoby są rozdane nierówno, ludzie oceniają swój majątek nie na podstawie tego czego potrzebują, żeby żyć komfortowo, ale w porównaniu do tych osób, które aktualnie mają go więcej. Co oznacza, że obiektywnie bogaci ludzie potrafią czuć się gorzej od tych jeszcze bogatszych.

W jednym z sondaży Instytutu Gallupa z 1990 roku, obiektywnie zamożni ludzie jako cel na kolejne lata stawiali sobie zdanie: „zostać bogatym”. W ankiecie przeprowadzonej na reprezentatywnej puli dorosłych Amerykanów, na pytanie: „Co wydatnie polepszyłoby jakość twojego życia?” badani najczęściej odpowiadali „więcej pieniędzy”. Ankietowani zgadzają się z treścią przysłowia: “pieniądze szczęścia nie dają”, ale za chwilę skłonni są zgodzić się również ze stwierdzeniem: „niewielka ilość pieniędzy sprawiłaby, że poczułbym się trochę szczęśliwszy”.

Promowana współcześnie w mediach definicja szczęścia to stan, w którym zaspokoiliśmy wszystkie zachcianki, potrzeby i najskrytsze marzenia. Co robi szczęśliwy człowiek według specjalistów od reklamy? W przypływie szczęścia generuje kolejne potrzeby i zachcianki. Gdyby specjaliści od marketingu dokumentowali prawdziwą naturę człowieka wybitnych szczęśliwców powinniśmy spotkać w alejkach supermarketu, np podczas zakupu telewizorów wielkości drzwi. Oglądając dowolny blok reklamowy można dojść do wniosku, że prawdziwe szczęście osiągnie się wyłącznie wówczas gdy kupimy wyjątkowy samochód, właściwy proszek lub specjalny fason spodni. Jednak jak dowodzi profesor Barry Schwarz w bestsellerze „Paradoks wyboru” podczas zakupów bardzo rzadko doświadczamy pozytywnych emocji – przeciwnie raczej towarzyszy nam męka podjęcia sensownego wyboru spośród wachlarza dostępnych możliwości: „Ten model TV ma możliwość zatrzymania programu, zaś ten daje możliwość policzenia pieprzyków na policzku prezenterki, jak to porównywać?”. Zanim zdążysz zapytać się ponownie „Czy ja na pewno potrzebuję nowego telewizora?” otrzymasz kolejne wzmocnienie – „więcej produktów Supermarki uczyni Cię szczęśliwym!”. Propaganda konsumpcjonizmu stoi w sprzeczności z ustaleniami psychologów.

Ludzie, którzy deklarują, że ważnym celem w ich życiu są pieniądze, są mniej zadowoleni z życia i rzadziej doświadczają przyjemnych emocji a częściej przygnębienia i lęku. Pomimo, że zarobki Amerykanów od lat 60-tych się podwoiły, procent deklarujących wysokie poczucie szczęścia pozostał ten sam, 30%– doktor Tim Kasser z Knox College (autor książki „Wysoka cena materializmu”). –

W takim razie, co jeśli nie pieniądze może przynieść trwały przyrost odczuwanego zadowolenia? Okazuje się, że najszczęśliwsi ludzie mają wielu dobrych przyjaciół. Diener wraz z Seligmanem porównali 10 procent najbardziej szczęśliwych studentów do tych przeciętnie i najmniej szczęśliwych. Jak się okazało „szczęśliwcy” mają lepiej rozwinięte umiejętności społeczne, posiadają silniejsze związki romantyczne i przyjacielskie niż studenci mniej zadowoleni ze swojego życia. Z badań profesora Jamesa Pennebakera z Uniwersytetu Stanowego w Teksasie wynika, że posiadanie zaufanej osoby, której możemy się zwierzyć w każdym momencie jest silnym predyktorem zdrowia fizycznego i psychicznego. W jednym z eksperymentów studenci proszeni byli o przypomnienie sobie ważnego wydarzenia emocjonalnego, o którym jeszcze nigdy nikomu nie powiedzieli. Z pośród 373 uczestników, 43 procent przypominało sobie takie zdarzenie, zaś 57 procent nie posiadało takiego sekretu. Zgodnie z przewidywaniami naukowców badani, którzy zachowali swoje emocje tylko dla siebie zgłaszali dużo więcej problemów zdrowotnych w porównaniu z osobami, które nie powstrzymały się przed dzieleniem się swoimi emocjami z innymi.

Podsumowując grubszy portfel i więcej zgromadzonych przedmiotów nie zwiększy na długo naszego szczęścia. W pogoni za szczęściem biegamy po automatycznej bieżni, która zmusza nas do przebierania nogami, mimo że cały czas znajdujemy się w tym samym miejscu. Największą szansę na przesunięcie bieżni choć o krok w kierunku większego szczęścia ma poczucie wspólnoty – liczba życzliwych nam przyjaciół z którymi lubimy spędzać czas to zasoby, którymi bardziej opłaca się zarządzać niż stanem konta.

Więcej informacji:
Diener, E., Horwitz, J., & Emmons, R. (1985). Happiness of the Very Wealthy, Social Indicators Research, 16, 263-274.

Pennebaker, J.W. & Seagal, J. (1999). Forming a story: The health benefits of narrative. Journal of Clinical Psychology, 55, 1243-1254.

Schwartz B. (2004). The paradox of choice. Why more is less. New York: Harper. Collins.

 

Michał Parzuchowski  http://badania.net/przyjazn-wazniejsza-od-pieniedzy/

Zapisz
loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

zakupy,  zakupoholizm,  przyjaźń,  szczęście,  martin seligman,  psychologia, 

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót