Reklama

Aniu, skąd się wzięła Twoja fascynacja mózgiem i neurocoachingiem?

 

Zawsze pasjonowały mnie najnowsze zdobycze wiedzy. Jednak kiedy w 2011 roku dowiedziałam się, że na świecie istnieje metoda, dzięki której można więcej zarabiać, być skuteczniejszym i szczęśliwszym, szybko się nią zainteresowałam. Przyjrzałam się jej bliżej i okazało się, że jest ona w całości oparta na najnowszych badaniach nad mózgiem. I to już spowodowało, że moja uwaga znacznie wzrosła. Widzę dziś, po tych kilku latach, jak wiedza neuro zaczyna odgrywać coraz większą rolę w biznesie. W sprzedaży, negocjacjach, zarządzaniu i coachingu. Stąd właśnie moja uwaga w tym kierunku. Kiedy poznałam wiedzę o mózgu, o genetycznych jego uwarunkowaniach, o sile, jaką ma, zrozumiałam, że każdy z nas ma na co dzień przy sobie genialne urządzenie – mózg. Dzięki badaniom dr. Paula McLeana wiemy, że nasz mózg jest zbudowany z trzech zasadniczych części – pnia mózgu, międzymózgowia i kresomózgowia. I każda z nich ze sobą współdziała. Szwajcarzy skorzystali z tej wiedzy i stali się autorami analizy biostrukturalnej – znanej na całym świecie pod nazwą Structogram. W Polsce znany jest również pod hasłem „3 kolory mózgu”. Każda część mózgu została określona jednym kolorem. Pień mózgu – zielonym, międzymózgowie – czerwonym, kresomózgowie – niebieskim. Każdy z nas ma oczywiście wszystkie te części mózgu, ale nie są one tak samo u każdego rozwinięte. Dlatego dominująca część naszego mózgu to dominanta, a wpierająca ją to subdominanta. Najmniej rozwinięta nosi miano deficytu, czyli czegoś, czego mamy po prostu najmniej. Osoba z najsilniej rozwiniętym pniem mózgu (zielona dominanta) preferuje w życiu określone zachowania. Jest skoncentrowana na ludziach, bardzo empatyczna. Lubi współpracować z innymi i jest chętna do dialogu. Ceni sobie wspomnienia i lubi koncentrować się na przeszłości. Potrzebuje doświadczać na własnej skórze, ma też własne przeczucia i wysoki poziom intuicji. Osoby z dominantą międzymózgowia – „czerwone” (co jest skrótem myślowym, ponieważ nikt nie jest jednokolorowy) – cenią sobie niezależność decyzji, są spontaniczne, emocjonalne. Lubią korzystać z „tu i teraz” i cenią sobie szybkie działania. Bardzo często w grupie ludzi szybko stają się naturalnym liderem. Nieobce im są relacje z innymi i chęć rywalizacji. Z kolei osoby o dominancie niebieskiej – kresomózgowie – to osoby raczej zdystansowane, powściągliwe, które cenią sobie swoje własne towarzystwo. Niejednokrotnie są autorami wielu optymalizacji i pomysłów, które ułatwiają nam życie. Dla nich ważne są rozważne działania i planowanie. Fascynuje mnie ta wiedza.

 

19 września miała miejsce premiera Twojej najnowszej książki „Mózg - fabryka sukcesu. Najskuteczniejsze strategie ludzi biznesu”. Skąd pomysł na jej powstanie? Wewnętrzna potrzeba czy jednak bardziej poczucie braku tego typu lektury na rynku?

 

Myślę, że i jedno, i drugie. Nie ma na rynku polskim, a przynajmniej ja nie znam, żadnej pozycji, która łączyłaby twardą wiedzę naukową z praktycznym jej wykorzystaniem i to wszystko w obszarze mózgu. Zależało mi na tym, aby w prosty i łatwy sposób przekazać, często skomplikowaną, medyczną wiedzę, aby można to było wprowadzić w codzienne działania. Poza tym, w związku z moją pasją związaną z mózgiem, postanowiłam, aby jak największa grupa ludzi, również tych z biznesu, miała szansę przybliżyć sobie obszar wykorzystania wiedzy o mózgu dla dobra swoich firm i organizacji.

 

Co ma wspólnego mózg z autentycznością?

 

Moim zdaniem wszystko. Chodzi tutaj o wspomniane wcześniej kolory mózgu i biostruktury człowieka. Jeśli postępujesz zgodnie ze swoją naturą, ze swoją biostrukturą, która jest niezmienna, genetycznie uwarunkowana, masz większe szanse na skuteczność i rezultaty. Większość z nas podczas swojego życia nauczyła się różnych zachowań i nie wszystkie z nich są dla nas wspierające. Sztuka polega na używaniu swoich sił, które wynikają z naszej natury i prowadzą nas do rezultatów. Wiele osób ma po szkoleniu zdecydowanie wyższą skuteczność i większe rezultaty. Tak jest wtedy, gdy rozwijasz swój potencjał. I wówczas po prostu możesz być sobą, być autentyczny.

 

Mózg - fabryka pieniędzy. Ale jak to?

 

Już Hipokrates mówił, że z mózgu wywodzi się wszystko. Nasze radości, cierpienia, bóle i uczucia. Dzięki mózgowi widzimy, słyszymy i czujemy. On jest też naszym swoistym GPS-em w kwestii finansów. To nasz mózg, czy nam się podoba czy nie, steruje naszym podejściem do pieniędzy. Im masz więcej świadomości, tym lepiej wiesz, jak zarządzać swoimi środkami. Podałam w książce kilka przykładów największych błędów, jakie popełniają ludzie biznesu w kwestii finansowej. Choćby to, że nie oddzielają pieniędzy firmowych od pieniędzy własnych. Za granicą jak bankrutuje firma, to nie ma pieniędzy firmy. A człowiek, jej były właściciel, często nadal pozostaje spokojny finansowo. My mamy raczej tendencję do płacenia kartą firmową za domowe zakupy. Więc kiedy pojawia się kłopot w zarządzaniu finansowym firmą, prawdopodobnie jest też wyzwanie w budżecie domowym. Dlatego twierdzę, że to nasz mózg decyduje, czy to my zarządzamy pieniędzmi, czy one nami.

 

W swojej książce podejmujesz temat związany z zagadnieniem „Kobieta i pieniądze”. Często słyszymy, że pieniądze to nie temat dla kobiet...

 

Dokładnie tak. Przyznam, że mimo iż prowadzę firmę 17 lat, miałam podobne zdanie. Że to mężczyźni są lepsi w zarządzaniu pieniędzmi. Że my, kobiety, raczej nie nadajemy się do tego tematu. Dziś wiem, że jest to wyłącznie kwestia wiedzy, nastawienia i zmiany przekonań. Często podczas sesji coachingowych słyszę, że kobiety odeszłyby z toksycznych związków, gdyby nie pieniądze. Smutne to. Ale cóż, żadna szkoła, nawet studia ekonomiczne czy finansowe nie nauczyły nas tego, jak zarządzać finansami. Dlatego szczególnie, my, kobiety powinnyśmy zająć się tematem finansów. Dziś czuję się w tym obszarze znacznie bardziej wyedukowana.

 

 

Co nasz mózg sądzi o rozwoju osobistym? Jak znaleźć właściwą ścieżkę rozwoju osobistego?

 

Rozwój osobisty jest bardzo ważny. Przynajmniej dla mnie. Zresztą obserwuję osoby, które zaczęły iść tą właśnie ścieżką i widzę, ile im daje. Ale tak naprawdę nie chodzi mi o spektakularne wielkie eventy motywacyjne, a raczej o narzędzia i wiedzę, jakie ludzie wdrażają po takich spotkaniach. Wiem też, że na tej drodze warto zbłądzić i stać się „chadzaczem” na szkolenia. Taka osoba jest na każdym wydarzeniu rozwojowym, ale jej życie i osobiste, i zawodowe często nie zmienia się. Staram się obecnie dość starannie wybierać eventy, szkolenia i konferencje, z których korzystam. Mam jedno podstawowe, główne kryterium. Przyglądam się rezultatom ludzi, którzy je organizują i na nich występują, ucząc innych. Jeśli ktoś mnie uczy przywództwa, to znaczy dla mnie, że sam jest przywódcą, zarządza ludźmi i ma w tym obszarze rezultaty. Jeśli ktoś mnie uczy zarządzania pieniędzmi, to chcę wiedzieć, że jego świat finansowy jest poukładany. Niestety często słyszę rady, wskazówki i mentorskie wykłady od osób, których życie nie jest tym, co chcę kopiować czy powtarzać u siebie. Znowu wraca temat autentyczności, spójności i prawdy.

 

Jednym z recenzentów Twojej książki jest światowy autorytet w dziedzinie sukcesu i rozwoju osobistego Brian Tracy. Jak doszło do Waszej współpracy? Znacie się prywatnie?

 

Tak, to jest wspaniała historia. Wiele lat temu wraz z moim przyjacielem Sebastianem postanowiliśmy wziąć udział w pierwszym w Polsce szkoleniu z udziałem Briana Tracy’ego. To mój wielki autorytet. Jedną z pierwszych książek w moim rozwojowym życiu było „Maksimum osiągnięć” jego autorstwa. Podczas konferencji rozmawialiśmy z ludźmi, tęsknie zerkając w stronę sceny. Potem wymieniliśmy się wizytówkami z kilkoma osobami. Z jedną z nich umówiliśmy się na spotkanie i… okazało się, że jest to udziałowiec firmy Brian Tracy International. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Kolejne rozmowy, spotkania, potwierdzenie naszych kompetencji i tak stałam się jednym z trenerów w firmie Briana w Polsce. A co się z tym wiąże? Wspólny czas, kolacje, rozmowy. Więc teraz, po latach, kiedy napisałam swoją drugą książkę, Sebastian stwierdził, że wyślemy ją Brianowi i stąd mam ten wielki zaszczyt mieć jego rekomendację. To niesamowita osobowość. Opowieść na osobny wywiad.

 

W najnowszej książce podejmujesz również temat związany z PR i marketingiem. Niedawno czytałam książkę Heather McGregor „Poradnik dla ambitnych kobiet. Jak zrobić karierę?”, która uważa, że każda kobieta powinna poświęcić minimum 5 procent swojego czasu na PR i kształtowanie własnego wizerunku. Dokładnie pisała: „Nie wystarczy, że jesteś dobra w pracy. Musisz zrobić wszystko, by ludzie się o tym dowiedzieli. Kobiety często ignorują ten fakt, ponieważ są przekonane, że autopromocja jest czymś wysoce niewłaściwym”. Zgadzasz się z tym? Jak wielką wagę przykładasz do własnej autopromocji?

 

Obie wiemy, jak wielkie znaczenie ma PR. Są tacy, którzy go wyśmiewają, komentują i uważają, że nie jest ważny. Dla mnie to tak jak z wcześniej wspomnianymi pieniędzmi. Ludzie mówią: „Pieniądze nie są ważne”. I dla mnie jeśli tak mówią, to znaczy, że tych pieniędzy nie mają. Podobnie jest z PR-em. Większość osób nie docenia siły Public Relations. Ja sądzę, za autorką książki, że to nawet więcej, niż 5% naszego czasu warto inwestować w pracę nad swoim wizerunkiem. I to, co ważne, uważam, że nie chodzi o kreowanie wizerunku czy też jego tworzenie, a raczej zbudowanie z tego, co jest. Jestem z tej szkoły, która chce pokazywać prawdziwy wizerunek człowieka. Nie ten, który byłby dobrze widziany. Dla mnie biznes to nie polityka. Tu liczy się prawda, zaufanie i autentyczność. I może jestem naiwna, ale to moja opinia i już.

 

Czy istnieje jakaś jedna sprawdzona recepta na sukces w biznesie?

 

Powtórzę za nieżyjącym już Janem Kulczykiem: „Trzeba wstawać wcześniej, przed większością, pracować więcej i ryzykować częściej”. A po mojemu: uważam, że najważniejsze jest budowanie mostów, jak mawia Justyna Niebieszczańska. Mostów między ludźmi, relacji. Pomagania ludziom i wspierania ich. Tak po prostu, zwyczajnie. Ja wierzę, że to właśnie ta recepta. Wystarczy wykupić receptę. Zażyć preparat i ufać, że zadziała. Ale oczywiście można po swojemu i uczyć się na swoich błędach.

 

Marzenia Anny Urbańskiej?

 

Mieć wolność! Wolność czasu. I pisać, pisać, pisać. Gotować, czytać, spacerować, spotykać się z przyjaciółmi. I być szczęśliwą.

 

Rozmawiała: Ilona Adamska / I.D.MEDIA

 

Powrót
Reklama:

Aniu, skąd się wzięła Twoja fascynacja mózgiem i neurocoachingiem?

 

Zawsze pasjonowały mnie najnowsze zdobycze wiedzy. Jednak kiedy w 2011 roku dowiedziałam się, że na świecie istnieje metoda, dzięki której można więcej zarabiać, być skuteczniejszym i szczęśliwszym, szybko się nią zainteresowałam. Przyjrzałam się jej bliżej i okazało się, że jest ona w całości oparta na najnowszych badaniach nad mózgiem. I to już spowodowało, że moja uwaga znacznie wzrosła. Widzę dziś, po tych kilku latach, jak wiedza neuro zaczyna odgrywać coraz większą rolę w biznesie. W sprzedaży, negocjacjach, zarządzaniu i coachingu. Stąd właśnie moja uwaga w tym kierunku. Kiedy poznałam wiedzę o mózgu, o genetycznych jego uwarunkowaniach, o sile, jaką ma, zrozumiałam, że każdy z nas ma na co dzień przy sobie genialne urządzenie – mózg. Dzięki badaniom dr. Paula McLeana wiemy, że nasz mózg jest zbudowany z trzech zasadniczych części – pnia mózgu, międzymózgowia i kresomózgowia. I każda z nich ze sobą współdziała. Szwajcarzy skorzystali z tej wiedzy i stali się autorami analizy biostrukturalnej – znanej na całym świecie pod nazwą Structogram. W Polsce znany jest również pod hasłem „3 kolory mózgu”. Każda część mózgu została określona jednym kolorem. Pień mózgu – zielonym, międzymózgowie – czerwonym, kresomózgowie – niebieskim. Każdy z nas ma oczywiście wszystkie te części mózgu, ale nie są one tak samo u każdego rozwinięte. Dlatego dominująca część naszego mózgu to dominanta, a wpierająca ją to subdominanta. Najmniej rozwinięta nosi miano deficytu, czyli czegoś, czego mamy po prostu najmniej. Osoba z najsilniej rozwiniętym pniem mózgu (zielona dominanta) preferuje w życiu określone zachowania. Jest skoncentrowana na ludziach, bardzo empatyczna. Lubi współpracować z innymi i jest chętna do dialogu. Ceni sobie wspomnienia i lubi koncentrować się na przeszłości. Potrzebuje doświadczać na własnej skórze, ma też własne przeczucia i wysoki poziom intuicji. Osoby z dominantą międzymózgowia – „czerwone” (co jest skrótem myślowym, ponieważ nikt nie jest jednokolorowy) – cenią sobie niezależność decyzji, są spontaniczne, emocjonalne. Lubią korzystać z „tu i teraz” i cenią sobie szybkie działania. Bardzo często w grupie ludzi szybko stają się naturalnym liderem. Nieobce im są relacje z innymi i chęć rywalizacji. Z kolei osoby o dominancie niebieskiej – kresomózgowie – to osoby raczej zdystansowane, powściągliwe, które cenią sobie swoje własne towarzystwo. Niejednokrotnie są autorami wielu optymalizacji i pomysłów, które ułatwiają nam życie. Dla nich ważne są rozważne działania i planowanie. Fascynuje mnie ta wiedza.

 

19 września miała miejsce premiera Twojej najnowszej książki „Mózg - fabryka sukcesu. Najskuteczniejsze strategie ludzi biznesu”. Skąd pomysł na jej powstanie? Wewnętrzna potrzeba czy jednak bardziej poczucie braku tego typu lektury na rynku?

 

Myślę, że i jedno, i drugie. Nie ma na rynku polskim, a przynajmniej ja nie znam, żadnej pozycji, która łączyłaby twardą wiedzę naukową z praktycznym jej wykorzystaniem i to wszystko w obszarze mózgu. Zależało mi na tym, aby w prosty i łatwy sposób przekazać, często skomplikowaną, medyczną wiedzę, aby można to było wprowadzić w codzienne działania. Poza tym, w związku z moją pasją związaną z mózgiem, postanowiłam, aby jak największa grupa ludzi, również tych z biznesu, miała szansę przybliżyć sobie obszar wykorzystania wiedzy o mózgu dla dobra swoich firm i organizacji.

 

Co ma wspólnego mózg z autentycznością?

 

Moim zdaniem wszystko. Chodzi tutaj o wspomniane wcześniej kolory mózgu i biostruktury człowieka. Jeśli postępujesz zgodnie ze swoją naturą, ze swoją biostrukturą, która jest niezmienna, genetycznie uwarunkowana, masz większe szanse na skuteczność i rezultaty. Większość z nas podczas swojego życia nauczyła się różnych zachowań i nie wszystkie z nich są dla nas wspierające. Sztuka polega na używaniu swoich sił, które wynikają z naszej natury i prowadzą nas do rezultatów. Wiele osób ma po szkoleniu zdecydowanie wyższą skuteczność i większe rezultaty. Tak jest wtedy, gdy rozwijasz swój potencjał. I wówczas po prostu możesz być sobą, być autentyczny.

 

Mózg - fabryka pieniędzy. Ale jak to?

 

Już Hipokrates mówił, że z mózgu wywodzi się wszystko. Nasze radości, cierpienia, bóle i uczucia. Dzięki mózgowi widzimy, słyszymy i czujemy. On jest też naszym swoistym GPS-em w kwestii finansów. To nasz mózg, czy nam się podoba czy nie, steruje naszym podejściem do pieniędzy. Im masz więcej świadomości, tym lepiej wiesz, jak zarządzać swoimi środkami. Podałam w książce kilka przykładów największych błędów, jakie popełniają ludzie biznesu w kwestii finansowej. Choćby to, że nie oddzielają pieniędzy firmowych od pieniędzy własnych. Za granicą jak bankrutuje firma, to nie ma pieniędzy firmy. A człowiek, jej były właściciel, często nadal pozostaje spokojny finansowo. My mamy raczej tendencję do płacenia kartą firmową za domowe zakupy. Więc kiedy pojawia się kłopot w zarządzaniu finansowym firmą, prawdopodobnie jest też wyzwanie w budżecie domowym. Dlatego twierdzę, że to nasz mózg decyduje, czy to my zarządzamy pieniędzmi, czy one nami.

 

W swojej książce podejmujesz temat związany z zagadnieniem „Kobieta i pieniądze”. Często słyszymy, że pieniądze to nie temat dla kobiet...

 

Dokładnie tak. Przyznam, że mimo iż prowadzę firmę 17 lat, miałam podobne zdanie. Że to mężczyźni są lepsi w zarządzaniu pieniędzmi. Że my, kobiety, raczej nie nadajemy się do tego tematu. Dziś wiem, że jest to wyłącznie kwestia wiedzy, nastawienia i zmiany przekonań. Często podczas sesji coachingowych słyszę, że kobiety odeszłyby z toksycznych związków, gdyby nie pieniądze. Smutne to. Ale cóż, żadna szkoła, nawet studia ekonomiczne czy finansowe nie nauczyły nas tego, jak zarządzać finansami. Dlatego szczególnie, my, kobiety powinnyśmy zająć się tematem finansów. Dziś czuję się w tym obszarze znacznie bardziej wyedukowana.

 

 

Co nasz mózg sądzi o rozwoju osobistym? Jak znaleźć właściwą ścieżkę rozwoju osobistego?

 

Rozwój osobisty jest bardzo ważny. Przynajmniej dla mnie. Zresztą obserwuję osoby, które zaczęły iść tą właśnie ścieżką i widzę, ile im daje. Ale tak naprawdę nie chodzi mi o spektakularne wielkie eventy motywacyjne, a raczej o narzędzia i wiedzę, jakie ludzie wdrażają po takich spotkaniach. Wiem też, że na tej drodze warto zbłądzić i stać się „chadzaczem” na szkolenia. Taka osoba jest na każdym wydarzeniu rozwojowym, ale jej życie i osobiste, i zawodowe często nie zmienia się. Staram się obecnie dość starannie wybierać eventy, szkolenia i konferencje, z których korzystam. Mam jedno podstawowe, główne kryterium. Przyglądam się rezultatom ludzi, którzy je organizują i na nich występują, ucząc innych. Jeśli ktoś mnie uczy przywództwa, to znaczy dla mnie, że sam jest przywódcą, zarządza ludźmi i ma w tym obszarze rezultaty. Jeśli ktoś mnie uczy zarządzania pieniędzmi, to chcę wiedzieć, że jego świat finansowy jest poukładany. Niestety często słyszę rady, wskazówki i mentorskie wykłady od osób, których życie nie jest tym, co chcę kopiować czy powtarzać u siebie. Znowu wraca temat autentyczności, spójności i prawdy.

 

Jednym z recenzentów Twojej książki jest światowy autorytet w dziedzinie sukcesu i rozwoju osobistego Brian Tracy. Jak doszło do Waszej współpracy? Znacie się prywatnie?

 

Tak, to jest wspaniała historia. Wiele lat temu wraz z moim przyjacielem Sebastianem postanowiliśmy wziąć udział w pierwszym w Polsce szkoleniu z udziałem Briana Tracy’ego. To mój wielki autorytet. Jedną z pierwszych książek w moim rozwojowym życiu było „Maksimum osiągnięć” jego autorstwa. Podczas konferencji rozmawialiśmy z ludźmi, tęsknie zerkając w stronę sceny. Potem wymieniliśmy się wizytówkami z kilkoma osobami. Z jedną z nich umówiliśmy się na spotkanie i… okazało się, że jest to udziałowiec firmy Brian Tracy International. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Kolejne rozmowy, spotkania, potwierdzenie naszych kompetencji i tak stałam się jednym z trenerów w firmie Briana w Polsce. A co się z tym wiąże? Wspólny czas, kolacje, rozmowy. Więc teraz, po latach, kiedy napisałam swoją drugą książkę, Sebastian stwierdził, że wyślemy ją Brianowi i stąd mam ten wielki zaszczyt mieć jego rekomendację. To niesamowita osobowość. Opowieść na osobny wywiad.

 

W najnowszej książce podejmujesz również temat związany z PR i marketingiem. Niedawno czytałam książkę Heather McGregor „Poradnik dla ambitnych kobiet. Jak zrobić karierę?”, która uważa, że każda kobieta powinna poświęcić minimum 5 procent swojego czasu na PR i kształtowanie własnego wizerunku. Dokładnie pisała: „Nie wystarczy, że jesteś dobra w pracy. Musisz zrobić wszystko, by ludzie się o tym dowiedzieli. Kobiety często ignorują ten fakt, ponieważ są przekonane, że autopromocja jest czymś wysoce niewłaściwym”. Zgadzasz się z tym? Jak wielką wagę przykładasz do własnej autopromocji?

 

Obie wiemy, jak wielkie znaczenie ma PR. Są tacy, którzy go wyśmiewają, komentują i uważają, że nie jest ważny. Dla mnie to tak jak z wcześniej wspomnianymi pieniędzmi. Ludzie mówią: „Pieniądze nie są ważne”. I dla mnie jeśli tak mówią, to znaczy, że tych pieniędzy nie mają. Podobnie jest z PR-em. Większość osób nie docenia siły Public Relations. Ja sądzę, za autorką książki, że to nawet więcej, niż 5% naszego czasu warto inwestować w pracę nad swoim wizerunkiem. I to, co ważne, uważam, że nie chodzi o kreowanie wizerunku czy też jego tworzenie, a raczej zbudowanie z tego, co jest. Jestem z tej szkoły, która chce pokazywać prawdziwy wizerunek człowieka. Nie ten, który byłby dobrze widziany. Dla mnie biznes to nie polityka. Tu liczy się prawda, zaufanie i autentyczność. I może jestem naiwna, ale to moja opinia i już.

 

Czy istnieje jakaś jedna sprawdzona recepta na sukces w biznesie?

 

Powtórzę za nieżyjącym już Janem Kulczykiem: „Trzeba wstawać wcześniej, przed większością, pracować więcej i ryzykować częściej”. A po mojemu: uważam, że najważniejsze jest budowanie mostów, jak mawia Justyna Niebieszczańska. Mostów między ludźmi, relacji. Pomagania ludziom i wspierania ich. Tak po prostu, zwyczajnie. Ja wierzę, że to właśnie ta recepta. Wystarczy wykupić receptę. Zażyć preparat i ufać, że zadziała. Ale oczywiście można po swojemu i uczyć się na swoich błędach.

 

Marzenia Anny Urbańskiej?

 

Mieć wolność! Wolność czasu. I pisać, pisać, pisać. Gotować, czytać, spacerować, spotykać się z przyjaciółmi. I być szczęśliwą.

 

Rozmawiała: Ilona Adamska / I.D.MEDIA

 

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

psychologia,  mózg,  Anna Urbańska,  Ilona Adamska,  sukces,  pieniądze, 

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót