Reklama

Czy nie zdarzyło się wam poznać kogoś w internecie, kto wydał się ciekawy, a w realu okazał się nudny? Wcale nie tak błyskotliwy, nie tak inteligentny? Ba, nawet wyglądał zupełnie inaczej? Dzieje się tak dość często.

Kochamy życie w wirtualu, bo możemy się w nim kreować. Możemy dawać zdjęcia obrobione w fotoszopie, albo te o 10 kilo młodsze. Często konta są tworzone na wzór marzeń, które mamy na swój temat. Być ładną, mądra, pożądaną. Być zupełnie kimś innym.

Internet daje te możliwości. Można długo analizować wpisy, szukać inspiracji w różnych źródłach, nie ma potrzeby natychmiastowej reakcji. W realnym życiu podczas dyskusji wychodzą natychmiast słabe punkty. Inteligentny interlokutor szybko nas rozszyfruje i szybko może się znudzić.

Można też mieć wśród „znajomych” osoby publiczne, pojawiające się na pierwszych stronach gazet. Rzadko odrzucają zaproszenia, bo chcą by ich posty były dla wielu osób widoczne. Dzięki temu „przeciętny Kowalski” może mieć grono znajomych polityków czy publicystów. To nic, że nie lajkują jego postów. Ładnie to wygląda.

Życie w interencie nie wymaga też wysiłku takiego jak normalne kontakty. Można siedzieć przy komputerze bez makijażu, w starych kapciach i prowadzić różnorodne dyskusje. Nie ma potrzeby zapraszania gości do domu – nakrywania stołu, parzenia herbaty. Goście na ekranie nie mają takich wymagań. I co lepsze, można zostawić ich w pół słowa pod byle pretekstem. W realu bywa to czasami kłopotliwe.

Pamiętam jak sama umówiłam się z kobietą poznaną na Facebooku. Błyskotliwa na forum, przy kawiarnianym stoliku okazała się zupełnie inną osobą. Z grzeczności wytrzymałam pół godziny. I sama stwierdziłam, że wirtual ma jednak niewątpliwe zalety...

- Krótki czas można funkcjonować na wysokich obrotach, udawać kogoś innego, mam na myśli czas, który spędzamy na forach, Facebooku, uczestnicząc w dyskusjach, kreując swój wizerunek – mówi Janusz Koczberski. - Niestety, w realu nie jest to możliwe. Koń jaki jest, każdy widzi. Jeśli kreujesz swój nieprawdziwy obraz, bańka mydlana przy spotkaniu w cztery oczy szybko pryska.

 

Ale oczywiście internet ma swoje zalety. Można dotrzeć szybko do osób na drugim końcu świata, poznać naprawdę fascynujących ludzi, dzięki którym poszerzamy horyzonty. Nie wszyscy przecież udają kogoś innego, nie każdy ma potrzebę kreacji. Można obejrzeć fascynujące filmy, czytać doskonałe artykuły. Jeśli przy okazji zna się języki obce, ma się dostęp do różnych źródeł informacji. W dodatku sami dozujemy przekaz – w każdej chwili można film zatrzymać, zrobić herbatę, wyjść na zakupy, dokończyć w chwili wolnego czasu. Można wracać do ulubionych filmów, ba, nawet do ulubionych fragmentów. Można robić wszystko w swoim własnym tempie, co nie jest możliwe w realu.

- Dlatego tak kochamy wirtual – podkreśla Koczberski. -  W realu rzadko mamy nad czymkolwiek kontrolę. Życie w internecie nam to daje. Wystarczy wcisnąć enter.

Więc o ile zachowamy ostrożność, nie logujemy się na podejrzane portale, nie podajemy numerów kont czy kart kredytowych, możemy spokojnie z wirtuala korzystać. Zawsze można kogoś usunąć ze znajomych, co w normalnym życiu też bywa bardzo trudne...

Magdalena Gorostiza

 

Powrót
Reklama:

Czy nie zdarzyło się wam poznać kogoś w internecie, kto wydał się ciekawy, a w realu okazał się nudny? Wcale nie tak błyskotliwy, nie tak inteligentny? Ba, nawet wyglądał zupełnie inaczej? Dzieje się tak dość często.

Kochamy życie w wirtualu, bo możemy się w nim kreować. Możemy dawać zdjęcia obrobione w fotoszopie, albo te o 10 kilo młodsze. Często konta są tworzone na wzór marzeń, które mamy na swój temat. Być ładną, mądra, pożądaną. Być zupełnie kimś innym.

Internet daje te możliwości. Można długo analizować wpisy, szukać inspiracji w różnych źródłach, nie ma potrzeby natychmiastowej reakcji. W realnym życiu podczas dyskusji wychodzą natychmiast słabe punkty. Inteligentny interlokutor szybko nas rozszyfruje i szybko może się znudzić.

Można też mieć wśród „znajomych” osoby publiczne, pojawiające się na pierwszych stronach gazet. Rzadko odrzucają zaproszenia, bo chcą by ich posty były dla wielu osób widoczne. Dzięki temu „przeciętny Kowalski” może mieć grono znajomych polityków czy publicystów. To nic, że nie lajkują jego postów. Ładnie to wygląda.

Życie w interencie nie wymaga też wysiłku takiego jak normalne kontakty. Można siedzieć przy komputerze bez makijażu, w starych kapciach i prowadzić różnorodne dyskusje. Nie ma potrzeby zapraszania gości do domu – nakrywania stołu, parzenia herbaty. Goście na ekranie nie mają takich wymagań. I co lepsze, można zostawić ich w pół słowa pod byle pretekstem. W realu bywa to czasami kłopotliwe.

Pamiętam jak sama umówiłam się z kobietą poznaną na Facebooku. Błyskotliwa na forum, przy kawiarnianym stoliku okazała się zupełnie inną osobą. Z grzeczności wytrzymałam pół godziny. I sama stwierdziłam, że wirtual ma jednak niewątpliwe zalety...

- Krótki czas można funkcjonować na wysokich obrotach, udawać kogoś innego, mam na myśli czas, który spędzamy na forach, Facebooku, uczestnicząc w dyskusjach, kreując swój wizerunek – mówi Janusz Koczberski. - Niestety, w realu nie jest to możliwe. Koń jaki jest, każdy widzi. Jeśli kreujesz swój nieprawdziwy obraz, bańka mydlana przy spotkaniu w cztery oczy szybko pryska.

 

Ale oczywiście internet ma swoje zalety. Można dotrzeć szybko do osób na drugim końcu świata, poznać naprawdę fascynujących ludzi, dzięki którym poszerzamy horyzonty. Nie wszyscy przecież udają kogoś innego, nie każdy ma potrzebę kreacji. Można obejrzeć fascynujące filmy, czytać doskonałe artykuły. Jeśli przy okazji zna się języki obce, ma się dostęp do różnych źródeł informacji. W dodatku sami dozujemy przekaz – w każdej chwili można film zatrzymać, zrobić herbatę, wyjść na zakupy, dokończyć w chwili wolnego czasu. Można wracać do ulubionych filmów, ba, nawet do ulubionych fragmentów. Można robić wszystko w swoim własnym tempie, co nie jest możliwe w realu.

- Dlatego tak kochamy wirtual – podkreśla Koczberski. -  W realu rzadko mamy nad czymkolwiek kontrolę. Życie w internecie nam to daje. Wystarczy wcisnąć enter.

Więc o ile zachowamy ostrożność, nie logujemy się na podejrzane portale, nie podajemy numerów kont czy kart kredytowych, możemy spokojnie z wirtuala korzystać. Zawsze można kogoś usunąć ze znajomych, co w normalnym życiu też bywa bardzo trudne...

Magdalena Gorostiza

 

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

facebook,  psychologia,  internet,  życie w wirtualu, 

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót