Reklama

Świat, w którym żyjemy narzuca nam obowiązujące kanony. Jak żyć, jak wyglądać, co robić. Walczcie o swoje marzenia, możecie osiągnąć wszystko – obiecują wydawane w  milionych nakladach poradniki psychologiczne. A każdy z nas o czymś marzy. Każdy chciałby upragniony cel osiągnąć.

 

Rzadko kiedy zastanawiamy się nad tym, jaką cenę zapłacimy na końcu. Za karierę, za pęd do posiadania, wreszcie za swój wymarzony wygląd. W marzeniach wszystko kończy się pięknie. I ta wizja pcha nas do przodu, ta wizja pomaga wyrzekać się różnych rzeczy, byle dotrwać do końca.

 

Wyznanie Matta Diaz, które przypadkiem „wpadło mi w ręce” zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Z powodu odwagi graniczącej z brawurą i z rozpaczy, którą słychać w każdym jego słowie. Nie jestem psychologiem, poprosiłam więc o komentarz Janusza Koczberskiego.

- Widać, że ten film jest autentyczny, że chłopak jest na krawędzi – mówi. - Musiał pracować bardzo ciężko, bo nie jest łatwo zrzucić 122 kilogramy, a efekt końcowy jest straszny. Zamiast być młodym człowiekiem, który podrywa na plaży dziewczyny, znowu jest osobą, która – podobnie, jak jego poprzednie wcielenie – musi się wstydzić i chować.

 

Koczberski podkreśla, że dramat Matta trwa przecież od lat – ktoś dopuścił do tego, by jako młody chłopak koszmarnie utył, ktoś tego nie dopilnował, nie pomógł. Teraz Matt dalej jest samotny, skoro musi wołać o pomoc, o akceptację w internecie.

 

Kiedy widzimy reklamy ośrodków odchudzających, jest zawsze obrazek grubej osoby a potem piękna i sprężysta sylwetka. Przykład Matta i nie tylko – bo są i inne podobne filmy, pokazuje, że nawet młodzi ludzie tracąc na wadze zostają ze swoją rozciągnięta skórą. Nie przypominają w niczym modeli i modelek z wybiegów. I okazuje się, że cała praca poszła na marne, że choć marzenie się zrealizowało, cena, którą płacimy jest niewspółmierna do efektu.

 

- Widać, że chłopak chce akceptacji, i że choć boi się komentarzy, czeka na wsparcie z zewnątrz – dodaje Koczberski.

 

I dostaje je, bo z ponad tysiąca komentarzy zdecydowana większość jest pozytywna. Wiele z nich pochodzi od osób przeżywających podobne katusze.

- Mam 21 lat, zrzuciłam 40 kg i mam tyłek gorszy niż moja matka – pisze młoda dziewczyna. - Mówią mi – ćwicz! Po co, już nic z tym nie zrobię.

- Zazdroszczę ci odwagi – pisze inna. - Mam takie samo ciało, ale nikomu go nie pokażę.

Są i tacy, którzy dziękują Mattowi, że mogą wreszcie dzięki niemu pokochać siebie, choć wcale nie są idealni.

 

Ten film porusza. Jest w dwóch wersjach językowych – angielskiej z hiszpańskimi napisami. Ale nawet jeśli nie znacie żadnego z tych języków, a wiecie już o czym mówi Matt, nie pozostaniecie obojętni na jego wyznanie.

 

Magdalena Gorostiza

 

 

Powrót
Reklama:

Świat, w którym żyjemy narzuca nam obowiązujące kanony. Jak żyć, jak wyglądać, co robić. Walczcie o swoje marzenia, możecie osiągnąć wszystko – obiecują wydawane w  milionych nakladach poradniki psychologiczne. A każdy z nas o czymś marzy. Każdy chciałby upragniony cel osiągnąć.

 

Rzadko kiedy zastanawiamy się nad tym, jaką cenę zapłacimy na końcu. Za karierę, za pęd do posiadania, wreszcie za swój wymarzony wygląd. W marzeniach wszystko kończy się pięknie. I ta wizja pcha nas do przodu, ta wizja pomaga wyrzekać się różnych rzeczy, byle dotrwać do końca.

 

Wyznanie Matta Diaz, które przypadkiem „wpadło mi w ręce” zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Z powodu odwagi graniczącej z brawurą i z rozpaczy, którą słychać w każdym jego słowie. Nie jestem psychologiem, poprosiłam więc o komentarz Janusza Koczberskiego.

- Widać, że ten film jest autentyczny, że chłopak jest na krawędzi – mówi. - Musiał pracować bardzo ciężko, bo nie jest łatwo zrzucić 122 kilogramy, a efekt końcowy jest straszny. Zamiast być młodym człowiekiem, który podrywa na plaży dziewczyny, znowu jest osobą, która – podobnie, jak jego poprzednie wcielenie – musi się wstydzić i chować.

 

Koczberski podkreśla, że dramat Matta trwa przecież od lat – ktoś dopuścił do tego, by jako młody chłopak koszmarnie utył, ktoś tego nie dopilnował, nie pomógł. Teraz Matt dalej jest samotny, skoro musi wołać o pomoc, o akceptację w internecie.

 

Kiedy widzimy reklamy ośrodków odchudzających, jest zawsze obrazek grubej osoby a potem piękna i sprężysta sylwetka. Przykład Matta i nie tylko – bo są i inne podobne filmy, pokazuje, że nawet młodzi ludzie tracąc na wadze zostają ze swoją rozciągnięta skórą. Nie przypominają w niczym modeli i modelek z wybiegów. I okazuje się, że cała praca poszła na marne, że choć marzenie się zrealizowało, cena, którą płacimy jest niewspółmierna do efektu.

 

- Widać, że chłopak chce akceptacji, i że choć boi się komentarzy, czeka na wsparcie z zewnątrz – dodaje Koczberski.

 

I dostaje je, bo z ponad tysiąca komentarzy zdecydowana większość jest pozytywna. Wiele z nich pochodzi od osób przeżywających podobne katusze.

- Mam 21 lat, zrzuciłam 40 kg i mam tyłek gorszy niż moja matka – pisze młoda dziewczyna. - Mówią mi – ćwicz! Po co, już nic z tym nie zrobię.

- Zazdroszczę ci odwagi – pisze inna. - Mam takie samo ciało, ale nikomu go nie pokażę.

Są i tacy, którzy dziękują Mattowi, że mogą wreszcie dzięki niemu pokochać siebie, choć wcale nie są idealni.

 

Ten film porusza. Jest w dwóch wersjach językowych – angielskiej z hiszpańskimi napisami. Ale nawet jeśli nie znacie żadnego z tych języków, a wiecie już o czym mówi Matt, nie pozostaniecie obojętni na jego wyznanie.

 

Magdalena Gorostiza

 

 

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

odchudzanie,  życie,  Janusz Koczberski,  marzenia, 

Zostaw komentarz:

  • Komentarz od: ~Kamil 31   zgłoś nadużycie  

    Nie. Po prostu, nie. Każdy ma swój rozum. Tłumaczenia dorosłego \"rodzice mnie źle poprowadzili\", jęczenie że po kilku latach ostrej diety skóra wisi, kiedy masy nabierało się kilkanaście/kilkadziesiąt lat, dla mnie nie są tłumaczeniem. Mam gdzieś rozpacz ludzi jego pokroju. Sam sobie winny.

Powrót