Reklama

Nasza rozmówczyni ujawniać się nie chce. Nie pije już ponad dziesięć lat. Po raz kolejny, bo kiedyś złamała abstynencję.

 

Nie chcesz nawet podać imienia. Dlaczego?

 

Bo to nie ma znaczenia. Nie widzę też powodu, żeby afiszować się z chorobą. Jak masz hemoroidy czy grzybicę też nie latasz i o tym nie opowiadasz. Nie każdy chce mówić o swoich słabościach, być stygmatyzowany. Ja nie chcę. Ludzie może się domyślają, ale domyślać się a być pewnym to daje różnicę.

 

Domyślają się, bo nie pijesz?

 

Też. Ale przecież pamiętają, że piłam. Nam się wydaje, że nikt nie wie, nie zauważa. Tego nie da się ukryć. Nawet jak sama w domu pijesz. Bo zawsze jest jakaś wtopa na imprezie, nocne telefony do różnych ludzi. Zresztą, gdyby ich nie było, nie byłoby powodu, żeby się zacząć zastanawiać nad swoim piciem. Do tego zawsze skłania kolejna kompromitacja, zawalenie czegoś w domu, w pracy. Chociaż kobiety długo umieją się maskować. Ale przychodzi taki moment, że picie zaczyna przeszkadzać i chcesz z tym zerwać.

 

Łatwo to zrobić?

 

Koszmarnie trudno. Ale można. Bez AA i podobnych bzdur.

 

Może tobie się udało, bo nie jesteś uzależniona?

 

(śmiech) Poproszę inny zestaw pytań.

 

Jesteś alkoholiczką?

 

Jestem. Przekonałam się o tym, jak nie piłam pierwsze 10 lat. Uznałam, że cudownie ozdrowiałam. Kosztowało mnie to dwa kolejne lata picia. I trudniejsze wychodzenie. Wiedziałam więcej, ale psychicznie było gorzej. Trudniej.

 

A teraz?

 

Teraz nie piję może 12 lat? Nie liczę żadnych rocznic. Nie uznaję AA i tych ich obrzędów. Dla mnie oni wchodzą w inny nałóg – piją na sucho. To ględzenie, ile, kto, kiedy. Nie obchodzi mnie to.

 

To jedyny powód niechęci do AA?

 

Są też inne. Nie każdy chce publicznie o sobie za przeproszeniem byle komu mówić. Moja wysoko postawiona znajoma spotkała na tak zwanym mityngu swoją sprzątaczkę z pracy. Otrzeźwiała po raz drugi. Co nie znaczy, że ruch AA jest zły. Ale nie każdemu musi odpowiadać. Uważam, że wielu kobietom na stanowiskach, z pozycją, odpowiadać nie będzie.

 

Nie chcą się przyznać? Wstydzą się?

 

Nie chcą stygmatu, mają prawo do prywatności. Nie każda z nas jest ekshibicjonistką. Ja też nie lubię słuchać tych piciorysów, opowieści innych. I nie chcę mówić innym o tym, jak piłam. O mojej chorobie wie kilka najbliższych osób.

 

Kobietom trudniej się przyznać?

 

Trudniej. Szczególnie tym z jakąś pozycją. Dlatego piją z reguły samotnie. I wstydzą się też tego, że piją. To bardzo skomplikowane.

 

To jak sobie poradziłaś? Sama?

 

Zupełnie samej raczej się nie uda, choć oczywiście można podjąć próbę spełniając szereg podstawowych warunków. Ale dobrze jest znaleźć mądrego terapeutę i chociaż jedna osobę w podobnej sytuacji życiowej – mam na myśli status, pozycję zawodowa itp. To ważne.

 

Co jeszcze jest ważne?

 

Pamięć o najgorszych wpadkach. Takich, że robisz się czerwona ze wstydu. Jak chcesz się napić, niech wraca jak film w technikolorze. Pomaga. Poza tym po dobrej terapii masz świadomość, że alkohol nie rozwiąże żadnego problemu, że tylko dokładasz sobie jeden problem więcej. Ale to przychodzi z czasem. Nie od razu. Na początku wydaje ci się, że życie bez alkoholu pozbawione jest sensu. Nie masz pojęcia jaki mózg masz pokręcony pijąc nałogowo. Ktoś, kto tego nie zaznał, nie rozumie.

 

Dlaczego?

 

Bo ktoś, kto nigdy nie był uzależniony od czegoś nie zrozumie nałogowca. Całe życie tego drugiego jest podporządkowane jednemu – oddać się nałogowi, znaleźć ulgę, zatracić się. Tylko, że po jakimś czasie ulga nie przychodzi i zaczyna się podwójny dramat. Wtedy próbujesz się wygrzebać. Często jednak bezskutecznie.

 

Ale tobie się udało?

 

Na razie tak, ale jak mówiłam, zaliczyłam wtopę. Dwuletnią. W sumie nie żałuję. Mam nauczkę na przyszłość.

 

Znasz sposób, podzielisz się nim?

 

To temat na książkę, a nie na jedna krótka rozmowę. Wychodzenie z nałogu to proces. Powoli uczysz się żyć na nowo. Na początku jest bardzo ciężko, stopniowo łatwiej, choć przecież masz żal. Dlaczego ja? - pytasz. Jesteś na imprezie, zazdrościsz, że inni mogą. Ale można się z tym uporać. Może kiedyś napiszę taki poradnik? Tylko nie wiem, czy komuś byłby potrzebny.

 

 Czytaj także Czy jesteś dobrze funkcjonującycm alkoholikiem?

 

 

 

 

Powrót
Reklama:

Nasza rozmówczyni ujawniać się nie chce. Nie pije już ponad dziesięć lat. Po raz kolejny, bo kiedyś złamała abstynencję.

 

Nie chcesz nawet podać imienia. Dlaczego?

 

Bo to nie ma znaczenia. Nie widzę też powodu, żeby afiszować się z chorobą. Jak masz hemoroidy czy grzybicę też nie latasz i o tym nie opowiadasz. Nie każdy chce mówić o swoich słabościach, być stygmatyzowany. Ja nie chcę. Ludzie może się domyślają, ale domyślać się a być pewnym to daje różnicę.

 

Domyślają się, bo nie pijesz?

 

Też. Ale przecież pamiętają, że piłam. Nam się wydaje, że nikt nie wie, nie zauważa. Tego nie da się ukryć. Nawet jak sama w domu pijesz. Bo zawsze jest jakaś wtopa na imprezie, nocne telefony do różnych ludzi. Zresztą, gdyby ich nie było, nie byłoby powodu, żeby się zacząć zastanawiać nad swoim piciem. Do tego zawsze skłania kolejna kompromitacja, zawalenie czegoś w domu, w pracy. Chociaż kobiety długo umieją się maskować. Ale przychodzi taki moment, że picie zaczyna przeszkadzać i chcesz z tym zerwać.

 

Łatwo to zrobić?

 

Koszmarnie trudno. Ale można. Bez AA i podobnych bzdur.

 

Może tobie się udało, bo nie jesteś uzależniona?

 

(śmiech) Poproszę inny zestaw pytań.

 

Jesteś alkoholiczką?

 

Jestem. Przekonałam się o tym, jak nie piłam pierwsze 10 lat. Uznałam, że cudownie ozdrowiałam. Kosztowało mnie to dwa kolejne lata picia. I trudniejsze wychodzenie. Wiedziałam więcej, ale psychicznie było gorzej. Trudniej.

 

A teraz?

 

Teraz nie piję może 12 lat? Nie liczę żadnych rocznic. Nie uznaję AA i tych ich obrzędów. Dla mnie oni wchodzą w inny nałóg – piją na sucho. To ględzenie, ile, kto, kiedy. Nie obchodzi mnie to.

 

To jedyny powód niechęci do AA?

 

Są też inne. Nie każdy chce publicznie o sobie za przeproszeniem byle komu mówić. Moja wysoko postawiona znajoma spotkała na tak zwanym mityngu swoją sprzątaczkę z pracy. Otrzeźwiała po raz drugi. Co nie znaczy, że ruch AA jest zły. Ale nie każdemu musi odpowiadać. Uważam, że wielu kobietom na stanowiskach, z pozycją, odpowiadać nie będzie.

 

Nie chcą się przyznać? Wstydzą się?

 

Nie chcą stygmatu, mają prawo do prywatności. Nie każda z nas jest ekshibicjonistką. Ja też nie lubię słuchać tych piciorysów, opowieści innych. I nie chcę mówić innym o tym, jak piłam. O mojej chorobie wie kilka najbliższych osób.

 

Kobietom trudniej się przyznać?

 

Trudniej. Szczególnie tym z jakąś pozycją. Dlatego piją z reguły samotnie. I wstydzą się też tego, że piją. To bardzo skomplikowane.

 

To jak sobie poradziłaś? Sama?

 

Zupełnie samej raczej się nie uda, choć oczywiście można podjąć próbę spełniając szereg podstawowych warunków. Ale dobrze jest znaleźć mądrego terapeutę i chociaż jedna osobę w podobnej sytuacji życiowej – mam na myśli status, pozycję zawodowa itp. To ważne.

 

Co jeszcze jest ważne?

 

Pamięć o najgorszych wpadkach. Takich, że robisz się czerwona ze wstydu. Jak chcesz się napić, niech wraca jak film w technikolorze. Pomaga. Poza tym po dobrej terapii masz świadomość, że alkohol nie rozwiąże żadnego problemu, że tylko dokładasz sobie jeden problem więcej. Ale to przychodzi z czasem. Nie od razu. Na początku wydaje ci się, że życie bez alkoholu pozbawione jest sensu. Nie masz pojęcia jaki mózg masz pokręcony pijąc nałogowo. Ktoś, kto tego nie zaznał, nie rozumie.

 

Dlaczego?

 

Bo ktoś, kto nigdy nie był uzależniony od czegoś nie zrozumie nałogowca. Całe życie tego drugiego jest podporządkowane jednemu – oddać się nałogowi, znaleźć ulgę, zatracić się. Tylko, że po jakimś czasie ulga nie przychodzi i zaczyna się podwójny dramat. Wtedy próbujesz się wygrzebać. Często jednak bezskutecznie.

 

Ale tobie się udało?

 

Na razie tak, ale jak mówiłam, zaliczyłam wtopę. Dwuletnią. W sumie nie żałuję. Mam nauczkę na przyszłość.

 

Znasz sposób, podzielisz się nim?

 

To temat na książkę, a nie na jedna krótka rozmowę. Wychodzenie z nałogu to proces. Powoli uczysz się żyć na nowo. Na początku jest bardzo ciężko, stopniowo łatwiej, choć przecież masz żal. Dlaczego ja? - pytasz. Jesteś na imprezie, zazdrościsz, że inni mogą. Ale można się z tym uporać. Może kiedyś napiszę taki poradnik? Tylko nie wiem, czy komuś byłby potrzebny.

 

 Czytaj także Czy jesteś dobrze funkcjonującycm alkoholikiem?

 

 

 

 

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

uzależnienie,  nałóg,  alkoholizm,  picie,  pijące kobiety, 

Zostaw komentarz:

  • Komentarz od: ~jola   zgłoś nadużycie  

    Co z tego że byłaś na spotkaniu AA ze sprzątaczką ,taki sam człowiek jak Ty i macie ten sam problem....Alkohol ...nie segreguj ludzi, będzie Ci łatwiej ...nie wywyższaj się ,wszyscy jesteśmy ludzmi bez względu na stanowisko jakie się piastuje a może akurat ta p. sprzątaczka szybciej się uporała z nałogiem i jest dobrym człowiekiem,nie wywyższa sie....Twoja wyższość nad innymi , to też Twój następny problem .

  • Komentarz od: ~Marcin AA   zgłoś nadużycie  

    Kazdy sposob jest dobry. Sam jestem \"postawiony\" chodze na AA ze sprzataczka, ktora ma wiecej madrosci niz nie jeden Prezes. Co do AA nie zauwazylem pijacych na sucho, dziwnych obrzedow itp. A szczerze czytajac Twoja wypowiedz to wlasnie to \"picie na sucho\" odczuwam.

Powrót